Francja honoruje Edwarda Gierka

W ostatnich dniach doszło do niezwykłego wydarzenia. Włodarze miasta Auby położonego na północy Francji postanowiło uhonorować Edwarda Gierka nadaniem jego imienia jednej z ulic tej miejscowości. W piśmie skierowanym do prof. Adama Gierka, syna byłego przywódcy Polski, działacza w tym okręgu oraz przyjaciela Francji - Freddy Kaczmarek mer miasta Auby donosi o planowanej uroczystości. Odbyła się ona w piątek 13 lipca tego roku. W obecności gości honorowych: Pana Christiana Musiala, mera miasta Leforest oraz Pana Jacquesa Kmieciaka, prezesa Stowarzyszenia Przyjaciół Edwarda Gierka oraz mieszkańców Auby nadano imię Edwarda Gierka ulicy łączącej ulicę Denis Cordonnier z ulicą Jacquesa Duclosa w dzielnicy la Vallee.

My, jako Polacy oraz członkowie i sympatycy Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka czujemy się zaszczyceni tą decyzją.

We francuskim Auby, mieście partnerskim Czeladzi, otwarta została ulica Edwarda Gierka ZDJĘCIA

Autor: PAS, mat. prasowe

2018-07-17, Aktualizacja: wczoraj 22:00 źródło: Naszemiasto.pl

W przeddzień święta narodowego Francji, które przypada w rocznicę zburzenia Bastylii 13 lipca, w mieście Auby odbyła się uroczystość nadania jednej z ulic imienia Edwarda Gierka. W uroczystości wziął udział jego syn, poseł do Parlamentu Europejskiego, profesor Adam Gierek. 
Idea współpracy francuskiego miasta Auby oraz Czeladzi pojawiła się na początku lat 70-tych XX wieku. Jej inicjatorem był m.in. ówczesny zastępca mera Auby, potomek polskich emigrantów, Jan Kaczmarek. Władze tego górniczego miasta zwróciły się do polskiej ambasady w Paryżu z prośbą o wskazanie polskiego miasta, mającego podobny charakter oraz wielkość. 

Wybór padł na Czeladź. - Motywy działań radnych Auby wiązały się z faktem, że wielu mieszkańców miasta było polskiego pochodzenia, a zatrudnieni byli w miejscowej kopalni, bądź w zakładach przemysłowych. Innym powodem była chęć nawiązania kontaktów pomiędzy dwoma narodami, żyjącymi w różnych systemach gospodarczych i społecznych - wspomina sekretarz miasta Czeladź, Dorota Bąk. 

Pierwsza umowa o współpracy została podpisana przez władze obu miast w 1973 roku, trzy lata później doszło do wymiany grup młodzieży Auby i Czeladzi. Wspólnie organizowanych było wiele imprez o charakterze kulturalnym i sportowym, a wymiana osobowa objęła również inne grupy zawodowe. W 1983 roku jednej z ulic w Czeladzi nadano nazwę miasta Auby, a w Auby miasta Czeladzi. 

W obu miastach działają także towarzystwa przyjaźni – Francusko – Polskiej w Auby i Polsko – Francuskiej w Czeladzi. Historii Czeladzi nie należy chyba nikomu przypominać – korzenie tej miejscowości sięgają XI wieku i czasów króla Kazimierza Odnowiciela. Auby ma nieco młodszy rodowód – miasto zaczęło się kształtować w XII wieku. Oba miasta, polskie i francuskie, przeżyły dynamiczny rozwój w XIX wieku. 

To właśnie wtedy pojawia się w Auby coraz więcej polskich emigrantów ekonomicznych. Francja jest dla nich drugą ojczyzną. Jednym z nich jest Casimir Gąsiorowski, który założył tu fabrykę nawozów sztucznych i został merem. Po I wojnie pojawia się tu, wraz z innymi Polakami, rodzina Gierków. W wieku 13 lat Edward Gierek, późniejszy przywódca Polski w latach 70-tych, podejmuje pracę fizyczną w pobliskiej kopalni „Leforest”. Walczył także o sprawiedliwość społeczną i bronił praw pracowniczych nie tylko polskich, ale i francuskich górników. 

Pamięć o tej postaci i jej dorobku trwa do dzisiaj we Francji. 13 lipca br. w Auby odbyła się uroczystość nadania jednej z ulic imienia Edwarda Gierka. W tej sprawie pozytywną decyzję podjęli jednomyślnie radni Auby i Leforest. Na zaproszenie obecnego mera Auby Freddy`go Kaczmarka (syna Jana), mera Leforest Christiana Musiala i prezesa Francuskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Edwarda Gierka Jacquesa Kmieciaka wziął w niej udział poseł do Parlamentu Europejskiego profesor Adam Gierek, syn Edwarda. 

- Chciałbym inicjatorom, organizatorom i uczestnikom tej uroczystości serdecznie podziękować. Podziękować za pamięć i szacunek do działalności mojego ojca za granicami naszego kraju – mówił prof. Adam Gierek. - Przypomnę raz jeszcze słowa mojego ojca, napisane o czasach, w których tu pracował i działał. Myślę, że nie straciły one swej aktualności: „Przyszedł czas na polityczne samookreślenie. Pracowałem i żyłem w środowisku, w którym tak Polacy, jak i Francuzi popierali lewicę - tak komunistów, jak i socjalistów. Niektórzy pozostawali pod wpływem organizacji prawicowych, głównie klerykalnych. Ludzie, z którymi pracowałem, byli w większości lewicowcami, socjalistami lub komunistami. Życie udowodniło, że tylko te partie zabiegają o poprawę naszych warunków pracy i życia, że tylko one stoją na czele każdej walki górników. Tylko dla członków tych partii nie istniały podziały narodowościowe, rasowe czy wyznaniowe” – dodał. 

W naszym kraju postać Edwarda Gierka została wpisana na listę tych, którzy propagowali komunizm, system totalitarny, a zatem nie mogą być patronami ulic czy placów w przestrzeni publicznej. Tak zwana ustawa dekomunizacyjna stała sie więc podstawą tego, by w Sosnowcu zniknęło rondo im. Edwarda Gierka. 

LXXIV rocznica powstania Polski Ludowej

Zbliża się kolejna rocznica powstania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Zamieszczamy przemyślenia na ten temat zawarte w artykule Krzysztofa Jacka. Jest to artykuł zapewne kontrowersyjny, ale potrzeba nam kontrowersji, bo dość już było lania „ciepłej wody w kranie” ze strony lewicy, a prawaccy ujadali, ujadają i zapewne ujadać będą nadal.

Redakcja

LXXIV rocznica powstania Polski Ludowej

     Właśnie mija ważna rocznica w historii Polski, bowiem 74 lata temu, jak feniks z popiołów, odrodziła się  Polska. Przyjęła ona kolejną formę państwową, zwaną PRL em lub Polską Ludową. Jak przystało na rasowego komucha, to święto uczczę wzniesieniem bezgłośnego toastu kieliszeczkiem wódeczki Stolicznoj  ku czci Polski Ludowej i ludzi jej służących. Cześć im i chwała.
     Jako że świętowanie tej rocznicy jest teraz mocno nie na czasie, będzie to cichy i kameralny hołd,  jaki wypada złożyć zwolennikowi „komunistycznego reżimu totalitarnego”
Jestem ,bowiem gorącym zwolennikiem tej formy państwowości polskiej.
Celowo, pisząc o „komunistycznym reżimie totalitarnym” ujmuję go w duży cudzysłów, bo nie traktuję wyplocin prawackich oszołomów poważnie. Uważam bowiem, że PRL był całkiem udanym projektem polskiej niepodległości. W Polsce ,bowiem nigdy nie było żadnego „komunistycznego reżimu totalitarnego”. Były ,co prawda, próby stworzenia totalitaryzmu w latach 50 tych, ale szybko tego zaniechano.
     Wedle prawackiej narracji założycielem PRLu był sam generalissimus Józef Stalin, który ku zgubie polskich patriotów stworzył państwo ucisku narodu polskiego po to, by dręczyć Polaków  we współpracy ze zdrajcami i „pachołkami Moskwy”.
     Ja stawiam zupełnie odwrotną tezę. PRL był najlepszą formą państwowości polskiej w XX  wieku. a jej założycielem był  polski mąż stanu Józef Piłsudski.
     Postaram się to udowodnić w niniejszym artykule.

Najpierw musimy się zastanowić - jaka była sytuacja geopolityczna Polski w XX wieku.

Paradygmat Romana Dmowskiego

Sytuację geopolityczną Polski w XX wieku opisał Roman Dmowski:

     Po pierwsze. Polska nie może prowadzić polityki mocarstwowej, niezależnej od dwóch sąsiednich mocarstw - Niemiec i Rosji. Polska powinna sobie wybrać sojusznika -patrona  spośród tych dwóch podmiotów. Każda próba prowadzenia polityki mocarstwowej będzie, w najlepszym razie, prowadziła do rozbiorów a w gorszym wariancie do wojny. Tak się działo od XVII wieku i próby uniezależnienia się od Rosji poprzez Konstytucję 3 Maja. Emanacją polityki mocarstwowej były polskie powstania narodowe w XIX wieku ,które doprowadziły do kolejnych katastrof.

     Po drugie. Polska  polityka może być prorosyjska i zarazem antyniemiecka lub proniemiecka i zarazem antyrosyjska. Innego wyboru nie mamy - z Rosją przeciwko Niemcom albo z Niemcami przeciwko Rosji.

     Po trzecie. Rosja nie jest zainteresowana ekspansją na ziemiach polskich, bo nie ma w tym żadnego interesu. Rosja ma wystarczająco dużo terenów do kolonizacji, więc nie jest zainteresowana kolonizacją Polski. Polska jest potrzebna Rosji jedynie jako bufor przeciwko ekspansjonizmowi niemieckiemu.

     Po czwarte. Imperializm rosyjski jest dla Polski mniejszym zagrożeniem od imperializmu niemieckiego. Rosja reprezentuje zbliżony do polskiego poziom rozwoju cywilizacyjnego, nie grozi nam zatem z jej strony wynarodowienie.

     Po piąte. Rosja jest w silniejszym sojuszu międzynarodowym niż Niemcy. W wypadku wojny europejskiej to Rosja, a nie Niemcy ,będzie zwycięska.

     Po szóste. Niemcy bardziej zagrażają Polsce, ponieważ nasze ziemie są im potrzebne do kolonizacji i ekspansji narodowej.

     Te założenia spowodowały,że Dmowski optował za związaniem Polski sojuszem z Rosją.
     Moim zdaniem, paradygmat Dmowskiego był aktualny prawie przez cały XX wiek i niewiele zmieniło to, że po pierwszej wojnie mieliśmy do czynienia z Rosją Sowiecką. Pogląd Dmowskiego nie miał nic wspólnego z rusofilstwem.To były po prostu wnioski z chłodnej analizy politycznej. Każdy, kto rozsądnie analizował sytuację naszej Ojczyzny, musiał dojść do tych samych wniosków.
     Takim mężem stanu był niewątpliwie Józef Piłsudski, ale o tym dalej.

Dyrektywy Piłsudskiego

     Wkrótce po podpisaniu Traktatu Wersalskiego powszechnie w Europie mówiło się, że jest to jedynie dwudziestoletni rozejm. Mówili o tym politycy i wojskowi z Francji i Wielkiej Brytanii. Na początku lat 30. ,wobec agresywnej retoryki Hitlera, było coraz bardziej oczywiste, że będzie następna wojna i rozpoczną ją Niemcy. Zresztą, paradoksalnie, niemiecki militaryzm był na rękę politykom Zachodu, bo dostrzegali w nim ewentualną obronę wobec ekspansjonizmu Stalina. 
     Piłsudski, na swoje szczęście, nie doczekał nowej wojny, ale przed śmiercią dał polskim politykom dyrektywy odnośnie prowadzenia polityki międzynarodowej i udziału Polski w przyszłej wojnie.
     Rzecz w tym, że dał dwa, wzajemnie wykluczające się ,zalecenia.

Dyrektywa pierwsza

     Mówiła ona o tym, że Polska powinna przystąpić do nowej wojny jak najpóźniej.
Zachodzi zatem pytanie,:jak taka polityka powinna być prowadzona i w jakich układach sojuszniczych? Logika wojny jest taka, że wojnę zaczyna się od ataku na najsłabszego wroga. Jeśli Polska miała przystąpić do wojny jako  jedno z ostatnich państw, zatem nie powinna być w sojuszu Entanty, no bo przecież jako najsłabsze ogniwo takiego ewentualnego sojuszu, zostałaby zaatakowana jako pierwsza. Stąd logiczny wniosek, że według tej dyrektywy Polska powinna być w sojuszu z Niemcami. Hitler zresztą od początku lat 30 tych intensywnie zbiegał o taki sojusz.
     Wszyscy wiemy, że polscy politycy nie zastosowali się do tej dyrektywy.

Dyrektywa druga

     Wiele źródeł historycznych potwierdza,że tuż przed śmiercią Piłsudski powiedział Józefowi Beckowi,ministrowi spraw zagranicznych,że należy lawirować, nie wiązać się żadnym sojuszem i odciągać wojnę jak długo się tylko da, a potem podpalić świat. Co wynika z tego zalecenia? Oznacza ono, że wojna zacznie od Polski, zatem nie możemy być w sojuszu z Niemcami i stąd wniosek, że powinniśmy być w gronie państw Entanty.
Wiemy, że tak waśnie zrobił Beck, czyli ta dyrektywa była dla niego wiążąca.

     Polska do samego początku wojny prowadziła politykę mocarstwową, nie wiązała się sojuszem z żadnym z  sąsiadów i zgodnie z zasadami Dmowskiego musiało to doprowadzić do katastrofy. Wiemy, że w 1939 roku doszło do kolejnego rozbioru Polski i Niemcy oraz Rosja podzieliły się Polską. Pytanie - czy politycy polscy mieli świadomość, do czego prowadzą ich działania?
     Moim zdaniem - tak. Jest wiele przesłanek na to wskazujących.Wynikało to prostu z analizy geopolitycznej ale są jeszcze inne przesłanki. Pierwsza i podstawowa to fakt, że po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow ,kiedy było już widać, jak na dłoni, że będzie rozbiór Polski, Hitler ponowił wówczas jeszcze raz ofertę sojuszu z nami, jednak odpowiedzią Polski było zignorowanie tej propozycji.
     Jednocześnie nie podjęliśmy jakichkolwiek kroków w celu zbliżenia się z Sowietami, a przecież Stalin również w tamtym czasie oferował nam sojusz i wprowadzenie swoich wojsk. Skoro rozbiór Polski był pewny, to pewne było także i to, że zachodni sojusznicy nie udzielą nam pomocy w wojnie z Niemcami, bo pomoc taka nie będzie miała żadnego militarnego znaczenia.
     Pomimo to polscy politycy do samego końca prowadzili mocarstwową politykę. Dlaczego? Polacy postawili w tej wojnie na Entantę, uważali, że to właśnie ta koalicja wygra wojnę. No bo przecież do wojny przystępuje się po to by ją wygrać, a nie przegrać. Dlaczego jednakże uporczywie odmawiali bezpośredniego sojuszu z najważniejszym państwem tej koalicji - Sowiecką Rosją? Moim zdaniem wynikało to właśnie z kurczowego trzymania się tej koalicji z Entantą.
     Paradoksalne? Załóżmy, że w 1939 roku zawieramy pakt z Sowietami i wprowadzają oni swoje wojska do Polski. Każdy rząd ,który by tak postąpił, zostałby okrzyknięty zdradzieckim i było wysokie prawdopodobieństwo powstania antysowieckiego. Skorzystałby na tym Hitler i przeciągnął powstańców na swoją stronę. Tym to sposobem stalibyśmy się sojusznikami Hitlera i to sojusznikami w prawdopodobnej wówczas klęsce Niemiec. Po zwycięskiej dla Sowietów wojnie na pewno nie zostalibyśmy łaskawie potraktowani w traktacie pokojowym. Nie dość, że utracilibyśmy kresy,
to nie otrzymalibyśmy nic w zamian, a koniec końców i tak bylibyśmy jedną z prowincji międzynarodówki sowieckiej, no bo przecież tą wojnę wygraliby Sowieci.
     W 1939 roku nie wiedzieliśmy, jak potoczy się ta wojna, dość pewne jednak było, że będą w nią zaangażowani ,tak czy inaczej, Sowieci. Po pakcie Ribbentrop-Mołotow było to prawie pewne. Stalinowi ten pakt był bardzo na rękę. Zyskiwał czas potrzebny na przygotowanie się do wojny, kierował agresję Hitlera na Zachód. Liczył,że po wyniszczającej wojnie, jego czołgi wjadą, jak w masło, do zrujnowanej Europy, niosąc płomień rewolucji proletariackiej.

     Dyrektywa ,,podpal świat”nie jest żadnym programem politycznym, za nią musiała się kryć jakaś myśl państwowa, tą myślą był PRL.

Władysław Gizbert Studnicki

     Był przed wojną polityk, który otwarcie pisał i mówił mniej więcej to samo co ja. Był nim Władysław Gizbert Studnicki. W czerwcu 1939 roku wydał broszurę „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”, w której przestrzegał przed prowadzeniem przez Polskę polityki mocarstwowej i wiązaniu się sojuszem z Anglią. Przewidywał, że mocarstwa zachodnie nie wywiążą się z obietnicy sojuszu, bo otwarta wojna z Niemcami nie leży w ich interesie, będą woleli schronić się za umocnieniami linii Maginota i starać się wciągnąć do wojny Sowietów. Wojna Polski z Niemcami będzie krótka i krwawa, no i oczywiście przegrana, wobec ogromnej dysproporcji sił Polski i Niemiec. Po ewentualnej wygranej dla Entanty wojnie, sojusznicy oddadzą Polskę Stalinowi przy okazji podarowując mu nasze kresy. Szansę na uniknięcie sowietyzacji upatrywał on w sojuszu z Hitlerem i wspólnej z nim wyprawie na Moskwę. Studnicki wierzył bowiem w zwycięstwo w tej wojnie Niemiec. Broszura,którą wówczas wydał, została skonfiskowana przez sanacyjną cenzurę a jego poglądy całkowicie zignorowane przez sanację.
     Współcześni prawaccy historycy sądzą, że Studnicki nie został zrozumiany przez sanację.Tym samym twierdzą oni, że ukochana przez nich sanacja miała wyraźne problemy z elementarnym myśleniem strategicznym, jest to niesprawiedliwe. Politycy sanacyjni może nie byli tytanami intelektu,ale nie byli też durniami, jest oczywiste, że nawet jeśli nie byli w stanie przewidzieć skutków swojej polityki, to posiedli umiejętność czytania ze zrozumieniem, a to tylko jest potrzebne ,by zrozumieć Studnickiego. Moim zdaniem Józef Beck ,w przeciwieństwie do Studnickiego, nie wierzył, że tę wojnę wygra Hitler z Polską przy boku i to pewnie była jedyna różnica w ich poglądach.
     Przykład Studnickiego dowodzi,że przed wojną można było przewidzieć jej rozwój i ostateczny rezultat. Różnica między Studnickim a Beckiem sprowadza się do tego, że pierwszy nie godzi się na wyroki historii ,a drugi przyjmuje je z pokorą, chcąc na zaistniałej sytuacji wygrać jak najwięcej dla Polski. Na ówczesnej sytuacji mogliśmy wygrać jedynie PRL i nic więcej, natomiast w wypadku błędnej polityki mogliśmy przegrać bardzo dużo. Gdybyśmy poszli z Hitlerem na wschód, ponieślibyśmy druzgocącą klęskę: setki tysięcy poległych, zrujnowany, a potem ograbiony kraj, terytorium okrojone do pasa Wisły i postnazistowski kac ,a i tak zostalibyśmy zsowietyzowani.
     Więc co było lepsze PRL czy Polska kadłubowa? Wybór jest chyba oczywisty. Ponieważ była to polityka prowadzona w myśl zaleceń Józefa Piłsudskiego, to jego uważać należy za ostatecznego architekta PRLu, jego ojca założyciela. Właśnie dlatego staje on dla mnie w jednym rzędzie z Romanem Dmowskim i Edwardem Gierkiem, jako wielki polski mąż stanu.

     Opisany schemat polityczny rozumieli polscy patrioci ze Związku Patriotów Polskich w ZSRR, tacy jak: Wanda Wasilewska, Edward Osóbka-Morawski czy gen. Zygmunt Berling.
To oni zrozumieli potrzebę współdziałania z  Sowietami w celu odrodzenia państwa polskiego po wojnie. To oni, a nie ferajna londyńskich politykierów, mieli rację polityczną.
To oni byli prawdziwymi polskimi patriotami. Cześć im i chwała.
Ja też jestem patriotą Polski Ludowej.
     W dwudziestym wieku mieliśmy trzy formy państwa polskiego:II RP PRL i Najjaśniejszą. Z tych trzech form państwowości, najlepszą ,moim zdaniem, był PRL.
Napiszę o tym krótko. Druga Rzeczpospolita to państwo dyktatury, ciemnoty, nędzy, Berezy Kartuskiej i procesów politycznych, mnie się to nie podoba. Najjaśniesza w dwudziestym wieku istniała krótko, bo dwadzieścia lat, to zdecydowanie za mało ,by dokonać rzetelnej oceny 
     W obecnych czasach nie podobała mi się dezindustrializacja, arogancja władzy, gigantyczne złodziejstwo majątku narodowego, masowa emigracja.No i wyszło mi, że PRL był najlepszym państwem polskim.
     Wolałbym żyć w „totalitarnym reżimie komunistycznym” czasów Edwarda Gierka, niż w obecnym „totalitarnym reżimie kaczystycznym” Mój wybór,moje prawo.
     Jest oczywistym, że Polska Ludowa musiała się skończyć. Był to system polityczno-gospodarczy, niewydolny i pełen sprzeczności. To, że tak się stało, należy zawdzięczać, podobnie, jak jej powstanie Sowietom .Ktoś  na Kremlu po prostu stwierdził,że tego systemu nie da się dalej ciągnąć i, że utrzymywanie imperium w XXI wieku jest co najmniej niepraktyczne - no i zrobiono pierestrojku. Solidarność miała w tym niewielki udział,  znacznie mniejszy niż się przypuszcza.
     W końcu założycielami Najjaśniejszej byli: Mieczysław Wilczek-minister w rządzie Rakowskiego, który zmienił system gospodarczy  i Wojciech Jaruzelski, prezydent, pod którego patronatem budowano w Polsce tak zwaną demokrację.
Dla mnie jednak, i sądzę, że dla każdego, kto myśli obiektywnie i rzetelnie, PRL pozostanie ważną kartą dziejów Polski i to jasną kartą.
Cześć i chwała Polsce Ludowej!

                                Krzysztof Jacek

Krytycznie o prywatyzacji, wsparcie dla reindustrializacji.

W dniu 25 października w Warszawie odbyła się konferencja poświęcona prywatyzacji i reindustrializacji polskiej gospodarki oraz jej skutków społeczno-politycznych. Organizatorem konferencji był Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. W konferencji wzięli udział przedstawiciele różnych nurtów i ugrupowań polskiej lewicy.
Uczestników konferencji powitał Prof. Paweł Bożyk, przewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.
Jako pierwszy głos zabrał Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Poinformował o przygotowaniach do Kongresu Polskiej Lewicy oraz zaapelował o współdziałanie na rzecz upowszechniania w społeczeństwie polskim wartości lewicowych.
Andrzej Ziemski, wydawca Przeglądu Socjalistycznego podzielił się przemyśleniami dotyczącymi przebiegu oraz skutków społeczno-politycznych prywatyzacji, jaka się dokonała po 1989 roku. Za spustoszenie w polskiej gospodarce odpowiada tak samo prawa jak i lewa strona sceny politycznej.
Przykłady niechlubnej prywatyzacji podał Eugeniusz Wypijewski, wiceprzewodniczący ROG. W jego ocenie pospiesznej i niszczącej wyprzedaży polskiego majątku narodowego dokonano ze względów politycznych.
Prof. Paweł Soroka przedstawił krajobraz po bitwie, czyli co zostało po prywatyzacji w Polsce. Proces, który się dokonał i nadal się dokonuje pozbawił polską gospodarkę konkurencyjności i otworzył ją na katastrofalną penetrację obcego kapitału. Wyraził bardzo krytyczny stosunek do prywatyzacji majątku narodowego.
Prof. Paweł Bożyk omówił założenia i cele tzw. „planu Morawieckiego”. Podkreślił niespójny i mało konkretny charakter tego programu, wypunktował jego słabości, ale także pewne pozytywne cechy dotąd nie uwzględniane w programach gospodarczych poszczególnych rządów. Krytycznie odniósł się do rządów polskiej lewicy, która nie stanęła na wysokości zadania w obronie  polskich przedsiębiorstw.. Wyraził również pogląd, że pomimo wielu wysiłków, w tym Ruchu Odrodzenia Gospodarczego, ze strony lewicy nie było propozycji reindustrializacji polskiej gospodarki.  Musiał to zrobić, reprezentujący Rząd prawicowy,  V-ce Premier Mateusz Morawiecki.
Prof. Andrzej Karpiński poddał analizie cele strategiczne polskiej reindustrializacji. W jego ocenie daleko posunięta dewastacja polskiego przemysłu nie rokuje większych nadziei na jego szybką odbudowę i sprostanie wymogom rozwojowym światowej gospodarki. Polska nie posiada jasno sprecyzowanej nadrzędnej strategii rozwoju, przedstawia często różne niespójne krótkookresowe rozwiązania.
W trakcie dyskusji Andrzej Ziemski zaapelował o inicjatywę złożenia „do grobu” polskiego neoliberalizmu, Marek Poniatowski z Unii Pracy mówił o trudnych aspektach współpracy różnych nurtów polskiej lewicy, Jerzy Stefański z PPS upomniał się o socjalistyczne wartości w polskim ruchu lewicowym, Bolesław Borysiuk zwrócił uwagę na nieobecność problemów polskiej wsi w debacie publicznej, Maciej Gadaczek, przewodniczący Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka zwrócił uwagę na wagę problemów świadczących o trudnej kondycji polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa. Janusz Bandurski podkreślił znaczenie pracy intelektualnej jaka jest udziałem grona członków Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową im. M. Keynesa. Zbigniew Sowa zwrócił uwagę na potrzebę konsolidacji polskich sił lewicowych.  Konsolidacja tak, ale nie na tym etapie, nie zjednoczenie. Konsolidacja z poszanowaniem podmiotowości poszczególnych partii, związków i stowarzyszeń. Partnerska współpraca kompetentnych i odpowiedzialnych liderów tych sił. Zaproponował, by nadrzędnym celem gospodarki Polski była ochrona środowiska i gospodarka wodna.
W trakcie konferencji, z okazji 10 rocznicy powołania Instytutu oraz 5-lecia istnienia kwartalnika „Nowe Perspektywy”, wręczono dyplomy jego uczestnikom. Minutą ciszy uczczono pamięć Iwony Kozłowskiej, zasłużonej działaczki ruchu gierkowskiego oraz polskiej lewicy. Zgłoszono też rezolucję z powołaniem się na treść dokumentu przyjętego podczas sierpniowego zjazdu ROG.

Rezolucja

  1. Ruch Odrodzenia Gospodarczego będąc partią lewicową, ma charakter opozycyjno-konstruktywny.
  2. Krytycznie oceniamy cały program transformacji, a w szczególności bezmyślną i niejednokrotnie przestępczą prywatyzację i reprywatyzację. Negatywnie oceniamy udział w niej rządów polskiej lewicy, które nie zapobiegły tym patologiom, a często wręcz przyspieszały te negatywne tendencje.
  3. Wypowiadamy się zdecydowanie za programem reindustrializacji polskiego przemysłu, modernizacji i innowacyjności całej polskiej gospodarki.
  4. Wypowiadamy się za takim rozwojem gospodarki a zwłaszcza przemysłu, który pozwoli Polsce na zajęcie znaczącego  miejsca w świecie.

Warszawa, 25 października, 2016 r.

Wystąpienie na zebraniu sprawozdawczo-wyborczego Ruchu Odrodzenia Gospodarczego 2 VII 2016 r.

  1. Od ostatniego zebrania sprawozdawczo-wyborczego Ruchu Odrodzenia Gospodarczego minęło już ponad 5 lat. Najwyższa więc pora, by wybrać nowe władze partii i otworzyć kolejny etap jej działalności.

Wymagają te również zasadnicze zmiany, jakie zachodzą na naszych oczach w polityce Polski, Europy i świata.

 

  1. Przy okazji każdego zebrania sprawozdawczo-wyborczego naszej partii sięga się do korzeni ROG-u. Ja również pozwolę sobie w skrócie to zrobić.

 

  • Ruch Odrodzenia Gospodarczego powstał w pierwszej połowie minionej dekady, gdy ewidentne były już efekty transformacji systemowej, gdy socjalizm został całkowicie odrzucony i potępiony, a nowy ustrój – kapitalizm w jego dziewiętnastowiecznym wydaniu pokazał swe drapieżne pazury.
  • Dla wszystkich było już jasne, że nie będzie to ustrój sprawiedliwości społecznej. Biedni będą (relatywnie rzecz biorąc) jeszcze biedniejsi, a bogaci jeszcze bogatsi.
  • Efekty prywatyzacji przemysłu pominęły miliony tych, którzy ten przemysł budowali, a członkowie kiedyś 10-milionowego związku “Solidarność” stali się bezrobotnymi, bądź przeszli na emeryturę.

1750, często nowoczesnych fabryk zostało zgruzowanych, ich miejsca zajęły supermarkety, zachodnie banki bądź filie zachodnich przedsiębiorstw.

 

  1. Wszystko to spowodowało, że dla ideologii Ruchu Odrodzenia Gospodarczego, walczącego z patologiami kapitalizmu, istniał przyjazny klimat.

Z pomysłem utworzenia tego typu ruchu społecznego wystąpili w 2003 roku dwaj nasi koledzy: Edmund Kęsicki i Mieczysław Kozłowski, ówcześnie członkowie Unii Pracy, zakładając warszawsko-mazowiecki oddział stowarzyszenia im. Edwarda Gierka (działającego w Dąbrowie Górniczej). Oddział warszawsko-mazowiecki nie przetrwał jednak zbyt długo. 18 grudnia 2004 Kęsicki i Kozłowski, wspólnie z Adamem Gierkiem, Pawłem Bożykiem, Eugeniuszem Wypijewskim, Edmundem Kęsickim, Zenonem Wasilewskim a także z kilkoma jeszcze kolegami utworzyli Grupę Inicjatywną, która postanowiła powołać partię polityczną. Partii nadano nazwę: ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka z siedzibą w Warszawie.

Inicjatywa ta spotkała się z dużym zainteresowaniem w kraju, czego wyrazem były liczne telefony, faksy, maile i deklaracje poparcia nadsyłane pocztą na adres Grupy Inicjatywnej.

 

Przyjęto statut ROG-u którego autorem był mecenas Zenon Wasilewski.

Na Kongresie wygłoszono cztery referaty; autorami byli profesorowie: Paweł Bożyk, Mieczysław Kabaj, Tadeusz Kowalik i Dariusz Rajczyk.

 

Program ROG – uznany został w dyskusji jako alternatywne rozwiązanie dla polityki neoliberalnej realizowanej od 1990 roku. W obradach Kongresu udział wzięło ponad 500 delegatów z całego kraju. Relacjonowało je na bieżąco ponad 20 gazet i stacji radiowych, w tym także korespondenci zagraniczni. Stronę internetową ROG-u odwiedziło wtedy ponad 500 tys. internautów.

 

  1. W czasie pierwszego Kongresu wybrano władze partii, w tym przewodniczącego, czterech wiceprzewodniczących, krajowego sekretarza wykonawczego, skarbnika, dyrektora biura ROG-u, szefa ruchu młodych członków ROG-u i przewodniczącego krajowej Komisji Rewizyjnej.
  2. Na pierwszym Kongresie zaproponowaliśmy reorientację polityki gospodarczej i społecznej Polski; dotychczasowa polityka doprowadziła – naszym zdaniem – do głębokiego kryzysu, czego wyrazem było ślamazarne tempo rozwoju, kilka milionów bezrobotnych, deficyt ponad dwu milionów mieszkań, znajdująca się w zapaści służba zdrowia, niesprawiedliwy system emerytalny itp.
  3. Efektem Kongresu było sformułowanie programu społeczno-gospodarczego pod hasłem: “Rozwój dla człowieka”, którego istotę stanowiło:

 

  • przyspieszenie dynamiki gospodarki i poprawa warunków życia ludności zwłaszcza poprzez tworzenie nowych miejsc pracy i likwidację bezrobocia.
  • Potrzeba pełnoprawnego włączenia dekady lat siedemdziesiątych do powojennego dorobku Polaków.

Kongres przyjął uchwałę udzielającą Adamowi Gierkowi poparcia w kandydowaniu na stanowisko prezydenta RP. Nie zdecydował się on jednak na ten krok, choć deklarowana liczba głosów na rzecz poparcia jego osoby (zwłaszcza w Zagłębiu) była szacowana na kilkaset tysięcy.

 

  1. Reakcją sił konserwatywnych na Kongres ROG-u był realizowany do dziś przez te siły program obstrukcji naszej ideologii. Ich zdaniem w latach 70-tych zrobiono więcej złego niż dobrego. Gdyby nie było tej dekady Polska rozwinęłaby się bardziej niż miało to miejsce.

Trzeba było mieć dużo złej woli, by głosić tego typu tezy. Jednocześnie trzeba było być ślepym, by nie widzieć tego co stało się w Polsce w dekadzie lat 70-tych.

Do głosicieli tych haseł należał zmarły ostatnio ekonomista Jan Winiecki, były członek PZPR a po zmianie wyznania – ultraliberalny wyznawca ideologii Miltona Friedmana. Jak wykazało jego życiowe doświadczenie opłaciło mu się to; z pozycji mało znaczącego politologa awansował na członka Rady Polityki Pieniężnej, a jedna z uczelni ekonomicznych przyznała mu tytuł doktora honoris causa.

 

  1. Od początku naszej działalności spotykaliśmy się z niechętnym stosunkiem do nas ze strony kierownictwa SLD. ROG uważano w najlepszym przypadku za organizację konkurencyjną, a w najgorszym – ideologicznie nie do zaakceptowania. Zamierzaliśmy bowiem bronić Gierka – człowieka, który publicznie został potępiony przez PZPR.

 

  1. Próbowaliśmy używać argumentów merytorycznych, ale w tamtym czasie nie było dla nich posłuchu. Lewica była podzielona na akceptowalną i nieakceptowaną. O tym, kto do jakiej grupy należy decydowały partie prawicowe.
  2. ROG przetrwał jednak ten trudny okres. Nie szukaliśmy miejsca za plecami innych. Od samego początku prowadziliśmy nierówną walkę z oportunizmem i błędną ideologią.

Od Kongresu Założycielskiego upowszechnialiśmy konsekwentnie nasze poglądy organizując konferencje ogólnopolskie i kolportując materiały z nimi związane, publikując artykuły w prasie i Internecie, wydając książki i uczestnicząc w spotkaniach środowiskowych.

 

  • Pierwsza ogólnopolska konferencja programowa odbyła się pod hasłem:

“Jak odrodzić lewicę?”

Wzięło w niej udział ponad 300 osób reprezentujących około 20 organizacji lewicowych.

 

  • Druga ogólnopolska konferencja zorganizowana pod hasłem:

“Polska socjalna czy liberalna”

była równie liczna jak poprzednia. Referaty programowe wygłosili: Marek Dyduch i Adam Gierek. Uczestniczyli w niej: Wojciech Olejniczak (ówczesny przewodniczący SLD), Jan Guz (szef OPZZ), były premier Mieczysław Rakowski.

 

  • Trzecia konferencja zorganizowana została pod hasłem:

“Nie przepraszać za Polskę Ludową”

Firmowało ją kilka platform politycznych; poza Ruchem Odrodzenia Gospodarczego także: Platforma Socjalistyczna SLD, Platforma SLD: “Prawo-Demokracja-Solidarność” oraz OPZZ.

Główne referaty programowe wygłosili: Mieczysław Rakowski, Paweł Bożyk, Artur Hebda.

Z trybuny zabrzmiał głos sprzeciwu wobec lansowania zwłaszcza w podręcznikach historii:

 

  • PRL-u jako państwa zacofanego cywilizacyjnie, a zarazem państwa zbrodniczego,
  • utrzymywanego przy życiu jedynie dzięki bagnetom rosyjskim.

W ten sposób chciano usunąć z pamięci Polaków obraz PRL-u jako systemu gwarantującego bezpieczeństwo socjalne i awans cywilizacyjny milionów Polaków.

 

  • Czwarta konferencja ogólnopolska zorganizowana została pod hasłem:

“W poszukiwaniu tożsamości lewicy”.

Poza ROG-iem zorganizowała ją Platforma SLD: Prawo-Demokracja-Solidarność, Platforma Socjalistyczna SLD i Polska Partia Pracy.

Na konferencji tej główna uwaga skupiona została na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: jak zintegrować lewicę. Z aplauzem spotkała się propozycja zwołania Kongresu Lewicy Polskiej.

Na początku 2007 roku powstał Komitet Założycielski Kongresu składający się z przedstawicieli:

 

  • Ruchu Odrodzenia Gospodarczego,
  • Polskiej Partii Pracy,
  • Racji Polskiej Lewicy,
  • Polskiej Partii Socjalistycznej.

Dominowało przekonanie, że integracja lewicy jest możliwa szybko i bez zakłóceń. Takie stanowisko reprezentowały wszystkie partie uczestniczące w Kongresie, przekonane, ze jest to inicjatywa politycznie pożyteczna.

 

  1. W drugiej połowie 2007 roku odbył się pierwszy wspólny zjazd tych czterech organizacji lewicowych z udziałem przedstawicieli prawie 40 partii lewicowych. Utworzono Prezydium Kongresu Porozumienia Lewicy, którego zostałem przewodniczącym.

