O tym się mówi

Nowa rubryka która powstała na naszej stronie to odpowiedź na potrzebę natychmiastowej reakcji na nadzwyczajnie dynamiczny charakter zwrotów w polityce uprawianej przez nasz rząd. Na wstępie dokonamy krótkiego przypomnienia pasma nieustannych “ sukcesów” rządów PO /PSL.

“Obudź się, Polsko!”

Kościół ostatnio zwiódł PiS, bo pojednał się z Cyrylem moskiewskim. Ta “zdrada” zatrzęsła kaczystami, chociaż zdawali sobie sprawę, że w najlepszym przypadku mogą purpuratów pocałować tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Udali więc, że ich to nie obeszło, udali też, że zapomnieli nie tak dawnych rydzykowych obelg.

Okazuje się że w PiS wszystko jest na handel, byle dali dobrą cenę. No więc handel odbył się pod auspicjami eklektycznej imprezy, mianowicie marszu pod tytułem “Obudź się Polsko”. Szuwaks, mydło i powidło.

Demonstrowali więc niegdysiejsi obrońcy krzyża, kontestujący wyniki śledztwa w/s katastrofy smoleńskiej, miłośnicy radia Maryja w sprawie darmowej platformy cyfrowej dla ks. Rydzyka. Manifestowali przeciwnicy TVN i TVP oraz niezadowoleni z rządów PO. Trudno nie wspomnieć o związkach zawodowych Solidarność, ale z mętnych wywodów ich szefa trudno było dociec istoty sprawy, w jakiej przyszli protestować. Pomniejszych grup różnych interesów nie sposób było zliczyć.

Media okrzyknęły że to sukces organizacyjny, bo przyszło ponoć 200,000 luda. Nie wskazali wszak tego kto ten sukces odniósł. Duda, Kaczyński czy Rydzyk. Podobnie media rozkładały na wszelkie możliwe czynniki “sukces” debaty “ekonomicznej”, czyli konwentyklu skrzykniętego dzień wcześniej przez władze PiS-u. na temat gospodarki.

Jakość przedstawionego do dyskusji materiału była, jak wszystko w tej partii, powalająca. Strach pomyśleć, że ci faceci rzeczywiście mogliby kiedyś przejąć w Polsce władzę a to wcale nie jest takie niemożliwe, zważywszy na brak reakcji rządu na skandaliczne wybryki wszelkiej maści opozycjonistów i frustratów. Wszyscy oni na wszelkie sposoby starają się zdezawuować prezydenta, rząd i jego premiera.

Nie żebym miał popierać mało “udacznych” ministrów i ich dokonania, ale władza ma obowiązek egzekwowanie porządku prawnego. To dlatego płacimy podatki, m.in. na bezpieczeństwo, utrzymujemy wiele służb, aby państwo mogło ów porządek prawny egzekwować. Tymczasem nasz rząd nie reaguje na to co się w państwie dzieje.

PiS chytrze dobiera się Tuskowi do skóry. Systematycznie punktuje bijąc coraz mocniej. Na te wybryki rząd nie reaguje i tym samym prowokuje ich eskalację. Jakie jest ich przesłanie? Patrzcie, mamy rację, oni w ogóle nie reagują na nasze zarzuty. A milczenie to potwierdzenie. Zasada jest prosta – nie ma kary, nie ma miary. Skoro nie potraficie korzystać z instrumentów władzy to my wam pokażemy jak to się robi.

Czas na nauki po przegranych wyborach pisowcy zmarnowali na awanturę smoleńską. Niczego się nie nauczyli, liczą (czy aby nie słusznie), że naród to kupi. Wniosków z przegranej nie wyciągnęli, dowiedli tego kompletnym brakiem zrozumienia istoty i specyfiki problemów polskiej gospodarki, prezentując pożal się boże program gospodarczy którego wstydziła się nawet pani J. Staniszkis. Ale spęd się odbył, był mocno nagłaśniany i jest to punkt dla Kaczyńskiego.

Kolejną śmiesznością jest bezpartyjny premier “fachowiec”, tym razem socjolog. PiS wie, że nie zna się on na ekonomii. Wie także, iż wśród swoich partyjnych nie ma nikogo kto by się na ekonomii znał. Wie też, że może dojść do władzy. I co wtedy? Będzie zapewne śmiesznie, ale i strasznie.

Nowy figurant który w PiS ma robić za premiera jest socjologiem – profesorem. Przypominam, że jedną z funkcji socjologii jest funkcja apologetyczna. Apologetyka wg. mojej marnej wiedzy akademickiej to dział teologii fundamentalnej, zajmujący się obroną wiary – najczęściej chrześcijańskiej – przed zarzutami przeciwników oraz uzasadniający podstawowe prawdy wiary.

Def. “(…)Apologetyka stawia sobie za zadanie obronę przekonań religijnych za pomocą argumentacji historycznej i racjonalnej, bardzo często na podstawie Biblii. Celem jej jest m.in. wykazanie braku konfliktów między nauką a religią oraz między rozumem a wiarą.)” (sic)

To niesłychanie cyniczne stanowisko, które zajmuje PiS. Władza, władza, za wszelką cenę władza. Gdzie tu miejsce na odpowiedzialność za kraj, gdzie dbałość o jego dobrobyt czy choćby pomyślność. Tylko watykański Kościół będzie usatysfakcjonowany, jego interesy są zabezpieczone, a więc od nich PiS ma poparcie jak w banku.

PiS wie, że w gospodarce nic nie naprawi, bo nie umie, więc będzie gadane, gadane, gadane i… wystarczy. To koszmarny sen, ale może się ziścić. A ziści się na pewno wtedy, kiedy premier w dalszym ciągu nie będzie wykonywał swoich konstytucyjnych obowiązków. Kiedy pozwoli nadal skakać sobie “po pagonach”. Gdzie kto widział w cywilizowanym świecie klechów prowadzących manifestację razem z politykami. To zakłóca porządek prawny państwa. Obraża konstytucję i zdrowy rozsadek, wszak bogu co boskie a cesarzowi co cesarskie. Wymieszane sacrum i profanum, wszystko stoi na głowie a pan premier śpi.

To może znaczyć że nie tylko chleba, ale i igrzysk nie jest w stanie zorganizować. Ponadto ja, element społeczeństwa, chcę wiedzieć co z tym Smoleńskiem? Bo jeżeli w pisowskiej manifestacji ktoś niesie transparent z napisem TO BYŁ ZAMACH i nikt go za szerzenie defetyzmu nie aresztuje, to znaczy, że PiS ma rację, a rząd kłamie i sprawę smoleńską chce upchnąć pod dywanem.

Drugie pytanie dotyczy Komisji Majątkowej. Podobno (TVN24) Kościół przekręcił państwo na ogromną kasę Tak czy nie? Jeżeli przekręcił, to dlaczego nikt z tej afery nie siedzi i dlaczego prokuratura umarza śledztwo? Przy tym przekręcie AMER GOLD to mały pikuś, a jednak to właściciel Amber Gold siedzi, a jego fluorescencja hula na wolności. Mało tego, bonzowie Kościoła podnoszą raban kiedy pytani przez dziennikarzy o to, czy są świadomi iż uczestniczą w procederze okradanie państwa polskiego krzyczą, że to napaść i polityczne zagrywki skierowane przeciwko Kościołowi.