Prezydium spotykało się przez ponad dwa lata i to regularnie, zajmując stanowisko w sprawach politycznych, społecznych i gospodarczych.

Powołano:

 

  • Radę Konsultacyjną,
  • Komitet ekspertów,
  • Sekretariat.

Założono: stronę internetową KPL.

Podjęto współpracę z Die Linke.

Wzięto udział w kongresie lewicy europejskiej w Pradze.

Opracowano i opublikowano: deklarację ideową KPL.

Przewodniczącym Rady Konsultacyjnej został Marek Dyduch.

Do Komitetu Ekspertów KPL weszli: prof. Zdzisław Sadowski (przewodniczący), prof. Tadeusz Kowalik, prof. Maria Szyszkowska, prof. Adam Gierek, prof. Mieczysław Dudek, prof. Adam Chmielewski i prof. Andrzej Balandynowicz.

 

Siły polityczne, którym nie na rękę była rosnąca szybko zjednoczona lewica podjęła wtedy decyzję o destrukcji Kongresu. Rolę “kona trojańskiego” odegrała Polska Partia Pracy wspomagana przez Rację Polskiej Lewicy.

Nie ukrywam, że zostaliśmy trochę zaskoczeni przez te działania rozbijackie. Wynikały one po części z ambicji politycznych szefów tych dwu partii, częściowo zaś z przekonania, że deklaracje poparcia dla Kongresu ze strony wszystkich partii uczestniczących w Kongresie są szczere i wynikają jedynie z chęci integracji lewicy.

Destrukcyjne wystąpienia na Kongresie Polskiej Partii Pracy i Racji Polskiej Lewicy zraziły do nas kilkudziesięcioosobową grupę członków SLD, która uczestniczyła w Kongresie i była gotowa do niego przystąpić.

Kongres jednak nie został rozwiązany. Idea utworzenia Kongresu przetrwała, choć w okrojonym kształcie. Kongres Porozumienia Lewicy tworzy dziś kilkanaście organizacji lewicowych spotykających się regularnie i dyskutujących podstawowe problemy nurtujące lewicę.

Nie będę ukrywał, ze nie ma już tego entuzjazmu, który dominował wśród członków Kongresu w pierwszych kilku latach jego istnienia. Niech sobie pogratulują tego lewicowi destruktorzy inicjatywy integracyjnej.

 

Instytut ma wymaganą rejestrację sądową i zrzesza przedstawicieli różnych organizacji, stowarzyszeń i ruchów społecznych, w tym: ROG-u, SLD, Nowej Lewicy, Robotniczego Związku Samopomocy, Ogólnopolskiego Związku Bezrobotnych.

Na szczególne podkreślenie zasługuje udział dr Janusza Dąbrowskiego, który kieruje instytutem. Obok niego w pracach instytutu uczestniczą koledzy: Jan Herman, Zbigniew Gusiew, Maksymilian Podstawski, Władysław Bujwid, Marian Kargol, Janusz Bandurski, Mieczysław Kozłowski, dr Maciej Kijowski i zmarli dr Jerzy Wiśniewski i dr Jerzy Orłowski.

Instytut, jako samodzielny podmiot wchodzi w skład Kongresu Porozumienia Lewicy. Jego członkowie spotykają się regularnie na dyskusjach, czego efektem są interesujące opracowania publikowane następnie w kwartalniku “Nowe Perspektywy”.

Celem Instytutu jest wypracowanie wizji rozwojowej społecznej gospodarki rynkowej w oparciu o doświadczenia Polski; oparciem są zwłaszcza zasady zapisane z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Z pełną determinacją instytut zwalcza doktrynę liberalną i politykę gospodarczą opartą na tej doktrynie.

 

W całym minionym ćwierćwieczu ludzie ci pozostawieni samym sobie znaleźli się na marginesie spraw bytowych, mieszkaniowych i edukacyjnych państwa. Zabrakło dla nich w budżecie pieniędzy na cokolwiek, nawet na domy opieki dla bezdomnych, na służbę zdrowia i na zaspokojenie wielu innych potrzeb socjalnych. Nagminnie wyrzucano ich z mieszkań, gdy okazywało się, że nie są w stanie zapłacić kilkakrotnie podniesionego czynszu.

Nasze postulaty dotyczące walki z biedą, opublikowane w prasie nie przyniosły przełomu. Gazety wolały nie powielać tzw. dekalogu walki z biedą, bo groziło im to zahamowaniem dopływu płatnych reklam bez których gazety te szybko bankrutowały. Doświadczył tego tygodnik “Przegląd”, który wprawdzie dopływu reklam nie uzyskał, ale dzięki uporowi kierownictwa tygodnika przetrwał najtrudniejszy okres, pozostał na rynku i dziś sprzedaje się na poziomie nie grożącym bankructwem.

 

  1. W 2009 roku odbył się II Kongres Porozumienia Lewicy z udziałem szerokiego grona przedstawicieli partii, organizacji społecznych, stowarzyszeń lewicowych, związków zawodowych oraz prawie 40 posłów SLD. Była to najszersza reprezentacja polityczna, jaką kiedykolwiek udało się nam zjednoczyć. Sala konferencyjna Naczelnej Organizacji Technicznej pękała w szwach.
  2. Bardzo pożyteczne okazało się powołanie Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową z inicjatywy I-go Kongresu Porozumienia Lewicy.
  3. W swej działalności politycznej Ruch Odrodzenia Gospodarczego koncentrował się na problemach ludzi biednych.
  4. Poważnym osiągnięciem Ruchu Odrodzenia Gospodarczego były konferencje i spotkania z okazji 100-lecia urodzin Edwarda Gierka, które zorganizowaliśmy wspólnie ze stowarzyszeniem im. Edwarda Gierka kierowanego przez Macieja Gadaczka z Sosnowca.

 

  • Na konferencjach tych poruszaliśmy różne aspekty dorobku dekady lat siedemdziesiątych ze szczególnym zaakcentowaniem dorobku społecznego i gospodarczego.

Na uwagę zasługuje pięć takich konferencji:

 

  • w styczniu 2013 roku odbyła się inauguracja roku Edwarda Gierka w Sosnowcu; uczestniczyło w niej także wielu działaczy SLD z przewodniczącym SLD Leszkiem Millerem,
  • w lutym 2013 roku odbyła się podobna debata w Ustroniu,
  • w marcu 2013 roku w Rzeszowie i Toruniu,
  • w maju 2013 roku w Warszawie,
  • w marcu 2014 roku w Gdańsku.

Poza inauguracyjnym spotkaniem uczestniczyłem we wszystkich pozostałych.

Na konferencjach tych akcentowano zasługi Edwarda Gierka w procesie modernizacji polskiej gospodarki i podnoszenia poziomu życia.

Efektem tych konferencji było kilka publikacji książkowych i wiele artykułowych. Ich autorami byli nie tylko członkowie naszej partii lecz także pracownicy IPN-u, działacze KOR-u, profesorowie wyższych uczelni. W konferencjach w sumie wzięło udział kilka tysięcy osób.

Stanowiły one ważne wydarzenie roku 100-lecia urodzin E. Gierka.

 

  1. Na zakończenie chciałem powiedzieć parę słów na temat przyszłego programu działania ROG-u.

 

  1. Na przełomie października i listopada chcemy zorganizować konferencję ogólnopolską poświęconą problemom, które szczególnie interesują nasz ruch; mam na myśli zjawiska społeczne, w tym bezrobocie, mieszkalnictwo i skutki negocjowanego układu handlowego: Stany Zjednoczone-Unia Europejska, a także konsekwencje brexitu.

Zdajemy sobie sprawę z faktu, że referując te problemy nie będziemy mogli proponować takich samych rozwiązań dotyczących bezrobocia, mieszkań i handlu międzynarodowego, o których mówiliśmy przez lata w okresie transformacji systemowej.

 

Jednocześnie Polska jest krajem przyciągającym obcokrajowców poszukujących pracy. Krańcowym przykładem jest Ukraina, z której napłynęło do Polski kilkaset tysięcy młodych ludzi podejmujących u nas pracę.

Polityka zatrudniania musi te zmiany uwzględniać. Zwracam na to uwagę głównie po to, by zdać sobie sprawę z trudności, jakie nas czekają przy opracowywaniu metod przeciwdziałania bezrobociu.

 

W okresie transformacji zmniejszyła się znacznie rola budownictwa spółdzielczego. Zamiast dziesiątków tysięcy mieszkań budowanych rocznie przez spółdzielnie w ostatnim roku oddano ich jedynie 2 tysiące.

W tych warunkach trzeba szukać nowych metod rozwiązywania trudnych problemów mieszkaniowych; być może zwiększenie liczby mieszkań budowanych na wynajem byłoby jakimś wyjściem z sytuacji. Trzeba to jednak dokładne zbadać, zwłaszcza od strony prawnej, sprawdzić metody używane w zachodniej Europie, gdzie prawie połowa mieszkań jest budowana na wynajem.

 

  1. Inne są dziś bowiem możliwości likwidacji bezrobocia. Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Nasi rodacy mogą legalnie podejmować pracę w wielu krajach. Jak wykazało doświadczenie brytyjskie czasami może to być jednak tylko praca przejściowa.
  2. Nowe zjawiska występują też na rynku mieszkaniowym.
  3. Trzeci temat, który proponujemy do opracowania i dyskusji to układ handlowy: Stany Zjednoczone-Unia Europejska.

Rodzi on szereg znaków zapytania i uwag krytycznych, w tym także pod kątem interesów Polski.

 

  • Po pierwsze, czy przyczyni się on do rozwoju naszego eksportu do USA. Jak dotąd eksport ten jest wielokrotnie mniejszy niż import. W rezultacie musimy wyrównywać deficyt bilansu płatniczego z tym krajem środkami dewizowymi zarobionymi w handlu z innymi krajami.
  • Po drugie, czy postulowane przez Stany Zjednoczone zwiększenie eksportu żywności modyfikowanej genetycznie nie zmniejszy na świecie popytu na naszą żywność. Dopóki w Polsce nie ma modyfikowanej genetycznie żywności amerykańskiej (np. pasz), dopóty polska żywność niemodyfikowana znajduje szeroki popyt, ale gdy to się zmieni?
  •  
  1. Czwarty temat, który dopiero co zaczął absorbować naszą uwagę to brexit. Szybkiej odpowiedzi wymagają potencjalne skutki brexitu dla polskiej gospodarki.
  • Najważniejsze będą skutki dla polskiej emigracji. Z pewnością ulegnie ona ograniczeniu ale o ile i w jakim czasie? W. Brytania zatrudniając ponad 2 mln Polaków miała pozytywny wpływ na polski rynek pracy. Trzeba w związku z tym odpowiedzieć na pytanie, ile Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii wróci do kraju i kiedy to nastąpi; dziś czy jutro. Zmniejszy się też strumień dewiz płynący do Polski.
  • Po drugie, jak wpłynie to na bilans handlowy Polski z Wielką Brytanią w krótkim i długim okresie.
  • Po trzecie wreszcie, jak zniesie to Unia Europejska, czy w ślad za Wielką Brytanią nie pójdą inne kraje, czy nie spowoduje to też podzielenia członków Unii Europejskiej na kraje kilku prędkości integracyjnej, czy nie będzie to oznaczało odwrotu od integracji ponadnarodowej?

Te i inne problemy stanowić powinny przedmiot studiów Instytutu im. Keynesa i całego Ruchu Odrodzenia Gospodarczego.

Nadeszła pora, by Ruch prezentował swój punkt widzenia szeroko także w mediach, na Facebooku i innych portalach internetowych.

 

Dziękuję za uwagę.

WYBORY ROG

W dniu 2 lipca br. odbyło się Ogólne Zebrania Sprawozdawczo-Wyborczego Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.

Zebranie otworzył prof. Paweł Bożyk, przewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. Na wstępie powitał gości przybyłych na konferencję ROG.

 

  • Bogdana Gorskiego - przewodniczącego Polskiej Partii Socjalistycznej
  • Macieja Gadaczka - przewodniczącego Społecznego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka
  • płk J. Pokrowskiego - przewodniczącego Stowarzyszenia Inwalidów Wojennych Ludowego Wojska Polskiego
  • Andrzeja Ziemskiego – redaktora naczelnego Przeglądu Socjalistycznego
  • dr Janusza Dąbrowskiego – przewodniczącego Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową im. M. Keynesa

 

Informację o działalności ROG w latach 2012 – 2016 przedstawił prof. Paweł Bożyk. Informacja została poszerzona o okresy wcześniejsze – od powołania ROG w grudniu 2004 r. oraz pierwszego kongresu w maju 2005 r. Przewodniczący ROG w swym wystąpieniu zapowiedział konieczność dokonania zmian w działalności ROG oraz w składzie Zarządu partii. Wyjaśnił, że korekty są konieczne wobec nowej sytuacji społeczno-politycznej, jaka się wytworzyła w Polsce po ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Innym czynnikiem jest znaczne osłabienie pozycji lewicy i dominacja prawicy na polskiej scenie politycznej. Prof. Paweł Bożyk zgłosił projekt zorganizowania w listopadzie br czterotematycznej konferencji: w kwestii bezrobocia, mieszkalnictwa, układu handlowego USA – UE oraz Brexitu.

 

Po informacji przewodniczącego ROG głos zabrał Bogdan Gorski, przewodniczący Polskiej Partii Socjalistycznej. Jego wystąpienie dotyczyło problemów ludzi lewicy: jaka jest kondycja lewicy i jaka czeka ją przyszłość. Poinformował także o okolicznościach powołania Porozumienia Socjalistów, w skład którego weszły różne ugrupowania lewicowe.

 

Prof. Paweł Bożyk odnosząc się do tego wystąpienia stwierdził, że współpraca ROG z PPS jest harmonijna i modelowa.

 

W imieniu Społecznego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka, głos zabrał jego przewodniczący Maciej Gadaczek. Mówił o działalności Stowarzyszenia w trudnym czasach frontalnej nagonki na okres istnienia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Trzeba było konfrontować się nie tylko z prawicą, ale i z niechęcią przedstawicieli głównego nurtu lewicy. M. Gadaczek zaprosił zebranych na uroczystości z okazji 15 rocznicy śmierci Edwarda Gierka, które odbędą się 23 lipca w Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej.

 

Zbigniew Kaźmierczak, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Bezrobotnych podkreślił związek mieszkalnictwa z bezrobociem. – Jeśli nie opanujemy problemu bezrobocia to owe mieszkania na wynajem pozostaną puste lub trafią w inne ręce.

 

dr Janusz Bandurski przedstawił charakterystykę organów ROG oraz tryb ich wyborów.

 

Po przerwie przewodnictwo obrad objął dr Janusz Dąbrowski. Kolejnym punktem była dyskusja nad referatem przewodniczącego ROG.

 

Pierwszym dyskutantem był dr Janusz Bandurski. W pierwszych słowach odniósł się do wystąpienia przewodniczącego PPS. Tworzące się Porozumienie Socjalistów to płaszczyzna współdziałania w szerokim zakresie. Należy się przeciwstawiać czarnej propagandzie prawicy malującej fałszywy obraz PRL i jej dokonań. Trzeba się także przeciwstawiać próbom ograniczania demokracji i praw obywatelskich. W sprawach budownictwa mieszkaniowego powinno się wspierać te inicjatywy rządowe, które okażą się konsekwentne i realne.

 

Prof. Bożyk zwrócił uwagę, że zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego jest walką polityczną i należy ją postrzegać w szerszym kontekście.

 

Mec. Zenon Wasilewski postulował o wyrażenie podziękowania za długoletnią pracę na rzecz ROG Edmundowi Kęsickiemu, ustępującemu Krajowemu Sekretarzowi Wykonawczemu ROG. Mówił także o ludziach lewicy, którzy zstępują z areny życia. Trzeba pamiętać o tych, którzy odchodzą, będzie nas coraz mniej i już wkrótce nie będzie komu przekazywać priorytetów w edukacji, szczególnie o charakterze historycznym. Powinno się też oddać cześć Józefowi Oleksemu jako inicjatorowi Kongresu Lewicy Polskiej.

 

Płk J. Pokrowski oświadczył, że delegacja jego stowarzyszenia weźmie udział w uroczystościach z okazji 15 rocznicy śmierci Edwarda Gierka.

 

Władysław Bujwid mówił o zadaniach lewicy i możliwościach jej działania nawet w tak trudnym okresie, z jakim obecnie mamy do czynienia. Zgłosił propozycję stworzenia zespołu ds. współpracy z innymi organizacjami lewicowymi; uzgodnienie wspólnej formuły programowej pozwoli na zorganizowanie kolejnego kongresu lewicy polskiej.

 

Zbigniew Sowa wyraził poparcie dla idei integracji ruchu lewicowego. Powinna być ona priorytetem dla nowych władz ROG. Opowiedział się za zdynamizowaniem działalności naszego ruchu poprzez powołanie pełnomocników ROG wojewódzkich i powiatowych. Nie zapominajmy o tym, co łączy pokolenia i jakie przekazują wartości. Zwrócił uwagę na zalety gierkowskiego programu “Wisła”, którego pewne fragmenty zamierza realizować obecna ekipa rządząca.

 

Zenon Wasilewski wskazał na zagrożenia płynące z realizacji sejmowej ustawy dekomunizacyjnej. Trzeba się jej przeciwstawiać wszelkimi środkami.

 

Edmund Kęsicki wyraził podziękowanie za współpracę, ale stan zdrowia nie pozwala mu kontynuować aktywnej działalności. Życzył nowemu kierownictwu ROG dobrej atmosfery i osiągnięć w dalszej działalności organizacyjnej i politycznej.

 

Prof. Paweł Bożyk proponował, by w sprawach dotyczących konfrontacji Komitetu Obrony Demokracji z obecną władzą pozostać w obszarze przestrzegania wolności i demokracji oraz poszanowania praw obywatelskich w naszym kraju.

 

Stanisław Nowacki apelował o poparcie inicjatyw rządowych mających charakter socjalny i prospołeczny. Jego zdaniem lewica już dawno powinna przedstawić podobny program.

 

Przewodniczący Komisji Wyborczo-Skrutacyjnej przedstawił formułę przeprowadzenia wyborów oraz listę osób kandydujących do władz ROG.

 

W wyniku wyborów oraz ukonstytuowania się władz ROG struktura przedstawia się następująco:

 

Zarząd Krajowy ROG:

 

Prof. Paweł Bożyk – Przewodniczący ROG

Zbigniew Sowa – Krajowy Sekretarz Wykonawczy ROG

Edyta Brzychaczy - Skarbnik ROG

 

Maciej Gadaczek – Wiceprzewodniczący ROG

Eugeniusz Wypijewski – Wiceprzewodniczący ROG

Dr Janusz Bandurski – członek Zarządu ROG

Dr Janusz Dąbrowski – członek Zarządu ROG

Marian Szymański – członek Zarządu ROG

Mieczysław Kozłowski- członek Zarządu ROG

 

Komisja Rewizyjna:

 

Adam Kuczkowski – przewodniczący

Marian Pomianowski – członek

Henryk Wieczorkowski – członek

 

W ostatnim punkcie obrad głosowano nad uchwałami Ogólnego Zebrania Sprawozdawczo-Wyborczego ROG.

 

Podsumowania zebrania dokonał prof. Paweł Bożyk, przewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. Podziękował Edwardowi Kęsickiemu za długoletnią współpracę, a także uczestnikom zjazdu za aktywność. W ostatnich słowach nakreślił kierunki działania na najbliższą przyszłość.

Lewica społeczna

Ogólne uwagi odnośnie kierunków i form aktywizacji działalności organizacji lewicowych ,sformułowane przy wykorzystaniu udostępnionych opracowań:

- kierunków współdziałania grupy organizacji lewicowych opracowanych pod przewodnictwem PPS,

- grupę członków z Gdańska i przesłane przez p. Sowę,

- przyjęte na jubileuszowej konferencji ROG w czerwcu ubiegłego roku.

Na postawie oceny aktualnej sytuacji politycznej i gospodarczej w kraju oraz udostępnionych propozycji, przy omawianiu i rozważaniu możliwości działania lewicy w Polsce, proponuje zwrócenie uwagi na następujące zagadnienia:

1.W aktualnej sytuacji politycznej, społecznej jak i gospodarczej kraju istotne znaczenie ma określenie co rozumiemy pod tym określeniem i jakie znaczenie może mieć działalność organizacji i osób wyznających takie poglądy. Samo określenie “lewica” w wielu grupach społecznych w Polsce jest różnie kojarzone, w tym często przyjmowane jest jako synonim poprzedniego systemu politycznego. Podobnie jak określenie “rządy komunistów”, których faktycznie po 1944 roku w Polsce nie było. Z tego względu, proponuje przyjęcie, że podobnie jak w ujęciu historycznym jest to ogólne określenie orientacji ideologicznych przyjmujących za nadrzewne wartości postępu i sprawiedliwości społecznej oraz aktywną rolą państwa w kształtowaniu procesów gospodarczych i społecznych. Bazując na takim określeniu lewicy, można założyć, że zadaniem organizacji i osób określających się jako lewicowe powinno być przeciwstawianie się wszelkim autokratycznym formom rządzenia państwem i liberalnym, czy neoliberalnym metodom zarządzania jego gospodarką. Dlatego też, należy rozważyć, czy obecna ”lewica’ nie powinna mieć charakteru obywatelskiego, traktowanego swoją rolę szerzej niż lewica “społeczna”. Tak określona lewica, za cel swojego działania powinna przyjąć troskę o demokratyczny charakter państwa oraz, przy aktywnej roli państwa, tworzone są warunki dla godziwego bytu wszystkich obywateli, a najuboższym zapewnione niezbędna pomoc i opieka. Dla realizacji tego celu celowym jest kształtowanie lewicy jako “konstruktywnej opozycji” w stosunku do aktualnych rządów sprawowanych przez ekipę Prawa i Sprawiedliwości. Rola “konstruktywnej opozycji” powinna polegać na kwestionowaniu i przeciwdziałaniu rozwiązaniom łamiącym demokratyczny ład i prawne zasady funkcjonowania państwa , ale jednocześnie inicjować i wspierać takie przedsięwzięcia, które służą rozwojowi państwa i poprawie warunków bytowych, szczególnie najuboższym członkom społeczeństwa.

2. Piorąc powyższe określenia pod uwagę, w aktualnej sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej kraju można wyodrębnić co najmniej cztery grupy problemów, którymi szeroko rozumiana lewica powinna się zająć i oddziaływać na ich charakter.

2.1. Pierwszą grupę stanowią problemy związane z zabezpieczeniem demokratycznego charakteru państwa i przeciwstawienie się działaniom zmierzającym do wprowadzenia autarkicznego charakteru rządów. W aktualnej sytuacji, problemy te staja się jednymi z najważniejszych, gdyż przesądzają o sytuacji obywateli, ich swobodach i prawach oraz mają wpływ na jego sytuację wewnętrzną i pozycje międzynarodowa państwa. Z tym zagadnieniem związana jest polityka zagraniczna państwa, prowadząca do jego izolacji międzynarodowej oraz oddziaływująca na warunki jego współpracy gospodarczej.

Z tym zagadnieniem związana jest konieczność modyfikacji polityki zagranicznej kraju, a szczególnie rezygnacji z podporządkowania jej Stanom Zjednoczonym i udziału w realizacji ich celów politycznych i gospodarczych oraz odejście od działań destrukcyjnych w ramach Unii Europejskiej. Koniecznym jest podjęcie zdecydowanych działań na rzecz umocnienia Unii Europejskiej i budowania w niej liczącej się pozycji Polski, jak również ukształtowania pozytywnej współpracy z Rosją i Białorusią oraz zrezygnowania z niechcianego przez Ukrainę reprezentowania i wspierania jej interesów politycznych i gospodarczych.

2.2. Kolejnym zagadnieniem jest kwestia przeciwstawienia się praktyce zakłamywania historii Polski. Dlatego koniecznymi są zdecydowane działania dla prezentacji prawdziwej historii Polski na przestrzeni XIX i XX wieku oraz pozytywów i negatywów Państwa Polskiego w okresie międzywojennym oraz w latach 1944 – 1989. Koniecznym jest również doprowadzenie do likwidacji dotychczasowej działalności Instytutu Pamięci Narodowej i jej finansowanie ze środków Skarbu Państwa.

2.3. Dla poprawy odbioru społecznego inicjatyw i działań lewicy koniecznym jest, aby skoncentrowała je na konkretnych problemach. Korzystając z doświadczeń przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej, proponuje się skoncentrowanie uwagi na możliwościach poprawy sytuacji w szczególnie istotnych obszarach. Za takie obszary proponuje się uznać:

- sprawę budownictwa mieszkaniowego i dostępność mieszkań dla ludzi o co najwyżej średnich zarobkach.

- kwestię bezrobocia i w tym aspekcie znaczenie rozwoju średnich przedsiębiorstw opartych o kapitał narodowy.

- kwestię ochrony środowiska, a w tym zanieczyszczenia powietrza i gospodarki wodnej.

3. Dla realizacji tych celów i akceptacji społecznej dla prowadzonych działań, proponuje się doprowadzenie do współpracy organizacji obywatelskich o różnej orientacji politycznej na rzecz rozwiązywania ściśle określonych problemów. Dla podjęcia takiej współpracy proponuje się opracowanie jej programu powołanie rady ją koordynującej.

4. Metodami realizacji uzgodnionych przedsięwzięć mogły by być ; konferencje, seminaria, publikacje oraz inicjatywy określonych przedsięwzięć. Dla przykładu celowym było by zorganizowanie konferencji na temat charakteru i roli lewicy we współczesnym świecie i metod jej działania, czy podjęcie się opracowywania i publikowania określonych opracowań (historycznych czy analitycznych).

5. Przy określeniu obywatelskiego charakteru takiej współpracy istnieją pewne szanse na pozyskanie środków finansowych niezbędnych dla jej prowadzenia. Środki takie mogły by pochodzić zarówno z organizowanych konferencji ewentualnie szkoleń oraz , co jest mniej prawdopodobne) z darowizn.

J.W.B.

Unia Europejska po Brexicie, jaki ustrój

Po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej (referendum 23.06.2016) rozgorzała debata na temat przyszłego kształtu Unii. Ministrowie spraw zagranicznych Francji i Niemiec zaproponowali ściślejszą integrację europejską, co określa się niekiedy mianem “superpaństwa”. Proponowali m.in., aby sprawy strategiczne omawiane były w Unii w Radzie ds. Zagranicznych oraz na forum Rady Europejskiej. Zakładali powołanie unijnego wywiadu oraz wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Przewidywali powstanie wspólnego budżetu obronnego. Ich zdaniem, Unia powinna być w stanie planować i przeprowadzać bardziej niż dotąd skuteczne operacje cywilne i militarne. Państwa unijne powinny rozważyć ustanowienie wspólnych, stałych sił morskich oraz podobnych sił w innych obszarach. Przewidziana jest wspólna ochrona granic, wspólna polityka imigracyjna, azylowa i wizowa. W razie potrzeby Francja i Niemcy uzgodnią te sprawy z państwami myślącymi podobnie (group of like minded partners). Ministrowie proponują dalszą budowę strefy euro, przy szacunku i zrozumieniu dla tych państw, które pragną same zadecydować kiedy ewentualnie wstąpić do strefy. (A strong Europe in a world of uncertainties by Jean-Marc Ayrault and Frank-Walter Steinmeier, Internet). Trzeba zaznaczyć, że propozycja obu ministrów nie była oficjalną propozycją Francji i Niemiec, a raczej swego rodzaju balonem próbnym, który spotkał się natychmiast z reakcją państw myślących inaczej. Powstaje pytanie do kogo propozycja obu ministrów była adresowana. Można przyjąć, że w pierwszym rzędzie do państw należących do strefy euro, a w naszym regionie to trzy państwa bałtyckie (Litwa, Estonia i Łotwa) oraz Słowacja. Trzeba powiedzieć, że w sensie gospodarczym państwo francusko-niemieckie już istnieje. Dołączenie do niego kilku państw środkowoeuropejskich ( i pozostałych państw unijnych), już na zasadach polityczno-ustrojowych, jest w gruncie rzeczy możliwe. I prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie temu przeszkodzić. Chociaż nie byłoby to łatwe. Działoby się to wszystko w ramach Unii Europejskiej. Propozycje obu ministrów spotkały się z krytyką ze strony Polski i Grupy Wyszehradzkiej. W Polsce rząd Prawa i Sprawiedliwości, m.in. ustami swego prezesa opowiedział się za Unią Europejską suwerennych państw. Na szczęście, jak się wydaje, Unia Europejska nie rozważa przyjęcia żadnych z tych sugestii i w sposób pragmatyczny podejmie próbę reform w samej Unii, i to wydaje się w tym momencie najlepszym rozwiązaniem. Jak na razie zarówno koncepcja super państwa, jak i koncepcja Unii suwerennych państw narodowych nie brana jest pod uwagę. Debata nad przyszłym kształtem UE trwać będzie jednak nadal.

Nie należy wykluczyć, że w przyszłości podobne propozycje będą ponawiane. Komentatorom politycznym kojarzą się one na ogół ze strefą euro i z różnymi prędkościami w samej Unii, dwoma lub nawet trzema. Wydaje się jednak, że tym razem chodzić tu może o coś więcej; o stworzenie w ramach Unii nowego podmiotu, państwa federalnego w niefederalnej Unii. Małe państwa, takie jak np. Słowacja czy państwa bałtyckie, które do strefy euro należą, niewiele miałyby w takim państwie do powiedzenia. Można się zastanawiać, czy odpowiedzią na ewentualne, podobne w przyszłości, propozycje francusko-niemieckie mogłaby być propozycja prezesa Jarosława Kaczyńskiego utrzymania państw narodowych, najlepiej tworzących ogólnounijną konfederację. Propozycja ciekawa, choć nie nowa. Wydaje się jednak, że nie przeszkodzi ona w niczym tendencji do zacieśniania związków francusko-niemieckich. Inna sprawa, że Polska przy zdecydowanie większym niż obecnie potencjale gospodarczym i demograficznym, mogłaby rozważać dołączenie do zarysowującego się przyszłego federalnego państwa francusko-niemieckiego. Między gospodarką polską a niemiecką związki są coraz ściślejsze. Jest to jednak mało realne i dla Polski korzyść wątpliwa, przy czym pozostawilibyśmy wówczas samych sobie pozostałe państwa i narody środkowoeuropejskie. Na te dylematy rządząca w Polsce ekipa ma propozycje, stanowiące w gruncie rzeczy kontynuację polityki poprzedników; współpracy wyszehradzkiej, współpracy Grupy Wyszehradzkiej z państwami bałtycki i skandynawskimi oraz z niektórymi państwami bałkańskimi (przede wszystkim z Rumunią i Bułgarią). W sumie kierunek słuszny. Z obozu rządzącego słychać także propozycje nawiązujące do Międzymorza, idei która poniosła porażkę już przed II wojną. Korzyści jakie ona przyniosła dla Polski i Europy Środkowej to dobre stosunki polsko-rumuńskie, o czym pamiętamy do dziś, oraz świadomość konieczności powstania bloku środkowoeuropejskiego wśród polskiej elity politycznej w Londynie podczas II wojny światowej. Idea Międzymorza pozostawiła po sobie bardzo mizerny dorobek teoretyczny i praktyczny. W porównaniu z nią olbrzymim osiągnięciem teoretycznym i praktycznym są koncepcje środkowoeuropejskich federalistów, takich jak np. Słowak Milan Hodża, Czech Edward Benesz czy Władysław Sikorski. W koncepcji Hodży miało to być państwo od Gdańska po Saloniki, między Rosją, Niemcami, Włochami i Turcją. W gestii rządu federalnego znajdować się miały sprawy celne (unia celna), finansowe (wspólna waluta), handlu międzynarodowego, polityki zagranicznej i obrony. Ponadto: federalne ministerstwa ds. łączności i poczty, lotnictwa i żeglugi oraz prawa federalnego. Miał to być system prezydencki. (Swe poglądy M. Hodża przedstawił w książce Federation in Central Europe, Jarrolds Publishers Limited, London, 1942). Poglądy Hodży wywarły istotny wpływ na plany Konfederacji Czechosłowacko-Polskiej Benesza i Sikorskiego, w których konfederacja polsko-czechosłowacka współpracować miała z konfederacją grecko-jugosłowiańską, a w przyszłości obie konfederacje miały się połączyć. Z dokumentów polsko-czechosłowackich z lat 1940-1942 wynika, że twórcy konfederacji przewidywali m.in. powołanie wspólnych ministerstw spraw zagranicznych, obrony, gospodarki i finansów, spraw socjalnych i transportu. Przewidywano utworzenie unii celnej. Polityka monetarna miała być ściśle koordynowana, przy zachowaniu odrębnych walut narodowych.(patrz: Maksymilian Podstawski, Milan Hodża i plany utworzenia Federacji Środkowej Europy, Przegląd Dyplomatyczny, t.2, nr 4 (8), 2002).

Czy Brexit dojdzie ostatecznie do skutku, nie wiadomo. Zaniepokojona Królowa Brytyjska, po ogłoszeniu wyników referendum, złożyła wizyty w Irlandii Północnej i Szkocji, gdzie mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Oni sami aspirują do Unii. Groźba rozpadu Zjednoczonego Królestwa jest realna. Królowie brytyjscy nie korzystali ze swego prawa do sprzeciwu w takim przypadku przez ostatnie 300 lat, ale takie prawo posiadają. Królowa Elżbieta II z tego prawa może skorzystać. W razie ostatecznego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zmieni się model integracji unijnej. Wielka Brytania, będąc w Unii, chciała pozostać na marginesie integracji. Brytyjski sprzeciw wobec wspólnej waluty, a następnie do przyłączenia się do unii bankowej, spowodował, że strefa euro zmuszona została do opracowania w Unii Europejskiej takich reguł, które nie naruszały praw krajów spoza tego grona. Umożliwiło to krajom spoza strefy euro integrować się w różny sposób i w różnym tempie. Obecnie, po Brexicie, może to oznaczać, że dotychczasowy model zróżnicowanej integracji jest nie do utrzymania, a wszystkie 27 państw integrować się będą musiały w jednym, narzuconym przez Francję i Niemcy, tempie i w jednym modelu. W innym, skrajnie negatywnym scenariuszu, państwa nie chcące się w ten sposób integrować pozbawione zostaną praw i obowiązków wynikających z członkostwa w Unii. Oznaczałoby to dyktat rdzenia Unii wobec pozostałych państw oraz ich marginalizację. Przy czym wyjście z Unii w odpowiedzi na dyktat nie miałoby większego sensu. Wprowadzenie natomiast koncepcji Unii jako konfederacji państw narodowych może się nie udać, choć pomysł, by parlament europejski składał się z reprezentacji parlamentów narodowych idzie w słusznym kierunku. (patrz: Jarosław Kaczyński, Musimy wyjść z inicjatywą zmian UE, Rzeczpospolita, 27.06.2016). W podobnych sytuacjach tacy wizjonerzy jak książę Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861) czy Milan Hodża (1878-1944) zalecali małym narodom, w obawie przed wielkimi, łączenie się w większe ugrupowania, w federacje lub konfederacje. W tym przypadku chodzi o blok środkowoeuropejski w ramach Unii Europejskiej, ale więc nie przeciwko Unii. Istnieje już przecież precedens w postaci Beneluxu (Belgia, Holandia, Luksemburg). Integracja państw Europy Środkowej w ramach Unii Europejskiej przyczyni się do bardziej sprawnego funkcjonowania całej Unii i będzie właściwą odpowiedzią na negatywne skutki Brexitu. Równocześnie Polska nie powinna rezygnować z możliwości jakie daje udział w Trójkącie Weimarskim (Francja, Niemcy, Polska).