Więc proszę rządu - jak to jest? W państwowej kasie pusto, a każdy bezkarnie kradnie z niej ile się da. Znaczy rząd nie pilnuje państwowej kasy! To co rząd robi? Na pewno pierwszego dnia miesiąca idzie do kasy po pieniądze, ale czy na pewno na nie zarobił?

I na koniec do wszystkich “ważnych” polityków. Przestańcie organizować debaty ekonomiczne, bo może w Polsce ludzie to kupią, ale patrzy na to Europa. I dziwi się, że w tej Polsce wiedzą, że mają źle i nic z tym nie robią, tylko w kółko gadają. Poziomu takiej debaty nie wyznacza ilość dyspozycyjnej profesury uczestniczącej w konwentyklu, ale jej merytoryczne treści, których zabrakło. Uwaga ta dotyczy szczególnie kręgów lewicy, bo to w niej upatruję sukcesu gospodarczego mojego kraju.

A więc nie tylko wiedza, co trzeba w gospodarcze zmienić - bo to wiedzą wszyscy - ale jak to zrobić, Tylko to wiedzą już nieliczni.

Adam Zbigniew Gusiew

Pamiętajcie o ogrodach…

Wydawać by się mogło że temat ogródków działkowych jest już trochę nie na czasie. Temat jest jednak i aktualny i bolesny i niezałatwiony. Brak reakcji w stosownym czasie potwierdza tezę, że jest to nadal trudna sprawa, którą rząd odkłada na później. Tymczasem ktoś w oparach świętego spokoju ze strony rządu realizuje obstalunek biznesowy. Kto to jest ów ktoś?

 

Wychodzi na to, że ten ktoś ma długie łapy, wielkie możliwości, jest ogromnie łasy na pieniądze, których nie potrafi zarobić w uczciwy sposób. Ten ktoś ciągle “mąci wodę” i stara się w tym mącie łowić swoje interesiki. Tym razem przedmiotem jego “troski” stały się ogródki działkowe. Chodzi mu o to, aby pozbawić działkowców ich od lat uprawianych poletek.

Wszystkie powojenne władze w Polsce wiedziały, że ludowi trzeba nieco “odpuścić”. Od dawna “dobra władza” rozdawała ludowi mało ważne przywileje, m.in. przywilej posiadania działki ogrodniczej. To ważny datek. Sam pamiętam jak ważną pozycję w budżecie domowym stanowiła 500-metrowa działka ogrodnicza, którą po wojnie moi rodzice dostali na Mokotowie. Drzewa owocowe, krzewy, krzewinki, warzywa, świeże owoce przez całe lato, soki, przetwory na całą zimę. Wtedy po wojnie było to poważne zaplecze aprowizacyjne dla milionów ludzi w całej Polsce.

 

Dziś działki oprócz tradycyjnego zaopatrzenia ich właścicieli w różne frukta oferują tzw. aktywny wypoczynek. Działki to niwa hobbystów, a wreszcie miejsce najzwyklejszego wypoczynku dla ludzi, którym z różnych powodów inna forma relaksu na świeżym powietrzu jest po prostu niedostępna. Działki mają swój niepowtarzalny charakter i swoisty całkiem unikany mikroklimat. W największy skwar wystarczy przestąpić próg bramy działek by ogarnął nas cudowny chłód, taki jaki można dostać tylko od wielkiej ilości drzew.

 

e niewielkie działeczki to przeważnie perełki architektury zieleni, dla niektórych pełnią również funkcję mieszkalną. Ten fakt “nagle” odkryty i podany do szerokich rzesz opinii publicznej miał zapewne oburzyć (czytaj podburzyć społeczeństwo), i wystąpić przeciwko samowoli działkowców. Chyba się nie udało. Nie udało się pewnie dlatego że żyje wielu podobnych do mnie obywateli, którzy po wojnie doświadczali braku mieszkań.

 

Na działkach przeważnie mieszkali ludzie starzy, samotni, biedni, którzy nie umieli bądź nie mieli możliwości zmian swojego losu. Nikogo to nie dziwiło, nie oburzało. Pamiętam jak ojciec z matką przed każdymi świętami szykowali sporą paczkę, z wędlinami, wszelkimi wiktuałami, ciastem, i kazali tę pakę zanieść na działki dla pani Gieltowej. Może ktoś pamięta tę staruszkę zamieszkiwała na działkach między ul. Odyńca a Racławicką. O ile dobrze pamiętam, Zarząd Ogrodów Działkowych nie tylko akceptował tą sytuację, ale wyznaczał dyżury opiekujących się staruszkami.

 

Dziś, twórcy współczesnych “dziadów” chcą często niezamożnych działkowców wyrzucić z ich altan i ogródków. Po upływie dziesiątków lat sędziowie Trybunału Konstytucyjnego “zauważyli” że zapisy w ustawie o Pracowniczych Ogrodach Działkowych są niezgodne z konstytucją. Przyjmijmy także, że to oni sami a nie lobby deweloperskie kazało T.K. zająć się tą sprawą. Oczekujemy więc od uczonych mężów z T.K. zdrowego rozsądku, który nakazywałby poprawienie formalnego jak dzisiaj się okazuje błędu kazuistycznego bez robienia awantury na cały świat, narażając się po raz kolejny na śmieszność.

 

Po raz kolejny? Tak! Po raz pierwszy to Sąd Najwyższy skompromitował się przy sprawie pani Trawny, która po skorzystaniu ze wszystkich możliwych dobrodziejstw finansowych czasu Edwarda Gierka i Willy Brandta zdała majątek na skarb państwa wzięła kasę od Brandta i jako przesiedleniec z własnej woli (nie mylić z przymusowym wysiedleniem), określiła się jako Niemka i wybrała wolność na zachodzie. Jednak po latach pani Trawny postanowiła wrócić do Polski. Oczywiście - czemu nie. Pani Trawny zaczęła więc żądać tego czego się zrzekła i za co już wzięła pieniądze.

 

Pominę już znane wszystkim korowody prawne dotyczące rugowanych, prawowitych mieszkańców posesji. Posesji nadanej zgodnie z polskim prawem przez państwo polskie polskiemu obywatelowi. Pamiętamy przy tym tak liczne a nic nie warte deklaracje polityków poparcia i wsparcia dla wypędzanych. Okazało się, że Sąd Najwyższy przyznał Trawny prawo do majątku.

Dlaczego uważam, że ten Sąd oszukał Moskalików? Bo od niepamiętnych czasów jeżeli ktoś włada cudzą własnością w dobrej wierze, (uzyskują prawo do użytkowania nieruchomości a tak było z Moskalikami), to użytkownicy po nieustannym 20-letnim władaniu stają się w myśl Kodeksu Cywilnego właścicielami nieruchomości. (Moskalikowie władali nieruchomością w dobrej wierze przez niemal 30 lat). O co więc chodzi!? Temida co prawda jest ślepa, ale sędziowie powinni umieć pisać i czytać tekst ze zrozumieniem. Sędziom tymczasem wystarczył fakt że jakiś urzędas nie dokonał formalnego wpisu do K.W. mimo że istniała taka dyspozycja. To jest właśnie prawo po polsku. Tak polski sąd traktuje swoich obywateli.