 

Warszawa, 4 lipca 2016

SLD po przejściach - - kilka uwag i pytań (zgryźliwca)

motto: „Władza zwykle dostawała się temu,kto to wiedział, że kij może być dostarczycielem marchewki”. ( Mieczysław Kozłowski)

Moim zamiarem nie jest w tym miejscu szczegółowe analizowanie przyczyn – wręcz klęskowego upadku – społecznego poparcia dla tej formacji. Pragnę jedynie pokrótce zwrócić uwagę na niektóre – moim zdaniem – ważne problemy interesujące dużą część społeczeństwa, a którymi SLD zajmował się dotąd jedynie marginesowo lub wręcz wcale. I zresztą nie tylko to ugrupowanie, ale także inne formacje, w tym oczywiście ekipy rządzące. Mam tu na myśli niektóre problemy z dziedziny społeczno-gospodarczej i socjalno-bytowej, a o które nasze państwo w dużej mierze lub całkowicie przestało dbać. Słowem opiekuńcza rola naszego ponoć demokratycznego państwa, przestała być jego domeną. Zamiast tego, tzw. wolny rynek wszechwładny pieniądz stały się antidotum na wszystkie trudności i problemy dotyczące społeczeństwa. Ponieważ tak się dzieje, że państwo z wielu swoich obowiązków opiekuńczych zrezygnowało, wytworzyła się sytuacja, w której mamy do czynienia z zagrożeniem niektórych praw obywatelskich zagwarantowanych w naszej konstytucji. Jednakże w tym miejscu nie mam na myśli obecnie sparaliżowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ tym problemem zajmują się inne kompetentne podmioty. 1. W pierwszym rzędzie pragnę zwrócić uwagę na nasze bezrobocie i wynikające stąd negatywne skutki. Wiadomo oficjalnie, że bezrobocie u nas oscyluje w granicach 9-11%. jednakże w rzeczywistości jest ono znacznie wyższe. Świadczy o tym min. fakt, że nie dolicza się do tego wskaźnika naszej zarobkowej emigracji (ponad 2,5 mln osób). Ponadto nie publikuje się u nas danych ukrytego bezrobocia na wsi, gdzie wiele tysięcy jej mieszkańców nie ma pracy lub pracuje jedynie dorywczo, cierpiąc niedostatek. Jeśli zatem doliczy się tych wszystkich, z różnych przyczyn niepracujących - to wskaźnik naszego bezrobocia może sięgnąć 20 i więcej procent. Tymczasem nasza Konstytucja na ten temat wypowiedziała się dość jasno, a mianowicie: „Art. 67, pkt.2 – obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego”. A więc jak z tego wynika to zabezpieczenie naszych bezrobotnych jest przez państwo dość iluzoryczne. 2.Bezrobocie to dużym stopniu powoduje u nas jeszcze jedno dotkliwe zjawisko, a mianowicie – bezdomność. Trzeba zaznaczyć, że jest ono nowym, immanentnym nieszczęściem społecznym, a co warto podkreślić, prawie zupełnie nie znane w okresie PRL. Jest to problem i temat wielce wstydliwy dla obecnego systemu rządów, a jednocześnie wybitnie przez nie lekceważony. Świadczy o tym min. fakt, że nie publikuje się na ten temat oficjalnych danych, a jeśli już, to fragmentarycznie i nader niewiarygodnie. Tymczasem według nieoficjalnych sondaży znawców problemu, wielkość tego zjawiska jest niepokojąco znacząca i co gorsza, posiada tendencję wzrastającą. W tym sensie możemy mówić o liczbie bezdomnych oscylującej pomiędzy 800 – 900 tysięcy ludzi, samotnych oraz rodzin, których to dotyczy. Są to ci nieszczęśnicy, którzy koczują po pustostanach, klatkach schodowych, kanałach, na działkach oraz co, grzebiący w śmietnikach. Do nich należałoby doliczyć tych zagrożonych, do których to puka do drzwi lub zmierza komornik sądowy. W ten sposób mamy do czynienie z nieodłącznym pejzażem charakteryzującym obecną „demokratyczną” rzeczywistość. Co gorsza, do tej kompromitującej obecny system władzy – sytuacji, usiłuje się w sposób wręcz nachalny przyzwyczajać nasze społeczeństwo, jakby to było coś normalnego. - 2- Czynią to zawzięcie, głównie za pośrednictwem prawicowych mediów różni szadzący rządzący politykierzy. Tymczasem praktyka jest taka, że podstawową metodą walki z bezdomnością jest wyrzucanie ludzi z ich dotychczasowych mieszkań na bruk. Bezduszne nasze państwo – ponoć demokratyczne, nie tylko nie staje w obronie tych ludzi, ale wręcz przeciwnie, toleruje różnego rodzaju pojawiających się coraz częściej fałszywych spadkobierców, którzy bez skrupułów eksmitują ludzi. W ten sposób coraz częściej za zgodą władz – przyspiesza się wysiedlanie dotychczasowych wieloletnich mieszkańców, czyniąc właśnie z nich bezdomnych. Przyczyna tej bezduszności wynika przede wszystkim stąd, że w dużej mierze jest właśnie pochodną bezrobocia. Ludzie pozostający bez pracy, pobierający nawet jakiś stały czy okresowy zasiłek, nie dają sobie często rady z opłacaniem czynszu i innymi niezbędnymi świadczeniami. Sad narastające zadłużenie, a skutek wiadomy – eksmisja. Ciekawe w tej problematyce jest pytanie, dlaczego to nikt z kompetentnych osób (władz) nie docieka, skąd mianowicie biorą się bezdomni? Nikogo to z podmiotów odpowiedzialnych wręcz nie obchodzi. Jedynie w tych warunkach braku skutecznej opieki państwa nad tymi ludźmi, pozostaje im tylko jakaś pomoc jednostek dobrej woli – w rodzaju współczesnego obecnie Dom Kichota, którym jest np. p. Piotr Ikonowicz – ze swoją Kancelarią Sprawiedliwości. O przyczynach tego wstydliwego dla państwa problemu mówi się min. „... w przeważającej liczbie przypadków kłopoty wynikające z przyczyn, na które osoby poszkodowane nie miały wpływu, niskich zarobków, choroby i jej kosztów, utraty pracy, niepełnosprawności, załamania nerwowego...” („Angora”, nr 22/2016). W tym miejscu aż się prosi znowu zadać pytanie – co czyni na ten temat SLD, a także szerzej mówiąc, różne ugrupowania lewicowe? Niestety, odpowiedź jest nader prosta, nie czynią nic, a jeśli to zupełnie niewiele. 3. Kolejny problem to służba zdrowia, który żywotnie dotyczy większości społeczeństwa, a w pewnym sensie i wszystkich obywateli. A więc znowu warto przypomnieć i zacytować odpowiedni fragment naszej Konstytucji. Oto on: „Art. 68 pkt.2 :Obywatelom niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki społecznej finansowanej ze środków publicznych”. Wypada więc pokrótce ocenić obecną aktualną działalność naszej służby zdrowia i jak to się ma do tych ustaleń konstytucyjnych. Nie miejsce tu, aby szczegółowo opisywać cały obowiązujący system tego lecznictwa, bowiem jest om tematem wielu dyskusji i publikacji. Natomiast pragnę jedynie zwrócić uwagę na te zjawiska, które w tym systemie świadczą wręcz o praktyce patologicznej. Nie będę w tym miejscu charakteryzował i dociekał, dlaczego coraz trudniej dostać się jest do specjalisty, dlaczego są coraz bardziej wydłużające się kolejki itd. bo do tych praktyk prawie zostaliśmy już przyzwyczajeni i jakoś to znosimy. Natomiast nie do pogodzenia są coraz częściej sygnalizowane przez różne media – przypadki wręcz haniebnych zjawisk w wykonaniu właśnie tejże naszej służby zdrowia, a ściślej systemu, który praktykowany jest coraz częściej, a wynika on z bezprzykładnej znieczulicy ze stron państwa. Oto nagminnie wręcz słyszymy szczególnie w mediach o ciężko chorych ludziach, szczególnie dzieciach ( o seniorach nie wspominając0, dla których leczenia ponoć brakuje pieniędzy. Jest tych przypadków wiele, a raczej coraz więcej. Ograniczę się jedynie do jednego podanego w publicznej TV. Oto spikerka – z miną raczej z siebie zadowolonej - podała, że mamy ciężko chore dziecko na serce, a ponoć u nas nie możemy go leczyć. Jednak na szczęście znalazł się dobroczyńca z USA, który łaskawie zgodził się go zoperować – za bagatela 2 mln złotych, ale dodała, że brakuje na to pieniędzy. No i co można na to powiedzieć? Po prostu skandal. Tym bardziej, że to przypadek nieodosobniony. Tego rodzaju niedowład i znieczulicę tłumaczy się – jak wiadomo - głównie brakiem pieniędzy. Tymczasem nie brak tych środków na pożyczki dla skorumpowanych władz Ukrainy ( ponad 100 mln EUR), nie brak na wielomilionowe dotacje dla „ojca” z Torunia, nie brakuje na milionowe pobory dla członków zarządów różnych spółek, nie żałuje się pieniędzy na utrzymywanie bez miary rozbudowanej biurokracji rządowej ( np. mamy obecnie aż 95 wiceministrów ( „Przegląd” nr 24/2016); wreszcie nie żałuje się pieniędzy na utrzymywanie tego zbiurokratyzowanego molocha jakim jest NFZ. Jak wiadomo, jest on jedynie kosztownym pośrednikiem w finansowaniu lecznictwa i coraz bardziej ograniczającym równość opieki wszystkim pacjentom. W tym sposobie jego działania, mamy do czynienia coraz bardziej z faworyzowaniem płatnych usług lekarskich, które przecież przeznaczone są dla ludzi lepiej sytuowanych. A zatem, gdzie tu mamy równy dostęp do usług leczniczych – a co niby gwarantuje nam Konstytucja? Natomiast państwo, ażeby ukrywać przed społeczeństwem tego rodzaju wynaturzenia w systemie lecznictwa, tłumacząc się brakiem pieniędzy proponuje jako antidotum na to – różnego rodzaju społeczne zbiórki tych środków, W rzeczywistości zmusza się więc te osoby dotknięte nieszczęściem do różnych próśb o datki na niezbędne leczenie swoich chorych. Często więc, ci zrozpaczeni ludzie zmuszeni są – bo nie mają pomocy ze strony systemu (państwa) – do swego rodzaju poniżającej ich żebraniny. Gorzej, że ta chora praktyka staje się u nas wręcz normą. Oczywiście to dobrze, że istnieją dobrzy ludzie i organizacje charytatywne, jednakże nie mogą one i nie powinny zstępować w tej roli państwa i jego powołanych do tego celu podmiotów. O mizerii tego naszego systemu lecznictwa od dawna przecież wiadomo. Świadczy o tym także wielomiliardowe zadłużenie szpitali, niskie płace personelu pomocniczego, a ostatnio i strajki – to symbole niechlubnego systemu naszej opieki zdrowotnej. ( A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś za czasów PRL słyszał o zadłużeniu jakiejś placówki służby zdrowia?). W tych wszystkich sprawach niewątpliwie żywotnych dla naszego społeczeństwa, powinna na co dzień zabierać głos lewica czy konkretnie SLD. I nie tylko krytykować, ale także proponować lepsze rozwiązania i dążyć wręcz do zmiany tego karykaturalnego systemu i jego praktyki. W tym miejscu znowu należy postawić pytanie; dlaczego w temacie poprawy funkcjonowania służby zdrowia, nie słychać i nie widać SLD? Czyżby i temu ugrupowaniu nie zależało na właściwej opiece względem chorych? 4. Następny problem to kwestia mówiąc potocznie, obronności naszego kraju. Z tego co słyszymy i czytamy w publikatorach, można wyciągnąć wniosek, że żyjemy na skraju zagrażającej nam wojny, która nadciąga przede wszystkim ze wschodu, a konkretnie z Rosji. Ta rozpętana przez nasze „służby obronne” histeria wojenna jest coraz głośniejsza i coraz o coraz bardziej próbuje zastraszyć nasze społeczeństwo. Rząd – nie tylko zresztą ten ostatni – nieustannie zabiega o różne wsparcie zachodnich wojsk i budowę różnych instalacji (np. tzw. Tarczy) – dla naszego kraju. Wreszcie można powiedzieć, że coś się udało uprosić w USA, ponieważ będzie tarcza, brygada pancerna ( chyba w rotacji), „szpica”, amerykańscy piloci itd. Ostatnio zaś, mieliśmy ponoć udane manewry natowskie, a także byliśmy gospodarzami szczytu NATO. No i oczywiście horrendalne wydatki na różnego rodzaju wojskowe zabawki (ok. 140 mld zł – w ciągu paru następnych lat), na niektóre przestarzałe, wątpliwej przydatności w naszych warunkach. Do tego dochodzi organizowana nowa wielotysięczna formacja tzw. Wojsk Obrony Terytorialnej, coś w rodzaju pospolitego ruszenia czy Gwardii Narodowej. Niestety, nasi politycy od obrony, a zwłaszcza minister, nadal nie uważają, że to wszystko wystarczy, aby zabezpieczyć nad w 100% przed Rosja. Oto znalazło się rozwiązanie, które na pewno spełniłoby to marzenie o samo wystarczającej obronności naszego kraju. Wymyślił to rozwiązanie mój pewien zatroskany i dowcipny przyjaciel, a mianowicie: należałoby zgłosić nasz kraj Ameryce, aby zechciała nas przyjąć jako kolejny zamorski stan USA. To chyba na pewno dałoby naszym „obrońcom” pełnię szczęścia i zadowolenia. Jest tylko taki problem, czy zechcieliby nas przyjąć? Ale to już inna sprawa. Natomiast mówiąc realnie w tej rozpętanej przez nasz obecny rząd histerii wojennej, jak na lekarstwo brakuje w mediach rozsądnych głosów i obiektywnych ocen dotyczących rzeczywistej sytuacji na te tematy. Pozytywnym wyjątkiem w tej kwestii może być głos – choć nader rzadko słyszalny – p. J. Zemke. Póki co ta nagłośniana tematyka wojenna ma spełnić, jak się wydaje, co najmniej dwa cele. Pierwszy to odsuwanie uwagi społeczeństwa od innych trudnych problemów, które dotykają większą jego część (np. wspomniana służba zdrowia, bezrobocie, niskie zarobki, itp.) Drugi zaś, to celowe wzmaganie antyrosyjskich nastrojów przez rzekome narastanie zagrożenia ze strony tego sąsiada. W tym miejscu znowu aż się prosi, aby postawić kolejne pytanie: gdzie jest rozsądne, realne stanowisko SLD, lewicowych działaczy na powyższe tematy? Niestety nasze lewicowe elity, w tym przede wszystkim SLD nie zabierają głosu, nie przedstawiają swojego stanowiska, nie prostują różnego rodzaju zakłamywań. 5. Kolejna uwaga – czy problem – który koniecznie należy wskazać, choćby jedynie sygnalnie, to współczesne niewolnictwo. Otóż niedawno ukazał się raport „Global Slavery Index, 2016” (Światowy Indeks Niewolnictwa). Czytamy w nim min., że z pośród państwa europejskich w ubiegłym roku, Polska zajmuje drugie, niechlubne miejsce ( po Turcji) z liczbą 181 tys.*) różnego rodzaju niewolników. Skąd się biorą ci skrzywdzeni ludzie? Otóż aktualni niewolnicy często tracą wolność z powodu np. niespłacanych długów, działalności oszustów, różnego uzależnienia pracowników przez pracodawców itp. najczęściej ofiarami takiego procederu są u nas Ukraińcy, Bułgarzy, Rumuni, Wietnamczycy, a także niestety Polacy. Pracują oni bardzo ciężko na budowach, w fabrykach, w przemyśle spożywczym i innych najcięższych miejscach, notorycznie zaś nie otrzymują wynagrodzeń ani żadnych innych należnych im świadczeń. Jedną z form – może łagodniejszą – tego nowoczesnego niewolnictwa 21 wieku jest u nas praktyka zatrudniania różnego rodzaju stażystów. Nie dawno na ten temat ukazała się krytyczna analiza NIK. Wynika z niej dowodnie, że większość zatrudnianych przez firmy stażystów nie otrzymuje za swoją pracę ani grosza. Co więcej, prawie 40% z nich, po ukończeniu tejże, nie ma żadnej propozycji pracy. Ten naganny proceder pracodawców jest ogólnie tolerowany, bo przecież wynika on z zasad neoliberalnego systemu wspieranego jak wiadomo przez rząd. Znowu trzeba zadać pytanie; co na to ludzie lewicy, a zwłaszcza SLG? Ano niestety nic. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------- *) por. W. Raczkowski – ‘Przegląd” nr 26/2016. 6. Następna uwaga i jednocześnie problem - dotyczy tematyki wiejskiej. Trzeba przypomnieć, że przed dwoma laty SLD opracował projekt programu obejmujący politykę rolną w ramach wspólnoty europejskiej. Niestety temat ten nie został przez SLD w ogóle wdrożony do szerszej konsultacji społecznej. Przypominają o tym programie nasze „Nowe Perspektywy” (nr 14/2016). Należy się więc dziwić dlaczego SLD nie podejmuje, a raczej zaniechał takiego nośnego tematu dla wsi, która jak wiadomo jest dużym elektoratem i na pewno interesuje się polityką rolną. 7. Kolejną taką niezrozumiała obojętnością SLD jest „Program Wisła”. Również temat ten znalazł swoje miejsce w „Nowych Perspektywach” (nr 1(4) 2016). Niestety został on przez SLD zlekceważony, wręcz zapomniany. Tymczasem nowa władza w warunkach „dobrej zmiany” temat ten dostrzegła i nie tylko. Oto już w marcu br. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej przedstawiła podstawowe założenia takiego programu rozpisanego na 15 lat i nawet z planowanymi na ten cel środkami ok. 60 mld zł. Ma się nadać temu przedsięwzięciu duży rozgłos propagandowy wraz z ogłoszeniem roku 2017 jako „Rok Wisły”. Oczywiście w założeniach tych ani słówkiem nie wspomina się o pierwowzorze jakim był ten program opracowany za czasów E. Gierka. I co można na to powiedzieć; kolejna dobra inicjatywa społeczno-gospodarcza została przez prawice skradziona właśnie lewicy. Natomiast owa lewica, a zwłaszcza SLD zachowuje się w tej sprawie tak, jakby jej to w ogóle nie dotyczyło. Należy stwierdzić z żalem, że o ten wielki zamysł z lat 70-tych ub. wieku z uporem i zaangażowaniem, walczą jedynie nieliczne jednostki- jak np. p. Zbigniew Sowa, Roman Wipijewski, a także inni działacze samorządowi. Niestety, pozostają oni jak dotąd bez należytego, konkretnego wsparcia ze strony centralnych władz SLD. Tymczasem temat ten aż się prosi. Aby nadać mu powszechniejszy rozgłos poprzez choćby na początek zorganizowanie popularno-naukowej dyskusji w gronie fachowców i przy udziale zainteresowanych samorządów. Wypadałoby do tych działać zachęcić wszystkie województwa, prze które przepływa Wisła, a także i Odra. 8. Następna uwaga dotyczy obchodzonych u nas różnego rodzaju rocznic. Mamy ich sporo, tych godnych pamięci i szacunku oraz tych moralnie wątpliwych. Częstotliwość niektórych doszła już do absurdu, bowiem Smoleńską obchodzimy jako „miesięcznicę”; należy się obawiać czy którąś z podobnych nie będziemy musieli obchodzić jako „tygodnicę”. Obchodzono rocznicę ślubu „wyklętego”, niejakiego Pileckiego z udziałem aż wiceministra. Ja natomiast w tym miejscu chciałbym przypomnieć, że 11/12 lipca obchodzimy ważną, a nader smutną 73 rocznicę mordów Wołyńskich. Bowiem w tym dniu 1943 r Ukraińscy nacjonaliści z pod znaku OUN – UPA zaatakowali na Wołyniu ponad 90 miejscowości, mordując w sposób okrutny ok. 10 tys. niewinnych Polaków. Gwoli prawdy należałoby też przypomnieć, że w lipcu 2013 roku, Sejm RP przyjął Uchwałę z okazji 70-tej rocznicy tych mordów, w której czytamy min: „ W latach 1942-45 na terenie Wołynia i Galicji wschodniej ofiarą zbrodni padło ok. 100 tysięcy obywateli polskich. To tragiczne doświadczenie powinno być przywrócone pamięci historycznej współczesnych pokoleń.” A także: „Zorganizowany i masowy wymiar zbrodni wołyńskiej nadał jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa”. To ostatnie sformułowanie – swoisty potworek znaczeniowy – bo nie mówi się tu wprost o potwornym ludobójstwie, lecz o jego „znamionach”. Ale dobre i to, że wiadomo ogólnie o co chodzi. W tym miejscu jednakże należy uściślić fakty. Uchwała ta wymienia terenem tych zbrodni tylko Wołyń i ogólnie Galicję Wschodnią, gdzie miało zginąć ok. 100 tys. ofiar – w okresie lat 1942-1945. To oczywiście jest dalece nieścisłe lub wręcz fałszywe – ponieważ teren objęty tym ludobójstwem był o wiele szerszy. Mianowicie, obejmował on nie tylko Wołyń i ogólnikowo Galicję Wschodnią, ale konkretnie to niemal wszystkie wschodnie województwa II RP *). Ponadto ta niechlubna działalność owych morderców miała miejsce nie tylko w wymienionych latach okupacji, ale zapoczątkowana już została w końcu 1939r i trwała do połowy 1947 r ( zakończona jak wiadomo skuteczną akcją „Wisła”). Ta ekstremistyczna działalność ukraińskich nacjonalistów przyniosła tragiczny plon ofiar wg prowadzonych źródeł – przez obiektywnych historyków – ok. 200 tys. Polaków, w tym kilka tysięcy Ukraińców ( tych, którzy sprzeciwiali się tej bandyckiej czystce). Na ten temat, niestety, od ponad 70-ciu lat żaden polski rząd niedomagał się wyjaśnień od Ukrainy, a tym bardziej należnych naszemu społeczeństwu przeprosin. Wydawało się więc, że wreszcie nasze nowe demokratyczne państwo upora się z tym dotychczasowym problemem tabu. Nadzieje taką stworzyła wspomniana wyżej uchwała Sejmu. Niestety, żadne żądanie naszych władz pod adresem Ukrainy – ażeby przeproszono ofiary tych mordów - nigdy nie padło. Natomiast wszystkie nasze rządzące elity – w całym 27-leciu, włącznie z SLD, stosują nadal nieodwzajemniona miłość wobec władz Ukrainy. O tej bezsensownej, kompromitującej nas praktyce świadczy wiele przykładów. Przytoczę tu jedynie niektóre. Np. w k konflikcie Ukraińsko – Rosyjskim demonstrujemy całkowite i bezdyskusyjne poparcie dla Ukrainy. Tymczasem do powołanego zespołu mediacyjnego ( Niemcy, Francja, Białoruś) nie została dopuszczona Polska, gdyż nie życzyły sobie tego władze Ukrainy. Inny przykład; oto w kwietniu ub. roku były prezydent Komorowski przemawiał w Ukraińskim parlamencie i oczywiście w duchu nader spolegliwym, serdecznym i niemal podlizującym się. Były wiwaty, uściski, a nawet pocałunki. A w dwie godziny później parlament ten uchwalił Ustawę, która uznaje UPA za bojowników o wolność Ukrainy, a ponadto umieszczono w niej zapis, ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------- *). lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie, rzeszowskie i lubelskie. że każdy, kto będzie temu przeciwny zostanie ukarany. Czy może być gorsze poniżenie głowy naszego państwa, a przede wszystkim nas, Polaków? Co więcej, aktualna ekipa rządząca Ukrainą z Poroszenką na czele szczególnie demonstruje antypolskie gesty. Np. nasila nobilitację oraz gloryfikację największych zbrodniarzy Polaków w rodzaju Bandery, Szuchewicza i innych. Nie będę w tym miejscu wymieniał szczegółowo licznych form pomocy jakiej nasz kraj udziela Ukrainie. Dotyczy ona jak wiemy wysyłanych tam konwojów z pomocą humanitarną; utrzymujemy poprzez stypendia tysiące ich studentów, przyjęliśmy ok. 1 mln osób emigrantów, a których ok. 800 tys. otrzymało zatrudnienie oraz zakwaterowanie; wreszcie zaofiarowaliśmy także pokaźne wspomniane wyżej kwoty pożyczkowe. Do tego należy dodać, że nader często nasi różni politycy występują jakby w roli adwokatów różnych interesów Ukrainy, najczęściej nie będąc o to proszeni. Z tego wszystkiego wynika, że to wręcz narzucanie się z przyjaźnią wobec władz Ukrainy, nie tylko nie jest z jej strony doceniane, ale przynosi nam jedynie zaostrzenie stosunków z Rosją. Jednakże trzeba zaznaczyć, że z okazji tegorocznej rocznicy wspomnianych mordów „Wołyńskich” – pojawiło się pewne nowum ze strony Ukrainy. Oto znalazła się grupka osób, które wystosowały do nas „pobratymców” list w swej intencji z przeprosinami. Nadawcami tego listu są dzisiaj byli prezydenci tj. L. Krawczuk i W. Juszczenko, a także dwóch hierarchów kościołów ( prawosławnego i grekokatolickiego), jeden rektor wyższej uczelni oraz kilkunastu różnych raczej mniej znanych osób. W sumie 14 nazwisk. Z treści tego listu wynika przede wszystkim, ze mordy owe były „epizodem”. Ponadto, że tragedia Wołyńska to „polsko-ukraiński konflikt lat II wojny światowej”. Zatem, mimo, iż należy wierzyć w dobre intencje autorów - list ten, choć jest jakąś jaskółką dobrej ich woli – nadal nie spełnia oczekiwanych przez Polaków szczerych przeprosin. Świadczy o tym fakt, że list ten napisany został przez małą grupkę osób nie mających wpływu na realizację bieżącej polityki państwa. Natomiast tych byłych prezydentów należałoby zapytać, dlaczego to wówczas gdy sprawowali władzę, nie podjęli tego tematu zgodnie z oczekiwaniem skrzywdzonych, niewinnych Polaków. Na treść tego listu – trzeba obiektywnie odnotować – odpowiedziała zebrana w tym celu grupa posłów PiS. Jak było do przewidzenia, dominowały wypowiedzi, z których wynikało, iż wspomniany list nie spełnia oczekiwań Polaków, a zwłaszcza tych mieszkańców Kresów dawnej Rzeczpospolitej, którzy szczególnie ucierpieli na skutek ludobójczych działań ukraińskich nacjonalistów. Zarówno sam list garstki ukraińskich obywateli – nawet osób bardziej lub mniej znanych - jak też polemiczna odpowiedź naszej grupy posłów – nie może być inaczej traktowana jako wymiana poglądów i to raczej o charakterze prywatnym. Bowiem gesty owe – choć w sumie dobrze, że się pojawiają, nie mają niestety rangi stanowiska oficjalnego sygnowanego np. przez aktualny parlament czy rząd lub prezydenta. A tak naprawdę, to należy się dziwić, dlaczego tak długo nasze władze zwlekają z napiętnowaniem tego ukraińskiego ludobójstwa na arenie międzynarodowej. Tym bardziej, że władze Ukrainy to ludobójstwo uznają jako czyny bohaterskie. Mówiąc o problematyce stosunków Polsko – Ukraińskich jako ważnym elemencie całokształtu polityki zagranicznej naszego państwa, SLD powinna mieć swoje wyraźne stanowisko. Obiektywna, rozsądna ocena oraz odpowiednie wnioski znawców tej tematyki – powinny być szeroko prezentowane ogółowi społeczeństwa. Tymczasem tak się nie dzieje i formacja ta nie ma w tych sprawach prawie nic do powiedzenia. X x x Na zakończenie tych kilku problemowych uwag wypada je pokrótce zrekapitulować. Nasuwa się więc pytanie , jak mianowicie powinna zachować się partia, która w dotkliwy sposób przegrywa wybory, a to znaczy, że straciła poparcie społeczne. Wydaje się oczywiste, że przede wszystkim dokonuje solidnej analizy przyczyn takiej klęski, ocenia popełnione błędy, a także ludzi za to odpowiedzialnych. Tymczasem co robi SLD? Najpierw przez prawie pół roku wybiera przewodniczącego. Wreszcie go mamy, „ góra urodziła.... „ oraz jedenastu vice. Cokolwiek nowy, liczny skład kierowniczy miałby robić, to przecież kuriozum. Tym bardziej, że nadal działalność ta z „nowymi siłami” nie przynosi spodziewanych pozytywnych rezultatów. Świadczy o tym ciągle niewielkie, wręcz kilkuprocentowe poparcie społeczne tej formacji. Generalny wniosek, jaki można dedykować działaczom SLD, to solidne potraktowanie rzeczywiście żywotnych problemów – jakie dotyczą większości naszego społeczeństwa. A jest ich wiele. Wydaje się, że co najmniej niektóre z nich zostały wyszczególnione w niniejszym tekście i mają ważne znaczenie dla większości obywateli naszego kraju. Niestety z aktualnej działalności SLD ( głównie zajmowanie się sobą), nasuwa się min. niewesoła konkluzja, a mianowicie: nauka wynikająca z pouczającego morału, z zamieszczonego na wstępie aforyzmu, widocznie nie dociera do świadomości działaczy SLD, a szerzej lewicy w ogóle. I niestety, nic na to nie wskazuje, aby w najbliższym czasie mogło się to zmienić. Warszawa, czerwiec 2016.

Piękna nasza Polska cała...

W latach 90-tych minionego stulecia Stefan Kisielewski bodaj w Tygodniku Powszechnym napisał “Polską rządzą sami głupcy”. Za to T.P. zaczął cenzurować Jego felietony. Jak nie trudno się domyślić był to koniec współpracy, tego znakomitego… no właśnie kogo ? Rzekłbym ówczesnego człowieka renesansu kultury polskiej. Dziś, jak sądzę, słowa te są bardziej adekwatne do rzeczywistości niż wtedy. Wszak pana Kisielewskiego przelicytował pan Andrzej Mleczko określając dzisiejszą “władzę” jako “bezczelnych głupców”. Chętnie zgadzam się z opinią pana Andrzeja Mleczki, albowiem przez lata bycia w opozycji PiS kompletnie nie przygotowała się do sprawowania władzy. Widać sami nie wierzyli w zwycięstwo, chyba że chore wizje posła Kaczyńskiego potraktuje się jako program polityczny.

Co zaś tyczy się gospodarki to każde wystąpienie dowolnie wybranego ministra dowodzi słuszności opinii panów Kisielewskiego i Mleczki. Zaś fakt wyboru tej partii dowodzi, że wszyscy mądrzy dawno wyjechali, a pozostałym jest wszystko jedno. Narzekałem, że PO prowadzi nas prosto do neokolonializmu. Obecna władza nie tylko nie zmieniła tego kierunku, ale z gębami pełnymi patriotyzmu i sloganem “dobrej zmiany” pcha nas w tę samą pułapkę neoliberalnego niebytu, choć we własnym pojęciu to znakomity kierunek. Miałem nadzieję że Kaczyński po spotkaniu z V. Orbanem ochłonie i coś zrozumie… niestety. Niczego nie zrozumiał i niczego się nie nauczył. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia czy ministrowie są kolegami prezesa, czy mężami swoich żon. Ważne jest to, że ministrowie zajmujący się finansami i gospodarką są przeszkoleni w USA przez M.F.W., co jest ich bezapelacyjną dyskwalifikacją. I wcale nie jest to tożsame z kształceniem kiedyś naszych wyższych oficerów w Riazaniu. W Riazaniu uczyli sztuki wojennej jednocześnie serwując indoktrynację. Tu amerykańska diaspora, która zarządza FED-em, produkuje nam na gwałt kolejnych emisariuszy własnych interesów biegunowo odległych od interesów Polaków.

Pamiętacie bandyckie zapisy konsensusu waszyngtońskiego, które jako swoje przywlókł tu wraz z Sachsem Balcerowicz, a zasad tegoż konsensusu wyrzekł się już dawno każdy zachodni apologeta tego systemu. Pamiętacie panią Rand, z diaspory i dyżurnego filozofa amerykańskich neoliberałów. Pamiętacie, że to ona zalecała dla państw “wspomaganych” przez MFW i BŚ stosowanie zasad wczesnego merkantylizmu z epoki pierwotnej akumulacji kapitału. Pamiętacie, że jeden z twórców tego neoliberalnego potworka jest zwykłym hochsztaplerem i oszustem i że neoliberalizm nie jest żadną nauką a zwykłą doktryną, choć nagrodzona Noblem, czego kapituła do dziś się wstydzi.

Sądziłem, że od facia z Żoliborza, który w imię własnych przekonań gotów jest podpalić świat, wiedza ta nie będzie wiedzą tajemną. Tymczasem zawodowi patrioci są jak dzieci we mgle. Walą na odlew we wszystko co stoi im na drodze. Trzeba naprawdę spełniać kryteria A. Mleczki żeby fundować ludziom 500+. Takie coś, to naprawdę jest napluciem społeczeństwu w twarz. Całkiem bogaty kraj w środkowej Europie nie tylko nie ma praktycznie żadnych zabezpieczeń socjalnych. Co gorsze, nic się nie robi, żeby w magazynie produktów wszelkich - jakim obecnie jest Polska dokonać zmian. Nie czyni się nic, żeby z wykonawców jakichś prymitywnych elementów czy podzespołów dla produkcji zachodnich fabryk stworzyć podwaliny własnego przemysłu. Szczytem skandalu jest nazywanie programem niekontrolowane rozdawnictwo pieniędzy budżetowych. Nie do wiary ile błazeństwa ministerialnego grzeje się przy ogniu 500+. Można odnieść wrażenie, że oni naprawdę wierzą w cudowna siłę sprawczą tego nieporozumienia. Modłom odprawianym na tę okoliczność brakuje jedynie szamana z przepaską na biodrach i włócznią w ręku. Spece z partii rządzącej oświadczyli, że wydatek na ten kabaret zawiera się na 3 kwartały w kwocie 17 mld zł. Taka góra pieniędzy sensownie zainwestowana w naszą gospodarkę przyniosła by poważny spadek bezrobocia, znaczący wzrost PKB. Ergo większą możliwość sensownej ingerencji państwa w sferę socjalną.

Oni nie rozumieją, że to państwo jest własnością obywateli, a nie jakiejś śmiesznej partyjki. Nie rozumieją, że CAŁA KASA, JAKA ZNAJDUJE SIĘ W BUDŻECIE, JEST WŁASNOŚCIĄ WSZYSTKICH OBYWATELI i ma służyć poprawie ich bytu. To w oczywisty sposób koliduje z doktryną państwa neoliberalnego, którego bandycka doktryna nie dopuszcza możliwości ingerencji państwa w kwestie gospodarcze. Koliduje też z jakąś formą imperatywu kategorycznego, który zmusza PiS do ciągłego wianowania kościół rzymskiego budżetowymi pieniędzmi Ale to właśnie w myśl Art. 20 Konstytucji należy natychmiast podjąć pracę nad zrzuceniem kajdan tej doktryny, a nie wojować z dokładnie całym cywilizowanym światem o Trybunał Konstytucyjny. Tymczasem ci ludzie, jak się okazuje bez żadnej wiedzy czy znajomości pryncypiów, biorą się za gospodarowanie krajem a jedyna ich kompetencja to wygrane wybory. Ludzie ci specjalizują się w niszczeniu wszystkiego co w miarę sensownie i mozolnie przez lata stworzyli poprzednicy. Dowodem prawdy definicji Kisiela jest ewidentny brak umiejętności samodzielnego myślenia, a może myślenia w ogóle przez partyjnych zakonników zwanych szumnie wybrańcami narodu.

Cuda na patyku, jakie funduje nam rząd, może by śmieszyły, gdyby nie były przerażające. Neurotyczne zachwyty pani minister nad ustawą 500+ będą kiedyś przedmiotem żartów kabaretów, ale na razie z powodu nadzwyczajnej ilości materiału nimi nie są. Jak trzeba być odmóżdżonym, żeby podzielić nasze polskie dzieci na te co dostaną 500, bo są drugie i te, co nic nie dostaną, bo są pierwszym bądź jedynym dzieckiem. W dodatku nie wskazano źródeł finansowania tego cudu a to znaczy że pieniądze będą podbierane z budżetu. Pani minister ( przecież kobieta) zapomniała, a może nie wie o tym, że kobiety nie rodzą dzieci dla pieniędzy.

Pan neofita - Jacek Kurski - z wrodzonym sobie wdziękiem porusza się po PR i TV, tzn. jak słoń w składzie porcelany. Tłumaczy przy tym, że choć specjalnie na tym się nie zna to bardzo lubi i czuje tę instytucję. Być może tak jest, ale to nie te kategorie kompetencji są wymagane. A TYCH JEST ZERO. Wyrzuca ludzi bo…. Pracowali już - o zgrozo 30 lat! – czyli jeszcze za czasów komuny, a cóż to za fachowiec, który nie wyszedł z uczelni toruńskiej bądź nie posiada papierów lojalności od proboszcza. Całe życie słuchałem radiowej jedynki. Od czasów pana Kurskiego miałem wrażenie że to retransmisja amatorszczyzny z Torunia. Trójka z red. Lisickim – nie do słuchania. Pan Lisicki tak się nadaje ze swoim niefonicznym głosem do radia jak ja do baletu.

Kto nie jest wyrzucony sam rezygnuje z pracy. Radio to szczególnie delikatne medium, bo nie ma w nim obrazu a obraz tworzy się głosem. Głos musi mieć opisane właściwe cechy foniczne i właściwości takie jak określoną wysokość, brzmienie rezonansowe, tembr - czyli specyficzne cechy uwzględniające aspekty fizyczne i psychoaustyczne głosu, barwę, a słuchanie pana Lisickiego w radiowej trójce przyprawia o ból zębów. Na tym właśnie polega różnica między wiedzą o radiu a lubieniem i wyczuwaniem radia.

Zdawać by się mogło że o Trybunale Konstytucyjnym powiedziano już wszystko. Może było by o.k., gdyby nie popisy pana Zbyszka, który po publicznym wypłakaniu u prezesa ministerialnego stołka nie zaprzepaścił żadnej okazji, żeby się skompromitować. Plecie jak Piekarski na mekach o tym, że pracę TK reguluje ustawa. Owszem, ale TK orzekł że owa ustawa jest niezgodna z konstytucją, znaczy nieważna. Tego pan Zbyszek nie umie pojąć, że TK wypowiada się we własnej sprawie. Panie “Z”, po to między innymi on jest. Pan Zbyszek (powołując się dalej na niekonstytucyjną (ergo nieważną ustawę sejmową) nie może zrozumieć dlaczego trybunał nie orzeka zgodnie z kolejnością wpływu wniosków do TK. tylko kolejność traktuje wybiórczo. Wyjaśnię to panu Zbyszkowi. Co bo on powiedział, gdyby przywieźli go do szpitala na SOR z co nie daj boże urwaną ręką a lekarz dyżurny mówi, że musi poczekać, bo tu sporo pijanych czeka na płukanie żołądka, więc nich czeka na swoją kolejkę . Założę się, że pan Zbyszek zastosowałby natychmiast najsurowsze możliwe sankcje, i lekarz z miejsca trafił by za kraty. Następnie w oparciu o tę samą nieważną ustawę pan mgr prawa, poucza profesora o metodologii prowadzenia rozpraw chociaż nigdy nie uczestniczył w żadnej rozprawie, a więc twierdzi, że ma orzekać w 18-osobowym składzie. A co robi pan Zbyszek? Z wrodzonym wdziękiem wciska ten kit zdumionym prawnikom przysłanym przez UE do sprawdzenia zagrożeń dla praworządności, a którzy tak zgłupieli od tych farmazonów, że zapowiedzieli powtórną kontrolę – za dwa tygodnie – pewnie dlatego, że zaczęli wątpić w swoją wiedzę na temat prawa.