To są elementarne niezbywalne obowiązki każdego cywilizowanego państwa, które to państwo z mocy prawa zobowiązane jest stosować prawo dla pożytku społeczeństwa z woli i w imieniu którego sprawuje służbę prawną na terenie III RP. Działkowcy mają pecha, ponieważ są beneficjentami “dóbr”, które nadała im niewłaściwa władza i sami są niewłaściwi, bo żyli w złych czasach. .

Chodzi tu jeszcze o coś innego. Działkowcy działają niezgodnie z konstytucją, więc pomajstrujemy trochę przy prawie, ale tak sprytnie, żeby po kilku latach już w majestacie prawa odebrać działkowiczom to czym władają od pokoleń. I na koniec. Nie jestem działkowcem, ale nie wierzę władzy, która dziś mówi o małej istotności zmian jakich trzeba dokonać aby wszystko było O.K. i lega artis. Działkowcy strzeżcie się tych, którzy knowają, działając niby to w waszym interesie.

Adam Zbigniew Gusiew

Koko koko euro spoko

Pamiętamy jak nowy pan minister przed Euro 2012 jeździł po terenach budowy poszczególnych odcinków autostrad, jak się kiedyś mówiło, z wizytą gospodarską. To dobrze, że młody uczy się od starszego (Edwarda Gierka). Nie wiem, o czym były “gospodarskie” rozmowy, ale w ich efekcie następowały cudowne zmiany na budowach zagrożonych odcinków autostrad, a szczególnie tych które miały strategiczne znaczenie dla obsługi Euro 2012.

Miło było patrzeć jak młody minister dogaduje się z wykonawcami poszczególnych odcinków autostrad, które rozwijały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Myślałem wtedy … no i przyszedł wreszcie ten, który potrafi… czyli młodzi są szansą dla kraju. Po tej konstatacji w pogodnym nastroju poszedłem na urlop. Z błogiego samopoczucia wyrwał mnie dość brutalnie komunikat o protestach wykonawców autostrad, bo im się nie płaci.

Trudno mi się o tym pisze, bo dla człowieka biznesu złamanie tej zasady to eliminacja elementarnych zasad w interesie. Nie można prowadzić biznesu bez zaufania. Zaufanie to podstawowa zasada. Jej złamanie to brak fundamentu dla budowy najprostszego interesu, a mówimy o najważniejszym partnerze w interesach - o państwie i o interesie, w jaki wdał się w imieniu państwa polskiego jego konstytucyjny minister. Ten minister w imieniu państwa dogadał się z prywatnymi wykonawcami autostrad, którzy pracując dniami nocami w piątek i świątek gonili kolejne terminy i oddawali kolejne odcinki autostrad do użytku.

Dogadać się to znaczy zawrzeć umowę w jakiejś sprawie, gdzie jedna ze stron zobowiązuje się do czegoś a druga ma za to coś zadośćuczynić zgodnie z ustaleniem i uzgodnionym terminem. Dziś jedna ze stron protestuje na znak, że stało się coś niewyobrażalnego - rząd nie dotrzymał umowy. Znaczy polski rząd oszukał człowieka, z którym wcześniej się układał a dziś nie wywiązał się z zawartych porozumień. Rzecz oczywiście dotyczy pieniędzy, których Główna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad z tylko sobie znanych powodów nie wypłaciła poszczególnym wykonawcom za wykonane zgodnie z umową prace.

Taka sytuacja dla mnie starego prywatnego przedsiębiorcy jest absolutnie horrendalna, ergo nie do przyjęcia. Wiedzieć trzeba, że w interesie wolno wszystko, nie wolno jedynie nie dotrzymać terminu płatności. Brak zapłaty w terminie powoduje automatyczne wykluczenie z rynku. Świat branżowy jest wbrew pozorom mały i hermetyczny, o “przekręcie” wiedzą wszyscy tego samego dnia. Może ta pisanina wydawać się długawa i nudna, ale rzecz jest o tyle istotna, że prywaciarstwo to ostatni bastion normalności w tym spaczonym kraju.

Tu w świecie normalności liczy się słowo. Na słowo dostaje się wszelki towar i później idą papiery, faktury, umowy, pieniądze. Nikomu też do głowy nie przyjdzie, że porządek ten można złamać. Okazało się, że przyszło… młodemu, zdolnemu, któremu dobrze życzyłem. Okazuje się że nie ma znaczenia czy młody, czy stary. Oto kolejny minister bez stosownych kwalifikacji za przeproszeniem politolog, czyli człowiek właściwie bez żadnego zawodu.

Ten skandal tylko pozornie wydaje się naszą wewnętrzną sprawą. Przygląda nam się uważnie świat, a Europa patrzy nam na ręce bardzo dokładnie. Ten rządowy przekręt odbije się na naszych stosunkach handlowych ze światem i utrudni, a także opóźni wszelkie transakcje handlowe. To kolejne dokonanie rządu historyków i innych “kolorowych” bezzawodowców. Nie ma skąd wziąć pieniędzy, powie rząd. Moja rada, niech rząd weźmie łopaty i zacznie kopać rowy, bo jedynie do tego nadaje się rząd, który nie ma pojęcia o gospodarcze, o rynku i jego prawach.

Adam Zbigniew Gusiew

Nadchodzi czas zbiorów

Tak to już jest że jest że co posiejemy to urośnie i nigdy inaczej nie będzie. Styropianowe spece od niczego przez dziesięciolecia niszczyły nie tylko substancję materialną, to zawsze wcześniej czy później da się odbudować. Ale są straty których zniwelować nie można, albowiem nie da się cofnąć czasu. Jak się okazuje skutkiem swojej nieskończenie radosnej polityki. Tym razem edukacyjnej. Okazało się że “styropianowcy” zmarnowały życie tej młodzieży która miała nieszczęście uczyć się w czasie trwania III RP. Na “sukcesy” w dziedzinie edukacji już dwa lata temu wskazywał kierownik katedry filozofii z U.J. Jego uwagi nie zrobiły jednak większego wrażenia, choć wskazywał że na uczelnie przyjmowani są półanalfabeci. Za komuny nie do pomyślenia było żeby uczeń z taką wiedzą (obecnie wynoszoną ze szkoły) mógł wyjść ze świadectwem dojrzałości. Dziś gdyby stosować kryteria słusznie minionego okresu to na uczelnie od biedy mogłoby zostać przyjętych ze względu na wiedzę ok. 30% stanu. Dotarło coś bo do szkół wprowadzono obowiązkową maturę z matematyki, co mogłoby sugerować że ktoś nad edukacją panuje. Ale w Polsce nic nie jest takie na jakie wygląda więc strajk nauczycieli powinien zrobić duże wrażenie tym większe że nie dotyczył on żądań ekonomicznych czy socjalnych. To pewna nowość w związkowych protestach bo wynika z nich że nauczyciele żądają od władz aby mogli (nauczyciele) ciężej pracować. Upominają się o odpowiedzialność “władz" w stosunku do uczniów. O co chodzi?! Okazuje się że nauczyciele w ogromnej większości wykonują misję a nie zawód. Nauczyciele żądają odpowiedzialności od styropianowych urzędasów z MEN!!! – Świat próbuje stanąć na głowie ale ludzie dopowiadający za jakość nauczania usiłują świat utrzymać w pionie i protestują oni przeciwko produkcji w szkołach bezmózgich automatów do rozwiązywania testów. Pozwolę sobie na osobistą dygresję w tej sprawie. Na niedzielnego grilla przyjechał do mnie mój najmłodszy syn - świeżo upieczony prezes firmy informatycznej. Opowiadał oczywiście o swoich dokonaniach w firmie, myślę że opowiadanie nie odbiegało od norm standardowych aż do momentu w którym zaczął mówić o swoich problemach z prowadzeniem firmy. Problemem generalnym był brak pracowników. Myślałem że się przesłyszałem. Jak w kraju o tak ogromnym bezrobociu gdzie ludzie z papierami mocnych uczelni są bezrobotnymi klientami urzędów pracy nie można znaleźć pracowników? “Pewnie jak większość młodej kadry kierowniczej szukałeś długonogiej 20 letniej blondynki z 3 fakultetami i 5 letnim stażem na kierowniczym stanowisku” kpiłem sobie. Ojciec co ty gadasz! Szukałem ludzi ze znajomością obsługi komputera z biegłą znajomością francuskiego, hiszpańskiego, włoskiego, rosyjskiego, szwedzkiego i angielskiego. Przez tydzień przyszło 400 C.V. Efekt przyjęliśmy 1 słownie jedną osobę drugą warunkowo w nadziei że się z czasem “ogarnie”. Wytypowane i zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną osoby (60 osób) w ogromnej większości nie rozumiały przesłania zawartego w ogłoszeniu. “Jak to nie rozumiały przesłania” pytam. Normalnie! Ich znajomość języka była żadna. Ale za to każdy miał 1000 innych jego zdaniem ważnych przymiotów i nijak nie był w stanie pojąć dlaczego taki drobiazg jak nieznajomość języka dyskwalifikuje człowieka z tak znakomitym dyplomem. Młody ambitny ten mój syn i pewnie trochę przesadza. Myślałem tak do momentu kiedy przeczytałemjak rzeczy się mają i jak ten faktycznie istniejący problem widzą przedstawiciele wysokiej nauki a mianowicie pani prof. Ewa Nawrocka kierownik Katedry Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego na konferencji poświęconej ocenie jakości kształcenia (która tam się odbyła) mówiła tak “(…) Bezmyślna i nieodpowiedzialna reforma szkolnictwa podstawowego i średniego doprowadziła do kompletnej zapaści edukacyjnej. Jej autorzy i orędownicy już gryzą ziemię, nauczyciele zmagają się z przeszkodami nie do przekroczenia, a my dostajemy studentów niedouczonych, niemyślących, intelektualnie leniwych i biernych, a do tego aroganckich”. Wystąpienie pani profesor jest więc kolejną alarmująca wypowiedzią na temat stanu edukacji publicznej w Polsce. Dalej w Gazecie Wyborczej z dnia 5-6 maja str. 18 pod artykułem “Profesor w krainie analfabetów” możemy przeczytać takie “laurki” jak opinia prezesa PZU Andrzeja Klesyka. “Na świecie trwa wyścig o talenty, które potrafią wiedze wykorzystać i zagospodarować. Trzeba je wyławiać, wzmacniać i promować. Brak tej umiejętności jest piętą achillesową polskiej edukacji na każdym poziomie.” A prof. Jan Stanek, fizyk z U.J. zwraca się do oburzonych “doskonale wykształconych” młodych bezrobotnych. “Nie jesteście – większość z was – dobrze wykształceni, a jedynie tak się Wam wydaje. Zostaliście oszukani najpierw przez nauczycieli, a potem przez wykładowców. Wczoraj uczniowie liceów zdawali maturę z matematyki. Dalibóg nieporównanie większą wiedzą należało się wykazać na egzaminach wstępnych z matematyki do szkoły średniej niż ta którą dziś obowiązuje maturzystów. Tak wygląda następny “sukces” neoliberałów rządzących w Polsce, który skrzętnie acz bez satysfakcji odnotowujemy.

 

Adam Zbigniew Gusiew

W majowe święto w SLD po staremu?

Leszek Miller został szefem SLD. Nie nasza to sprawa, choć nie do końca. Pozaparlamentarna partia lewicowa winna wiedzieć, z kim przyjdzie jej współpracować w ramach porozumienia lewicy. Stary nowy przewodniczący nie wróży dobrze ani formacji, ani lewicy w ogóle. Leszek Miller przez ostatnie lata odnosił same sukcesy. Przygoda z A. Lepperem, własna partia,wyjście za struktur SLD. To znane sprawy i sprawki. Z innych zasług, którymi legitymuje się pan Miler to np. sprowadzenie truchła zdrajcy Kuklińskiego do Polski. Ten świetny manewr, spowodował że całe ludowe wojsko polskie nie zagłosowało na lewicę. A największym sukcesem było spowodowanie spadku poparcia dla SLD z 40% do stanu z którego SLD chyba już się nie podniesie.

Bardzo kolorowa biografia, której właściciel ogłasza zdumionej partii, że jest zwolennikiem wolnego rynku... Ale jak dumna to figura, to żal patrzeć jak przywódca SLD odrzuca wyciągniętą rękę z propozycją współpracy z lewicowym Ruchem Palikota. W ogóle dziwi taki wybór zgranej figury, ale vox populi vox Dei. Są jednak w świecie jakieś powody, dla których politycy mają ograniczone możliwości pełnienia ważnych funkcji.

Mówią że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, tymczasem miałkie hasełka i nadęte oświadczenia zdecydowanie kolidowały z podniosłą atmosferą święta majowego, w którym uczestniczyła zdumiewająca ilość młodzieży. Tłum był tak gęsty, że aż zamilkły wszystkie media ograniczając się do stwierdzenia, że w Warszawie odbyły się pochody pierwszomajowe, eksponując głównie przemarsz anarchistów. Pytanie - czy to piknik majówkowy i pogoda ściągnęły takie tłumy, czy chęć zamanifestowania poparcia dla nowego przywódcy partii. Ta zagadka rozwiąże się jak sądzę w najbliższych dniach, gdyż nowe władze SLD będą musiały zmierzyć się z dynamicznymi działaniami Ruchu Palikota, który odgryzł kawał tortu tradycyjnie należącego do lewicy.