Kolejny as z dobrej zmiany to mój ulubieniec pan minister Jurgiel. On pewnie za wygląd został ministrem rolnictwa. To ten, z którego w poprzedniej kadencji brukowce zrobiły …………. ( wstawić dowolnie), telefonując do ministerstwa i podając się za służbę Rydzyka prosili o podwiezienie świętego głupstwa, bo Maybach papcia Rydzyka się zepsuł. Po kilku minutach ku uciesze reporterskiej gawiedzi rządowa limuzyna zajechała pod hipermarket natomiast pan minister następnego dnia korzystał już ze środków komunikacji publicznej. Dziś, za przeproszeniem minister, zasłynął z demolki w stadninach koni. Ale że to za mało więc jako zapewne katolik i niewątpliwie patriota dał kościołowi niebezpiecznie wiele możliwości kantów w obrocie ziemią, Kantów lepszych od tych z Komisji Majątkowej. W stadninach powołał w miejsce fachowców swoich głupców którzy o robocie pojęcia nie mają, ale kunia panie, jak zapewnia minister, widzieli. Jak po dwóch miesiącach PiS-owskiego dobrobytu konie pewnie ze szczęścia zaczęły padać , wtedy J. O. pan minister wpadł na dyżurny pomysł pisu, że za upadek koni odpowiadają ludzie Tuska i trzeba wszcząć w tej sprawie śledztwo. W końcu od czego jest pan Zbyszek. Więc pan minister od sprawiedliwości niebawem rozpocznie odpowiednie procedury. Tymczasem miliarderzy, którzy kiedyś uznali polskie stadniny za odpowiednie miejsce bytowania ich koni a masztalerzy za odpowiednich opiekunów i płacili za to ciężkie pieniądze, nie poznali się pewnie na talentach nowych pisowskich ministrów i nowych dyrektorach stadnin i w popłochu zabierają z polskich stadnin swoje, żyjące jeszcze zwierzęta. A to prosta droga do bankructwa stadnin czyli milionowych wpływów $ do budżetu, ale i bankructwa firm z otoczenia stadnin.

I na koniec KOD i jego twórca Mateusz Kijowski z patriotycznej rodziny, wnuk piłsudczyka, syn Jerzego i Krystyny, moich przyjaciół z dzieciństwa. Strach przed fenomenem KODu do tego stopnia przeraził Żoliborz, że każdemu z jego szeregów wolno bezkarnie wylewać na Mateusza wiadra pomyj. Im głupiej, tym lepiej. Myślę że to KOD kiedyś wymiecie ze sceny politycznej wszystkich dewiantów, pajaców, głupców a nawet bezczelnych głupców. Czego w poświąteczny czas wszystkim życzę

Adam Zbigniew Gusiew

Żołnierze wyklęci czy przeklęci?

 

Żołnierze wyklęci czy przeklęci?

PiS – czyli specjaliści od dzielenia społeczeństwa otworzyli kolejną puszkę Pandory. To zboczenie zapewne ma jakąś klasyfikację medyczną. Ja jej co prawda nie znam, ale mam prawo twierdzić że to jest jednostka chorobowa. A więc w zasadzie nie mam prawa do oceny tych działań przed świadectwem konsylium medycznego, nie mniej pokuszę się o kilka opinii w tej sprawie.

Trochę o historii. Rok 1939 - nasi tradycyjni przyjaciele z wysp i Francji nie dotrzymują podpisanych umów. Hitler ze Stalinem robi w Polsce co chce. Rok później Tradycyjny wyspiarski przyjaciel Francji odmawia jej pomocy tak jak wcześniej francuzi Polakom. W ogóle nasi tradycyjni przyjaciele bardzo lubili takich co to za wolność waszą, ale już o swoją musieli się martwić sami - wszak nikt nie pójdzie umierać za Gdańsk. Dzielne polskie władze z naczelnym wodzem na czele uciekają z pola walki. Ta ucieczka po latach okaże się zabiegiem taktycznym , albowiem nie było komu podpisać aktu kapitulacji, więc dezerterzy uznali się za rząd na uchodźctwie. Tu lecą bomby, bo wojna, a tam tee time, bon ton, pardon. I tak zostało. Tu piekło wojny a tam “rządy”. Urządzili hekatombę Powstania Warszawskiego. Do tego dołączył Stalin, który lubował się w carskich zsyłkach a wlec całą Polskę wschodnią wywiózł do Kazachstanu lub na Syberię. Inaczej mówiąc tanim, a na pewno bezpiecznym kosztem panowie z Londynu chcieli urządzić się w Polsce po wojnie. I jeszcze dziecinna wiara w solidność obietnic Churchilla.

Co by się nie powiedziało o tym brytyjskim przywódcy, to jednego nikt mu nie odmówi – dbałości o interes własnego kraju. W 1940 nie było mowy o dotrzymaniu zobowiązania sojuszniczego w wobec Francji, ale nikt z rządu nie opuścił nawet bombardowanego Londynu. Rząd polski przydał się brytolom, tak jak przydali się polscy piloci czy żołnierze którzy po Tobruku, El Alamein, czy Monte Casino paradę zwycięstwa oglądali z za płotu. Generała Maczka, w dowód wdzięczności za sukcesy w Normandii, obsypali żelastwem medali i krzyży, ale bez emerytury i godnego starczego grosza pozwolono tyrać do śmierci za barmana w edynburskiej knajpie. Za udział w zwycięstwie nad Hitlerem Churchill zapłacił likwidacją imperium, albowiem oszukani w pierwszej wojnie Amerykanie ogłosili izolacjonizm i dopiero bezczelny Hirochito rozwścieczył drzemiącą bestię, która wraz ze Stalinem ujarzmiła koalicję hitlerowską. W interesie Churchilla leżało też utrzymywanie marionetkowego rządu w Londynie, który co prawda nie miał żadnych praw do sprawowania rządów na terenach Polski, ale bardzo drażnił Stalina. Rządzić chcieli, choć stracili twarz, raz uciekając z pola walki, dwa wysyłając bezbronną młodzież z Visami na tygrysy bez pomocy od tradycyjnych przyjaciół, którzy tej pomocy odmówili. A i tego mało było londyńczykom. Grzejąc tłuste tyłki w miękkich fotelach przyglądali się jak:

“Znad spienionej Syrdarii i z aułów Kirgizji Jadą chłopcy walczyć w polskiej dywizji. Twarz z tęsknoty wychudła, tylko błyszczą się oczy. Żegnaj – niebo południa! Żegnaj – mroźna północy! Chociaż marsz będzie ciężki, chociaż cel nie od razu, broń dostaniesz do ręki, polski mundur ci dadzą. Choć zła kula nie jedna koło ucha ci gwizdnie, nie jednego pożegnasz, nim się znajdziesz w Ojczyźnie”. Nie, żebym dezawuował dokonania dzielnego i bitnego polskiego żołnierza walczącego na zachodzie. Ale zaprzaństwo naszych tradycyjnych przyjaciół nie zna granic. W ubiegłym roku, z okazji uroczystości kolejnej rocznicy zwycięskiej bitwy o Anglię i uznania dla polskich pilotów, jako podkład muzyczny do obrazu przez cały czas brzmiał hymn pilotów…hitlerowskiego Luftwaffe. Czy to jest urągowisko i kpin ciąg dalszy?

Ten przydługi wstęp ma być dowodem na złą wolę uchodźczego rządu, kiedy po kompletnej kompromitacji ci zawodowi patrioci tworzą struktury nowego porządku i znowu uruchamiają zbrojne podziemie. Tym razem pod sztandarami WiNu (Wolność i Niepodległość). Ale ci samozwańcy nie formowali swojego wojska, oni zachęcali do walki z legalną choć niechcianą władzą. Teraz znowu po raz kolejny pchnęli do walki zawsze patriotyczną młodzież, która nie zginęła wcześniej z powodu młodego wieku, ale teraz armatnie mięcho już dorosło i już można było dać ich na rzeź. Na co liczyli? Czy ktoś chce mi powiedzieć, że londyńczycy nie wiedzieli o tym, co się stanie jak wywołają tę awanturę?! Dlaczego my, naród, tak chętnie giniemy? Dlaczego pozwalamy ginąć młodzieży -najcenniejszemu zasobowi każdego kraju. Owszem, ZWZ, AK, Wachlarz czy Ponury, ale czy na pewno młodsi harcerze? A Zawiszacy – niemal zuchy! Trzeba nie mieć mózgu, żeby wpychać leśnych ludzi do walki z sowietami, którzy właśnie swą potęgą wymietli stąd wojska hitlerowskie.

W październiku 1944 r. gen. Okulicki pisał: “Z jednej strony AL, z drugiej NSZ, a w środku AK bez dowódcy i z ogromną ilością wewnętrznych ambicji i intryg.”. I dodaje – kiedy został dowódcą AK w depeszy do Prezydenta RP “(...) W wyniku przegranej bitwy warszawskiej w szeregach Armii Krajowej na prowincji wystąpiły poważne objawy rozprężenia”. Pamiętać należy, że żołnierze Armii Krajowej zostali uznani za kombatantów przez Wielką Brytanię dopiero 29 sierpnia 1944 roku, a przez Stany Zjednoczone 3 września 1944 roku. WiN, NSZ NOW nigdy. Tym czasem kilka słów o dokonaniach dorosłych mężów z NSZ, z WiNu czy NOWu . Czego dokonali z nienawiści do ruskich? Żeby im zaszkodzić mieli za krótkie ręce, więc złość wyładowywali głównie na Polakach, którzy po wysiedleniach wrócili tu z armią polską. Ci żołnierze, którzy z rozkazu dowództwa tworzyli placówki MO, byli mordowani przez walecznych leśnych. Mordowali też polskich nauczycieli za “współpracę” z Moskwą, urzędników, bo pracowali w polskich urzędach, chłopów za to, że wzięli nadziały z reformy rolnej. Nie oszczędzali Żydów i Śłowaków. Rabowali okolicznych gospodarzy. W imię czego? Czego się spodziewali ? Andersa na biały koniu? Anders nie jeździł konno, a świat nie chciał nawet słyszeć o kolejnej wojaczce. To oczywiste, nasi panowie chcieli koniecznie rządzić, choć dawno stracili twarz i wszystko przegrali.

Dlatego protestuję przeciwko utożsamianiu leśnych band z polskim wojskiem. Protestuję przeciwko wpychania WiNu i NSZ do jednego worka z AK. Armia Krajowa była wojskiem. Nie każdy, kto nosi broń jest żołnierzem. Protestuję przeciwko nadawaniu tym ludziom honorów, odznaczeń i stopni wojskowych, bo to jednak renegaci którzy nie tylko nie wykonali rozkazu rozformowania, ale zaczęli bandytkę po lasach. Ja wiem, że to trudny dylemat. Wiem, że na polskich żołnierzy z AK czyhały stalinowskie zbiry. Ale to nie powód, żeby mordować swoich. Żołnierze mieli szanse na przetrwanie, ludzie z band nie - albowiem nie tylko nie wypełniali definicyjnych opisów wojska, ale nikt na świecie tych organizacji nie uznał. Wypełniały one jednak wielopokoleniowe zasady, które wyrosły z wiekowych tradycji społecznego nieposłuszeństwa wobec okupanta. Tym razem jednak okupant miał zupełnie inny status, status wyzwoliciela.

PiS oszalał Właśnie jedynka Polskiego Radia działająca pod światłym dowództwem bulteriera wyemitowała rozmowę z panią Dziunią która zajęła się wychowaniem przedszkolaków w duchu obywatelskim i patriotycznym. Dziś na antenie jedynki opowiadała i o żołnierzach wyklętych. Narracja była wzięta żywcem z czasów kultu jednostki. Na pytania 4 latków o żołnierzy wyklętych, paniuśka mówi dzieciom, że to tacy ludzie jak wilk z bajki o czerwonym kapturku, który pożera babcie, tak źli ludzie przebrani za dobrych Polaków pożerali żołnierzy wyklętych. Te dzieci kiedyś dorosną i być może tak jak ja zapamiętają te chore brednie opowiadane w Polskim Radio. Kiedyś ocenią i ludzi wyklętych, i polskie radio.

A wiec bezdyskusyjnie wróg, z którym walczyło AK, BCH, AL został unicestwiony i w ten sposób zniknęła przyczyna istnienia formacji paramilitarnych i partyzanckich, które zresztą zostały rozformowane. Tymczasem renegaci postanowili - za zgodą londyńczyków - walczyć dalej. Ten heroizm był tyle tragiczny, co śmieszny. Paru wyrostków w wojskowych kurtkach z opaskami na rękawach z pistoletami w dłoniach chciało przegonić z Polski armię radziecką. Więc jak? Patrioci czy idioci. Jak w ogóle komentować to czystej formy kuku na muniu. Powstańcy warszawscy liczyli na pomoc armii radzieckiej i Londynu. Oszukali ich i jedni, i drudzy, ale mieli prawo zakładać że tamci mają dobrą wolę, bo walczą ze wspólnym wrogiem. Na co liczyli WiNowcy? Wiedzieli, że nic nie wskórają a rozwścieczą i tak wściekłego psa, który stanie się krwiożerczą bestią i tak się stało. Czy po doświadczeniach konspiracji wojennej nie było wśród walecznych wiedzy, jak skutecznie uprzykrzyć wrogom pobyt na tej ziemi? Nie było innego pomysłu tylko biegać po lasach z karabinami?

AK była największą siłą podziemnego wojska. Jego świetlaną postacią był cichociemny zrzutek Jan Piwnik – “Ponury”. Jego dokonania to: odbicie więźniów oficerów AK z więzienia w Pińsku w ramach akcji Wachlarz. Zorganizowanie w górach świętokrzyskich oddziału w sile brygady i zajęcie Michniowa, produkcja broni na terenie niemieckiej fabryki. W kwietniu 44 r. wchodzi ze swoją brygadą w skład 77 plk. Piechoty, zdobywa Wasiliszki, rozbija garnizon niemiecki. Jego akcje na terenie gór Świętokrzyskich potem Litwy opisuje Zbigniew Chlebowski w swojej tetralogiii “Jodła” “Wachlarz” “Pozdrówcie góry Świętokrzyskie” i “ Odłamki granatu”. Inne dokonania zgrupowań AK opisuje Stanisław Podlewski w dziełach “ Na szańcach Woli” “Przemarsz przez piekło”, “Rapsodia Żoliborska”, “Dramat nad Wisłą”, “Dni wolności Mokotowa” i jeszcze “Przemoczone Pod Plecakiem 18 lat”. Znane są setki innych równie cennych opracowań, których nie sposób tu przytoczyć.

Choć literaturę tego okresu znam całkiem nieźle, to nie znalazłem opisów sławnych dokonań WiN czy NSZ. Owszem, o podjęciu współpracy Świętokrzyskiego NSZ-u z oddziałami SS Galizien, a później wspólnej ucieczki z Polski przed nadchodzącą Armią Radziecką. Głośno też było o napadach na posterunki M.O. urzędy gmin, sołtysów, chłopów, nauczycieli, wreszcie zwykłych ludzi, ale nigdy o napaści na jednostki armii radzieckiej. Nie słyszałem o wielkich dokonaniach Ognia. Do “osiągnięć” tego kaprala, z nadanym przez UBP stopniem podporucznika zgłaszają pretensje organizacje żydowskie, które zwykle mają dobrze udokumentowane zarzuty.

Słowacy - z Towarzystwa Słowaków w Polsce twierdzą że w czasie swej działalności na Spiszu i Orawie Ogień dopuszczał się na nich wszelkich zbrodni i grabieży. Wezwali też do przeprowadzenia przez IPN śledztwa w sprawie akcji przeciw ludności słowackiej dokonywanych przez Ognia i podległe mu oddziały na Podhalu. Dyrektor słowackiego archiwum IPN, pokazał w Warszawie film poświęcony działalności Ognia pt. “Zakątki zapomniane przez Pana Boga”. Stwierdził przy tym, że Słowacy posiadają wiele relacji osób, które w latach 1945-1947 uciekały ze Spisza i Orawy przed ludźmi Ognia i chroniły się na terenie Czechosłowacji, gdzie po przekroczeniu granicy osoby te były przesłuchiwane przez czechosłowacką służbę bezpieczeństwa i opowiadały o powodach ucieczki z Polski. To są wstrząsające relacje o terrorze, mordach, gwałtach, grabieżach. W 1990 roku nowotarski oddział Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej wydał oświadczenie w którym czytamy : "Nie mamy nic wspólnego z "Ogniem" i jego pogrobowcami. Uważamy, że zamiast uczestniczyć w uroczystościach ku czci "Ognia" należałoby odprawić żałobne nabożeństwo w intencji jego ofiar, a jest ich 430". Oczywiście IPN milczy a Kaczyński jak zwykle każe swoim zakonnikom zawracać Wisłę kijem, i mącąc narodową kadź , wrzuca do jednego wora bandytów wraz z bohaterami.

Adam Zbigniew Gusiew

O tym i owym…

Poziom szaleństwa, z jakim mamy do czynienia w ciągu ostatnich trzech miesięcy rządów PiS, nakazywał wstrzymanie się od jakichkolwiek komentarzy. Kumulacja tak wielkiej ilości niedorzeczności, jakie mają miejsce w polityce naszego kraju, wymaga zastanowienia nad własnymi zdrowymi(?) zmysłami i chyba ma ten jedyny walor, że jest niespotykana w cywilizowanym świecie. Zadziwiające w tym galimatiasie są poczynania pana prezesa, którego uważałem za wytrawnego polityka. Jednak Jego znane fascynacje Marszałkiem mają tę wadę, że Dziadek był socjalistą których pan K. nie cierpi. Po drugie był czynnym bojownikiem a później żołnierzem, czego o panu K powiedzieć się nie da. Zmiany, jakich Marszałek dokonywał w strukturach rządu miały ten walor, że miały sens, np. powołanie pana Kwiatkowskiego na ministra gospodarki w miejsce swojego stryjecznego brata. Kolejnym nielubianym a trafionym nominatem był Stefan Starzyński. Dziadek lubił kobiety, kochał swój naród… Pan Prezes lubi koty i jest demonem socjodestrukcji. To dość poważne różnice między mentorem i żakiem, które muszą budzić zdziwienie.

Ale idźmy dalej. W ostatnim czasie (przedwyborczym) pan Prezes nie krył fascynacji dokonaniami innego polityka - Wiktora Orbana i zdecydowanie chciał swoj¹ politykź poprowadzię w tym samym kierunku, ale… Pan Orban wygra³ wybory, bo naród zaakceptowa³ jego program. Pan Orban dla swojego programu osi¹gn¹³ poparcie ¾ spo³eczeństwa. Pan Prezes ledwie 1/3 a i to w oszukańczy sposób. Orban zmieni³ konstytucję bo miał konstytucyjną większość w parlamencie. Pan prezes usiłował zamordować konstytucję wyprawiając niewiarygodne łamańce prawne, ośmieszając sejm i prezydenta. Orban ma społecznie akceptowany program energetyczny oparty na współpracy z Rosją, czego pan prezes nigdy nie dokona. Orban ma znakomity program – ofertę prokreacyjną. PiS przyjął prymitywną, w istocie socjalną formę rozdawania ryb zamiast wędek.

Śmieszne jest to, że zakonnicy pana Prezesa z mołojecką swadą, absolutnie bezrefleksyjnie tłumaczą słuszność swoich poczynań w nadziei, że głupi lud to kupi. Lud to oczywiście weźmie, ale nie kupi. Przerażająca jest percepcja przyzwoitych, żeby nie powiedzieć godnych zachowań ludzi sprawiedliwej partii. Prezydentowi udowadniają, że podobnie jak Hofman wyłudzał pieniądze z państwowej kasy. Tyle że tamten to pospolity hochsztapler a tu prezydent i w dodatku dr nauk prawniczych. Jakoś ucichło! Następny drobny kancik zastosował pan minister Szałamacha. Studiował w USA, ale kasę brał z sejmu. Teraz zapewne wiedza, jaką zadysponuje, z nawiązką zwróci państwu te marne dziesiątki tysięcy. Już nawet zaczął – wprowadził 500 + a na przyszły rok nie ma zabezpieczonego budżetowania tego światłego programu, więc pewnie podniesie WAT a to umie każdy głupi. Zresztą pan Prezes dał się podejść jak dziecko ludziom z MFW i BŚ i spece z USA zainstalowali mu dwóch emisariuszy tj. Szałamachę i pana Morawieckiego.

Żeby dokończyć ten temat przypomnę, że pan Petru jest poplecznikiem balcerowicza i namiestnikiem MFW. To wszystko armia neoliberałów. Te fakty są dowiedzione. Niebanalny 25 letni plan autorstwa pana Morawieckiego dowodzi wyjątkowo starannego wykształcenia, albowiem świat nie zna możliwości zaplanowania tak ogromnej przestrzeni czasowej, to oczywisty nonsens. Zaś rozwój polegający na absorbcji obcego kapitału, to prosta droga do neokolonializmu. Poza tym pan minister ma świetne cechy ministra rozwoju ponieważ spełnia kryteria szmoncesu, w którym zarząd przyjmuje do pracy nowego speca od rozwoju. Pytanie jest takie: “ile to 2 x 2” - kolejni kandydaci odpowiadają że cztery! Zarząd wszystkim dziękuję, aż wchodzi Aron. Panie Aron, pyta przewodniczący, co to będzie 2 x 2? Aron chwilkę myśli i odpowiada “A ile ma być?” Posadę dostał. Postawę szmoncesowego Arona przyjął pan Morawiecki, przytomnie krytykując jakieś błazeństwo rządu, ale już następnego dnia z rana pytany przez redaktora Rymanowskiego jak to jest z tym krytykowanym projektem, bo pani premier jest innego zdania, odpowiedział: “jeżeli pani premier tak mówi, to znaczy tak będzie…”.

Jeszcze słówko o panu prezydencie. Zrezygnuję z urzędu, jeśli w ciągu roku nie zrealizuję trzech swoich obietnic - powiedział pan prezydent. No cóż, słowo się rzekło. A więc, obniżenie wieku emerytalnego. Okazuje się że pan prezydent otoczony wianuszkiem przeważnie dyżurnych speców od gadania stworzył Narodową Radę Rozwoju. To oczywiste kpiny z nauki i wiedzy i prezydent niebawem za to zapłaci. Tymczasem w sprawie wieku emerytalnego, spece którzy z naszych podatków otrzymują kolosalne apanaże, okazują się być utytułowanymi bezradnymi nadętymi balonami pozbawionymi umiejętności abstrakcyjnego myślenia. Rachunki, jakie w tej sprawie wykonują, nie upoważniają do naukowych tytułów, to poziom starego technikum ekonomicznego. Więcej na ten temat niczego nie powiem.

Kolejna obietnica, na której wykładają się nasze intelektualne elity, to problem frankowiczów. Pomysł prezydenta nie zły, tylko nie ten płatnik. Komu się zmiele, temu się skrupi – to klasyka gatunku, bo choć jest tu wina naszego państwa, którego służby specjalne zawiodły i za to polskie państwo powinno zapłacić, ale… nie tylko nasze. Jeżeli elity – niemal hufce elit ekonomicznych nie wiedzą co zrobić, to jest to albo skrajnie nieodpowiedzialne, albo dyplomy do weryfikacji. O 500+ już było, ale o kwocie wolnej od podatków nie było i nie będzie. “To jak panie Zalewski – słowo się rzekło, kobyłka u płotu”. Ta błazenada w wykonaniu zwycięzców wyborów doprowadzi do zniknięcia po wsze czasy takiego przeraźliwego tworu politycznego z pogranicza grozy i fantasmagorii. I jeszcze ten grób, który moim zdaniem własnoręcznie kopią sobie mołojcy z partii prezesa, to sprawa Prezydenta L. Wałęsy.

To oczywiste, że sensacyjne “odnalezienie” teczek na L. Wałęse na długo przysłoni wszystkie facecje, jakie wyprawia ten rząd. Teczki to ulubiony temat pana prezesa. Pamiętam jak zaraz po poprzednich zwycięskich pisowskich wyborach, pan bliźniak, w czasie jakiejś imprezy wyszedł na scenę z teczką pod pachą , otworzył ją i powiedział: - “Oto przedstawiam państwu sfałszowaną przez SB teczkę, w której fałszerze oskarżają mnie o współpracę z SB. Oświadczam państwu, że to wszystko fałsz…. I koniec. Myślę że gdyby Pan Wałęsa postąpił podobnie, dziś miałby święty spokój, albo ciągnął by za sobą Kaczyńskiego. Ale od początku. Nie na darmo starsi historycy, co prawda cichutko, ale namawiają młodzież o umiar w ocenach i uwzględnienie kontekstu tamtych czasów. I to jest bardzo ważne. Osobiście nie lubię pana Wałęsy, nigdy na niego nie głosowałem ale i nie plułem i nie pluję. Kontekst jest niesłychanie ważny i pan prezes powinien powściągnąć zapędy gówniażerii, która biega po wszystkich telewizjach i z wypiekami na twarzach pieprzy co jej ślina na jęzor przyniesie, bo o pomyślunku nie ma co marzyć. Zastanawiające jest to, że w obliczu “porażających dokumentów” wszyscy, ale to wszyscy ówcześni przywódcy Solidarności murem stanęli w obronie Wałęsy. Od Bujaka do Onyszkiewicza, Frasyniuka i Wójca oraz wielu, których nazwisk nie pomnę. Ujmę to inaczej. Nikt ważny z dawnej opozycji o Wałęsie nie powiedział złego słowa. Pewnie wiem dlaczego i dokładnie to rozumiem – może dołączam się do tych głosów arogancko, bo nigdy do Solidarności nie należałem ale… nie trzeba było wtedy należeć, żeby dostać się w łapy SB.

Prawie całe życie byłem prywaciarzem i spokój ceniłem sobie nade wszystko. Poszedłem po coś do sklepu elektrycznego który był gdzieś przy barbakanie. Miałem kupić jakieś elementy elektryczne, niestety sklep był zamknięty, więc wróciłem na rynek z zamiarem pójścia na Krakowskie do autobusu 175. I nagle z przeciwka tabun chłopaków pędzi prosto na mnie. Na Freta ciasno, nie bardzo jest się gdzie schować, więc zamiast uciekać mało czujnie wskoczyłem za jakiś załom. Chłopaki przebiegli, więc wychylam się i… łup, jeden sprawny cios i leżę, czuję że mam rozbitą głowę, oczy zalewa krew, nic nie widzę, gdzieś mnie ciągną, coś wrzeszczą, słyszę, że jadę samochodem – ciężarówka, dookoła młodzi chłopcy. Wychodzimy, Biegiem, wszyscy do piwnicy (aresztu) przesłuchanie. Porucznik karze mi przemyć twarz. O nic nie pytają, odczytują jakieś paragrafy i pytają, czy się przyznaję. Tłumaczę że nie, że ja tu jakimś przypadkiem, fest kopniak rzuca mnie na ścianę. Wreszcie pytanie, co tam robiłeś. Odpowiadam co i jak, ale widzę, że to na nic i że zaraz pewnie znowu oberwę. Wyciągaj pasek, sznurówki i wszystko z kieszeni. Portfel z gotówką, O, co to za kartki?! Ulotki??? Rozwija, czyta. Co to jest? Mówię, że to spis części zamiennych do telewizorów, mam zakład naprawczy, byłem po części, ale sklep był zamknięty. Dobra sprawdzimy - depozyt i na korytarz z nim. Portfel, gotówka, zegarek, zapiski, podpisz… Na korytarzu czekałem do wieczora. Wołają mnie. Jakiś sierżant mówi, że sprawdzony pozytywnie, zamieszkuje, pracuje, żona urodzona… dwoje dzieci, lat tyle i tyle, jedno w szkole nr 10 1 klasa, drugie 3 lata, przedszkole na ks. Trojdena. I dalej - odbył służbę wojskową, usunięty z PZPR, ukończył technikum Kasprzaka, żona SGPiS, pracuje w INCO... W kilka godzin wiedzieli wszystko. No to masz dużo do stracenia - mówi sierżant: żona, dom, praca, dzieci, wszystko od państwa. Zabieraj się stąd, bo następnym razem… Portfel, gotówka pasek, zegarek, jakieś karteluszki, podpisz tu i tu. Podpisałem. I choć to może dobrze o mnie nie świadczy, do dziś nie wiem co podpisywałem, zresztą było mi to wtedy tak dokładnie obojętne, że pewnie i lojalkę bym podpisał, byle się stamtąd wydostać i nigdy nie wrócić.

Myślę, że działacze Solidarności wiedzieli co ich czeka w razie wpadki. Znali procedury ubeckich aresztów i więzień, wiedzieli, że każdy musiał podpisywać. A co, wiedziało tylko SB. I dlatego rewelacje Kiszczaka tak mocno ich nie obchodzą, a co starsi apelują o kontekst. Na liście Wildsteina mojego nazwiska nie ma. Wiem, co przeżywał młody chłopak ze wsi bez wykształcenia z żoną, z przychówkiem, zakładowym mieszkaniem i pracą, która była dla niego wielkim awansem społecznym na miarę czasów. SB też wiedziało. To nie dziś, że jak mi się nie podoba, to paszport i na drugi koniec świata. Wtedy SB decydowało, kto dostanie a komu odmówią wydania paszportu, bez podania przyczyn. A dokumenty? Pewnie przy dzisiejszej technice można bezbłędnie podrobić dokumenty królowej angielskiej, a nie tylko jakieś fiszki i zapiski. Wyobrażam sobie co by mówili - gdyby walczyli - dzisiejsi chojracy, typu Ziobro czy Jaki, których w tych latach tatuś pewnie nawet jeszcze nie projektował. Niech by stanęli przed przemożną i brutalną siłą, jak dostali by po pysku za złe odpowiedzi, jak by im parę szturmówek na plechach wyprostowali tak, żeby im zęby z życi czwórkami wychodziły, przepędzili przez ścieżki zdrowia, wtedy mieli by prawo poszczekiwać. Nie słychać pana prezesa, to dobrze - on też wie, co to znaczy, bo też w SB zaliczył dołek. Nie rozumiem też zajadliwej napaści na Wałęsę ludzi z gębami pełnymi zasad moralnych, którzy mało nie ukrzyżowali Michnika za Maleszkę. Wałęsa zdrajca. A ten powiatowy prokuratorzyna oskarżający w czasie stanu wojennego, obecnie robi za gwiazdę u Kaczyńskiego. Kim jest ta miernota, która ma czelność wyciągać łapy po godności poselskie, kpi sobie w żywe oczy ze swoich ofiar ku uciesze PiS-owskiej gawiedzi. A sędzia Kryże. Ten prawdziwy Polak oskarżał w stanie wojennym. A towarzysz Jasiński!? Że o innych z litości nie wspomnę. Ta moralność z całą pewnością zaskoczyła by samego Kalego. Ale PiS da radę...

 

Adam Zbigniew Gusiew

Kuracja dla lewicy

Głos w sprawie sobotniej konferencji zorganizowanej przez sieć lewicowych fundacji i think tanków.

 

Tylu mędrców w jednym miejscu dawno świat nie wdział. Ale to właśnie ci ludzie są portretem klęski lewicy. Co nowego mają dziś do powiedzenia? Kto zdefiniuje nowe cele lewicy? Kto z onych mędrców odpowie na pytanie - po co komu w Polsce lewica? Tłum wygadanych, wypalonych intelektualnie aparatczyków z jednej strony, z drugiej ci, którzy kiedyś byli gorliwymi zwolennikiem prywatyzacji pod dyktando neoliberałów z prawicy, co jest dowodem ich niewątpliwej ideowości. Są też w tej formacji liczni przedstawicie mnogich nikomu nie potrzebnych profesji, tłumy socjologów, psychologów historyków, politologów kulturoznawców, zoologów dendrologów itp.

Kto tam ma pojęcie o ekonomii, nie mówię normatywnej, ale choćby pozytywnej? Kto ma pojęcie o ekonometrii, czy statystyce; o nowoczesnych metodach obliczeń makroekonomicznych, o wskaźnikach nie wspomnę. Kto z tego grona zna i rozumie katechizm religii społecznej gospodarki rynkowej zapisany w Art. 20 naszej konstytucji? Nikt z tego szacowanego grona nie splamił się odrębnością poglądów na rzecz obrzydliwej i bezpłodnej intelektualnie poprawności politycznej, serwując kunktatorstwo zamiast wiedzy. Z tej mąki nawet zakalec nie wyjdzie. I nic się nie zmieni , bo jako żywo, sytuacja przywodzi na pamięć stary dowcip z PRLu - co najpierw się zbiera przy klęsce urodzaju?- najpierw zbiera się plenum KC.

Te liczne konwentykle są dowodem bezradności, to zaklinanie rzeczywistości które nic nie zmieni. A wiecie dlaczego nic się nie zmieni? Bo się izolujecie od środowisk nauk ścisłych. DLATEGO, ŻE SIĘ BOICIE. BOICIE SIĘ O UTRRATĘ SWOJEJ REPUTACJI, BOICIE SIĘ POWIEDZIEĆ - NIE WIEM. NIE ROZUMIECIE JĘZYKA MATEMATYKI I EKONOMII I DLATEGO SIĘ IZOLUJECIE OD TYCH LUDZI I ICH WIEDZY. A TO BŁĄD!

Ja wiem, że matematykę i ekonomię nie wszyscy muszą znać. I nie muszą. Ale wystarczy, się wysilić, by choć trochę ją zrozumieć. Podobnie jak z komputerem. Wiem co jest na wejściu i co na wyjściu. I nikt z licznych użytkowników PC-tów nie musi znać funkcji licznych układów hybrydowych: bramek, dekad, przerzutników, zespołów całkujących, bramek różniczkujących itd. Że to jest trudne? - może, ale bez wiedzy środowisk obeznanych z zagadnieniami ekonomii niczego do przodu nie pchniecie. Musicie znaleźć i pozyskać takich ludzi. Musicie, wcześniej czy później, zaakceptować nie tyko ich obecność, ale dać im stosowne miejsce w strukturach partii. Musicie im zaufać i przyjąć do akceptującej wiadomości wyniki ich prac. Podobnie jak i prawników.

To oni muszą działać wspólnie jako zespół programowy, składający się z osób mających teoretyczną i praktyczną wiedzę, czyli narzędzia do tworzenia projektów programów czy modeli ekonomicznych. Tymczasem w partii przemykają czasem jedynie akademicy z wiedzą jedynie teoretyczną. A jeśli partia ma przejąć wadzę i służyć obywatelom w imię wyznawanych idei, ale i spełniać oczekiwania społeczeństwa - to te zespoły będą merytorycznie reagowały na wszelkie “wybryki kapitalizmu”. Problem z kapitalizmem jest taki, że on jest i nie zniknie. Nie należy z nim walczyć. Należy go przyjąć i okiełznać.

Kapitalizm Smithsowski ma niewiele wspólnego z amerykańską doktryną neoliberalną, która w Polsce ma twarz Balcerowicza. To wielkie oszustwo, które zaakceptowały także władze lewicy. W Polsce biedę wyhodowaliśmy własnoręcznie. To dyskwalifikacja lewicy, bo nikt wtedy nie zareagował tak jakby należało, choć każdy wiedział, że wszystko idzie nie tak. I to właśnie było kunktatorstwem w imię poprawności politycznej.

Nie jestem pewien czy nawet teraz po podwójnej wyborczej kompromitacji odważymy się przyjąć do wiadomości prawdę, . znaleźć i zastosować odpowiednią terapię. Niestety głęboko inwazyjną, bo takiej kuracji wymaga dziś cała polska lewica. Czy jest gotowa do takich zmian? Czy się na nie odważy? Czy przyjmie do wiadomości okrutną prawdę, a właśnie ta prawda w domenie ekonomii jest policzalna i dramatyczna? I jeszcze jedno pytanie - co z tą prawdą zrobimy? Kto ma dokonać istotnych zmian systemowych? Armia: socjologów, psychologów historyków, politologów, kulturoznawców, zoologów dendrologów?

Problemu przeorientowania systemu nie można zbyć wydrukowaniem kolejnej śmiesznej niebieskiej książeczki. Jeżeli tak się stanie, wejdziemy na drogę samounicestwienia w blasku samouwielbienia i i zgubnym przekonaniu o własnej omnipotencji. Partia lewicowa nie może być sposobem na życie dla wszystkich, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a chcą w niej istnieć mimo braku kompetencji. Porządek obecny to klasyczny przykład stawianie wozu przed koniem. I wszystkie wytyczone kierunki psu na budę się zdadzą, jeśli nie wypełni się ich treściami ekonomicznymi spiętymi klamrami norm obowiązującego prawa.

Problemy środowisk LGB ważna sprawa, równości płci - ważna sprawa, kwestia partnerstwa, bardzo ważne, ale w sumie to bardzo wąziutki margines bytowych problemów społeczeństwa. A ogromna większość ich nie rozumie, a co gorsze, nic z tych rzeczy do “gara” nie włoży. Tymczasem pobalcerowiczowska bieda aż piszczy. I ten problem POWINIEN stać w centrum uwagi władz lewicy. Jedynie formę programu partii wynikającego z idei lewicowych, formę klarowną, proobywatelską, klasycznie lewicową, ale z wpisanym i oswojonym kapitalizmem oraz udokumentowaną matematycznie logiczną, obywatele mogą przyjąć i zaakceptować.

Wszystkie próby innych metod i programów powodowały ciągły spadek atrakcyjności – akceptowalności POSKIEJ LEWICY, aż doprowadziły do kompletnej katastrofy. Mamy tylko cztery lata. Nie zmarnujmy tego czasu.

 

Adam Zbigniew Gusiew

Po co komu wybory ?