Zresztą lewica straciła dużo czasu i szans w trakcie nieudanych roszad personalnych, a które nie powodowały istotnych zmian ani ideowych, ani gospodarczych w deklarowanych hasłach. Z roszad tych wyzierała jedynie chęć istnienia za wszelką cenę. Bardzo przepraszam, ale ludzie, którzy biorą się za kierowanie partią, oprócz wiedzy teoretycznej muszą mieć charyzmę. SLD ma ten kłopot taki, że albo ma ludzi z charyzmą, ale bez stosownego wykształcenia, albo ludzi z jakimś wykształceniem (niekoniecznie oczekiwanym), ale za to bez tego daru bożego – czyli charyzmy. Brak oczekiwanych koincydencji nie byłby tak znaczący, gdyby reprezentanci obu tych skrzydeł mieli w sobie tyle siły, pokory i dystansu do siebie, żeby powiedzieć: nie wiem jak to zrobić! Chyba jednak do takiej konstatacji trzeba dorosnąć.

Tymczasem nasi niewiedzący nie oczekują pomocy od tych, którzy powinni taką wiedzę mieć tylko do współpracy zapraszają jeszcze mniej wiedzących, bo przecież nie honor jest nie wiedzieć. Albo zapraszają akademicką profesurę, którą nie są w stanie pojąć, bo w ich otoczeniu nie ma nikogo, kto przełożyłby na język zrozumiały siłą rzeczy specjalistyczną terminologię, jaką zwykli posługiwać się wielcy znawcy przedmiotu. Wszak oni na co dzień mówią do studentów wyposażonych już w odpowiednią wiedzę, ergo są przystosowani do odbioru przekazywanej specjalistycznej wiedzy.

Tak! To na pewno jest pewien dyskomfort, ale jak się raz dowiesz nigdy już nie będziesz się wstydził. Tak twierdził mój profesor matematyki. To taki nauczyciel akademicki, gdzie na Jego wykładach studenci zajmowali wszystkie możliwe wolne miejsca, a to podłogę między rzędami ławek, a to parapety. Wszyscy umieli matematykę, nikt z niej nie uciekał i dziś nie musimy się wstydzić. Jest zatem pytanie: czy będziemy świadkami oczekiwanej metamorfozy kierownictwa SLD, czy dalej będziemy się zachwycali bonmotami pana Millera, choć inteligentnymi to nie niosącymi żadnych wartości intelektualnych. A może się mylimy? Z całego serca chcielibyśmy być w błędzie.

Adam Zbigniew Gusiew

Państwo na niby

Wśród rozlicznych śmiesznych zdarzeń jakie non stop mają miejsce w polskiej przestrzeni za przeproszeniem publicznej, są bardziej i mniej śmieszne. Wydarzenia różnej wagi falą wzbierają i opadają. Gotują się i kipią, a wrzenie i odgłosy przypominają wulkan tuż przed erupcją. W państwie na niby wszystko jest śmieszne ale czasami zaczyna być straszne.

W wulkanicznym tyglu na koniec tygodnia powróciły dwa tematy. Emerytury i śmierć pana generała Papały. W śmiesznym państwie śmieszni urzędnicy podejmują śmieszne decyzje. Dowiedzieliśmy się właśnie że generała Papałę zastrzelił pospolity złodziej samochodów. W śmiesznym kraju śmieszny złodziej chodzi na “robotę” uzbrojony i poluje na Espero generała. Zaiste podejrzany to złodziej samochodów który kradnie byle “daewoo” i jeszcze strzela do kierowcy.

Nie wiem co się zmieniło ale w światku przestępczym istniał ścisły podział specjalistów z różnych branż. Świat przestępczy też ma swój kodeks. Z kodeksu tego m. in. Wynika, że złodziej nie morduje, a morderca nie kradnie. Oczywiście śmieszna policja nic o tym nie więc i ściga fantasmagorycznych przestępców po całym świecie. Sytuacja jako żywo jest dokładną kalką morderstwa Państwa Jaroszewiczów.

Tam według śmiesznych śledczych kilku emerytowanych doliniarzy miało sforsować twierdze, przy ul. Zorzy w Aninie. Spacyfikować, znaczy zamknąć w osobnym pomieszczeniu psa potwora, szkolonego brodacza monachijskiego. Zamordować nie wiadomo po co premiera i jego żonę, ukraść fiński nóż i odejść spokojnie z miejsca przestępstwa.

Ja wiem że życie pisze najrozmaitsze scenariusze. Ale są scenariusze takie, których żaden wydawca by nie przyjął z powodu śmieszności pojmowania i przedstawiania rzeczywistości, a przecież wg. Wspomnianego kodeksu doliniarz nie zabija.

Zostawmy ten wątek i przepatrzmy inny. Tylko w śmiesznym kraju Komendant Główny mieszka sobie w mieszkaniu jak setka innych obywateli, choć zwykłym obywatelem nie jest. W normalnym kraju nie do pomyślenia jest, żeby taka figura nie miała stałej 24 godzinnej osobistej ochrony a choćby stałego partolu. Ale w państwie na niby jest to jak widać nie tylko do pomyślenia, ale i wykonania. Gdzie był i co robił BOR. Że to prawda! Prawda bo nikogo więcej w tym budynku żaden złodziej samochodów nie zastrzelił choć parę samochodów zapewne zginęło.

Co więc takiego się stało, że przecież dobrze znający swój fach stróże prawa wystawiają się na pośmiewisko? Pytamy dalej co takiego się stało w finansach publicznych, że pan premier Tusk ( z zawodu historyk) tak uparcie dąży do zmian terminów przejścia na emeryturę. Temat ma cechy zadry, jest grobem dla pana Tuska i koalicji a on spec od uników z dziwnym uporem brnie w zabójczy dla niego temat.

Dziwne bo problem ma dotykać ludzi za 20-40 lat. Nikt na świeci nie ma zielonego pojęcia co się będzie działo w kraju za tyle lat. Co to za rachunki, kto je wykonał? W ekonomii już plan 10 letni jest przyjmowany z mocnym marginesem błędów, jest raczej prognozą niż wiedzą. Planów dwudziestoletnich się nie prowadzi. Co więc się dzieje, że rzeczy czwartorzędne stały się sztandarowym zadaniem rządu. Jakie ma znacznie dla rządu czas, w którym tylko niektórzy historycy będą wiedzieli, że taki rząd w ogóle był.

Co rząd chce ukryć tocząc tak zaciekłe boje ze wszystkimi. Dziś OPZZ zapowiedział strajk generalny przeciw tej ustawie. Czego rząd broni? Przecież jest tyle możliwych rozwiązań tego problemu, że naprawdę nie ma o co kruszyć kopii. Rząd twierdzi ze demografia decyduje o wprowadzeniu takich właśnie regulacji. Obawiam się jednak, że to nie o to idzie. Przecież w okres produkcyjny wszedł właśnie rocznik wyżowy, dzieci rodziców urodzonych tuż po wojnie.

Odnoszę wrażenie że OPZZ nie wtrąca się do demografii ale do pracy - warunków pracy i płacy, jak najbardziej, bo to jest przedmiotem zainteresowań związków. A jeżeli tak to my natychmiast dołączamy do krytyki i protestujemy przeciwko temu, żeby rząd nie zajmował się rządzeniem. To rząd doprowadził do sytuacji że młodzież w Polsce nic nie zarabia. To pan premier wraz z rządem odpowiada za to, że młodzież nie ma pracy. To pan premier odpowiada za to, że emeryci nie dostają należnych im pieniędzy. Ich własnych pieniędzy. To rząd odpowiada za to, że budżet jest niezrównoważony.

W śmiesznym państwie śmieszny rząd ma same trudności, z którymi nie umie sobie poradzić i to tez byłoby śmieszne, gdyby nie było straszne a i śmiać się nie bardzo jest z czego. “Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.” Wszak ktoś ich wybrał. Szczęśliwie ja nie.

Adam Zbigniew Gusiew

Gra w chińczyka

Trudno nie przyjąć przedstawiciela wielkich i potężnych gospodarczo i militarnie Chin. Trudno też nie zauważyć, że to państwo komunistyczne, u którego w kieszeni siedzą wielkie kapitalistyczne Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Takiej żaby nasi spece od rządzenia jeszcze jeść nie próbowali. Z jednej strony dobrze byłoby mieć rok w rok wzrost PKB o te 10%, a z drugiej strony obrzydzenie do niedawno obalonego systemu powoduje mało komfortową sytuację. Ale to światowa potęga więc mus poprawności politycznej zapewne wywoła nieszczery uśmiech na twarzach gospodarzy witających premiera. Premiera gospodarczo zwycięskich komunistycznych Chin. Tych, których polityka mimo że opluta przez naszych “speców” od rządzenia, to jednak bezwzględnie absolutnie i bezdyskusyjnie tryumfująca.

My jak niedorozwinięci własnoręcznie zniszczyliśmy cały swój gospodarczy potencjał oni zaś zreformowali. Pamiętać też trzeba że Chińczykom jesteśmy dłużni wdzięczność za to że nie dopuścili do rozlewu krwi w 1956 r. To oni zagrozili Chruszczowowi interwencją w razie podjęcia agresji przeciwko Polakom, którzy chcieli jedynie modernizacji systemu. Dziś jakaś rozwydrzona szczeneria usiłuje protestować i pouczać Chińczyków w sprawie przestrzegania praw człowieka.

Przy okazji dowiedziałem się od jednego zasiedziałego w sejmie wybrańca narodu, że solidarność powstała nie dlatego, żeby było nam lepiej, tylko dlatego abyśmy byli wolni i dlatego z Chińczykami nie powinniśmy się kumać. Rzeczywiście, jak można było nie wpaść na tak oczywistą oczywistość. Wszak Styropian rozmontował system socjalny, ten który upodmiotowił człowieka. Zaimportował kapitalistyczną nędzę i niedole, ale za to jesteśmy wolnymi nędzarzami, wolnymi od wszystkiego, przede wszystkim od odpowiedzialności.

Mamy taki rodzaj wolności w której hewra Kaczyńskich może dowolnie obrażać wszystkie świętości na świecie – z wyjątkiem swoich. Ludzie ci wolni są od przestrzegania norm prawnych, ergo są całkowicie bezkarni. Co oczywiście ośmiesza państwo, ale rządowi najwyraźniej to nie przeszkadza. Mamy rząd pod wodzą którego Polska tylko dzięki sztuczkom księgowym pana Rostowskiego sprawia wrażenie że w finansach publicznych wszystko jest O.K. Ale nic nie jest O.K. i jak się rypnie to będzie bolało. Nadzieja w chińskich inwestycjach - ale te prawa człowieka...

Powiem tak, Europa spowodowała Ordnungschaffen i wprowadziła ordolieralizm zapisany jako Społeczna Gospodarka Rynkowa. To także wprowadzony do naszej konstytucji obowiązek odpowiedzialności za ojczyznę rodzinę i siebie. My chcemy mieć to co oni, ale robić tak jak się nam podoba, co oznacza że po swojemu będziemy lekceważyli przyczyny dobrobytu potęg, z których każda wyrosła z powodu konsekwentnie wdrażanych i przestrzeganych własnych jakże różnych recept.

No tak, to trudne zadanie, dużo łatwiej wrócić do korzeni, stać się przedmurzem chrześcijaństwa i już, kochamy Boga (czytaj kler), kraj ojczysty (jakby mniej) i wreszcie jesteśmy wolni, zadowoleni z siebie i z wykonanej pracy. Róbmy tak dalej, pełna izolacja za progiem.

Adam Zbigniew Gusiew

KTO NAS OKRADA?

Ostatnie dni minęły pod znakiem dwóch zdarzeń. Pierwsze to kabaretowe wystąpienie Maciarewicza (PiS) z gatunku Wisła się pali, albo Maciarewicz idzie na wojnę z Rosją. Nawet prokuratura nie chciała się fatygować ze ściganiem z urzędu zanim wcześniej nie wypowiedzą się lekarze. A - jeszcze jedno cudeńko w wykonaniu PiS to opowieści Hofmana ale nie te Offenbacha jeno naszego rodzimego, który pożyczkę dla MFW nazwał przekazaniem zachodowi gotówki.

Druga kwestia dotyczyła hipermarketów. W tej sprawie już wypowiadaliśmy się, ale że sprawa wróciła, więc i słowo komentarza. Nudne i niewłaściwe wydaje nam się zajmowanie pozycji wróżki, ale można sięgnąć do dokumentów, aby bez satysfakcji powiedzieć – a nie mówiłem. Nie ma co wracać do nieodwracalnych zaszłości. Warto natomiast zdać sobie sprawę ze skali w jakiej my jako Polska jesteśmy obierani z gotówki przez instytucje super i hiper marketów.

Umowa o swobodnym przepływie osób, towarów, gotówki i usług spowodowała, że rekiny zachodniego biznesu natychmiast zwęszyły interes. Z polskich przepisów wynika, że inwestujący u nas zachodni biznes przez pierwsze 5 lat działalności zwolniony jest z podatków bez względu na to jaki charakter ma działalność biznesowa. W taki sposób pragmatyczny (zachodni) kapitalizm nieodrodne dziecko natury i jak ona leniwy zarzucił Polskę hipermarketami, czytaj blaszanymi pudłami już dawno zamortyzowanymi ergo bez wartości.

Poważne inwestycje pozahandlowe można w Polsce policzyć na palcach jednej ręki.

Mechanizm niepłacenia podatków jest prosty. Koszty w najlepszym przypadku równają się zyskom, rachunek zysków i strat = 0 podatek CIT= 0. Jeżeli jest inaczej księgowy leci z roboty, a następny już będzie wiedział co ma robić. Swoboda przepływu kapitału powoduje że Hans, Johnny, czy Pedro, wcale nie muszą się starać o to, żeby faktyczny nielegalnie uzyskany zysk legalnie wytransferować z Polski. Robią to oficjalnie przy pomocy prywatnych kont bankowych. Życie znowu wyprzedziło nasze przepisy i oczywiście zaskoczyło. No przecież my polskie pawie i papugi narodów nie będziemy zajmowali się tym co zawsze było domeną żydostwa.

My się handlem brzydzimy i odpowiada nam w tej sprawie doktryna Akwianty. Ale jego teoria nie dotyczy Kościoła r.k. tylko maluczkich. O tym wie już cały świat z wyjątkiem bogobojnych Polaków, którzy olewają najpotężniejszą i zarazem najmniej skomplikowaną lokomotywę rozwoju postępu i cywilizacji; czyli handel. Mało tego, nie potrafimy zabezpieczyć naszego budżetu przed okradaniem. I proceder kwitnie.