Najmniej zainteresowani wyborami w Polsce, w odróżnieniu od Zachodu są ci, którzy w normalnych krajach wiedzą, że uczestnicząc w wyborach mają wpływ na swój byt. W normlanych krajach wyborcy wiedzą, ze ludzie idą do władzy po to, żeby jemu - wyborcy, żyło się lepiej. Wyborca polski w odróżnieniu od zachodniego nie rozumie powodów, dla których swój głos odda na tego czy innego kandydata. Poza tym polski wyborca nie wie, czy ów kandydat ma odpowiednie kompetencje, wiedzę i doświadczenie do sprawowania tak ważnego poselskiego mandatu, ergo czy rozumie co ten mówi i wie co i jak ma zrealizować program swojej partii. Polski wyborca słucha bełkotu wyborczego który wywala się z przekazów radia czy telewizji. Ten bełkot to chęć błyśnięcia przed wyborcami erudycją lada jakimi kompetencjami.

Kulminacją przedwyborczej operetki była konwencja PO, na której nastąpiła kompletna kompromitacja idei, którą ktoś “ podrzucił” PO i nieprawdą jest, że tym kimś był szybkobiegacz – sorry, pan dr ekonomii z Gdańska, niejaki Lewandowski. Gdyby jednak to był pan Lewandowski to można by było dedykować mu wierszyk, który “chodzil” w naszej podstawówce - “ośle, ośle sam pisałeś a przeczytać nie umiałeś” No może się czepiam, ale sens przesłania idei powinno być dla twórcy tegoż jasny. Tymczasem pan szef doradców ekonomicznych w gabinecie pani premier męczył się z tematem i bredził za panią premier jak kowal w gorączce, co dowodnie świadczyło że doradca ekonomiczny miał ledwie blade pojęcie o czym mówi, dając publicznie niezbite świadectwo swoich kompetencji. To samo z ministrami. Ale gorsze jest to, że oni niczego się nie uczą. Swoją niewiedzą sieją zamęt w głowach wyborców, a co najgorsze, otaczają się jeszcze większymi tumanami niż są sami.

I czuję się zwolniony z konieczności obrony swojej tezy, albowiem całe ćwierćwiecze jest jednym wielki dowodem na to, że władza nasza to jedna wielka burleska, a koleje i autostrady to efekt działań UE która per saldo i tak jest głównym beneficjantem tego, bo to zachodnie firmy tworzą ten cały cud miód i cała “kasa’ przeznaczona na te cele wraca do Unii a polscy rozliczni podwykonawcy mogą sobie spokojnie bankrutować. I nic… Tak samo “władza” jest bezradna wobec “frankowiczów” i furt chce, by tych kredytobiorców wepchnąć w odpowiedzialność za bezczelne oszustwa szwajcarów. Pan Duda, działając już w majestacie prawa, chce by zadośćuczynienia oszukanym dokonać z budżetu państwa. Po takiej facecji proszę panią prof. Mączyńską i prof. Bugaja o zweryfikowanie uczestnictwa w gremium, które pan prezydent powołał, ponieważ będzie ono obciążane tego typu kretyńskimi pomysłami. Tym bardziej, że pan prof. Bugaj już próbował doradzać panu Kaczyńskiemu i zrezygnował.

Odruchy odpowiedzialności za losy kraju są szlachetną cechą charakteru, ale zapytam z warszawska – panie i panowie! - do kogo ta mowa? Wszak pan Duda dr prawa - akademik bez aplikacji, ma równie mgliste pojęcie o elementach ekonomii jak pan Kaczyński i nie wierzę żeby “obce” naukowe gremium przekonało pana prezydenta do swoich zasadnych racji, albowiem zaufanie nie jest dane w tej partii nikomu i póki Kaczyńskiego - tak się zostanie. Wy państwo, naukowcy niczego nikomu nie musicie udowadniać! Pamiętajcie, że ci ludzie nie są przygotowani do odbioru tego typu przesłań, nie tylko mentalnie, ale i intelektualnie, a umiejętność abstrakcyjnego myślenia obca jest wszelkim “elitom”.

Tymczasem do władzy zbiera się tumaństwo wszelkiej maści i proweniencji. I choć minęła już era aktorów i kabareciarzy to przyszła kolej na sportowców i piosenkarzy. CI ostatni jak zobaczyli wysokość swoich emerytur, a że już na scenie nie dają rady, to luuuu do polityki. Tu nie trzeba żadnych umiejętności, za nic się nie odpowiada, ciepło, cicho, sucho, wygodnie i spokojnie, bajeczna kasa i nikt nikogo za nic nie wygwiżdże i od nikogo pomidorem się nie dostanie, no i emerytura gwarantowana, więc nie zaniedbają żadnej błazenady, żeby tylko się “załapać”. Wyjątki, to o dziwo Lewica, Petru i Razem. Ale… Miller i starzy wyjadacze, zupełnie za to bezużyteczne profesory nie pozwolą pani Nowackiej na jakieś harce poza ich kontrolą a i pierwszy heppener nie odpuści, a już widzieliśmy co to za gentelman. Petru jedyny fachowiec w tej zbieraninie, który w debacie każdego z całej zgrai partyjnej amatorszczyzny w mig przerobi na szare mydło, ale ma tę wadę. To Balcerowicz II czyli emisariusz MFW i BŚ. To właściciele światowego kapitału wywianowali byłego gł. ekonomistę bankowego i opiekuna OFE. Kiedy pan V. Rostowski zawiódł ich oczekiwania i odciął ich od możliwości drenowania polskiego budżetu (a wysysali rocznie 2% PKB) zapłacił za to stanowiskiem i na jego miejsce wsadzili Szczurka, ale nauczeni smutnym doświadczeniem i utratą 6 miliardów zł (za nic nie robienie) postanowili, że Petru założy partię i z funduszu łapówkowego MFW dostał kasę (a nie panie Miller od żadnego banku) na błyskotliwą kampanię. Wtedy trzeba było miast sadzić głupoty w różnych telewizjach, zapytać brutalnie skąd facet z znikąd, jakiś średniego szczebla urzędnik bankowy, ma kasę na wynajęcie Torwaru, na nieustanną dwudniową reklamę w TVN. Skąd na natychmiastowe zorganizowanie struktur krajowych na przeogromne bilbordy.

Kto ma choć blade pojęcie o tych kosztach wie, że w Polsce ludzi skłonnych wydać w ciemno tak ogromną kasę można policzyć na palcach jednej ręki, a tu proszę pstryk i jest… Później - już po wygranej sprawie z Millerem i Palikotem, jak już był zauważalny w sondażach, bezczelnie oświadczył że kasę partia ma z dobrowolnych składek swoich członków. Ergo – dziś prawdopodobnie MFW nie będzie się martwił o swoją kasę, bo ich interesów będzie pilnowała ich własna partia już na poziomie stanowienia prawa. Oto co tępa, ale głodna władzy i wyszczekana amatorszczyzna zrobiła z naszą suwerennością. Chyba że zadziała jeszcze narodowy atawizm i Petru , który parę lat wstecz nosił za Balcerowiczem teczki nie dostanie się do sejmu. Chciałoby się spytać co robią tu służby specjalne. Tym którzy może nie pamiętają przypomnę że “zlustrował” je jeden z tych, co ponoć nie potrafi, ale bardzo chce, czyli zastępca szykującego się do przejęcia pełnej kontroli nad władzą pana Kaczyńskiego. To on – zastępca zastąpił starych fachowców oficerów wywiadu i kontrwywiadu swoimi kolegami z harcerstwa…

Tymczasem okrągłe głupstwa, jakie opowiadają przedstawiciele niemal wszystkich partii, są przerażające i śmieszne, co dramatycznie nie wróży żadnych pożądanych zmian. Dramatyczny brak wiedzy o zasadach funkcjonowania gospodarki w państwie. Z tego powodu w Polsce nie ma rządu jest jedynie administracja zarządzająca. W Polsce nie istnieje żadna definiowana gospodarka. Rozmontowało ją bałwaństwo z solidarności, reszta rządów po kolei dokładała się do jej upadku. Żaden z nich nie rozumie funkcji podatków, nie rozumie funkcji pieniądza w gospodarce, przez to nie rozumie zjawisk zachodzących w tejże gospodarce. Nie rozumieją interakcji gospodarczych. To dlatego zewsząd spada na nas morze idiotycznych i niemożliwych do spełnienia obietnic. Zlikwidujemy to i tamto – to potrafi każdy idiota, ale ja pytam, co zbuduje się w zamian.

Drugi mózgowiec twierdzi, że rozdział kościoła od państwa w kwestii jego finansowania to sprawa wtórna. To ja pytam pana kandydata - 2 mld zł jakie doiły OFE było złe, bo osłabiało finanse publiczne a 2mld zł wsadzone w firmę, na którą nie mamy wpływu, choć dajemy jej nasze pieniądze jest O.K. NIE! Na pewno nie jest O.K. I choć nie jestem lekarzem, to myślę ze takie gadanie to rodzaj maligny a sprawa jest pierwszorzędnej wagi, ponieważ to niemal 1% rocznego budżetu państwa. Mało!? Na armię rząd wydaje 2% PKB. Kto tego nie rozumie, powinien machać miotłą a nie aspirować do najważniejszych urzędów i godności w państwie. Nie słyszałem od chętnych do Sejmu nic na temat prawa gospodarczego. Pan PSL. - KRUS jest protezą gospodarki. Do likwidacji!? TAK! Lecz żeby to wykonać należałoby w jakiś sposób zrzucić unijne kajdany dotyczących kwot mlecznych, cukru itd. Itp. Można by tego dokonać pod warunkiem że zlikwidujecie monopole w obszarze rolnictwa. Można pod warunkiem że ustanowicie, rzetelne prawo. Tymczasem zdrada polega na zaimplantowaniu do współczesności przepisów prawa z okresu czarnego stalinizmu.

Inny elementem zdrady interesów tych, których mienicie się być dobroczyńcą to monopole = żeby to były państwowe to by była kasa, ale to są monopole zachodnie, które chłopa walą w kieszeń, a państwo szybciej obejrzy własne uszy bez lusterka niż od monopoli jakiś grosz. KRUS to poniżenie rolnika, to przyczyna wyludniania wsi, gdzie żadna produkcja się nie opłaca. Jedynym powodem istnienia tej partii to wszystkie agencje rolne które obsadzone są oszukańczymi aparatczykami. Nad PO nie będę się znęcał, ale co warta jest władza, która nie umie ochronić własnych ministrów przed podsłuchami? Żal patrzeć. Co z tym zrobić - pyta syn. Tylko rewolucja – odpowiadam. Ojciec, co ty gadasz! Ci, którzy mogli by ją zrobić dawno już wyjechali, a reszta już się pakuje, zaś ci co zostali … na głosowanie!

 

Adam Zbigniew Gusiew

Granice lojalności…

Deklarowałem niedawno lojalność mojej formacji. Deklarowałem, albowiem miałem nadzieję, że formacja choć poobijana i po przejściach, godna jest kolejnej szansy. Tak myśli sobie mały nieważny pasjonat ruchów Lewicowych, socjalista – socjaldemokrata… Ulegający ułudzie, że ci którzy mienią się być przywódcami tych ruchów, są godni piastowanych zaszczytów. Sądzę, że takich jak ja jest całkiem sporo. My w swojej prostocie pojmowania rzeczy, rozgrzeszamy wybryki i “obsuwy” naszych przywódców w nadziei, że przecież wpadka każdemu zdarzyć się może. Takie miłosierdzie jest pierwszym błędem.

Przywódca, to nie każdy człowiek a więc wolno mu dużo mniej, niż każdemu innemu. Przywódca musi wykazywać cechy pozbawione nałogów, nawyków i skłonności do występku. Powinien być lojalny wobec swojej formacji, czujny ideologicznie. Powinien mieć nie tylko odpowiednie wykształcenie i kindersztubę, ale i obycie towarzyskie, oraz dozę elastyczności wraz z umiejętnością korzystania z tych przymiotów. Tym czasem przywódcy Zjednoczonej Lewicy co prawda legitymują się dyplomami i choć jeden ma dyplom wydziału filozofii UW, to drugi, wstyd powiedzieć - WSNSu przy KC PZPR. Nie warto byłoby o tym wspominać, gdyby razem nie tworzyli duetu który - jakby wskazywał ich dorobek - przybył wprost z akademii Smorgońskiej.

Nawet kiedy pominiemy skandal związany z powitaniem przez Millerów pary cesarstwa Japonii, facecje Millera z własną partią (1% poparcia), alians z A. Lepperem, i ostatni z panią Ogórek, to zostaje jeszcze znamienna wypowiedź o tym, co właśnie dotarło do niego, że całe życie był neoliberałem, choć o tym nie wiedział. I choć to fraza z Molierowskiej komedii “ Mieszczanin szlachcicem”, to komiczne wcale nie jest.

Drugi model to typowy happener. Począwszy od wyeksponowania wibratora, kończąc na świńskim ryju, niewiele ma to wspólnego z salonowym obyciem czy kindersztubą. Inna umiejętność, jaką poznaliśmy u pana Palikota, to umiejętność zamieniania złotego na szare. Po pierwsze zmarnowanie własnego potencjału w sejmie i elektoratu w kraju. Po drugie, śmieszne alianse z Kwaśniewskim, Siwcem i Kaliszem, dzięki którym przepadł w wyborach do PE. Natomiast wspólnie panowie dokonali wzajemnego znieważenia się oraz, stworzyli formację pod nazwą Zjednoczona Lewica.

Obaj panowie oczywiście współprzewodniczą w Zjednoczonej Lewicy i choć to krótka przygoda, to panowie zdołali już osiągnąć pierwsze “ sukcesy”. Korzystając zapewne ze swego politycznego doświadczenia doprowadzili do kolejnego skandalu, mianowicie chcąc się pozbyć Petru zarzucili mu, że jest kupiony przez jakieś banki. W tej sytuacji Petru natychmiast skierował pozew do sadu przeciw Millerowi i Palikotowi w trybie wyborczym i wygrał. Trzeba być nie powiem kim, żeby mając faceta na widelcu, zadziałać tak, żeby zrobić z siebie durniów a facetowi darmową, dużego formatu przedwyborczą reklamę. Działali na zasadzie “słyszał dzwon, nie wiedział gdzie on”. W dodatku beznadziejni adwokaci. Bo jeżeli MFW, które tworzy i finansuje dziwne stanowiska w bankach, np. (główny ekonomista) to wie, po co robi.

Wystarczyło zapytać o donatorów, wszak partię, której jeszcze nie było, stać było na wynajęcie Torwaru, na dwa dni reklamy pana Petru i w zasadzie non stop w TVN 24, Natychmiastowe zorganizowanie ogólnopolskich struktur. Największe bilbordy, teraz pertobus, na to stać tylko największe partie z ogromną kasą. Dziś Petru bezczelnie opowiada, że to z wpłat społeczeństwa. A możliwości przygwożdżenia tego gogusia było tysiące. Na ten temat też wielokrotnie już pisałem, więc nie będę się powtarzał. A tak ciemny lud kupi sobie Balcerowicza bis, który będzie realizował zadania Konsensusu Waszyngtońskiegoi, uknutego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy, a które jakie 25 lat temu przywlókł z USA do Polski wraz z J. Sachs’em, właśnie Balcerowicz. Wtedy przedstawił je jako własne dokonanie. Jednak najgorsze jest to, że temat skompromitowania Petru został zniszczony i każdy atak na Pertu będzie działaniem powodującym skutki odwrotne niż zamierzone.

Wypada panom przewodniczącym podziękować za starania, ale chyba ich stan odrealnienia intelektualnego, znacznie oddala tych panów od działań, dzięki którym partie wygrywają wybory. Uważam też, że pokłady naszej tolerancji wobec ich facecji zostały definitywnie wyczerpane.

 

Adam Zbigniew Gusiew

Głos na Zjednoczoną Lewicę

W ostatnich dniach września w siedzibie ROG przy ul. Hożej odbyło się spotkanie poświęcone zbliżąjącym się wyborom parlamentarnym. Debatę, w której wzięli udział także przedstawiciele innych ugrupowań lewicowych, poprowadził prof. Paweł Bożyk.

Głównym tematem było pytanie, czy powinniśmy głosować na formację, która przedstawia się jako Zjednoczona Lewica, a w skład której wchodzą także przedstawiciele organizacji centrolewicowych a nawet socjalliberalnych. Mówiono także dużo o konflikcie między SLD a Twoim Ruchem, który w ostatniej kadencji Sejmu wyrządził lewicy wiele szkód i odbił się niekorzystnie na jej wizerunku.

Z drugiej strony wskazywano na determinację koalicji lewicowej skutkującej koniecznością przekroczenia 8-proc. progu wyborczego. Twórcy tego ugrupowania podkreślali w mediach, że w obecnym trudnym czasie dla lewicy może to być prawdziwe wyzwanie, które warto podjąć, aby przeciwstawić się rosnącym wpływom prawicy.

Przedstawiciele Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka wskazywali, że nasza organizacja od samego początku brała udział w pracach programowych, a z jej ramienia, w szeregach Zjednoczonej Lewicy w wyborach do Senatu RP we Włocławku startuje Eugeniusz Wypijewski – wiceprzewodniczący naszego Ruchu.

Debatę podsumował prof. Paweł Bożyk wnioskiem, że głosowanie na Zjednoczoną Lewicę, jest dla ludzi lewicy powinnością.

 

M.K.

Państwo jako uczestnik gry rynkowej.

Uwaga prezydenta Billa Clintona skierowana do członków gabinetu powinna być gwarantem słuszności zamieszczenia tego punktu w założeniach do projektu. Słuszna uwaga wpisania na listę ważnych dla założeń programowych zasad SGR winny stać się zbiorem elementów konstrukcji programu zapisana jako fundament powodzenia realizacji programu gospodarczego. Ma on być niemożliwym do zakwestionowania albowiem będzie oparta o zasady gospodarki kontynentalnej wywiedziona i uznana przez państwa Europy jako obowiązujący reżim gospodarczy. Po ustaleniu priorytetu dla określonego reżimu gospodarczego należy wprowadzić propozycje takich działań gospodarczych które nie tylko pozwolą na realizację wyżej zapisanych postulatów programowych, to jeszcze da komfort bezdyskusyjności w różnych starciach politycznych na ten temat, i posądzania o populizm, albowiem będą za nimi stały autorytety w dziedzinie gospodarki takich jak A. Shmit, Robert Owen, wspierane hasłami np. Rewolucji Francuskiej i zasadami filozofii gospodarczej sformułowanych przez Waltera Euckena. Odpowiadać będą na fundamentalne pytanie SKĄD PIENIĄDZE NA REALIZACJĘ TYCH HASEŁ.

Przed rozpoczęciem budowy, nim wykonamy fundamenty, porządkujemy teren pod budowę.

Państwo jest najważniejszym podmiotem prawa. A więc, prawo musi być niezbywalnym elementem każdego przedsięwzięcia i porządku gospodarczego, co oznacza bezwarunkowe jego przestrzeganie. Ponieważ obowiązkiem każdego kto odpowiada za kraj jest dbanie o jego budżet, to winien on być przedmiotem naszej troski każdej władzy. Budżet rozumiany jako rodzaj bilansu w którym wielkość przychodów = wielkości wydatków. W nim zawarte są możliwości finansowe dzięki którym zrealizujemy swoje obietnice przedwyborcze, a zatem punkt po punkcie zgodnie z konstytucją likwidujemy zbędne wycieki kasy z budżetu np. finasowanie Krk. czy IPNu. Następnie uszczelniamy budżet nowelizując zasady finansowania służby zdrowia i NFZtu. Następnie ZUS . Ponieważ OFE szczęśliwie zlikwidował już pan V. Rostowski, nam zostało przeorientowanie niewydolnego już partycypacyjnego Bismarckowskiego systemu ubezpieczeń społecznych z którego w Polsce zrobiono narzędzie permanentnego OKRADANIA !!! obywateli i skazywania ich na dziadowskie emerytury po przepracowaniu dziś 67 lat. To jest chore i nieuczciwe. Nie realizuje interesów Polaków. Może być przyczyną pozwu zbiorowego i zaskarżenia przez emerytów Polski do trybunału międzynarodowego o odszkodowanie. Propozycja naszego systemu choć na wskroś kapitałowa cechuje się egalitaryzmem jest solidnie przeliczona i dookreślona, i nie ma cech emerytury społecznej. Wysokość składek, długość aktywności zawodowej, określa każdy z ubezpieczonych, nie mniej jednak niź 30 lat pracy. Zasady funkcjonowania tego systemu znajdują się w zasobach naszego Instytutu. Kolejną post kapitalistyczną hydrowatą hybrydą do likwidacji jest rolnictwo z anty motywacyjnym KRUS em wspartym bezpośrednimi dopłatami. Zawalczyć należy też złodziejskie kliki, które okradają rolników przy okazji każdych zbiorów. W zeszłym roku zbóż i jabłek w tym roku na razie porzeczek. Rolnictwo czyli gałąź gospodarki narodowej ważna dla biologicznego istnienia narodu i jego zdrowia musi być szczególnie chronioną domeną państwa. Różnej maści koterie jakie narosły i żerują na ciężkiej pracy rolników dobijają ekonomicznie pozostałych na rynku ostatnich producentów żywności. Utrwalają fałszywy pogląd o nieopłacalności produkcji rolnej. Konieczna jest kontraktacja Typu Gierkowskiego (z gwarancją przyszłej ceny) a nie Sawickiego. Należy doprowadzić do produktywności chłopskich gospodarstw nie tylko wielko powierzchniowych. Łajdactwem jest postulowanie przez PSL organizowania się chłopów w grupy producenckie. Jak maja to zrobić bez wsparcia państwa kiedy miast zając się produkcją muszą zmagać się nie tylko z aura ale wszechobecnym złodziejstwem. Taki stan rzeczy skutkuje utrwalaniem fałszywych opinii w kwestii braku opłacalności produkcji. Tolerowanie takiego stanu rzeczy doprowadza do sytuacji w której zaczyna pełzać proces akumulacji nieużytków rolnych i chęci ich sprzedaży obcemu kapitałowi. Nie wolno tolerować faktu że 3 miliony gospodarstw realizuje politykę gospodarki samowystarczalnej. To 3 miliony zakładów produkcyjnych nie produkujących niczego na potrzeby rynku z powodu niewydolności państwa, państwa które zwolniło się z odpowiedzialności za kraj. Tu widać bodaj najwyraźniej że ingerencja państwa w działalność gospodarczą jest konieczne. I wyraźnie widać ciężar gatunkowy zapisu o SGR. Pamiętać należy że za agonalny stan większości gałęzi gospodarki i pauperyzacji społeczeństwa doprowadzili tępi styropianowcy którym pan dr hab. L. Balcerowicz wcisnął zamiast Społecznej Gospodarki Rynkowej (zapisanej zresztą w Art. 20 Konstytucji) Gospodarkę wolnorynkową. Za tą nazwą kryje się zbrodniczy system neoliberalizmu gospodarczego którego stosowania w USA zakazał wspomniany na wstępie Bill Cilnton. To właśnie na wskroś pazerny i prymitywny neoliberalizm - monetaryzm ma w spisie błazeńskich zasad wywiedzionych (choć to nie do wiary) z zasad merkantylizmu czyli pierwotnej akumulacji kapitału z początku okresu ATLANTYCKIEGO przełomu XV / XVI wieku!!!, zasadę oddzielenie państwa do gospodarki. To dlatego każda próba zmiany tego stanu rzeczy spotyka się z ostrą krytyką. Kwestia wprowadzenia europejskich zasad gospodarowania do Polski zmusza rządzących do kreatywnej polityki gospodarczej. Myślenia o kraju i jego obywatelach o ich dobrobycie co jak wiadomo jest pochodną rozwoju gospodarczego. Nasz dobrobyt jednak może nie być na rękę pewnym kręgom światowej finansjery. Którym udało się zwalczyć keynesizm jako element interwencjonizmu państwowego obarczając go odpowiedzialnością za światowy kryzys ekonomiczny lat 70 tych związany ze zmową cenową państw OPEK. Zginął Keynesizm powstał neoliberalizm który zaprowadził w gospodarce chaos nie znany w cywilizowanym świecie. Oczywiście kilka mądrze zarządzanych państw skorzystało z tego zamieszania tworząc struktury jako żywo przypominające czasy kolonialne.. i tak jak zginie ten, kto będzie chciał oddychać jedynie przecież życiodajnym tlenem. Tak też upadnie gospodarka każdego kraju który wprowadzi jedną doktrynę polityczno - gospodarczą jak w Polsce w dodatku nie będzie zważał na jego ułomności. To zabawa rodem z Wyspy Utopi T. Morusa. Tymczasem wspólczsna gospodarka wymaga:

  1. Smith - owskiego liberalizmu gospodarczego u nas mylony z neoliberalizmem,
  2. Spółdzielczości,
  3. aktywności rządowej i samorządowej z elementami gospodarki Keynesowskiej. Bez tych zmian wszystkie hasła. nigdy nie będą zrealizowane, albowiem brak im będzie waloru możliwości realizacyjnych. Myślę że te zmiany spowodują w wyborach powrót Lewicy na miejsca dawniej dla niej rezerwowane sprzed neoliberalnych czasów.

Lewica zwiera szeregi

17 czerwca odbyło się spotkanie inaugurujące rozmowy porozumiewawcze organizacji lewicowych. Gospodarzem debaty było Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych z Janem Guzem na czele. Prowadził ją jego zastępca – Andrzej Radzikowski. Sala w siedzibie OPZZ wypełniła się przedstawicielami wielu partii, stowarzyszeń, ruchów i organizacji pozarządowych. Pojawili się nawet “odwieczni” krytykanci SLD oraz reprezentacji ruchów “poziomych” na lewicy. Spotkanie jednak było konstruktywne i nacechowane troską o miejsce lewicy nie tylko w sejmie, ale i na polskiej scenie politycznej. Wątkiem przewodnim debaty była zapisana w konstytucji RP Społeczna Gospodarka Rynkowa i jej socjalne aspekty.

W słowie wstępnym A. Radzikowski nawiązał do programu OPZZ “Godna Praca”. Podkreślił, że w spotkaniu bierze udział szeroka reprezentacja środowisk lewicowych.

Przewodniczący Jan Guz stwierdził, że partie lewicowe nie spełniają oczekiwań OPZZ, co utrudnia realizację programu związkowego i lewicowego. Podkreślił, że wszystkie badania sondażowe wykazują, że w dużej części społeczeństwa istnieje zapotrzebowanie na lewicę, lecz hasła i cele lewicy nie są przez jej środowiska realizowane. Nas głównie interesuje lewica socjalna i dlatego martwi nas jej zapaść. Związki zawodowe nie są w stanie same przeprowadzić programu socjalnego. Potrzebna jest do tego silna reprezentacja w Sejmie. Do tego potrzebne jest szerokie porozumienie na lewicy, bo kto jak nie lewica upomni się o cele prospołeczne. Pytanie – czy takie porozumienie jest możliwe? Na zakończenie przewodniczący Guz zaapelował – przestańcie się spierać! Potrzebne są nie spory, ale wola porozumienia.

Leszek Miller jako reprezentant jedynej partii lewicowej obecnej w parlamencie poparł inicjatywę OPZZ. – Mamy nadzieję, że lewica z jednym programem, jedną listą wyborczą będzie szła do wyborów parlamentarnych. Jesteśmy otwarci na wszelkie formy kooperacji, bo tego oczekuje od nas społeczeństwo – a szczególnie jego część o lewicowych poglądach i aspiracjach – zaznaczył przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Głos zabierał także Edmund Kęsicki reprezentujący Ruch odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.

W wyniku szerokiej dyskusji powołano Zespół Programowo-Organizacyjny, na czele którego stanęła Barbara Nowacka. W skład Zespołu weszli przedstawiciele wszystkich obecnych na spotkaniu organizacji, w tym także naszego Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. Do prac w zespole Jan Guz oddelegował swoich najbliższych współpracowników. Zespól ma podjąć prace już w najbliższych dniach.

 

*

 

Kilka dni przed spotkaniem w OPZZ odbyła się debata “Polska po wyborach prezydenckich”, zorganizowana przez Ruch Odrodzenia Gospodarczego z udziałem wielu reprezentantów organizacji lewicowych. To już drugie takie spotkanie po debacie “Miejsce lewicy na polskiej scenie politycznej dziś i jutro”, która odbyła się w kwietniu w pałacyku w Alejach Ujazdowskich. Obie konferencje prowadził prof. Paweł Bożyk. Motywem przewodnim czerwcowej dyskusji była zmiana rozumiana jako zasadnicze przeobrażenie nie tylko na lewicy, ale w całym państwie polskim.

 

Mieczysław Kozłowski

Lewicowa wizja Polski i Europy

Problemy społeczne, socjalne i gospodarcze współczesnej Polski i Europy stały się tematem konferencji, która odbyła się 30 kwietnia 2015 r. Konferencja przebiegła pod hasłem “Miejsce lewicy na polskiej scenie politycznej dziś i jutro”. Za miejsce obrała sobie siedzibę Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Wśród gości, którzy przyjęli zaproszenie byli szefowie bratnich partii i organizacji lewicowych, a także Magdalena Ogórek, kandydatka na urząd Prezydenta RP. Obrady prowadził prof. Paweł Bożyk.

Wygłoszone zostały referaty: “Czy idee Polskiej Partii Socjalistycznej sprzed 100 lat mogą dziś trafić do Polaków?” – Bogdan Gorski Przewodniczący Rady Naczelnej PPS, “Do kogo mają być adresowane idee lewicy w dobie społeczeństwa postindustrialnego?” – Prof. Paweł Bożyk Przewodniczący ROG, “Dokąd zmierza Unia Europejska w kontekście europejskim i globalnym?” – Prof. Adam Gierek, “Lewica wobec zagrożeń i konfliktów międzynarodowych” – Prog. Longin Pastusiak, “Lewicowa ocena perspektyw gospodarczego i społecznego rozwoju kraju – Program ROG – dr Janusz Bandurski, dr Janusz Dąbrowski, “10 lat Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka sukcesy i niepowodzenia” – Mieczysław Kozłowski.

Miały też miejsce wystąpienia przedstawicieli struktur lokalnych: Eugeniusza Wypijewskiego z Włocławka oraz Zbigniewa Sowy ze Sztutowa. Eugeniusz Wypijewski mówił o początkach ROG, który został powołany w drugiej połowie grudnia 2004 r. właśnie we Włocławku. Zbigniew Sowa przedstawił zamierzenia i nadzieje związane z reaktywacją programu “Wisła”, tak bardzo ważnego dla gospodarki Żuław, ale także dla tamy we Włocławku. Zenon Wasilewski, jeden z założycieli ROG pogratulował prof. Pawłowi Bożykowi determinacji w prowadzeniu tego ugrupowania przez różne zawirowania i zmiany, jakie się dokonały w obrębie obozu polskiej lewicy.

Wystąpieniom referentów oraz uczestników zabierających głos w dyspucie towarzyszyło przesłanie “Quo vadis polska lewico?”. Odpowiedzi na to pytanie już wkrótce udzielą zbliżające się wybory prezydenckie oraz parlamentarne.

 

M.K.

Miejsce dla uczciwych

Głos uczestnika konferencji

 

“Miejsce lewicy na polskiej scenie politycznej dziś i jutro” – to zagadnienie postawione przez organizatorów konferencji z okazji 10 rocznicy Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.

Jestem usatysfakcjonowany atmosferą konferencji. Było interesująco, inspirująco i mobilizująco. Magdalena Ogórek mówiąc, ilu młodych ludzi już wyjechało z Polski i ilu szykuje się do wyjazdu od razu przekonała do siebie całe grono zebranych. Dziś już wiadomo, że wynik wyborczy dla kandydatki SLD na urząd prezydenta RP okazał się niekorzystny.

Aż dziw, że to młoda kobieta, mimo niekorzystnych sondaży, deklarowała chęć walki. A chodziło o rzeczy istotne: o bezrobocie młodych ludzi, ale też o problemy młodych przedsiębiorców, o kondycję polskich firm i polskiej gospodarki, a także o problemy osób starszych, nad którymi wisi niebezpieczeństwo osamotnienia i bezsilności.

Prof. Paweł Bożyk już na wstępie wprowadzającego referatu zapewnił, że miejsce dla lewicy będzie zawsze, bo problemy społeczne narastają i one są decydujące, a nie inne, zastępcze, które prowadzą w ślepą uliczkę.

Tysiące osób popełnia samobójstwa z powodu przepracowania, braku urlopów

i corocznych bankructw około 20 tys. firm współpracujących z koncernami. To są skutki kryzysu finansowego na świecie. Takie są fakty np. w Japonii. Pamiętamy zapewne wizję piewcy przemian ustrojowych w Polsce, że... będziemy drugą Japonią!?

Tak! Jesteśmy w tym momencie w podobnej sytuacji co Japończycy. Nawet półtora miliona Polaków siedzi na walizkach by szukać szczęścia za granicą.

Dr Janusz Dąbrowski słusznie wskazał z irytacją na fakt, że nawet w okresie kryzysu zyski najbogatszych były rzędu niewyobrażalnej wielkości. Rozgrzewa swoimi uwagami do natychmiastowych komentarzy, w czym rej wodzi Zbigniew Gusiew, który podkreślał konieczność obnażenia obecnej zakłamanej rzeczywistości. To dowodzi, że nie wolno tracić czasu, nie wolno być biernym, trzeba działać w każdej nadarzającej się chwili.

Zbigniew Sowa z Gdańska wierzy w lewicę, ,bo wszakże pierwszym socjalistą był Chrystus. Ta figura językowa jest ciekawa, zaczepna i zbieżna z wnioskiem Eugeniusza Wypijewskiego z Włocławka, który w kolejnym wystąpieniu wskazał na konieczność unormowania stosunków lewicy z kościołem.

Obaj mają rację. Problemy społeczne podnoszone są ochoczo w każdej kampanii wyborczej. Prawica po wyborach wrzuca je Panu Bogu do ogródka zgarniając profity dla siebie, natomiast lewica społeczna chce realizować je własnymi siłami, jednakże zbyt na to szczupłymi.

Ot i charakterystyczna różnica politycznych stron. Pomijam tę nowomodną lewicę, której jedynym i najwłaściwszym sposobem na problemy przemocy w rodzinie jest -rozwiązanie rodziny!

Można podejrzewać, że hierarchowie kościelni już taktycznie przewartościowują ocenę lewicy społecznej. Bo cóż innego można wnioskować ze słów arcybiskupa Leszka Sławoja Głódzia - “ za “komuny” wsadzali do więzienia ale nie zamykali ust”- homilia z 03.05. Czyżby i hierarchowie kościelni przekonali się już o bardzo niekorzystnym bilansie przemian w Polsce zarówno dla ludzi pracy, jak i wiernych kościoła?

Podejrzewam, że lewica społeczna ma cichych zwolenników w Episkopacie Polski. A zwolennikom nieustannej walki z kościołem dam prostą radę na sukces - niech po prostu będą lepsi.

Komu można i warto zaufać? I to nie są to już tylko retoryczne pytania.

Edward Kęsicki zwrócił uwagę na próby konsolidacji tzw. nowej lewicy. Ale jacy to lewicowcy chcą tworzyć tę nową formację lewicową? Ci propagatorzy “jedynie słusznej lewicowości” są w istocie błędnymi piewcami walki w interesie wyłącznie ideologii gender, wolnych związków i walki z kościołem - z pominięciem problemów społecznych, o czym przestrzegali uczestnicy konferencji.

Aktualnie na świecie toczy się około 50 konfliktów zbrojnych o różnym charakterze i nasileniu. Mówił o tym prof. Longin Pastusiak. To jest skala problemów do pokonania, ale nie poprzez organizacje prące do wojny, a nawet w Polsce mamy taką “partię wojny”.

Stany Zjednoczone podejmując walkę z terroryzmem w istocie walczą z terrorystami. A lewica zawsze będzie walczyć z przyczynami i źródłami konfliktów społecznych. To jest najlepsza puenta wykładu prof. Longina Pastusiaka i całej konferencji.

Lewica musi być czujna i gotowa na te obecne i nadchodzące zagrożenia. Lewica nie może tylko deklarować swoje intencje ale także pragmatycznie działać - i w sferze programowej i w sferze praktycznej - o co apelował Władysław Bujwid. Przypomniał o jakże istotnym i wymownym fakcie, że w czasach PRL-u liczba mieszkańców Polski zwiększyła się o 16 mln, dla których stworzono miejsca pracy, miejsca edukacji i zamieszkania.

Aby tak się stało potrzeba mądrości, poświęcenia, walki, zasad, manier, sznytu… Trzeba najpierw podnieść i uszlachetnić poziom polityki i polityków bez zgody na postępującą degradację życia politycznego, a co za tym idzie i społecznego. Zamiast mądrości jest zarozumialstwo. Poświęcenie? - owszem ale dla własnych karier. Walka toczy się bezustannie, ale póki co to między sobą - o podium sceny, zaszczyty i władzę.

Brak zasad usprawiedliwia wolna interpretacja wolności. Zamiast stosownych manier obcych już dla większości polityków i mediów, spotykamy się z najzwyklejszą prostotą i chamstwem.

Trzeba wszystkim takim przywrócić podstawowe zasady, niech uczciwie uderzą się w pierś póki nie jest za późno. Społeczeństwo oczekuje silnej lewicy społecznej. Ale nie takich jej przedstawicieli, którzy za cel obrali własną karierę i miejsce na świeczniku władzy. Tak być nie powinno. Tacy niech się odczepią od lewicy, bo ludzie w końcu sami dokonają politycznej korekty

Ruch Odrodzenia Gospodarczego powinien przekształcić się w Obywatelski Ruch Odrodzenia Gospodarczego - i taką odezwę przyjęli zgromadzeni na konferencji.

Czas pokazał, że powołanie do życia Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka było trafne i społecznie pożądane. Temu służy także działalność syna patrona tej organizacji. W swoim liście odczytanym na konferencji prof. Adam Gierek wskazał m.in. na niewystarczającą opłacalność dla Europy umowy o wolnym handlu z USA, a tym samym po raz kolejny okazał patriotyczną postawę w trosce o interesy współobywateli.