A oto zgrubny rachunek nieuzyskanych przychodów budżetu, czyli skarbu państwa. Super i hipermarketów w całej Polsce jest 4500. Przyjmijmy (bo brak dokładnych danych), że obrót dzienny każdego z nich wynosi 500 000 zł. Nie liczymy zyskowności. Obrót roczny tych podmiotów jak obliczyliśmy wynosi 787 500 000 000. Zysków z CIT-u. Zarządzić jeden (1%) od obrotu zamiast podatku od zysku, którego i tak nie oglądamy a w budżecie znajdzie się prawie 8 miliardów złotych. Zróbmy zestawienie nieuzyskanych a należnych przychodów państwa.

8 miliardów złotych z powyższego

6 miliardów likwidacja OFE

3 miliardy apanaże dla Krk

6 miliardów minimum z powodu prawdziwej reformy służby zdrowia

23 miliardy złotówek nie wpływa do budżetu z powodu niewłaściwego pełnienia obowiązków przez urzędników i polityków. O własny, czyli państwa interes trzeba dbać.

Adam Zbigniew Gusiew

LEKCJE HISTORII

Lekcje historii – nauka historii w szkołach ponadpodstawowych. Spór idzie o ilość godzin lekcji i zakres problematyki. Nie znamy istotnych powodów dla majstrowania przy godzinach lekcyjnych czy zakresie problematyki historii, bo powody podane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej mają naturę raczej techniczną. Tymczasem ponoć lepiej poinformowani widzą w tym posunięciu zagrożenie(?) dla rozwoju duchowego młodzieży, której dotykać będzie mniejsza liczba godzin historii.

 

Jako mniej doinformowani sprawę widzimy tak. Jeżeli zakres przedmiotu będzie gwarantował młodzieży wiedzę na poziomie średniego wykształcenia wg dotychczas obowiązujących norm to O.K. Jeżeli poziom będzie zaniżony to oczywiście źle. Czy dotychczasowy system gwarantował obywatelowi z cenzusem odpowiednią wiedzę moim zdaniem tak, ale… moja opinia w tej sprawie może być skażona indoktrynacją, jakiej doświadczałem w pobierając nauki w czasach czerwonej władzy.

 

Przyznać muszę, że wiedzy uzupełnionej edukacją domową wstydzić się nie muszę. Tym bardziej, jak mówił mój śp. Ojciec, z historią jak z bratem jaka łajza się urodzi taka musi być i nic nigdy tego nie zmieni. Takie postawienie sprawy spowodowało, że mój stosunek do historii stał się mniej emocjonalny a nawet ambiwalentny. Ot – było, działo się i tyle.

 

Mówi się że historia jest matką nauk. To prawda taka sama jak ta, że Polacy swojej matki nie kochają. Od czasów biskupa Ignacego Krasickiego (XVIII wiek) przez okres Młodej Polski i S. Wyspiańskiego (przełom XIX w.) do wieku XXI my Polacy dowodzimy, że historię znamy, ale ta wiedza w ogóle nam nie przeszkadza. Cóż taka nacja. Różnie wychodziliśmy na lekceważeniu historii, ale zawsze mieliśmy odruchy patriotyczne.

 

Tymczasem powstał IPN i ta instytucja jest o tyle groźna dla wiedzy ogólnej, że cenzuruje historię, przyczepia jej łatki, gdzie indziej pudruje, generalnie ją interpretuje. Z tej interpretacji wychodzi, że historia przestaje być rodziną, która jest taka jaką się urodziła i łajza inną nie będzie, ale będzie taka jak ją firma zinterpretuje. Takiej wiedzy odmawiamy waloru nauki, to brutalna indoktrynacja, mitologia nie mająca nic wspólnego z rzetelną wiedzą.

 

Oprócz IPN-u podobnymi praktykami popisał się sejm, podejmując uchwałę o kombatanctwie dla uczestników WIN i NSZ. Cywilizowani Niemcy rozliczając się własną historią wyrzekli się formacji SS uznając ją za formację zbrodniczą. My organizacje zbrodnicze stawiamy w równym rzędzie z formacjami żołnierzy, których “żołnierze wyklęci” mordowali. Lekcje takiej historii w normalnym państwie winny być eliminowane, przestrzegamy więc przed majstrowaniem przy takiej nauce, o ile ma to być nauka historii.

 

Adam Zbigniew Gusiew

DEREGULACJA

Nasz sejm to bardzo dziwne miejsce. Tak jakoś się dzieje, że ktokolwiek tam wejdzie wcześniej czy później musi doznać zaćmienia umysłu. Dziś zaćmionym okazał się kolejny historyk z obozu premiera – pan Gowin. Pan Gowin jest również filozofem i pewnie dlatego, zanim doznał zaćmienia umysłu, trwał w sejmie aż dwie kadencje i jedną w senacie.

 

Było tak. Ten świetnie wykształcony poseł został trafiony przez prezydenta posadą ministra sprawiedliwości. A ponieważ prezydentowi się nie odmawia, więc pan Gowin posadę ministra przyjął i szparko zabrał się do roboty. Robota ciężka, odpowiedzialna, bo m.in. dotyczy deregulacji. Ta tajemnicza robota przez niektórych nazywana jest reformą systemową i jak wszyscy dobrze wiedzą polega zwykle na rozpie…. tego co nieźle działało, ale było pomysłem czerwonego, czyli niesłusznego. Ciężka robota pana ministra zaowocowała rozruchami w kraju.

 

Protestują wszystkie cechy rzemieślnicze (naukowo nazywane korporacjami). Czy słusznie ? Chyba tak, bo jeżeli pominiemy fakt że historycznie rzemiosło od prawieków zrzeszało się w cechy z najrozmaitszych profesji, krawców, szewców, dorożkarzy, taksówkarzy, rymarzy, kominiarzy, to likwidacja historycznych systemów jest wyrazem hiper arogancji a brak poszanowania dla tradycji i obyczaju to dokonanie godne rewolucji polpotowskiej.

Owe cechy rzemiosł przeróżnych dbały między innymi o jakość wiedzy i praktycznych umiejętności kandydatów na czeladników, późniejszych mistrzów w fachu. Z czasem większość tych funkcji przejęły szkoły zawodowe, ale że były z niewłaściwego nadania szkoły te zostały zlikwidowane (oczywiście przez słuszną i światłą władzę). Jakie skutki powodowała ta powolna likwidacja praktycznej nauki zawodu? – Spróbujcie znaleźć zduna, cieślę, stolarza meblowego, kowala. Te zawody są na wymarciu.

 

Ostatni specjaliści wykształceni w polskich szkołach zawodowych stali się naszym świetnym towarem eksportowym. Z dumą prezentowany na plakatach był onegdaj hydraulik, który do Francji na saksy. Ludzie ci wyjechali i małe są szanse na to że wrócą tu. Nowych kandydatów na fachowców nie kształci się więc, minister (z zawodu historyk) rzucił hasło: ratuj się kto może i jeżeli czujesz powołanie do fachu to pal diabli wiedzę, szkoda czasu na naukę, bierz się chłopie za robotę.