Różne niebezpieczeństwa nadchodzą wielkimi krokami. O nich prof. Paweł Bożyk pisze w swej najnowszej książce pt. ”Apokalipsa wg Pawła” która właśnie się ukazała i miała swoją promocję w Domu Literatury, a także na corocznych targach książki na Stadionie Narodowym. A skoro “Coś wisi w powietrzu” – jak zatytułował przed kilku laty swoją książkę prof. Adam Gierek, to właśnie to coś nadchodzi - wnioskujemy z tytułu książki prof. Pawła Bożyka.

Marian Szymański

Druga strona polskiego medalu

Prawicowa polityka historyczna zakłamała naszą historię i dokonała wielkiego spustoszenia w świadomości Polaków oraz ich dumie z własnych sukcesów i osiągnięć.

 

Prawica eksponuje wyłącznie mankamenty, klęski i podłości okresów rządów i działań lewicy, szczególnie powojennego okresu stalinowskiego, do 1956 roku, przedstawiając je, jako cele działań lewicy. Pomija milczeniem rzeczywiste cele i dążenia lewicy oraz osiągnięcia tych okresów. W ten sposób tworzy w świadomości Polaków karykaturalny obraz PRL i lewicy. Takie prezentowanie historii i PRL szczególnie intensywnie popularyzuje IPN, opierający się w dużym zakresie na dokumentach i działaniu Urzędu Bezpieczeństwa.

 

Służby bezpieczeństwa, jak w każdym państwie, prowadziły działania ochraniające władzę i jej dążenia do realizacji lewicowych celów państwowych. Służby bezpieczeństwa zwalczały przeciwników władzy i ustroju, metodami szczególnie restrykcyjnymi i brutalnymi w okresie stalinowskim. Po 1956 roku, metodami bardzo znacznie złagodzonymi. Zapobiegały działaniom opozycji, prowadzącym do zmiany władzy i ustroju. W ten sposób chroniły społeczeństwo przed szkodliwymi działaniami, jakie wystąpiły po zdobyciu władzy przez opozycję, w III RP, o których piszę dalej.

 

Pamiętając, że każde rozwiązanie przynoszące efekty ma również swoje mankamenty, a każdy okres historyczny, każdego państwa, obfituje w sukcesy i zasługi oraz klęski i podłości, historia powinna uwzględniać wszystkie te elementy i uwarunkowania przedstawianych okresów. Elementy takie występowały zarówno w PRL jak i w III RP oraz występują obecnie.

 

Obecna władza i publikatory głównego nurtu eksponują zasługi AK. żołnierzy wyklętych i opozycji w okresie PRL oraz sukcesy i osiągnięcia III RP, natomiast mówiąc lub pisząc o okresie PRL lub o lewicy, eksponują wyłącznie mankamenty, klęski i podłości. W bardzo wielu publicznych wypowiedziach słyszy się coś złego o Polsce okresu PRL. Nie spotkałem w wypowiedziach przedstawicieli innych krajów tak negatywnych opinii o swojej ojczyźnie i jej historii oraz deprecjonowana jej osiągnięć.

 

Ja żyłem w okresie II RP, wojny, PRL i III RP. Widziałem obie strony medalu tych okresów i spróbuję przedstawić w dużym skrócie drugie strony medalu PRL i III RP.

 

- Porozumienie generała Sikorskiego ze Stalinem, w czasie wojny, spowodowało zwolnienie z obozów Polaków wywiezionych w czasie wojny do Związku Radzieckiego i uformowanie z nich Ludowego Wojska Polskiego, a w tym Armii Andersa. Po opuszczeniu Związku Radzieckiego przez Armię Andersa, Polacy pozostający w ZSRR byli traktowani dużo gorzej.

 

- AK w czasie okupacji ofiarnie walczyła z Niemcami. Po wyzwoleniu z okupacji niemieckiej terenów wschodniej Polski przez armię radziecką i polską, odmówiła wstąpienia do armii polskiej i dalszej walki z Niemcami o wyzwolenie Polski z okupacji niemieckiej. Zgodnie z decyzją Polskiego Rządu w Londynie, AK miała pozostać na terenie wschodniej Polski. W efekcie, władze radzieckie potraktowały AK jako wrogów, rozbroiły i wysłały do obozów przymusowej pracy oraz stosowały brutalne represje, również bezpośrednio po wojnie.

 

- AK wywołała powstanie warszawskie, w którym zginęło ok. 200 tys. Polaków i została zniszczona Warszawa a ludność wysłana do obozów.

 

- Armia Radziecka i Ludowe Wojsko Polskie wyzwoliły Polskę z okupacji niemieckiej. W Berlinie, na Bramie Brandenburskiej załopotały dwa sztandary: radziecki i polski.

 

- Po wojnie, Polska została odbudowana, uprzemysłowiona i zurbanizowana. Zapewniono warunki do życia dla wszystkich obywateli, których ilość wzrosła do 1989 roku o 14 milionów, w tym, w miastach o 15 milionów. Szerzej osiągnięcia tego okresu przedstawiam niżej.

 

- Żołnierze wyklęci, walcząc o cele nie możliwe do osiągnięcia w tamtych warunkach geopolitycznych, mordowali Polaków, którzy organizowali i budowali Polskę powojenną, a czasem i ich rodziny oraz rabowali wsie w obszarach swojego działania. Dzisiaj takie działania określane są terroryzmem. W efekcie, służby bezpieczeństwa, w okresie stalinowskim, stosowały wobec nich represje, niestety, często bardzo brutalne.

 

- PRL była pełnoprawnym członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych.

 

- Sojusz ze Związkiem Radzieckim, Układ Warszawski, powstanie NRD oraz obecność wojsk ZSRR na terenie NRD i Polski, gwarantowały nienaruszalność zachodniej granicy Polski, nie uznawanej przez Republikę Federalną Niemiec, dążącą do przywrócenia przedwojennej granicy z Niemcami.

 

- Sojusz ze Związkiem Radzieckim i członkostwo PRL w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej zapewniały Polsce zaopatrzenie gospodarki w podstawowe surowce, takie jak: ropa naftowa, rudy żelaza i bawełna. Umożliwiały uzyskanie, na potrzeby rozwoju przemysłu, dokumentacji technicznej i organizacyjnej oraz maszyn i urządzeń, a także, wymianę doświadczeń w zakresie nauki, techniki i organizacji. Polska za dostawy płaciła węglem i wyrobami polskiego przemysłu. Rozliczenia ułatwiało stosowanie wspólnej waluty – rubla transferowego. Ceny surowców ustalano na podstawie cen na rynkach światowych, średnich z okresu ostatnich 5 lat.

 

- Władze PRL bardzo ograniczyły wpływ władz ZSRR na wewnętrzne działania w Polsce, po zmianie polityki w 1956 roku.

 

- Opozycja niszczyła gospodarkę polską, organizację państwa i stosunki z sąsiadami, masowymi strajkami, blokadami i manifestacjami. Władza początkowo próbowała zwalczać opozycję siłą, co spowodowało zmianę kierownictwa. Po zmianie, władza dążyła do ostatniej chwili do porozumienia. Propozycje porozumienia, uzgodnione w Listopadzie 1981 roku, na spotkaniu Generała Jaruzelskiego, Prymasa Polski i Lecha Wałęsy, zostały jednak odrzucone przez władze Solidarności. To zmusiło władze do wprowadzenia stanu wojennego, w celu ratowania społeczeństwa przed tragicznymi skutkami destrukcyjnych działań Solidarności. Działania te spowodowały spadek produkcji i eksportu, uniemożliwiający spłatę kredytów, wykorzystanych na rozwój i modernizację gospodarki.

 

Osiągnięcia PRL pomijane przez obecne władze i publikatory głównego nurtu:

 

- Uspołeczniono kapitał przez jego nacjonalizację, a za tym i zysk, przeznaczając go na rozwój i inne cele społeczno gospodarcze.

 

- Odbudowano zniszczenia wojenne, zelektryfikowano wsie i rozwinięto budownictwo mieszkaniowe, standardowe, do 240 tys. mieszkań/rok.

 

- Ograniczono bezrobocie przez uprzemysłowienie i reformę rolną. Wybudowano ponad 1,5 tys. dużych przedsiębiorstw. Np., budowlane, huty, stocznie, kopalnie, energetykę, transport lądowy i morski. oraz przemysły: chemiczny, maszynowy, precyzyjny, lekki, spożywczy i inne oraz wiele przedsiębiorstw rozbudowano i zmodernizowano.

 

- Rozwijano nieodpłatne szkolnictwo, zlikwidowano analfabetyzm, wybudowano tysiąc szkół na tysiąclecie Polski oraz wiele szkół średnich i wyższych. Tworzono i rozwijano placówki naukowo badawcze oraz działania rozwojowe w przedsiębiorstwach. Duże zakłady pracy organizowały szkolenia zawodowe i podnoszenie kwalifikacji dla swoich pracowników. Koszty społeczne kształcenia absolwenci zwracali pracując w kraju, najczęściej w wyuczonym zawodzie.

 

- Objęto obywateli nieodpłatną opieką medyczną oraz budowano szpitale i ośrodki zdrowia. Zakłady pracy i szkoły wyposażano w placówki służby zdrowia, zapewniając w ten sposób bezpośrednią opiekę medyczną pracownikom i uczniom.

 

- Rozwijano i upowszechniano kulturę: teatry, kina, świetlice, klubo-kawiarnie i biblioteki, szczególnie wiejskie. Zakłady pracy organizowały wycieczki pracowników na imprezy kulturalne i krajoznawcze oraz występy artystów w zakładach pracy.

 

- Upowszechniono związki zawodowe, a w 1957 roku powołano samorządy pracownicze o dużych uprawnieniach. W każdym zakładzie pracy były organizacje reprezentujące pracowników wobec kierownictwa, do których pracownik mógł się odwołać, jeżeli czuł się potraktowany nie sprawiedliwie. Mógł także uzyskać ich pomoc w różnych sytuacjach.

 

- Władze powoływały kierownictwa przedsiębiorstw, za zgodą samorządów pracowniczych i partyjnych władz lokalnych. Tak powołane kierownictwa dążyły do zaspokojenia potrzeb: użytkowników produkowanych wyrobów, pracowników i okolicznych mieszkańców orazzapewniały efektywność ekonomiczną i przestrzegały zasad współżycia społecznego.

 

- Zapewniono udział pracowników w zysku, w formie funduszu nagród zwanego trzynastą pensją oraz funduszy socjalnego i mieszkaniowego, zachęcając w ten sposób pracowników do dbałości o efektywność ekonomiczną.

 

- Ograniczono rozpiętość dochodów ustalając taryfikatory płac, jednakowe dla wszystkich pracowników. Najwyższe płace dyrektorów największych przedsiębiorstw, zatrudniających kilkanaście tysięcy pracowników, nie przekraczały 4,5 średniej płacy.

 

- Wynagrodzenia zawsze były wypłacane w terminie.

 

- Czas pracy wynosił 8 godzin, łącznie z przerwą na posiłek. Ograniczano i wysoko opłacano godziny nadliczbowe: + 50% stawki za pierwsze 2 godziny i +100% za następne oraz za świąteczne. W ten sposób zapewniono pracownikom czas potrzebny na sprawy osobiste i rodzinne.

 

- Zapewniono opiekę nad dziećmi w szkołach, przedszkolach i żłobkach, w czasie pracy rodziców.

 

Niestety, osiągnięciom towarzyszyły mankamenty, błędy i wypaczenia władz, które spowodowały protesty społeczne przeciwko postępowaniu władz. Hasłem protestujących było: Socjalizm tak, wypaczenia nie. Władze PRL zdecydowały się przekazać władzę opozycji. Warunki przekazania władzy uzgodniono przy Okrągłym Stole.

 

Po przemianie ustroju nowa władza nie dotrzymała uzgodnionych warunków oraz zamiast działać zgodnie z intencją Solidarności - socjalizm tak, wypaczenia nie- postąpiła odwrotnie -wypaczenia tak, socjalizm nie.

 

Mankamenty III RPpomijane przez obecne władze i publikatory głównego nurtu:

 

- Powrótplagspołecznych: wyzysku, bezrobocia, nędzy i bezdomności.

 

- Wyprzedaż za bezcen majątku narodowego zwana prywatyzacją i wielkie zadłużenie Polski, obciążające następne pokolenia.

 

- W prywatnych przedsiębiorstwach właściciele sami, lub powołane przez nich kierownictwa, całkowicie od nich zależne, działają zgodnie z potrzebami wzrostu zysku i zachciankami właścicieli. Traktują zaspokajanie potrzeb społecznych, jako koszty zmniejszające zyski, które należy minimalizować.

 

- Likwidacja dużej części przemysłu i placówek naukowo badawczych, a szczególnie dużych przedsiębiorstw, zdolnych do innowacji, spowodowało zanik w Polsce potencjału rozwojowego, ograniczenie innowacyjności i zapotrzebowania na pracowników o wysokich kwalifikacjach.

 

- Rozwijanie wyłącznie małych i średnich przedsiębiorstw, zatrudniających tylko pracowników wykonawczych i ich nadzorców, niezdolnych do innowacji oraz samodzielnego działania na rynkach międzynarodowych, zdało Polskę, w tym zakresie, na łaskę i niełaskę dużych przedsiębiorstw zagranicznych.

 

- Likwidacja szkolnictwa zawodowego.

 

- Pozostawienie rynkowi kształtowania struktury kwalifikacji absolwentów, spowodowało niedostosowanie jej do potrzeb gospodarki i bardzo częsty brak pracy dla absolwentów, w wyuczonym zawodzie oraz brak w gospodarce ludzi o potrzebnych kwalifikacjach.

 

- Ograniczenie zatrudnienia, wysokie bezrobocie i emigracja zarobkowa.

 

- Nieograniczona rozpiętość dochodów osób fizycznych, w tym luksusy i nędza.

 

- Ograniczenie standardowego budownictwa mieszkaniowego oraz bezdomność i eksmisje na bruk.

 

- Likwidacja placówek medycznych wszkołach i w zakładach pracy oraz likwidacja wielu innych placówek służby zdrowia, żłobków i licznych przedszkoli. Wielomiesięczne oczekiwania na wizytę u lekarzy specjalistów i na zabiegi lecznicze.

 

- Wieloletnie oczekiwania na wyroki sądów.

 

- Likwidacja dużej części placówek oświatowych i kulturalnych.

 

- Likwidacja dużej części związków zawodowych.

 

- Pozbawienie pracowników prawa do zysku.

 

- Zmiany prawa pracy na niekorzyść pracowników.

 

- Ograniczenie umów o pracę na rzecz umów cywilno prawnych, nie zapewniających ubezpieczenia pracownika.

 

- W wielu organizacjach wydłużono czas pracy do 9 godzin z przerwą na posiłek, a często dłuższy bez dodatkowego wynagrodzenia.

 

- Opóźnione wypłaty wynagrodzeń, a czasem ich brak.

 

Celem lewicowej władzy wPolskiej Rzeczpospolitej Ludowej było wyeliminowanie plag społecznych i rozwój społeczno gospodarczy. W PRL. zapewniono warunki do życia i rozwoju dla wszystkich obywateli i ich potomstwa. których ilość wzrosła po wojnie o 14 milionów do 1989 roku. Wyeliminowano plagi społeczne: wyzysk, bezrobocie i bezdomność.

 

Na najwyższy szacunek i uznanie zasługują Polacy, którzy wyzwolili Polskę z okupacji niemieckiej, a później Ją odbudowali i rozwinęli.

 

W III RP nie zapewniono warunków do życia dla wszystkich obywateli i ich potomstwa, których ilość nie wzrosła. Przyrost naturalny zmalał do ujemnego, a 2 miliony Polaków wyemigrowało, żeby znaleźć warunki do życia w innych krajach. Powróciły plagi społeczne: wyzysk, bezrobocie, nędza i bezdomność.

 

Czy ci, którzy to spowodowali zasługują na preferencje?

 

Władysław Bujwid

 

Nie będę głosował za reelekcją prezydenta Komorowskiego.

Oto garść powodów, bo podanie powodów jest zawsze pewną grzecznością, więc proszę – oto one: Kompletny brak własnych inicjatyw ustawodawczych. Brak rozsądku i intuicji politycznej – np. zgoda na bezsensowne podniesienie wieku emerytalnego, świadczy o kompletnym braku prezydenckich kompetencji, znaczy nie zatrudnił nikogo mądrego jedynie mądrzącego się Nałęcza.

Wykazał kompletną bezradność wobec systematycznego poniżania prezydenta przez oszalałego gnoma i jego zakonu. Mój prezydent na to by nie pozwolił. Brak zdecydowanego stanowiska wobec katastrofy pod Smoleńskiem i rejterada z Pałacu Namiestnikowskiego (pewnie żeby nie drażnić gnoma). Brak reakcji na skandaliczne wystąpienia Schetyny, ponoć historyka, obecnie na stanowisku ministra spraw zagranicznych, który zabłysnął swoją erudycją oświadczając zdumionemu światu, że obóz w Auschwitz wyzwolili nasi “bracia” ukraińcy!? Przypomnę, że obóz KL Auschwitz-Birkenau wyzwoliła 27 stycznia 60. Armia 1 Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej, choć wg mgr. Schetyny owa armia w tym czasie gryzła pestki.Toleruje bezustanne wygłupy pajaców z rządu, którzy na wyprzódki kombinują jak pogorszyć stosunki z najbliższym naszym sąsiadem Rosją. Nazywanie ich pajacami to jednak niedoszacowanie czynności wykonywanych jednak przez Homo sapiens piłowania gałęzi, na której owo Homo siedzi. Brak stanowiska wobec bezprzykładnej hucpy, jakiej dopuścił się rząd wobec górników, odkręconej dzięki determinacji górników – świadczy, że w otoczeniu totumfackich prezydent nie ma specjalistów od gospodarki, a przecież PO posiada w swoich “ zasobach” geniuszy ekonomicznych uznanych przez zachód, choć nie na zachodzie takich jak Balcerowicz, Lewandowski, Bielecki, Hausner, Belka, i innych profesorków z wydziału pobierania kasy państwowej.

Exodus 3 milionów Polaków. Brak jakiegokolwiek stanowiska w sprawie bandyckich praktyk banków wobec tych Polaków, którym banki proponowały kredyty HIPOTECZNE denominowane w CHF po sztucznie zaniżonym kursie, gdzie po nasyceniu rynku bank bezczelnie zmienia warunki umowy, powodując realny brak możliwości spłat zobowiązań. No ale dlaczego nie! Jak Balcerowicz – ludzik PO- zrobił słynną ustawę wstecznie podnoszącą tysiąckrotnie oprocentowanie wcześniej wziętych kredytów. Brak uregulowania stosunków polsko-ukraińskich skutkiem czego pan prezydent (podobno z zawodu historyk) pojechał sobie na Ukrainę i nie bacząc na naszą historię, realizując obstalunek Zachodu zawiózł chłopstwu z sotni rezuńskich 100. 000. 000 euro darowizny z naszych podatków, a w zamian przywiózł bandycką ustawę gloryfikującą UPA i ich wołyńskie dokonania, że o bieszczadzkich nie wspomnę. Ciekawe w jaki sposób chce pan prezydent normalizować stosunki z pogrobowcami bandery, ustawowego bohatera Ukrainy - kiedy właśnie on sam osobiście dokonał gwałtu na własnej historii nie zważając na groby 100 000. pomordowanych przez ukraińców Wołynian i podkarpacian. Jak śmie taka osoba ubiegać się o reelekcję nie zrywając natychmiast wszelkich stosunków z przestępcami spod znaku tryzuba.

Właśnie tu skompromitował się ostatecznie, choć “dokonań” ma więcej, wszak mniej spektakularnych, to równie bulwersujących, takich jak wywożąc kasę dla morderców naszych pobratymców wcześniej nie tylko zaakceptował posadzenie na stołku ministra fnansów ulubieńca MFW i BŚ, to jeszcze zaakceptował dokonanie przez niego intelektualnego wysiłku – mianowicie, podwyższenia świadczenia emerytalnego, (pierwotnie miało być wg wzrostu gospodarczego na poziomie 2,8%, później obniżono do 1,78%, a z tego zrobiło się 0,78 %, wiec nie było z czego przeliczać i wszyscy emeryci dostali podwyżki po 27 zł netto, natomiast faktyczne podwyżki dostali ci, których emerytury były na poziomie >6000zł. Milcząco zaakceptował też podwyżkę średniej krajowej – po pańsku, bo o 1 zł większą niż podwyżka dla emerytów, tj. 28 zł netto.

Można powiedzieć że wszystko to są prerogatywy rządu. Zgoda, tylko od czego jest ojciec narodu?! Nie wiem, ale na pewno nie od tego, żeby pilnował interesów obcych państw, totalnie olewając potrzeby własnego narodu. Pan prof. Witold Modzelewski w jednym ze swoich esejów dotyczących problemu frankowiczów utworzył nowy i oryginalny epitet dotyczący zachowań władzy, nazywając ich radosną twórczość “NACHUJZMEM”. Widać dokonania władz jeszcze bardziej niż mnie doprowadziły pana profesora do rozpaczy, skoro tak szanowny obywatel w tak jednoznaczny sposób określił ich dokonania. Tak więc rozwijając słuszną myśl profesora pytam, po co mi władza, która krótko mówiąc ma mnie i moje kłopoty tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

O kandydacie PiSu szkoda gadać. Jedynym symbolem zwiastującym jakieś zmiany jest kandydat Kukiz. Pozostali to mizeria lub kpina i miałkość. Zresztą na żadną zmianę nie ma szans, albowiem zabetonowana scena polityczna zabetonowała wasalski i wygodny układ sprawowania władzy polegający na bezrefleksyjnym i bezmyślnym wykonywaniu kolejnych poleceń USA, Niemiec, czy Brukseli. Władza betonu nad mediami gwarantuje sączenie fałszywego wizerunku naszych możliwości i tak w mediach zaistniał kolejny idiota który wypalił, ze najlepsze są prywatne kopalnie węgla kamiennego. Jedynym powodem istnienia w sejmie jest to, że śpiąc kiedyś na styropianie obalili komunizm, po czym oddali kraj w ręce “tradycyjnych i dobrze wypróbowanych przyjaciół”. Była pewna nadzieja na zmianę, zarejestrowano ponoć nową partię zresztą o nazwie “ZMIANA”. Ale ta z powodów oczywistych jest sekowana i niedopuszczana do mediów - i słusznie, bo w programie miała zniszczenie balcerowiczowskiego czytaj (BŚ) bajzlu w gospodarce, oraz wprowadzenie potencjału państwa do gry rynkowej. Ale partia ta miała grzech pierworodny. Po pierwsze jej lider był bliskim współpracownikiem A. Leppera, a skoro tak to na działalność dostał pieniądze na pewno z Moskwy, czyli żadnych zmian nie będzie, choć ja zagłosuję na pana Kukiza.

Adam Zbigniew Gusiew

Debata lewicy

25 marca w siedzibie Ruchu Odrodzenia Gospodarczego odbyła się debata dotycząca organizowanej 30 kwietnia konferencji jubileuszowej ROG. Jednakże wątek 10-lwecia będzie tylko jednym z tematów konferencji “Lewica w XXI wieku”. Przewodniczący ROG poinformował, że kwietniowa debata będzie składała się z dwóch części: referaty główne i wypowiedzi przedstawicieli oddziałów ROG oraz dyskusji.

Zapowiedzieli swoje referaty prof. Paweł Bożyk, Prof. Adam Gierek, prof. Longin Pastusiak oraz Bogdan Gorski. Będzie mowa o źródłach polskiej lewicowości, stosunku lewicy do przemian ustrojowych po 1989 r., kondycji polskiej lewicy na tle ruchów lewicowych w Europie i na świecie. Przewidziane jest także sprawozdanie z działalności ROG, a w nim m.in. sukcesy tej formacji oraz niepowodzenia.

Powołano także dwa zespoły: jeden do opracowania sprawozdania i drugi pracujący nad listą zaproszeń.

Warto dodać, że konferencja jubileuszowa ROG odbędzie się w przeddzień lewicowego Święta Pracy przypadające 1 maja.

 

M.K.

Współcześni Bogowie i brak miłosierdzia!

 

Militarne użycie siły zawsze powoduje natychmiastowy tragiczny skutek i kolejne nieprzewidywalne konsekwencje. I i II wojna światowa pokazały, że inni te wojny wszczynali, a inni osiągali z tych wojen korzyści. Przypomnijmy definicję wojny Carla von Clausewitza. “Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami.”

Jaka jest więc ta obecna polityka, która doprowadza nas nad krawędź kolejnej wojny?

Jest to internetowa tajemnica poliszynela. Zasadniczą przyczynę trwającego już od kilku lat konfliktu na linii USA - Rosja wskazał wicesekretarz generalny NATO Alexander Vershbow podczas przemówienia w Oslo.

Wymienił zasadnicze zarzuty wobec Rosji. Rosja chce oddzielić się od Europy (...) i tworzyć alternatywne mechanizmy, takie jak Unia Euroazjatycka i Grupa BRICS, pozostające w opozycji do Zachodu. Z wypowiedzi tej można odczytać, że nie mają oni do tego prawa – oczywiście patrząc z pozycji prawa silniejszego.

Świat zachodni ma olbrzymie zalety i jest przez to bardzo atrakcyjny dla pozostałych społeczeństw. Wolność osobista każdego obywatela jako jedyna szansa wyzwolonej twórczej pracy, niebywały postęp w nauce, technice, technologii i przede wszystkim demokracja to niepodważalne atuty. To pierwsza, zasadnicza strona medalu.

Ma też jednak świat zachodni poważne mankamenty, które wymagają reform. Są też takie, które wymagają społecznego sprzeciwu. To przede wszystkim w systemie kapitalistycznym narzucony model dominacji nielicznych nad większością, wyzysk większości pracujących przez kapitalistycznych posiadaczy, gromadzenie zysków dzięki systemowi kumulowania a nie dzięki osobistej wolnej i twórczej pracy.

Jest to druga strona medalu świata zachodniego. Ma ona swoje źródła w egoistycznej i agresywnej naturze człowieka, którego pochodzenie i ewolucję znamy z badawczych prac archeologów i antropologów. Stan dotychczasowych prac badawczych doskonale zobrazował i faktami i aforyzmami Mieczysław Kozłowski w swej najnowszej książce zatytułowanej “HOMO - refleksje o człowieku prehistorycznym”.

Być może właśnie ta wrodzona natura człowieka uzasadnia milczącą aprobatę współczesnego obowiązującego stanu rzeczy, która w obrazie bezwzględnej walki o byt nie poddaje się ewolucji zmieniając jedynie narzędzia.

Kapitalistyczny system pomnażania bogactwa z obszaru jednego kraju przenosi się poza granice, dopóki nie napotka zorganizowanego oporu. Opór Rosjan jest tylko firmowaniem potencjalnego buntu wielu państw. Niektóre z nich już stworzyły układ, który potencjalnie burzy dotychczasowy porządek finansowej dominacji USA.

Ale czy w tych krajach mamy mniejsze mankamenty niż w świecie zachodnim? Nie trudno wykazać, że jest ich znacznie więcej i mankamenty te są znacznie poważniejsze co sprawia, że społeczne problemy świata zachodniego trwają jakby mniej zauważane, mniej wskazywane i nie są napiętnowane.

Walka o strefy wpływów przy obecnym poziomie uzbrojenia wszystkich stron stwarza niebezpieczeństwo rozpalenia militarnego konfliktu na całą skalę, a więc stwarza niebezpieczeństwo totalnego zniszczenia. Totalne zniszczenie przeciwnika jednakże wydaje się absurdalne wobec współczesnych możliwości odwetowych. Alternatywą muszą więc być porozumienia.

A problem jest poważny i niezmiernie złożony. Na tyle złożony, że chyba nawet najwięksi intelektualiści w pojedynkę nie dadzą rady. Tym bardziej, że już roi się w środkach przekazu od inteligencko- pałacowych ekspertów nawołujących przede wszystkim do wojny.

Potrzeba rzeszy intelektualistów i interdyscyplinarnej diagnozy. Potrzeba przyśpieszonych światłych weryfikacji funkcjonowania wszelkich struktur organizacji międzynarodowych. Nawet ONZ, która, mogłoby się wydawać, powinna być gwarantem światowego i lokalnego bezpieczeństwa, stała się jarmarcznym miejscem politycznego kupczenia. Dlaczego do tego doszło? Jakie siły o tym decydują? Dlaczego takiej siły nie ma ONZ?

W tym miejscu przytoczę propozycję prof. Ryszarda Michalskiego, wg którego “powinien funkcjonować nowy globalny pieniądz np. o nazwie “GLOBAL”.

A gdyby ten pieniądz był regulowany i nadzorowany przez ONZ i jego Oenzetowski Bank? To pytanie jest konsekwencją propozycji prof. Ryszarda Michalskiego, ale jest też wynikiem oczywistego już, bo otwartego konfliktu o strefy finansowego wpływu w gospodarce światowej. Zakulisowa zasadnicza wojna ma charakter właśnie ekonomiczno-finansowo-polityczny. Toteż jej charakter może mieć wyłącznie tylko taki wymiar. Propozycje rozstrzygnięć o charakterze militarnym są cofaniem naszej cywilizacji i są ubliżaniem i pluciem w twarz wszystkim myślącym ludziom.

Amerykanie metodą permanentnych wojen chcą zachować władczość nad systemem finansowym świata. System ten zapewnił im bezmiar uzasadnionych i nieuzasadnionych zysków. System ten to szczególna forma dyktatu, a tym samym szczególne odstępstwo we wzajemnych relacjach na poziomie międzypaństwowym od równoprawnych, partnerskich, demokratycznych zasad.

Jednostronny dyktat nad systemem obiegu światowego pieniądza daje przewagę w zyskach właśnie tej jednej stronie. Jest zastanawiającym paradoksem, że wojny podejmowane w imię dalszej dominacji USA sprowadzają ich kraj już nad krawędź bankructwa. Jedynego ratunku szukają w montowaniu zbiorowej ekspansji na Rosję.

Straty po naszej polskiej stronie mogą być katastrofalne, po których spory n/t Kuklińskiego stałyby się bezprzedmiotową dywagacją, a to za przyczyną “kota i jego ogona”. Skutki dużego kolejnego konfliktu zbrojnego w naszej części Europy, która jeszcze do końca nie zaleczyła ran II-giej wojny światowej byłyby śmiertelnym okaleczeniem.

Europa jest nasza wspólna a nie amerykańskich jastrzębi i ich wspólników czy tym bardziej ruskich niedźwiedzi.

Pójdźmy tym razem na rękę amerykańskiemu jastrzębiowi prof. Zbigniewowi Brzezińskiemu, który w natłoku własnych nieskrywanych intencji od dziesięcioleci dzieli skórę wciąż żywego rosyjskiego niedźwiedzia. Zaproponował kilka lat temu m.in., aby Unia Europejska miała agendy swojego parlamentu w Kijowie. Rozwińmy pożądaną w tym momencie naszą wyobraźnię czerpiąc inspirację od prof. Zbigniewa Brzezińskiego.

A gdyby tak właśnie w Kijowie i w Warszawie powstały nowe centra nowego systemu SWIFT, nowego światowego pieniądza? Tak naprawdę to wystarczyłyby nam tylko oddziały takiegoż systemu a spokój byłby na wiele, wiele lat z gwarancją zysków dla wszystkich, zysków o charakterze nie tylko finansowym.

Amerykanie niech pozostawią mrzonki o jedynej ich dominacji w świecie. Rosjanie niech się nie silą na tworzenie alternatywnych układów finansowych, takich jak BRICS. W jednym i drugim przypadku właśnie z powodu rywalizacji gro środków przeznaczanych byłaby przede wszystkim na jeszcze bardziej przyśpieszone zbrojenia, które mając już teraz rozmiar katastroficzny, ukazują bezsens tej drogi myślenia i postępowania. Środki te są niezmiernie potrzebne do walki z biedą i walki w interesie postępu całej ludzkości. Dość już grzebania milionów ludzi na świecie - ofiar barbarzyńskich wojen wszczynanych w interesie garstki światowych dominatorów i ich chorych aspołecznych ambicji.

Ale nie tylko oni są winni takiemu rozwojowi wydarzeń.

W równej mierze wina leży po stronie bierności intelektualistów. Ciągle za mało odważnie wskazujących lepsze rozwiązania w oparciu o siłę intelektualnych argumentów.

Utworzenie Banku Rezerw Federalnych Stanów Zjednoczonych (FED) było na ówczesne kryzysy finansowe w USA rozwiązaniem genialnym. Niewypłacalność ówczesnych wielu banków zastąpiono możliwością niewypłacalności jednego banku (FED), którą to ewentualność niewypłacalności natychmiast zażegnano państwową gwarancją dodrukowywania pieniądza. Lepszego rozwiązania na tamte czasy być nie mogło. Genialne w swej prostocie i optymalne w sposobie koncentracji zysków.

Tożsame rozwiązanie jest najlepszym sposobem na obecny kryzys finansów na świecie. Ze wspólnego ogólnoświatowego systemu gospodarczego zyski powinni czerpać wszyscy udziałowcy, a nie tylko wybrańcy. Pieniądz powinien pozostać wyłącznie środkiem regulującym obieg gospodarczy, a nie być celem i sposobem na jego dochodowe pomnażanie.

Georges Clemenceau stwierdził, że wojna jest zbyt poważną sprawą, żeby pozostawić ją wojskowym. Trudno odmówić mu racji, ale pokój na świecie jest jeszcze poważniejszą sprawą i dlatego nie wolno powierzać go wyłącznie agresywnym, zaborczym i rozsiewającym nienawiść politykom służącym interesom nienasyconych bankierów.

Intelektualiści i ludzie dobrej woli łączcie się i walczcie najlepszą bronią, jaką jest siła światłych argumentów i humanitarna troska o wszystkich potrzebujących.

 

Podejmijmy wspólną walkę o pokojowy byt wszystkich ludzi pragnących normalnie żyć dla wspólnego dobra!

 

Marian Szymański

Zbliża się 10-lecie ROG-u

W siedzibie Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka odbyło się zebranie poświęcone obchodom 10. rocznicy powstania naszej organizacji. Zebranie prowadził prof. Paweł Bożyk, przewodniczący ROG.

Nasza organizacja została zawiązana 17 grudnia 2004 r. na spotkaniu grupy założycieli we Włocławku. Po przejściu procedury rejestracyjnej 30 kwietnia 2005 r. odbył się I Kongres ROG. Wydarzenie to miało miejsce w Warszawie w głównej sali Naczelnej Organizacji Technicznej przy ul Czackiego.

W nawiązaniu do tego wydarzenia ustalono, że konferencja poświęcona m.in. rocznicy powstania ROG odbędzie się 30 kwietnia 2015 r. Organizatorami będą: Polska Partia Socjalistyczna oraz Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.

W programie konferencji znajdą się referaty poświęcone różnym aspektom przeszłości lewicy, jej obecnej kondycji oraz przyszłości na polskiej scenie politycznej. Wygłoszony zostanie także referat sumujący 10-letnią działalność oraz dorobek ROG.

*

W drugiej części zebrania Zbigniew Gusiew zrelacjonował swoje usiłowania w zakresie uruchomienia drobnego biznesu i związaną z tym mitręgę biurokratyczną.

Po relacji naszego Kolegi odbyła się dyskusja, podczas której uczestnicy dzielili się swymi podobnymi doświadczeniami.

Józef Oleksy – człowiek lewicy

Zmarł Józef Oleksy. Prawie do samego końca działał na rzecz swojej partii: Sojuszu Lewicy Demokratycznej i, mimo wszystko, starał się zachować pogodne usposobienie. Mówią o nim zarówno ludzie lewicy, jak i prawicy, że nie “wykopywał rowów”, że zawsze starał się sięgać po racjonalne argumenty, szanował przeciwnika, nawet tego, kto w sporze politycznym przekraczał miarę.

 

Liczył się w świecie polityki: był premierem, kilkakrotnie ministrem, posłem oraz marszałkiem Sejmu RP, przewodniczącym SLD, a także doktorem ekonomii i wykładowcą akademickim. W debatach i dyskusjach jego głos zawsze był wysłuchiwany z należytą uwagą.

 

Był człowiekiem wiernym ideałom lewicy i nigdy się im nie sprzeniewierzył. Kiedy SLD skręcał na prawo, w stronę układu Lewica i Demokraci, odszedł ze swojej partii. Kiedy do niej powrócił, budował szerokie przymierze z udziałem wielu lewicowych organizacji politycznych, związkowych i społecznych.

 

Udało mu się doprowadzić do Kongresu Lewicy Polskiej, w których aktywnie - i w przygotowaniach, i w samych obradach uczestniczył nasz Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.

 

Był osobistym przyjacielem prof. Pawła Bożyka, przewodniczącego ROG., był także uważnym czytelnikiem “Nowych Perspektyw” wydawanych przez nasz Instytut Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową.

 

Nasi koledzy wpisali się do księgi kondolencyjnej wyłożonej w SLD oraz uczestniczyli w Jego pogrzebie.

 

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale to obiegowe powiedzenie się myli – Józef Oleksy jest tego najlepszym przykładem.

 

Cześć Jego pamięci!

 

Niech żyje nam górniczy stan…

Może jestem nudny i monotonny. Już moi koledzy zaczynają się niecierpliwić kiedy ostro i bezwzględnie atakuję naszych “rządzących”. Ja też zaczynam mieć tego dość. Dokąd można obrażać najważniejsze osoby w państwie? Odmawiać im najważniejszych cech przywódczych i poddawać w wątpliwość wartość ich dyplomów, wiedzy, kompetencji?! Wypisywać teksty nie hejterskie, ale podpisane imieniem i nazwiskiem. Ktoś z odrobiną ambicji ( gdybym nie miał racji) już dawno pozwałby mnie do sądu o zniesławienie. Ale nie! W miejsce ambitnych i honorowych zachowań wprowadzono pojęcie grubej skóry, jaką musi mieć polityk, aby nie reagować na takie zaczepki. Co więc mam zrobić. Jak pozbyć się tępej hałastry, która bez pojęcia rządząc naszym państwem za wszystkie swoje “braki w wykształceniu” obwinia WOLNY RYNEK.

Dziś, po latach, okazuje się, że obecny rząd nie ma pojęcia nawet o kluczowych definicjach ekonomicznych. Ba! Nie mają pojęcia o zasadach systemu, jaki sami dali sobie wcisnąć przy Okrągłym Stole. Mało tego stworzyli i bronią własnej, idiotycznej wersji dawno upadłego w świecie neoliberalizmu, w której jedynym panaceum na wszelkie dolegliwości, jakie powoduje istnienie wolnego rynku, jest likwidacja podmiotów, które nie są w stanie zareagować na fluktuacje koniunktury. Likwidacja, sprzedaż(?) i inne tego typu cuda wianki na patyku.

Skądinąd czy w tych kopalniach nie ma instytucji głównego księgowego,? Nie ma dyrektora ekonomicznego czy stanowisk analityków rynku? Jeżeli nie w kopalniach to w rządzie. Pajace w rządzie nie wiedzą co to jest cykl koniunkturalny? Nie wiedzą jak nauka każe reagować w jej szczycie czy w dołku? Już dawno minął czas, kiedy musieliśmy na wniosek Amerykanów (którzy finansowali solidarność) pozbywać się całych gałęzi przemysłu. Niestety! Albowiem faktem jest, że oni wobec rynku i zasad ekonomii są bezradni i zagubieni jak dzieci we mgle. Za chwilę uzasadnię te tezę. Uzasadnię ją cytatem jednego z nielicznych w Polsce speców od górnictawa a mianowicie pana Jerzego Markowskiego byłego wiceministra gospodarki w rządzie SLD.

Na pytanie co minister gospodarki powinien zrobić w obecnej sytuacji Pan J. Markowski odpowiada tak. (podkreślenia własne) . “(…)”Przede wszystkim cokolwiek, bo dotąd jest tak, jakby ministra wcale nie było. A jeżeli już się odzywa, to problemy górnictwa zwala na kryzys światowy, o prognozę zapotrzebowania na węgiel pyta samorząd gospodarczy, natomiast wiedzy o aktualnej sytuacji szuka u firm audytorskich.

Czy to źle? - To klasyczne zachowanie w sytuacji braku własnych kompetencji. Minister Gospodarki, nie zmieniając kadr, uznaje, że na kryzys w górnictwie nie mają wpływu ci, którzy nim w jego imieniu rządzą, ani ci, którzy w nim dowodzą. Minister błędnie uważa, że prognoza zapotrzebowania na węgiel nie powinna wynikać z efektów polityki energetycznej - może dlatego, że jej nie ma – i posługuje się jedynie wróżbami firm consultingowych.

Natomiast o wiedzę na temat sytuacji w państwowych firmach górniczych lepiej nie pytać powołanych przez siebie rad nadzorczych, ani zarządów, bo niby dlaczego mają coś wiedzieć za tak marne pieniądze, więc lepiej zapytać firm audytorskich za jeszcze większe pieniądze.

To, co dzieje się w górnictwie, jest kolejną kompromitacją państwa, którą odkryła dopiero dekoniunktura na węgiel. Wcześniej bowiem - jeszcze dwa, trzy lata wstecz wszyscy - ostatnio namaszczeni przez wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego, fachowcy chodzili w glorii zwycięzców a wystarczył 15-procentowy spadek cen na węgiel i okazało się, że nie są żadną ekstraklasą, ale początkującymi trampkarzami obu płci. Co zatem znaczy dziś górnictwo węgla kamiennego dla Polski?

- Z punktu widzenia odpowiadających za Polskę, jeżeli oczywiście tak myślą i to rozumieją, to funkcje górnictwa są trzy.

1) - rola dostarczyciela węgla dla gospodarki kraju. I tu okazuje się, że funkcja ta teoretycznie może nie istnieć, bo dziś do Polski można sprowadzić drogą lądową lub morską praktycznie każdą ilość węgla, którego w świecie jest dosyć.

2) - funkcja kreatora, ok. pół miliona miejsc pracy w górnictwie i jego otoczeniu, bez którego około 500 tys. rodzin, czyli ok. 1,5 mln ludzi nie będzie miało z czego żyć - i dla tej funkcji nie ma alternatywy. Natomiast na Śląsku, zamiast drugiej Japonii, będziemy mieli drugie Detroit.

3) - rola gwaranta bezpieczeństwa energetycznego państwa na bazie własnego surowca.

Są bowiem i w Europie państwa uważające się za bezpieczne bez własnych surowców energetycznych, ale Polska do takiej roli nie jest przygotowana, bo po prostu nie mamy, i przez najbliższe 30-40 lat nie będziemy mieli żadnej alternatywy w energetyce. Jednak ta rola w oparciu o własny węgiel też ma alternatywę w postaci rozwijającego się importu węgla i energii elektrycznej! Zatem - jeżeli minister gospodarki nie widzi swojej odpowiedzialności w funkcji kreatora rynku pracy w przemyśle wydobywczym, to niech dalej nic nie robi, bo funkcja pierwsza i trzecia w wersji alternatywnej zrealizują się same, bez udziału polskiego rządu. Chociaż powstały w rezultacie jego bierności. Zatem na pytanie, co minister gospodarki powinien zrobić w obecnej sytuacji odpowiem, ale oczywiście, jeżeli ci z PO z PiS lub SLD mnie zapytają. Dziś bowiem i tak nikt tego nie słucha - oni przecież wszystko wiedzą lepiej!”

Cytat przywołany z portalu gospodarczego wnp.PL rozmowa Jerzego Dudały z 12-08-2013 pod tytułem - Jerzy Markowski: brak kompetencji dobija polskie górnictwo. To dlatego właśnie lepiej zlikwidować szkodzący gospodarce rząd niż cenny zakład przemysłowy. Dla mnie Pan dr Jerzy Markowski jest przykładem ginącej już szkoły przedwojennego kształcenia a potem awansu zawodowego. Technik górniczy w 1968 podjął pracę w kopalni na “dole”, m.in. przez czternaście lat był czynnym ratownikiem górniczym. W 1976 ukończył studia na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej, na tej samej uczelni obronił w 1986 doktorat w zakresie nauk technicznych. dochodząc przez kolejne szczeble do stanowiska dyrektora KWK Budryk i wiceministra gospodarki w rządzie SLD. Obecnie Jerzy Markowski buduje na Śląsku dla Niemców KOPALNIE WÉGLA KAMIENNEGO.

Niemcy pewnie nie wiedzą, co robią, nie wiedzą, że wstąpili na prostą drogę do spełnienia wróżb Balcerowicza wieszczącego rychły upadek socjalnych Niemców. A i sprytni Czesi nie zasypiają gruszek w popiele i kupują “zbywające” Polakom kopalnie, ponownie je otwierają a do fedrowania zatrudniają polskich górników, bo doskonale wiedzą, że wcześniej czy później miast wozić do Polski węgiel importowany na potrzeby polskiej energetyki, będą nam Polakom za euro sprzedawali nasz polski węgiel loco Śląsk, bo nasza energetyka skazana jest przez najbliższe półwiecze na węgiel. I choć to sytuacja rodem ze szmoncesu “ SĘK” to Polakom udało się go przenieść do realu.

Widać Pani Kopacz z rzeszą chłopskich “doradców” nie rozumie, co wynegocjowała w Brukseli uzyskując większe limity na CO2. Tak wygląda moje alibi w sprawie ciągle powtarzanych negatywnych opinii o kompetencji naszego rządu. Jednak górnictwo to jedynie cząstka problemu, bo jak chłopi mają znać się na górnictwie, jeżeli nie potrafią uporać się z problemami gospodarki obszarów wiejskich, zaś za swój sztandarowy sukces, którego bronią jak niepodległości, mają protezę ubezpieczeń społecznych tzw. KRUS. Właśnie KRUS jest powodem bezczelnego nieróbstwa rządu oraz marazmu gospodarczego polskiej wsi, a idiotyczne ruchy pana Sawickiego w reakcji na “kryzys jabłkowy” w Polsce są dowodem na to, że w rolnictwie podobnie jak w górnictwie problemem dla bezradnego rządu jest kryzys.

W opinii rządzących, stanowi on doskonałe choć faktycznie fałszywe alibi dla amatorszczyzny, która nie jest w stanie ogarnąć lub douczyć się, iż akcyjne działania w gospodarce nigdy nie zastąpią działań systemowych, i że one i tylko one są w stanie uodpornić gospodarkę na niespodzianki i figle wolnego rynku. Ale wiedza o tym zarezerwowana jest wyłącznie dla specjalistów i z wielki żalem zawiadamiam, że niestety, nie są to chłopi, politolodzy, historycy, kulturoznawcy, czy spece od folkloru, ergo rządu z całymi zastępami właścicieli nikomu do niczego nie potrzebnych kolorowych i egzotycznych “specjalności”.

Problem ten zauważył i dal wyraz swojej dezaprobaty dla takiego stanu rzeczy pan Celiński, poszerzając grono tych, którzy zgadzają się z opiniami, od lat głoszonymi przeze mnie. Niestety, mam złą wiadomość. Nic się nie zmieni dopóty, dopóki partie i partyjki nie przestaną traktować państwa jak łupu czy zdobyczy, którą wywianuje się wszystkich nieuków, względnie nieudaczników, ale za to partyjnych znajomych królika, których jedyną kompetencją jest długoletnie członkostwo w partii i to nie tylko sadowionych na funkcjach ministerialnych, ale też na funkcjach merytorycznych.

Niestety, wyobraźcie sobie co ci “ spece” od niczego - przegonieni z wygodnych rządowych stanowisk robili by w “cywilu”?! Tylko bezrobocie, więc zrobią wszystko, aby istniało nienaruszalne status quo. Chyba że co daj Boże niedobitki wielkoprzemysłowej klasy robotniczej zmiotą rządy partyjnych kolesiów - a więc… Niech żyje nam górniczy stan!

Obyś żył w ciekawych czasach

Czy Rok 2015 wypełni sens chińskiego przekleństwa “obyś żył w ciekawych czasach”? Początek roku jest dość “mocny”, choć można by rzec tradycyjny. To oczywiście spór Ministra z właścicielami prywatnych punktów (zakładów) POZ - za komuny były to państwowe (oczywiście złe) ZOZy. Owo ów POZ jest - jak się dziś okazuje, niechcianym dzieckiem PO. A dokładnie - pani Kopacz - wtedy minister zdrowia (obecnie zatrudnia się jako premier), która wiodła “narodową dyskusję” w sprawie nowej formuły służby zdrowia .

Jak zapewne wszyscy pamiętamy cała amia rodzimej amatorszczyzny jako jedyny i słuszny kierunek uznała prywatyzację tego sektora gospodarki. My należeliśmy do przeciwników tej koncepcji, która zakładała iż służba zdrowia powinna działać na rynku w reżimie prawa spółek handlowych. Wyśmialiśmy wtedy ten absurd traktowania zdrowia jako towaru, podlegającego zasadom tego prawa. Pewnie dlatego, że znaliśmy to prawo, ale i skutki jego stosowania. Amatorszczyzna - nie. I jak się dziś okazuje amatorszczyzna zrobiła ordynarny przedwyborczy handel z grupką cwaniaków z tzw. Porozumienia Zielonogórskiego posiadających dyplomy lekarskie, wszak bez kwalifikacji moralnych). To jest ciąg dalszy efektu zaniżania standardów etycznych w elitarnych zawodach.

My – Instytut, poważnie potraktowaliśmy wezwanie pani Kopacz do dyskusji w tej sprawie i sformułowaliśmy nie tylko negatywne stanowisko, ale załączyliśmy projekt rozwiązań systemowych, których wprowadzenie dziś niemal wszyscy dyskutanci uważają za konieczne. Los naszego projektu był taki jak pewnie większość merytorycznych opracowań czyli PO-wski kosz na śmieci i marna to pociecha że na bazie naszych przemyśleń, wyliczeń oraz założeń teoretycznych skorzystali Czesi którzy bezceremonialnie skopiowali ów program naprawczy z Internetu, aplikując go u siebie jako własny.

To boli podwójnie tym bardziej, że ktoś z rodzimych “reformatorów” coś nie coś przeczytał, a choć pewnie nic nie zrozumiał, to elementy naszego programy chciał aplikować do swoich błazeńskich pomysłów “reformatorskich”. Takie działania w oczywisty sposób niszczą konstrukcję programu, ale amatorszczyzna albo o tym nie wie, albo ma to gdzieś. Mamy więc już kolejny przypadek zawłaszczanie wartości intelektualnych. To wszystko oczywiście jest skutkiem wszechogarniającej amatorszczyzny i pomieszania pojęć. I choć po ludzku współczuję ministrowi ARŁUKOWICZOWI to owo uczucie natychmiast ulatuje w momencie konstatacji po jakie licho pchasz się na afisz jak nie potrafisz.

Mało tego, buta i arogancja jaką wykazują się poszczególni “władcy” naszego kraju nie pozwala im powiedzieć “nie wiem”. Nie chcą skorzystać z wiedzy gremiów kompetentnych a nieskompromitowanych. Zapatrzeni w program “reformy” Balcerowicza, która jak już powszechnie wiadomo nie jest żadnym jego dorobkiem naukowym tylko treścią żywcem przepisanego Konsensusu Waszyngtońskiego. Nasi geniusze ekonomiczni typu, Bielecki, wraz z szybkobiegaczem z Gdańska niejakim Lewandowskim, wywianowanym przez Unię za szczególny wkład w dzieło zniszczenia polskiego przemysłu obecnie, jak się okazuje, mają w Kancelarii Premiera cieplutkie fuchy paprotek. Nic (może na szczęście) nie robią, ale za to mają status doradców ekonomicznych rządu. Pogoniono zaś pana V. Rostowskiego, czemu ja się nie dziwię, bo to był jedyny fachowiec w dawnym rządzie premiera Tuska, a to znaczy że nikt z amatorszczyzny nie był w stanie pojąć co on mówi. Tym nie mniej sytuacja, jaka powstała, stwarza znakomitą okazję dla szybkobiegacza a może i innych “profesorów od ekonomii” wykazania się że tytułów nie kupili na pchlim targu za kostkę masła.

Dziś kiedy rząd jest w potrzebie niech opracują metody wyjścia z tej zapaści. Dziś mają niepowtarzalną szansę pokazania, że prawda i wiedza jest po ich stronie. Niech dowiodą, że nasze baranie głowy nie są w stanie pojąć zamorskich mądrości. Niech dowiodą swojej wartości, niech dowiodą że są ekonomistami, a nie tylko posłusznymi wykonawcami poleceń pewnych kręgów z USA.

Ale uwaga!

Nie może to być przesuwanie pieniędzy między resortami a wskazanie nowych źródeł finasowania służby zdrowia (wykluczona jest podwyżka składki). Oto zadanie domowe do odrobienia przez panów zajmujących się na co dzień problemami ekonomicznymi.

Adam Zbigniew Gusiew

Sekretarz Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową

Powtórka z rozrywki

Mówią, że historia jest matką nauk. Jeżeli to prawda, to nie zna jej niejaki R. Sikorski – zwany Radkiem. To ten, któremu Pan Kaczyński z Macierewiczem zabrali zabawę polskimi żołnierzykami. Płakał wtedy jak dziecko, tak rzewnie, aż nasz Donald - premier dał mu litościwie na otarcie łez inną zabawkę - jak wszyscy wiemy jest nią ministerstwo spraw zagranicznych. Kwalifikacje naukowe pana ministra owiewa dość tajemnicza aura. Radosław Sikorski ukończył studia, uzyskując tytuł zawodowy licencjata. Następnie uniwersytet Oksfordu na wniosek Radosława Sikorskiego wystawił mu także dyplom Master of Arts, uzyskiwany bez pobierania dalszej nauki po co najmniej siedmiu latach od immatrykulacji.

Radosław Sikorski wskazywał w debacie publicznej na ten dyplom jako podstawę posiadania tytułu zawodowego magistra. Ja też chyba wystąpię z podobnym wnioskiem do Oksfordu. Co prawda kończyłem polską uczelnię, ale moja autorska praca dyplomowa modyfikuje światłą teorię Roberta Owena (Anglika), twórcy spółdzielczości dla potrzeb współczesnej społeczności. Podobnie jego uczestnictwo w wojnie afgańskiej, gdzie zwyczajnie jak to się mówi po warszawsku zakapował Amerykanów, kiedy jako korespondent “The Sunday Telegraph” obserwował odpalenie przez islamskich bojowników rakiet Stinger, potwierdzając, że USA dostarczały Afgańczykom uzbrojenie oraz że amerykańscy doradcy z CIA szkolili ich w Pakistanie.

Kwalifikacje moralno-etyczne pana ministra poznaliśmy po publikacji knajpianych taśm. No i na koniec podwójne obywatelstwo. To dość bogaty życiorys. Gdyby od tego zależała jakość dokonań to bylibyśmy mistrzami świata i elitą elit narodów w dyplomacji. Tymczasem… pan Sikorski pilnie pracuje nad swoim negatywnym wizerunkiem. Zachowuje się jak słoń w składzie porcelany, a nie jak wytrawny polityk za jakiego niewątpliwie się ma. Jeszcze zanim został ministrem naraził się warszawiakom postulując zburzenie warszawskiego PKiNu.

Potem było już tylko gorzej. Widać pan minister uwierzył w swój mesjanizm i zaczął rządzić. Nie interesuje mnie jego stosunek do USA, nie interesują mnie też jego ambicje polityczne ani zaszczyty, po które jak wieść gminna niesie nasz Sikorski stara się usilnie acz bezskutecznie. Dostał już po łapach od przewodniczącego Unii ds. energetyki, dostał po łapach od pani Kanclerz Merkel. Widać w Unii nie wystarczy tak jak w Polsce, mieć “przylizany” przedziałek, znać angielski i nosić źle zawiązany krawat, żeby zostać ministrem. Nie robią na Zachodzie wrażenie ani jego dokonania polityczne ani osiągnięcia naukowe. No tak, ale Buzek i szybkobiegacz z Gdańska dostąpili unijnych zaszczytów. Przecież jeden oddał im cały polski przemysł a drugi pieniądze polskich emerytów. No to i stanowiska dla nich są mimo miernych kompetencji.

Także i nasz odzyskany obywatel postanowił, że on też dokaże czynów oczekiwanych przez Zachód i zaczął od przymilania się naszym śmiertelnym zagorzałym i nieprzejednanym banderowskim wrogom. Jak już “naprawił” co trzeba, na Ukrainie więcej się nie pojawił, ale zaczął wygrażać Rosji. Widać wydawało mu się to nie tylko trendy, ale i poprawne politycznie. Przytomni politycy z całej Unii siedzieli cicho, zaś Unia uchwalała kolejne nieprzyjemne dla Rosjan dolegliwości, tylko jakoś opieszale. Natomiast radosny Sikorski na własną rękę wymyślał coraz to inne restrykcje, które miały dotykać Rosję. Koniec końców Unia wprowadziła zapowiadane ograniczenia, ale wcześniej zabezpieczyła skutecznie swoje interesy, natomiast restrykcje w zakresie gospodarki dotyczyć będą przyszłych działań.

My, Polacy, pawie i papugi narodów po raz kolejny zostaliśmy sami, jedną ręką szczypiąc niedźwiedzia w d… zaś drugą - jak zwykle w nocniku . Niedźwiedź oczywiście spostrzegł, że coś go skubie, więc się otrząsnął, a my odpadliśmy od jego futra. W podzięce za nieprzyjazny doń stosunek niedźwiedź nie chce naszych warzyw i jabłek (na razie), aż strach pomyśleć co będzie dalej. Ale jeśli ktoś znał by historię, to powinien wiedzieć czym się kończą takie harce. Dowiedziała się o tym niegdyś harda amatorszczyzna z pierwszej solidarności pod wodzą mojego “ulubieńca” Balcerowicza, która oświadczyła zdumionemu choć pijanemu Jelcynowi że jak Rosja chce z nami dalej współpracować, kooperować i handlować, to od jutra musi nam płacić dolarami. Niedźwiedź podtarł był się deputacją a już następnego dnia kupował za dolary tańsze, a może nawet lepsze towary na Zachodzie. My mieliśmy sukces dyplomatyczny (dokopaliśmy ruskim) oraz możliwość dalszego dynamicznego rozwoju gospodarczego polegającym na zamknięciu kolejnych fabryk, których produkcja była już nikomu niepotrzebna.

Tak więc dziś nastąpiła “powtórka z rozrywki”. Tym razem padło na chłopów i sadowników, następni w tej kolejce są producenci wszelkiej zwierzyny hodowlanej. Co na to nasz młody zdolny ze znajomością angielskiego? Choć powinien się cieszyć, to pali głupa i oświadcza, że to niegodziwy polityczny odwet ze strony Rosji. Drugi młody, zdolny, również nagrany prawnuk bajkopisarza H. Sienkiewicza oświadcza, że to są koszty uczestnictwa w UE. (tylko czy UE o tym wie) bo sama Unia nie doznała od Rosji żadnych krzywd. Kolejny “wielki” spec od rządów oświadczył, że straty sadowników z powodu rosyjskich sankcji pokryje sama UE. Pokryje, albo nie pokryje. Jeżeli nawet pokryje, to daj Boże pieniądz, sadownik zobaczy go gdzieś na nowy rok. A gdzie bieżące opłaty, ZUS, podatki, raty. Przecież (tak wynika z nagranych taśm) władza nienawidzi przedsiębiorczych.

Kiedyś za takimi obrabowanymi przez państwo upominał się A. Lepper. A teraz…??? Jaśnie oświecony pan prof. Belka krzyczał na A. Leppera. “Powrotu do etatyzmu wam się zachciewa”. Ciekawe czy Belka ma dziś inną sensowną receptę na przykrości powodowane sankcjami. Jakie prawo ma rząd do formowania apelu do społeczeństwa o nadzwyczajne zakupy jabłek. A co z warzywami? A co z mięsem?

Wszystkie moje eseje zawierają uzasadniony postulat wprowadzenia właśnie potencjału państwa do gospodarki, ale nie tylko. Rządzący, jak pies ogrodnika, sam nie zeżre i drugiemu nie da. Gdyby tak jak w Czechach wolno było produkować okowitę z jabłek, sadownicy robili by spirytus. Gdyby nie idiotyczne przepisy, z jabłek można by produkować wina (dziś prywatny może wyprodukować 120 litrów na użytek własny). Zaiste pozycja państwa to postawa bezradnego nocnego stróża. O tym mówi L. Miller, ale dlaczego nie formułuje oczekiwanych postulatów.

To dziwne, już nikt na świecie nie realizuje zasad Konsensusu Waszyngtońskiego – ale nie dotyczy to Polski. My z nadzieją jurną budujemy kapitalizm – w wersji amerykańskiej. Nasze elity, np. Belka, Hausner, będąc w rezerwie kadrowej zajmują lukratywne stanowiska w RPP po to, aby po następnych wyborach wskoczyć do rządu. Tak jest w USA. Tak, tylko w USA już Bil Clinton zabronił w swoim państwie stosowania tego “cudu” ekonomii Miltona Friedmana pod rządami której upadały gospodarki państw. W USA rządzący MUSZĄ dbać o interesy swoich obywateli. Wychodzi jednak na to że polskie władze zamiast o nasze interesy dbają o interes amerykanów, ale robią to za nasze pieniądze.

Nie chcę się znęcać, ale muszę na zasadzie retorsji. Do zdumionych sadowników wyszedł pan Sawicki – wieczny poseł, obecnie minister. Ten “mąż stanu” na wnoszone przez producentów owoców miękkich (truskawki, maliny porzeczki) żale na niskie ceny skupu i skargi na zmowę cenową firm zajmujących się skupem surowców oświadczył, że powinni uzyskać podmiotowość, bo dziś nie są stroną w sporze na zmonopolizowanym rynku skupu owoców i producentów soków. Bezczelność tego oświadczenia powinna zmieść ze sceny politycznej cały PSL ponieważ ten pan siedzący na wysokim stołku w ministerstwie ma świadomość koniecznych zmian w strukturze gospodarczej resortu, za który odpowiada. Przez lata nie robi nic, a jak dochodzi do katastrofy, to powiada producentowi “… no co chcesz! Przecież nie zrobiłeś tego, tego i tego, a powinieneś.”

Nowym a jak by starym ruchem Lewicy jest alians z partią Palikota. Nie mam nic do ludzi z tej partii, żałuje że nie ma ich w SLD, ale sam jej szef jest jak mówią moi synowie chodzącym obciachem. Dobranie do kompanii Kwaśniewskiego, Siwca, i Kalisza… to dyskwalifikacja. Odnoszę wrażenie, że na Lewicy nie ma ducha zmian w gospodarce, a miałem nadzieję że L. Miller po tym jak skonsolidował partię, odważy się na ruch mniej ryzykowny niż wykonywany przez Ludwika Erharda i Konrada Adenauera. Oni ryzykowali własną głową wprowadzając własną wersję systemu gospodarczego, odmiennego od uzgodnionego z Amerykanami, dziś nazywaną Społeczną Gospodarką Rynkową. Pan L. Miller ryzykuje najwyżej wiekopomną sławą i zagwarantowaniem partii powodzenia w kolejnych wyborach .

Jeżeli nie jest przekonany co do kierunku zmian, niech zażąda wykładni Trybunału Konstytucyjnego w sprawie realizacji założeń gospodarczych zawartych w Art. 20 naszej Konstytucji traktujących o Społecznej Gospodarce Rynkowej właśnie. Wykładnia może być tylko jedna. Fakt, że w partii musiały by zaistnieć gremia znające gramatykę ekonomii matematycznej, posiadający umiejętność jej wykorzystania i oczywiście prawidłowego stosowania. To moim zdanie niewielki koszt za wprowadzenie społeczno gospodarczego porządku gospodarczego, gwarantującego jeśli nie egalitaryzm to na pewno możliwości równego dostępu do jego owoców.

Ten ruch obaliłby raz na zawsze mit o braku możliwości godziwych zarobków – zbliżonych do zachodnich. Wprowadził by jeszcze jeden element – element konkurencyjności, albowiem dziś , w czasach powszechnego monopolu z elementami oligopolu zamiast konkurencji dominuje zmowa przedsiębiorców, o czym monopoliści doskonale wiedzą i zrobią wszystko, aby nie dopuścić do wprowadzenia konkurencji ponieważ znaczyłoby to możliwość ich rychłego bankructwa. A przecież zasada konkurencyjności to sól, lub jak kto woli, fundament systemu nazywanego Społeczną Gospodarką Rynkową.

 

Adam Zbigniew Gusiew

Rocznica Edwarda Gierka

Ta rocznica to 13 lat, które upłynęły od Jego śmierci. To wciąż niewiele, pamięć jest wciąż świeża. Uroczystości na sosnowieckim cmentarzu przy ul. Sasanki w dniu 26 lipca zgromadziły kilkaset uczestników. Przyszli złożyć Mu hołd mimo upalnego dnia, gdy temperatura przekraczała 30 stopni C. w cieniu. Przybyły delegacje partyjne Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Unii Pracy, Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, Społecznego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka, samorządowców i inne. Przyszło wielu bez żadnych konotacji partyjnych, z potrzeby serca i pamięci o tym, który tak wiele dał Polsce, a któremu tak nędznie odpłacono. Mówił o tym prof. Adam Gierek, prof. Paweł Bożyk, Maciej Gadaczek i inni. Ci, którzy przychodzą tu co roku wspominają, że zawsze jest taka gorąca pogoda, a i tak przychodzą, bo tak każe im sumienie. A więc do zobaczenia za rok!

 

Edward Gierek, Sosnowiec 26.07.2014.

 

 

Szanowni zebrani, drodzy goście

Dziś, w 13.rocznicę śmierci, spotykamy się przy grobie Edwarda Gierka, tu na tej zagłębiowskiej ziemi

Spotykamy się, by oddać mu cześć, oddać należne miejsce w historii, przypomnieć o jego niewątpliwych zasługach

To nie jest spotkanie tylko tych, którzy z osobistym sentymentem wracają do lat 70.tych, do czasów swej młodości

 

To spotkanie ludzi, którzy wraz z nim i dzięki niemu budowali nową Polskę

Nową Polskę, którą później tak krytykowano, obwiniano za wszelkie zło

Prawda historyczna mówi jednak co innego

Co innego mówią fakty, dzieła tamtych lat – dzieła, które służą nam również do dziś i nie pozwalają zakłamywać historii

To przecież w “przerwanej dekadzie Edwarda Gierka” Polska przeżyła boom rozwojowy, powstały setki zakładów pracy, miliony mieszkań, infrastruktura, zabezpieczono pracę milionom Polek i Polaków tu w kraju – w Polsce

Tego nie da się pominąć, przeinaczyć, umniejszyć czy ośmieszyć

O tym właśnie, z pozytywnym skutkiem, przypominaliśmy przez cały rok ubiegły

Przez cały rok rocznicowy, rok stulecia urodzin wielkiego Polaka ,Patrioty – Edwarda Gierka

Obchody rozpoczęliśmy tu, w Sosnowcu, w miejscu jego narodzin

Kolejne wydarzenia miały swoje odsłony w wielu miejscach naszego kraju między innymi w Warszawie ,Ustroniu ,Rzeszowie ,Zabrzu ,czy Toruniu

Zwieńczeniem była konferencja w Gdańsku, w którym przed laty padły słynne słowa “Pomożecie”

W czasie tych licznych konferencji, seminariów, spotkań czy otwartych wystaw, skrupulatnie i rzeczowo przywoływaliśmy rozmaite aspekty jego biografii i działalności publicznej .

Dekada Edwarda Gierka, co podkreślano podczas tych spotkań, ściśle wiąże się z wizją rozwoju Polski, rozwoju opartego na przemyśle z kluczową rolą robotników. Była to wizja nie pomijająca innych klas społecznych. Ta przemyślana strategia, zakładała rozwój powszechny – dla tych, którzy już korzystali z dobrodziejstw cywilizacji, a także dla tych, a przede wszystkim dla

Pokolenia 70, które dopiero wtedy dostało prawdziwą szansę społecznego i zawodowego awansu. Było to ćwierć wieku od zakończenia II wojny światowej, jednak przed wieloma osobami – ze wsi czy małych miasteczek – dopiero wtedy otworzyły się perspektywy lepszej przyszłości i wyrwania się z niełatwych, powojennych realiów.

Edwarda Gierek tworzył nowe możliwości w nowych czasach. Nie jest moim zamiarem idealizowanie minionej epoki. To jednak był to okres prawdziwych, wymiernych sukcesów – mówią o tym fakty, mówią o tym uczestniczy tamtych wydarzeń, mówi o tym pokolenie 70.

To przecież pokolenie 70, swoim umysłem i wysiłkiem budowało kraj inny, inny niż przedtem. To osiągnięcia tamtego czasu wykorzystujemy do dzisiaj – czasu, gdy sprawom społecznym i gospodarczym ton nadawał Edward Gierek. Tak było, choć wiele osób podważa te osiągnięcia. O tym nie można zapomnieć.

 

Co jednak najważniejsze, powiedzieliśmy przez to dobitnie, że “dekada Gierka” nie była czasem straconym,

Przypomnieliśmy, że była dobrym czasem dla Polski i Polaków

Dziś, po raz kolejny, pragnę podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się w obchody, dziękuję za ich organizacje i uczestnictwo

To jednak nie koniec naszej misji

O pamięć o dziele wielkiego Polaka i całego Pokolenia 70., o należyte traktowanie osiągnięć tamtej epoki, obiektywne traktowanie jej bilansu, musimy wciąż dbać, wciąż o tym przypominać

Musimy to robić, bo ta prawda wielu ludziom jest nie na rękę, chętnie wymazaliby ją z kart historii


Naszą rolą jest jej przekazanie młodszym pokoleniom, które też wiele zawdzięczają “dekadzie Edwarda Gierka”


Póki żyjemy i starcza nam sił, musimy uświadamiać, że nie był to czas stracony, ale był to okres cywilizacyjnego skoku, społecznego awansu, rosnącego dobrobytu

 


Było to układanie fundamentu dla dalszego rozwoju kraju, na którym można budować powszechną pomyślność

O tym nie możemy zapomnieć, musimy to ciągle powtarzać

 

Okazją do tych naszych wspólnych działań winny być przypadające w najbliższym czasie rocznice tj. grudniowa 10. rocznica powstania Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im.E.Gierka, oraz

przypadająca w roku 2016 , 15.rocznica śmierci E.Giereka ,40.rocznica uruchomienia produkcji w Hucie Katowice- symbolu lat 70. i 40.rocznicy powołania ZSMP

Z tego miejsca zwracam się szczególnie do Pokolenia 70. o poszukiwanie śladów tamtego okresu , o aktywny udział w organizacji wszelkiego rodzaju działań upamiętniających te ,jakże ważne wydarzenia w dziejach naszego życia-ważne wydarzenia w życiu naszego kraju.


Jeśli nie zrobimy tego my, to nikt za nas tego nie zrobi


Jestem pewien, że tego właśnie od nas oczekiwałby Edward Gierek – Zagłębiak, Polak, Europejczyk , oczekiwałby szacunku dla ludzi i ich historii.

 

Cześć jego pamięci

 

Dziękuję

… Gdzie szum Prutu, Czeremoszu

Pech prześladuje moją rodzinę od 1863 roku, kiedy to żona Aleksandra II podarowała rodzinie carów bułgarskich majątek ziemski mojej rodziny od strony matki (Kramsk) za udział pradziadka w Powstaniu Styczniowym. Następnie rodzina ze strony ojca musiała uciekać z ziem od prawieków należących do naszej rodziny, bo Polacy przeszkadzali Ukraińcom, którzy prawem kaduka wymyślili sobie samostajatielność, mordując nieświadomych niczego Polaków. których z powodów tylko sobie znanych wybrali za wrogów. Zdziczała tłuszcza dokonała tego, czego z powodów logiki wyznawanej przez ludzi cywilizowanych nie zrobili nasi książęta, do których te ziemie wraz z chłopstwem od wieków należały.

Tymczasem nasza “dyplomacja” nieustannie, dzień po dniu udaje że historia Polski i Ukrainy zaczęła się od aneksji Krymu przez Rosję. Władza ustawodawcza zajmuje się fałszowaniem historii a sejm dusząc się na obroży poprawności politycznej smaży ustawę kombinując jak bandytów nie nazwać bandytami a bezprzykładnego okrucieństwa ludobójstwem. Teraz rząd usiłuje udawać, że nic nie wie o bandyckiej przeszłości nowo powstałego (XIX w.) narodu i usiłuje pisać nową historię, co jak sądzę obok afery taśmowej będzie przyczynkiem do pożegnania rządu PO.

Kiedy podczas naszej kolejnej debaty mówiłem o trójkącie Kaliningradzkim wśród słuchaczy zapanowało ożywienie pomieszane z niedowierzaniem. Kiedy mówiłem o V. Orbanie, wśród słuchaczy panowało ledwie tłumione rozbawienie. Ale kiedy mówiłem o konieczności kontaktu i ew. rozmowach z ludźmi Cara Putina, niemal nikt nie krył oburzenia. I gdyby nie prof. P. Bożyk inicjatywa zapewne była by odrzucona. Słabe jednak było to nasze stanowisko w świetle wszechobecnego politycznego bełkotu rządu, zresztą i opozycji, którzy za wszelką cenę postanowili być bezkrytycznie poprawnymi politycznie, a jednocześnie mieszać szyki rozdającym karty w Europie.

Kiepsko wyszło ze stanowiskiem strony polskiej wobec Rosji i aneksji Krymu. Osoby mieniące się przedstawicielami narodu kompletnie kategorycznie domagali się wysokiej kary dla Putina. Nie przeszkadzało im że ogromna część społeczeństwa nie akceptowało polityki rządu wobec Ukrainy i Rosji. Pierwsza w Europie ocknęła się Francja. Kiedy policzyła, ile będzie ich kosztowało popieranie jakiejś Ukrainy, o której Francuzi nie mają zielonego pojęcia, to zaraz przestali straszyć Rosjan sankcjami, potwierdzili realizacje kontraktu na budowę dla Rosji lotniskowców. Nasi dzielni rządzący jednakże dalej rozrabiali i pan premier wymyślił koncepcje wspólnego zakupu gazu od Rosji choć nikt go o to nie prosił. Więc najpierw po łapach dał mu Guenther Oettinger komisarz ds. energetyki unijnej – nie udało się. Kontredans ten widać zezłościł panią Kanclerz, bo w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung", opowiedziała się za kontynuacją bliskiej współpracy z Rosją pomimo różnicy zdań w ocenie konfliktu na Ukrainie i rosyjskiej aneksji Krymu.