 

Podobnie działał w minionym stuleciu niejaki Dżugaszwili zwany Stalinem. Ale jak zobaczył, że bez fachowców wojnę przegra, zaraz przeprosił się z białymi oficerami z wiadomym skutkiem. Ale to pan minister z zawodu, jak pamiętamy historyk, powinien to wiedzieć. Niech nas Pan Bóg broni przed amatorszczyzną. Niech Pan Bóg ma nas w swojej opiece jak zajmie się nami niedouczony lekarz, do którego autobusem dowiezie nas człowiek bez kwalifikacji, a mieszkanie naszym dzieciom sprzeda facet, który nie rozumie sensu zapisu w księdze wieczystej i sprzeda nam mieszkanie z lokatorami.

Panie Gowin - fachowcy, rzemieślnicy i inni specjaliści to nie to samo co posłowie czy ministrowie. Wszyscy ci ludzie, specjaliści, odpowiadają za swoje czyny, a pan nie. Każda głupota, której się dopuścicie, przejdzie wam bez konsekwencji. Specjalista odpowiada w najlepszym razie karnie za powierzony mu sprzęt lub materiał, w najcięższym przypadku za nasze zdrowie czy życie. Za każde uchybienie macie dla nich arsenał wyszukanych pieszczot zapisanych w opasłych księgach kodeksów.

 

Tak nie wolno postępować. Już pański kolega dokonał podobnego manewru -wygonił specjalistów za sterami samolotu i posadził ludzi bez odpowiedniej wiedzy, co zakończyło się tak jak musiało – katastrofą .Teraz kombinuje kto mu zepsuł samolot i zabił brata. Niech pan nie idzie w tym kierunku. To już sprawdzona bardzo zła metoda. A w ogóle niech pan nie robi tego na czym pan się nie zna.

 

Adam Zbigniew Gusiew

ZA PODWÓJNĄ GARDĄ

Pierwszy sukces to prywatyzacja czyli komercjalizacja służby zdrowia, zakończona ciężką wielomiesięczną awanturą (dyskusją), w której ciemny naród nie pojmował fundowanych mu przez rząd dobrodziejstw. Nowy system cichaczem jest wprowadzany i całkiem głośno daje ciała. Za ten neoliberalny cud awansem na stanowisko marszałka sejmu została wywianowana styrana ciężką pracą pani minister Ewa Kopacz.

 

Następnym “osiągnięciem” była “reforma” OFE z panem Bonim ale wybory przerwały ten żałosny spektakl. Po wyborach zdrowiem zajął się pan Bartosz Arłukowicz, “spadochroniarz” z SLD. Jego ministrowanie zapisane będzie jako skandal z lekami, awantura z lekarzami, aptekarzami itp. Skandal lub jak kto woli afera przykryta została szybciutko przez sprawę ACTA z ministrem Bonim. Tu rząd (czytaj premier) skapitulował przed ulicą, którą tym razem zapełniła wku... do białości młodzież. Ona też pokazała podskakującemu premierowi gest Kozakiewiczai Udowodniła że w razie potrzeby jest w stanie zablokować i zablokowała rządowe serwery. Jak Graś oświadczył że to przypadek serwery odmówiły współpracy na znacznie dłuższy czas. Rząd wycofał się z ratyfikacji.

 

Żeby ratować twarz premier wymyślił nagle, że z tylko jemu znanych powodów ( pewnie w odwecie za poniesione porażki, wszystkim wydłuży wiek w jakim będzie można przejść na emeryturę - kobietom z 60, zaś mężczyznom z 65 do 67 lat. Widzimy tu dokładnie deklarowaną troskę o równość płci. Inne płcie na razie bez zmian, na garnuszku rządu. Na razie, bo tuszę, że Ruch Palikota, którego w tym miejscu pozdrawiamy, skutecznie dopilnuje państwowej kasy, w której dzięki nim po stronie “ma” państwo zanotuje dodatni wynik, zaś ciężar kryzysu solidarnie poniesie społeczeństwo.

 

Pomysł podniesienia wieku przejścia na emeryturę tak zachwycił społeczeństwo, że o mały włos nie wywołał rewolucji, więc arcymistrz uniku wrzucił na tapetę reformę PKP wyciągając z gabinetu cieni następnego specjalistę ds. transportu, a mianowicie ministra Nowaka, który zasłynął z tego, że jest zapatrzony w swojego pryncypała i snobuje się na niego. To niewątpliwa kwalifikacja, ale ze swoich braków jednak pan minister Nowak chyba zdaje sobie sprawę. Ta świadomość zaskutkowała odwołaniem dotychczasowego zarządu i powołaniem na stanowisko prezesa spółki PKP zdolnego młodziana, który ma rekomendację pana (o mało co profesora) L.Balcerowicza, u którego terminował a nawet ów zdolny młodzian był jego (L.B.)doradcą, co jest o tyle ciekawe że jak wieść gminna niesie Balcerowiczowi mógł doradzać jedynie sam Balcerowicz.

 

Młodzian ów jest specem od finansów i jako żywo wg pana ministra świetnie nadaje się do kierowania firmą, która od 1926 roku była firmą państwową. Pan minister Nowak przed odpowiedzialnością za swoją decyzję schował się za podwójną gardą. Bo - po pierwsze, wybrał młodego i dobrze wykształconego, a po drugie - z rekomendacją L Balcerowicza. Naszym zadaniem taka dupokrytka pana ministra jest dość cienka, bo rekomendacja L. B to marna gwarancja sukcesu i aby pozostać w konwencji świata finansów to my rekomendowalibyśmy wartość tej rekomendacji za na poziomie “1C”.

 

I rada całkiem za darmo dla nowego prezesa spółki. Jeżeli pan minister naprawdę dał panu wolną rękę, to przywróć pan porządek zaproponowany przez II Rzeczpospolitą niekwestionowany nawet przez komunę. O przepraszam, zapomniałem że panu nie wolno tego zrobić, pan musi poruszać się w granicach wyznaczonych doktryną neoliberalną, której pan L.B. i Tusk są ostatnimi w świecie wyznawcami. To zły znak dla pana i choć dobrze życzymy wszystkim młodym to ta doktryna stanie się grobem kolejnego przedsięwzięcia rządów pana Tuska.

 

Tymczasem jego urzędnicy udają że nic się nie dzieje. Nie potrafią korzystać z instrumentów jakie daje im władza. To praprzyczyna wszelkich klęsk pana Tuska i jego rządu . Ale to wszystko premier z zawodu historyk powinien wiedzieć. Tymczasem tydzień za tygodniem upływa pod znakiem tragedii smoleńskiej.

 

Adam Zbigniew Gusiew

Ruch Odrodzenia Gospidarczego im. Edwarda Gierka

ul. Hoża 62 lok 68, Warszawa

Adres do korespondencji:

82-110, Sztutowo ul. Zalewowa 10G lok. 9

e-mail: zbyszek.sowa@poczta.fm

© 2018 Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Wszelkie prawa zastrzeżone.