“(…)Jestem przekonana - mówi pani Kanclerz, że powinniśmy kontynuować bliskie partnerstwo z Rosją w krótszej i dłuższej perspektywie a jedynym warunkiem partnerstwa będzie zachowanie "minimum wspólnych wartości", co powinno się odzwierciedlać w konkretnych działaniach politycznych”. Merkel ponownie skrytykowała aneksję Krymu jako naruszenie prawa międzynarodowego. Rosyjską politykę określiła mianem "powrotu do myślenia w kategoriach stref wpływów rodem z XIX stulecia", ale mimo surowej oceny partnera, szefowa niemieckiego rządu nie dostrzega konieczności całkowitej zmiany polityki w stosunku do Rosji i opowiada się za dyplomatycznym rozwiązaniu kryzysu na Ukrainie. "Sankcje nie są dla nas celem samym w sobie, lecz gdy ich zastosowanie stanie się nieodzowne, to wspólnie o nich zdecydujemy" - powiedziała. Jak pisze "FAZ", pani Kanclerz nie podała żadnych szczegółów ewentualnych retorsji wobec Moskwy. Odrzuciła też sugestię sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena, który apelował do członków Sojuszu o zwiększenie wydatków na obronę. Merkel przeciwna jest też przywróceniu przez jej kraj obowiązkowej służby wojskowej. - Obywatele oczekują od nas, szczególnie w tym roku, gdy obchodzimy okrągłe rocznice wybuchu pierwszej i drugiej wojny światowej, że wykażemy gotowość do dialogu z Rosją - wyjaśniła szefowa niemieckiego rządu. Merkel nie zgodziła się z zarzutem, że UE popełniła błędy w polityce wobec Ukrainy i jest w związku z tym współodpowiedzialna za kryzys. Przypomniała, że ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz sam dążył do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i dopiero w ostatniej chwili się wycofał. Kanclerz podkreśliła, że negocjując z Ukrainą, Bruksela (Berlin) przedkładała też Rosji oferty współpracy. Należy samokrytycznie oceniać własne działania - powiedziała Merkel i dodała: "To nie zmienia faktu, że Rosja nie ma prawa naruszać terytorialnej integralności Ukrainy".

Oto klasyka gatunku. Oto przykład ilustrujący na czym polega polityka i jej kreowanie. Nie ma to nic wspólnego z włażeniem w 4/4 komu się da, bo nie każdy to lubi i wasalizm nie jest dobrze widzianą cechą polityków.

Mnożenie pomysłów na sankcję stało się śmiesznym potrząsaniem drewnianą szabelką, wszak trzeba zważać kogo się straszy. Panowie zatrudnieni przez nas na ważnych dla Polski stanowiskach rządowych powinni wiedzieć, co i po co robią , jakich skutków oczekują, bo niewątpliwie polityka winna rodzić przewidywane i oczekiwane skutki. To pewnie za trudne zadanie, więc przypomnę, że Rosja nie zniknie z mapy świata, choćby nie wiem jakie sankcje Polacy powymyślali. Co do Polski to nie ma już takiej pewności i zapewne ludzie u steru władzy, posiadający szeroką wiedzę historyczną muszą o tym wiedzieć.

Ja wiem że koledzy poprzedniej styropianowej władzy (choć i lewicowej też) pozbyli się konieczności ponoszenia odpowiedzialności za kraj likwidując cały jego potencojał ekonomiczny, więc motywacji Pani Kanclerz zapewne nie są w stanie pojąć. Ważnym powodem jest też fakt, iż niemiecka konstytucja zawiera zapis o konkurencyjności gospodarki, a to wyklucza bolszewicką urawniłowkę, również energetyczną, która jest zaprzeczeniem istoty wolnej konkurencji. Dziwne, że takie rzeczy trzeba przypominać panu premierowi twórcy Kongresu Liberalno-Demokratycznego (czyżby nie wiedział co robi?).

Kolejna zła wiadomość jest taka, że żyje społeczeństwo pracujące i kształcone nie tylko przez współczesne “ licea” “uczelnie”. Są też i inni. Ci inni zasiedlają dziś cały Dolny Śląsk. Byli i są Polakami podobnie jak kaszubi czy wielkopolanie . To przecież lud, który przed i po wojnie zaludniał polskie tereny wcielone do Ukrainy. Jeżeli rządzący panowie historycy chcą pominąć aspekty historyczne tej kwestii to proszę bardzo – wasza sprawa i waszej poprawności politycznej, bo choć rzeczywistość skrzeczy i przemilczeć się nie da - to już aspektów martyrologii narodu ignorować nikomu nie wolno.

Można zlekceważyć M. Konopnicką, hr. Aleksandra Fredrę, Tadeusza Dołęgę-Mostowicza, czy innych, ale w takich razach Naczelnik J. Piłsudski mówił tak - “Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości.” Tymczasem rząd zaczyna na nowo pisać starą historię. Nie warto! Ale podpowiem, że pomagać można temu, kto nie tylko o to się stara, ale nieustannie dąży do osiągniecia niepodległości, że wspomnę Polaków takich jak: Joachim Stefan Bartoszewicz, Kazimierz Dłuski, Roman Dmowski, Stanisław Grabski, Ignacy Jan Paderewski, Stanisław Patek, Jan Emanuel Rozwadowski, Włodzimierz Tetmajer, Józef Wielowieyski, Maurycy Zamoyski, czy Józef Piłsudski. Tą wyliczankę można ciągnąć bardzo długo

Tymczasem kiedy Prezydent Janukowicz zorientował się, co się dzieje, po prostu uciekł z kraju. Uciekł, bo widział że pogrobowcy Bandery dochodzą do władzy, a jak dojdą, to on straci głowę, więc uciekł - i wiedział co robi. Tymczasem śmieszni majdanowi przywódcy rozsiedli się na urzędach i żądają na zmianę od UE lubo od NATO ingerencji i załatwiania ich wewnętrznych spraw. Władza, która wyposażona w ustawowe kompetencje i środki (wojsko, policję) do kierowania państwem, nie jest w stanie zapanować nad bałaganem kraju, nie jest żadną władzą, ale armią kolejnych cwaniaków, którzy pragną tym razem, za aprobatą państw zachodnich, dorwać się do państwowej kasy i poszerzyć szeregi oligarchów.

Jeżeli Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma tam swój .interes niech pcha swoją kasę, ale co nam do tego bałaganu? Nasze rachunki z Ukraińcami wyglądają zgoła inaczej a dotyczą przeszłości. Wszystkie portale internetowe aż huczą z oburzenia, protestując przeciwko polityce plucia w twarz tym Polakom, którym w sposób bezprzykładnie bestialski mordowali bliskich upowskie i banderowskie bestie. Uważam, że to słuszne oburzenie, bo zanim powstanie nowy dom, konieczne jest uporządkowanie terenu, na którym on stać będzie. Tymczasem jako wdzięczność za rzeż wołyńską oferuje się pomoc humanitarną, której bandziorom z Majdanu udziela polski rząd za nasze pieniądze.

Dzieje się to wtedy, kiedy we Lwowie pod sztandarami Bandery defilują pogrobowcy UPA z Julią Tymoszenko na czele wznosząc wrogie nam okrzyki. Kiedy nasi rządzący prześcigają się z Zachodem w pomysłach na sankcje gospodarcze dla Rosji z powodu agresji na Krym, “władze” w Kijowie zakładają embargo na import naszej wieprzowiny. Kiedy nasi rządziciele z oburzeniem sztorcują V. Orbana za realizację własnych interesów, “nasi tradycyjni przyjaciele” Ukraińcy domagają się od Polski zwrotu 16 powiatów z Przemyślem włącznie. Kiedy wreszcie pani Merkel kładzie karty na stół i mówi wprost, że nie będzie żadnych sankcji wobec Rosji, my już zdążyliśmy sobie zrobić z Putina zapiekłego wroga, który nigdy nie zapomni o naszych pomysłach i wkład w rozwój “przyjaznych” stosunków bilateralnych. Kiedy oni budują pomniki upamiętniające SS Galizien i stawiają pomniki S. Banderze, pan Sikorski milczy i udaje, że nie wie co się dzieje.

Więc pytam, jak Ukraińcy zamierzają wejść do Europy, z tak wielkim bagażem “nieoclonych” dokonań? Nielegalnie?! O co u diabła chodzi? Przecież bardziej zapiekłej nienawiści, jaka miała miejsce między Niemcami a Francja, nie zna świat. Podobnie trudna historia polsko-niemiecka i wreszcie 1965 r i list polskich biskupów do biskupów niemieckich. Takie działanie było możliwe, albowiem Niemcy uznali swoją winę zbrodni ludobójstwa i nie budowali pomników ku czci hitlerowskiej machiny. To trudna historia, ale tam w pewnym momencie ktoś kogoś za coś przeprosił uznając krzywdy drugiej strony. Tu, po rzeziach dokonywanych na Polakach, u naszych ukraińskich “przyjaciół” nie ma cienia refleksji. Jest przekonanie o właściwym postępowaniu i nie ma mowy o przeprosinach, albowiem były one retorsją na złe traktowanie Ukraińców przez Polaków. To właśnie był powód do wystąpienia zbrojnego. Dzielni banderowcy swoje krzywdy mścili na bezbronnej ludności cywilnej, gdzie rabacja galicyjska Jakuba Szeli była ledwie igraszką. Przy co najmniej biernej postawie kościoła grekokatolickiego wymordowali setki tysięcy Polaków. To właśnie dzielna armia UPA spod znaku tryzuba wojowała z dziećmi, kobietami i starcami mordując ich w bezprzykładnie bestialski sposób. Zdziczałe bandy zbuntowanego chłopstwa przemienione w sotnie striłców, kpiąc sobie ze świąt Bożego Narodzenia obchodzili je we własnej wersji, tj. na choinkach w lesie zamiast bombek wieszali obcięte główki polskich dzieci a zamiast łańcuchów ich wnętrzności.

Dziś Banderze stawia się pomniki, obraża to zapisy nie tylko polskiej Konstytucji, ale Traktatu Lizbońskiego 2007 potwierdzonego Kartą Praw Podstawowych U.E. co może sugerować, że interes wchłonięcia Ukrainy przez Unię jest tak wielki, że przymyka się oko na faszystów i popełnione przez nich zbrodnie. Oto właśnie przyszli członkowie współczesnej Europy. A Polski rząd milczy! Kiedy nasz Prezydent jedzie z wizytą kurtuazyjną na Ukrainę dostaje jajkiem - nie jest to czyn pisowca, tylko członka prawego sektora, pogrobowca Bandery. Uznajemy to za nic nie znaczący incydent, choć wszyscy wiedzą, że to akt czynnej napaści nacjonalisty ukraińskiego na znienawidzonego Lacha.

A pan premier ze swoim rządem, a pan prezydent, a parlament co wyprawiają? Kiedy usłyszę od sprawujących władzę, że tereny Małopolski Wschodniej to terytorium rdzennie polskie i podobnie jak Zakarpacie jest własnością Polaków Węgrów i Słowaków. To tylko w sprawie historycznej prawdy. Inna sprawa to oferta Rosji dotycząca tych terenów. Na apel Rosji o rewizję niespełnionych obietnic Stalina w sprawie czasowej aneksji tych terenów przez ZSRR zareagował jedynie V. Orban i wydaje paszporty obywatelom Węgier, czasowo przebywających pod rządami innej administracji . Nasi udawali, że nie słyszą. I oto mamy taką sytuację. PIS wspólnie z prezydentem piszą na nowo historię Polski dla własnych partyjnych interesów. A i rząd PO słabo na te łgarstwa reaguje i ściele się na kształt podnóżka biurokracji euro i amerykańskiej, lekceważąc interesy narodowe. To też kiedyś się zemści podobnie jak zemściła się pożałowania godna nasza polityka zagraniczna w 1939 roku.

Jeszcze gorzej, że zabito w młodzieży potrzebę manifestacji patriotyzmu. Co rządziciele powiedzą dziś Lwowskim Orlętom, przepraszamy, ale mamy chwilowo inne priorytety niż wasze bohaterstwo. Aż boję się myśleć, ale w słusznie minionych czasach nikt nie uczył o rabacjach wołyńskich na Ukrainie. Tą wiedzę jak i wiele innych szczegółów historii wynosiło się z domu. Pan Komorowski powinien ją mieć, natomiast pan Premier… gdzie miał posiąść tę wiedzę? Wyjaśniałoby to bezkrytyczne i bezwarunkowe poparcie dla wszystkich pomysłów dotyczących Ukrainy oraz braku artykułowania własnych oczekiwań i roszczeń. Tymczasem to nie żadna Ukraina, ale Polska właśnie, od czasów Kazimierza Wielkiego. Wystarczy zapytać dzisiejszych Wrocławian - zabużaków którzy zostali przywiezieni ze wszystkich stron Zakarpacia, ze Stanisławowa, Tarnopola, Kołomyi , Huculszczyzny i z reszty Beskidów Wschodnich które to tereny w wyniku II wojny światowej weszły w skład radzieckiej Ukrainy i zostały oddzielone od Polski żelazną kurtyną. W ten sposób Ukraina przestała być obecna w naszej tradycji i kulturze. Ale to nie powód, aby o Niej zapomnieć tym bardziej, że to nie my uznaliśmy Ukraińców za wrogów i nie my prowadziliśmy eksterminację. Polacy byli pod ręką, wiec nas mordowano w imię własnej niepodległości uznając Polaków za cużyńców. ( obcy z ukr.) rugując nas z ziem należących do Polski od 1370 roku. Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą o czym piszę. Współczuje tym, co nie odrobili lekcji historii.

Adam Zbigniew Gusiew

O trzech generałach, którzy doprowadzili do Powstania Warszawskiego

(70-ta rocznica powstania warszawskiego)

 

 

Powstanie Warszawskie jako przejaw braku poczucia odpowiedzialności, rzetelnego, realnego rozeznania sytuacji międzynarodowej oraz militarnej na przedpolach Warszawy, a także nieudana, nieszczęśliwa demonstracja polityczno-militarna, doprowadzi w konsekwencji do jednej z największych tragedii w dziejach Polski. Już wcześniej pojawiło się wiele opinii, że należymy do grupy narodów, w których podejmuje się wyjątkowo dużo szkodliwych i błędnych decyzji. Nasze dzieje często również po czasy obecne naszpikowane są tragicznymi, szkodliwymi decyzjami. Jednakże do zawężonej świadomości historyczno-politycznej polskiego społeczeństwa prawda o tym na ogół dociera rzadko. U nas o obiektywnej prawdzie nie decydują rzeczywiste fakty lecz aktualna polityka, ideologia, propaganda i prawdą w ostateczności stają się różne stworzone mity oraz legendy, uniemożliwiające społeczeństwu wyciąganie prawidłowych wniosków z przeszłości. Różne gremia polityczne preferujące korzystne dla swoich partykularnych interesów ,,prawdy historyczne” odpowiadają zarazem za stan świadomości polityczno-historycznej polskiego społeczeństwa..

Wspominając dzisiaj po latach powstanie warszawskie, podkreśla się głównie bohaterstwo walczących powstańców. Oddając hołd poległym bohaterom, gdyż na to rzeczywiście zasłużyli, o wiele mniej wspomina się o cierpieniu ludności cywilnej, zniszczeniu miasta, a już sporadycznie o okolicznościach, które do przedwczesnego wybuchu powstania, do tej tragedii narodowej doprowadziły. Rzadko pojawiają się pytania, czy w ogóle należało wywoływać powstanie, narażać ludność i miasto na zniszczenie, gdyż nawet pomyślny militarnie jego przebieg nie wpłynąłby na zmianę kształtującej się nowej sytuacji politycznej. Czy rzeczywiście za końcową fazę okupowanej II RP należało jeszcze dodatkowo, bez sensu płacić tak olbrzymimi stratami, życiem ludzkim, cierpieniem, nie mającym w najmniejszym stopniu wpływu na zmianę stosunku tzw. Wielkiej Trójki do sprawy polskiej? Pełnej prawdy o motywach, jakimi się kierowały osoby podejmujące decyzję o wybuchu Powstania, na ogół niewiele się wspomina. O kardynalnych błędach, jakie zostały popełnione rzadko się mówi. Winą za tą tragedię obciąża się głównie - co jest oczywiste - okupanta niemieckiego, a także niekiedy i Stalina, wytykając mu, że Armia Radziecka nie przyszła powstaniu z pomocą.

Już podczas wojny wielu polskich polityków i wojskowych domagało się wyjaśnienia do końca sprawy podjęcia decyzji o wybuchu powstania, o czym większość publikacji na ten temat nie wspomina. Żądali tego m. in. członkowie podziemnego parlamentu - Rady Jedności Narodowej, Jerzy Braun (Stronnictwo Pracy), Władysław Jaworski (Stronnictwo Narodowe), gen. Anders, który uznał wybuch powstania za wielkie nieszczęście i inni.

Podejmowane decyzje przez jedną osobę lub nawet kilka mają często duży wpływ nie tylko na ich osobiste życie, ale także na los setek tysięcy i milionów ludzi. Decyzje nieprzemyślane, nierozsądne, doprowadzające do pogorszenia się, a nawet tragicznej sytuacji ludności w Polsce podejmowano dość często. Niekiedy prowokowane, manipulowane, zwłaszcza powstania w Polsce, z wyjątkiem Powstania Wielkopolskiego (1918-1919), Powstań Śląskich to właśnie przykłady takich tragedii. Oto trzej polscy generałowie, wywołując powstanie warszawskie doprowadzili do tragedii ludność a do katastrofy samą Warszawę. W dniu 31 lipca 1944 r. podjęta została decyzja dotycząca wybuchu powstania przez osoby kierujące się w swoim postępowaniu głównie emocjami politycznymi, a nie względami taktyczno-wojskowymi oraz sytuacją na froncie. Stało się to w czasie, kiedy jeszcze nie rozpoczął się manewr wojsk radzieckich okrążających Warszawę. Zdecydowana większość oficerów Komendy Głównej Armii Krajowej była przeciwko wywołaniu powstania w Warszawie.

Do wybuchu powstania doprowadzili dwaj wojskowi politycy- piłsudczycy, a nie oficerowie sztabowi - gen. Tadeusz Pełczyński oraz gen. Leopold Okulicki, którzy wymusili 31.VII.1994r. po godz. 16, przed planowanym zebraniem się KG AK, na gen. Tadeuszu Borze –Komorowskim Dowódcy AK decyzję o rozpoczęciu 1 sierpnia 1944 r. o godz.17 powstania w Warszawie. Sprawy typowo sztabowe, operacyjno-strategiczne znajdowały się nieco wcześniej w kompetencji doświadczonych, byłych oficerów armii rosyjskiej gen. Stanisława Tatara(1896-1980) Szefa Oddziału III Operacji Sztabu KG AK oraz płk Janusza Bokszczanina (1894-1973) - od 5 lipca 1944 r. zastępcy szefa sztabu KG AK. Ze względu na ich realistyczne podejście do sytuacji na froncie wschodnim oraz sytuacji politycznej zostali odsunięci z zajmowanych stanowisk. Generała Tatara w kwietniu 1944 r. wysłano do Londynu, gdzie został zastępcą Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Szefostwo operacji przestało funkcjonować, nastąpiła likwidacja tej ważnej komórki, co według szefa Oddziału V-Łączności, zastępcy szefa sztabu KG AK płk Pluty –Czachowskiego ,,fatalnie się zemściło”.

Gen. Bór–Komorowski, na którym gen. Pełczyński i gen. Okulicki wymusili podjęcie tragicznej decyzji, nie nadawał się również na sprawowanie tak ważnej funkcji - dowódcy Armii Krajowej. Jako dowódca AK wypadł fatalnie, gdyż nie miał odpowiedniego przygotowania wojskowego do pełnienia tej funkcji. Będąc kawalerzystą był głównie miłośnikiem sportów konnych uczestnicząc w olimpiadach w Paryżu, Berlinie, a przed wybuchem wojny został komendantem szkoły kawalerii w Grudziądzu. Po klęsce wrześniowej znalazł się w Krakowie, skąd zamierzał przedostać się na Zachód do Paryża, ale działacz Stronnictwa Narodowego Tadeusz Surzycki- inicjator tworzenia organizacji wojskowej - nakłonił go jako niepiłsudczyka do zaangażowania się w te sprawy i objęcie funkcji dowódcy. Utworzona w krakowskim organizacja wojskowa połączyła się z organizacją Służba Zwycięstwu Polski. I gdy się zorientowano ,że dowódca okręgu krakowskiego nie jest piłsudczykiem - przesunięto gen. Bora do Komendy Głównej AK, gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy AK, wykonując można powiedzieć jedynie specjalne zadania, ale nie o charakterze wojskowym. Gen. Bora-Komorowskiego jako dobrze wychowanego, gładkiego, inteligentnego, gen. Grot-Rowecki wykorzystywał jedynie do nawiązywania kontaktów z organizacjami politycznymi, rozmów politycznych, a nie spraw typowo wojskowych.

Po aresztowaniu gen. Grota-Roweckiego w połowie 1943 r. dowódcą AK zostaje, można powiedzieć, jego fikcyjny zastępca. W depeszy do Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego, odmawiając przyjęcia nominacji na dowódcę AK, gen. Bór uczciwie i trafnie ocenił swoje umiejętności, twierdząc: nie mam dostatecznych kwalifikacji aby wziąć na siebie taką odpowiedzialność, czuję się w obowiązku nie przyjąć zaoferowanego zaszczytnego stanowiska. Mimo odmowy objęcia stanowiska dowódcy AK wynikającej z poczucia słabych kwalifikacji wojskowych, gen. K. Sosnkowski w formie rozkazu wysłanego depeszą wymusił przyjęcie przez gen. Bora tej nominacji pisząc: ,,Sąd o Pana kwalifikacjach należy do mnie. Rozkazuję Panu objąć to stanowisko i nie życzę sobie korespondencji na ten temat”.

Nominację gen. Bora na dowódcę AK, członek KG AK płk Rzepecki uznał, za ,,tragiczne nieporozumienie”. Zresztą zdecydowana większość oficerów KG AK miała podobną opinię. Jeżeli zatem miało się poczucie braku odpowiednich kwalifikacji, to nie należało w żadnym wypadku tej ważnej funkcji przyjmować. Jednakże gen. Bór przyjmował każde stanowisko, jakie mu proponowano. Nawet pod koniec września 1944 r. na kilka dni przed zakończeniem powstania i pójściem do przyjął od polskiego rządu londyńskiego, po dymisji gen. Sosnkowskiego, zaproponowane mu nierozsądnie stanowisko Naczelnego Wodza nad wszystkimi wojskami polskimi, w tym walczącymi na froncie zachodnim.

Tak więc gen. Bór-Komorowski w sprawach wojskowych nie był osobą samodzielną. Ważne decyzje wojskowe nie były jego osobistymi decyzjami. Uczestnik i znawca powstania warszawskiego Jan Ciechanowski zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do gen. T. Pełczyńskiego:,, Niech pan powie, kto dowodził Armią Krajową?. Dlaczego pan pyta?. Bo mówią, że pańska żona dowodziła. Nie. Komorowski dowodził. Ale myśmy go podtrzymywali i pomagali podejmować decyzje”. Właśnie silne naciski osobiste gen. Pełczyńskiego i gen. Okulickiego - zwolenników jak najszybszego rozpoczęcia powstania, spowodowały wydanie przez gen. Bora przedwczesnego tragicznego w swych skutkach rozkazu. Według płk dypl. Leona Mitkiewicza - w latach 1940-1942 szefa Oddziału II i zastępcy szefa sztabu Naczelnego Wodza w latach 1943-1945 przedstawiciela Naczelnego Wodza w Połączonym Komitecie Szefów Sztabów w Waszyngtonie - ocena wyglądała następująco: ,, Jeśli chodzi o moją opinię o ś. p. gen. Komorowskim, to zaliczam go do pierwszej klasy gentelmanów niemal do rycerzy. Kawalerzysta. Ale opinii o nim jako dowódcy Armii Krajowej, nie mogę panu przekazać”.

Na posiedzeniu Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari 30.10.1944 r., na którym rozpatrywano sprawę nadania odznaczenia II klasy gen. Bór- Komorowskiemu, znajdującym się w niewoli niemieckiej, jej Kanclerz gen. broni Lucjan Żeligowski między innymi stwierdził: “Powstanie zakończyło się tragicznie. Zaczęło się za wcześnie. Nie wiem, czy powstanie nawet dzisiaj winno się zacząć. Pomyłka ta doprowadziła do katastrofy. Czyja to wina? Niedoświadczenie dowództwa, a później straszna tragedia. Ja np. będę głosować za odłożeniem wniosku, ponieważ nie widzę racji w pośpiechu odznaczenia. Nie widzę, kto rozkazał robić powstanie. Czy zrobił to Bór sam - czy otrzymał rozkaz? Jeżeli Bora mamy odznaczać, to musimy go widzieć czystym. Mam przeświadczenie, że po wojnie każdy z nas powinien się dowiedzieć o prawdzie powstania i rozkazu, kto go wydał. Przecież i w 1939 r. wojsko i ludność Warszawy z Prezydentem Starzyńskim walczyła, a Prezydent Stefan Starzyński nie został dotychczas odznaczony. Czemu dzisiaj taki pośpiech z Borem?”. Po naciskach politycznych, w sprawie przyznania gen. Borowi-Komorowskiemu Orderu Wojennego Virtuti Militari II klasy, gen. Żeligowski zrezygnował z funkcji Kanclerza Kapituły.

Wywierający presję na gen. Borze-Komorowskim gen. Tadeusz Pełczyński (1892-1986) należał w młodości do Związku Strzeleckiego, Związku Walki Czynnej, walczył jako piłsudczyk, legionista przeciwko państwom ententy, wspierał państwa centralne- Niemcy i Austro-Węgry. W okresie międzywojennym pełnił między innymi obowiązki szefa wywiadu, II Oddziału Sztabu Głównego Wojska Polskiego i w rozmowach w dniu 26.05. 1936 r. oraz 30.05.1937 r. z szefem francuskiego II Oddziału płk Gauche deklarował ścisłą współpracę z Niemcami hitlerowskimi. Uważał że: ,,istnieje wiele wspólnych cech (points communs) między mentalnością polską i mentalnością niemiecką i że w płaszczyźnie duchowej nic podstawowego nie odgradza tych dwóch krajów”. W czasie okupacji był komendantem Okręgu Lublin Związku Walki Zbrojnej, a następnie szefem sztabu KG AK i zastępcą dowódcy AK (10.09.1943-02.10.1944). Dezorganizował Komendę Główną i jej funkcjonowanie. I na przykład trzy dni przed wybuchem powstania zdjął ze stanowiska kwatermistrza KG AK płk dyp. Zygmunta Miłkowskiego (ps.Denhoff) i wysłał do Łodzi na dowódcę obszaru Zachodniego.

Mimo ,że gen. Pełczyński nie posiadał odpowiednich kwalifikacji operacyjno-sztabowych, dążył do objęcia funkcji Komendanta AK. Co prawda to mu się nie udało ale jak twierdzi Szef Biura Informacji i Propagandy płk Jan Rzepecki ,,w ciągu kilku miesięcy stał się faktycznym dowódcą”. Według płk Rzepeckiego był osobą skrytą, rzadko zabierającą głos podczas odpraw, nie przedstawiającą własnych opinii. Miał w ogóle trudności z podejmowaniem decyzji , a szczególnie w nagłych sytuacjach. Łatwo ulegał wpływom bliskich osób, które odpowiednio umiały sprzedawać mu własne zdanie, jakby pochodziło od niego. “Głową” polityczną gen. Pełczyńskiego miała być jego żona Wanda, przedwojenna posłanka do Sejmu z okręgu wileńskiego. Zdaniem gen. Tatara, jako piłsudczyk gen Pełczyński ,, nie był demokratą i wzorem swojego mistrza przedkładał zamachy stanu nad kompromisy”.

O małej wiedzy gen. Pełczyńskiego w sprawach operacyjnych świadczy chociażby współudział w drugiej tragicznej próbie przedarcia się w rejonie Dworca Gdańskiego na Starówkę w dniach 21-22 sierpnia oddziałów z Kampinosu nie doświadczonych w walkach w mieście, ponoszących olbrzymie straty, niepotrzebnie wykrwawionych. Już wcześniej dowódcy po zapoznaniu się z planami akcji domagali się, żeby oddziały żoliborskie zaprawione w walkach w mieście, znające teren, wykonały natarcie, a oddziały leśne zakłócały niemieckie szlaki zaopatrzeniowe. Po przybyciu na Żoliborz gen. Pełczyński wpływa podobnie, jak płk Jan Ziemski (1895-1974),,Wachnowski” dowódca ,,Grupy Północ”, na płk Mieczysława Niedzielskiego(1897-1980) ,,Żywiciela , żeby oddziały z Kampinosu ponowiły frontalny atak i nie przemieszczały się na Starówkę podziemnymi kanałami. Sam gen. Pełczyński oraz doświadczony w walkach miejskich 250 osobowy oddział powstańców mający wzmocnić oddziały z Kampinosu przedostali się na Żoliborz kanałami.

Początkowo gen. Pełczyński miał kierować natarciem, mimo że nie przeprowadzono należytego rozpoznania przeciwnika. Następnie z tej roli się wycofał oraz wycofano z ataku w rejonie Dworca Gdańskiego również oddział powstańczy- staromiejski, który przybył na Żoliborz kanałami. ,,Żywiciel” uważał ,że oddziały leśne z Kampinosu same dadzą sobie radę, a przecież Niemcy doskonale orientowali się w sytuacji. Wiedzieli o zrzutach broni w Kampinosie, marszu oddziałów z Kampinosu na pomoc Starówce i doskonale się przygotowali, ustawiając na tym 300 metrowym odcinku zasieki, w bliskich odstępach karabiny maszynowe, na torach pociąg pancerny oraz kierowali ogień artyleryjski z Cytadeli i Burakowa. Doszło do masakry oddziałów z Kampinosu, chociaż mogły przedostać się na teren Starówki kanałami. Ale na tym frontalnym ataku zależało zwłaszcza gen. Pełczyńskiemu. Ten atak miał być materiałem do komunikatów radiowych, wskazujących, że już pierwsza pomoc z kraju do Warszawy dotarła. Naiwny generał przekonany był, że Europa i świat walkę powstańczą w Warszawie obserwują i im więcej się krwi polskiej przeleje tym sprawa polska nabierze większej wagi na arenie międzynarodowej.

Najbardziej angażował się w wywołanie powstania gen. Leopold Okulicki (1898-1946). Mimo, że nie nadawał się do pracy konspiracyjnej, gen. Pełczyński wyznaczył go po powrocie do kraju 22 maja 1944 r. szefem konspiracyjnej organizacji ,,Nie” na terenach zajętych przez wojska radzieckie. Już na samym początku wojny, prowadząc działalność konspiracyjną jako komendant Służby Zwycięstwu Polski i Związku Walki Zbrojnej w Okręgu Łódzkim, nie zachowując ostrożności bardzo szybko został zdekonspirowany i tylko szczęśliwym trafem zdołał uniknąć aresztowania, uciekając do Warszawy. Podobnie zachowywał się we Lwowie, gdzie został wysłany w listopadzie 1940 r. na własną prośbę w celu odbudowy zlikwidowanej przez NKWD siatki konspiracyjnej. W krótkim czasie w ciągu niecałych 3 miesięcy od przyjazdu, w dniu 23 stycznia 1941 r. został aresztowany.

NKWD przez cały ten okres pozwoliła mu pracować w celu ustalenia jego różnych kontaktów. Płk Okulicki, zamiast budować nową siatkę konspiracyjną całkowicie odciętą od starej wszedł jednak w bezpośredni kontakt z kilkoma członkami wcześniejszej organizacji, nie zastanawiając się nad tym, czy znajdujący się na wolności są inwigilowani. Jego niecierpliwy charakter nie pozwalał mu na postępowanie zgodne z zasadami konspiracji. Oficer NKWD, który aresztował płk Okulickiego, powiedział do jego kolegi , że, nigdy nie spotkał wśród przywódców podziemia człowieka tak naiwnego i równie upartego. Mimo takiego zachowywania płk Okulickiego w różnych sytuacjach i okolicznościach, Naczelny Wódz gen. Sosnkowski wysłał go w maju 1944 r. do kraju i od tego momentu mianowany był generałem. Gen. Sosnkowski zlecił płk Okulickiemu nastawianie wrogo AK i miejscowych polityków wobec nie piłsudczykowskiego polskiego rządu w Londynie i ograniczenie do minimum działań zbrojnych przeciwko Niemcom, a więc nie podejmowanie działań powstańczych oraz tworzenie organizacji konspiracyjnej, działającej na terenach wyzwalanych przez Armię Czerwoną.

Według płk Iranka- Osmeckiego (1897-1984) szefa Oddziału II KG AK nastawiony wrogo do rządu londyńskiego gen. Okulicki twierdził, ,,że jeśli Mikołajczyk zawrze porozumienie z PKWN i zgodzi się utworzyć nowy rząd z ministrami komunistycznymi… to wówczas powinniśmy stawić opór…” W tym okresie premier Mikołajczyk o tym wcale nawet nie myślał, odrzucając w Moskwie na początku sierpnia 1944 r. propozycje Stalina o utworzeniu wspólnego rządu składającego się z przedstawicieli polskiego rządu londyńskiego i PKWN-u, z czego niezadowolony był Winston Churchill. Znawca powstania warszawskiego Jan Ciechanowski zwrócił się z zapytaniem do gen. Stanisława Kopańskiego, dlaczego gen. Sosnkowski na misję do kraju wysłał właśnie gen Okulickiego. Gen Kopański odpowiedział: ,,Gdyby Naczelny Wódz zapytał mnie o opinię, to wystawiłbym Okulickiemu taką, że nigdy by nie poleciał. Podobno na odprawach Komendy Głównej AK zachowywał się histerycznie, krzyczał na, Bora. Namawiał też Iranka-Osmeckiego, żeby meldował tak, aby powstanie wybuchło. Parł do niego za wszelką cenę”. Zdaniem również gen. Bora-Komorowskiego ,,Okulicki był bardzo impulsywnym i zaciętym oficerem… szybko się decydował. To był ktoś: to był chłopak do wypitki i do wybitki. To był chojrak. Lubił pić i bawić się - twierdził płk Bokszczanin – był jak byk, który umiał tylko rzucać się na wszystkie czerwone płachty, którymi wymachiwano mu przed nosem…”. Natomiast dwie główne namiętności gen. Okulickiego według gen. Pełczyńskego to: miłość do Polski i nienawiść do Rosji Sowieckiej. Nienawiść ta była tak gwałtowna, że Anders…, musiał odwołać go z funkcji szefa sztabu Armii Polskiej w ZSRR.

Po przyjeździe do kraju Okulicki próbuje odegrać główną rolę w AK, nie mając niestety autorytetu gen. Grota-Roweckiego, inteligencji gen. Tatara, ścisłego i precyzyjnego sposobu myślenia, dyscypliny klasycznego oficera sztabowego. Dążył również do zmian na najwyższych stanowiskach polskiego podziemia, próbując je obsadzić ludźmi byłej sanacji i pozyskać nawet ludowców, co było mało realne. Podczas powstania - relacjonował płk Pluta-Czachowski - zaprosił jego oraz płk Iranka-Osmeckiego na koniak. Szef sztabu KG Batalionów Chłopskich Kazimierz Banach, opowiadał o tym że w czerwcu w prywatnym mieszkaniu na Polnej 40 odbyła się całonocna biesiada, uczestniczyli Banach, Rzepecki, Okulicki i Bień. Okulicki dowodził, że Jankowski i Bór nie zdolni są do decyzji i sprawowania władzy, że trzeba ich odsunąć i wprowadzić władzę ludowcowo-akowską. Na komendanta wysuwał Pełczyńskiego. Oburzona tą ostatnią propozycją Piasecka, która dyżurowała w sąsiednim pokoju, miała przerwać wywód Okulickiego i zgasiła tą nocną rodaków naradę”.

Wywołanie powstania interesowało również stronę niemiecką. Głównie niemiecka wyższa kadra oficerska, generalicja, wywodząca się zwłaszcza z junkierstwa pruskiego zainteresowana była tą sprawą. Liczyła na pewne korzyści polityczno-militarne nie tylko ze względu na wyeliminowanie Hitlera (zamach 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu), ale i wybuch powstania w Warszawie. Strona niemiecka przewidywała, że nie wyzwolenie przez Armię Radziecką powstańczej Warszawy miało wpłynąć na wzrost nastrojów antyradzieckich, pogorszenie się stosunków zachodnich aliantów z ZSRR, co ułatwiłoby Niemcom podpisanie w miarę korzystnego, podobnego jak w listopadzie 1918 r. zawieszenia broni, kapitulacji wyłącznie na froncie zachodnim. Po podpisaniu kapitulacji na zachodzie, w której to sprawie toczyły się tajne rozmowy wywiadów, Niemcy planowali skierowanie wszystkich swoich sił zbrojnych z zachodu na front wschodni w celu utrzymanie linii frontu na przedpolu Prus Wschodnich i Wiśle.

Niemcy również dobrze orientowali się, że powstańcza Warszawa nie zostanie wyzwolona w najbliższym okresie, gdyż trwająca 39 dni ofensywa I Frontu Białoruskiego już się wyczerpywała. Front przesunął się o 470 km na zachód i miał zatrzymać się po zajęciu Białegostoku, Lublina, Przemyśla i Lwowa, gdyż linie komunikacyjne były bardzo wydłużone, magazyny z amunicją, składy materiałowe, większość szpitali pozostały daleko w tyle. Ofensywa radziecka w ramach operacji ,,Bagration” na odcinku środkowej Wisły już się wyczerpała, co uniemożliwiło okrążenie i wyzwolenie Warszawy. Zresztą Niemcy umocnili linie frontu na Wiśle oraz przed Prusami Wschodnimi i na wschód od Warszawy umieścili doborowe dywizje pancerne takie jak ,,SS-Wiking”, ,,Tofenkof”, ,,Hermann Göring” itd. W tym czasie również przygotowywana była od dłuższego czasu wielka ofensywa armii radzieckiej na południu Europy w kierunku Bałkanów, która rozpoczęła się w sierpniu 1944 r.

To, że Warszawa skazana została na zaplanowaną tragedię uznał również ambasador USA przy rządzie polskim w Londynie, a później w Warszawie . W 1948 roku pisał między innymi:,, Możliwe, że gen. Bór był łatwowierny. Lecz któż mógł przypuszczać, iż są ludzie tak wyrachowani, aby obmyślić zasadzkę, która pochłonie 250 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci”.

 

Jacek Smolarek

Na śmierć Polskiego generała, Wojciecha Jaruzelskiego herbu Ślepowron – Korwin

Nie ma nic bardziej pokręconego niż losy polskich patriotów. Już sama definicja patrioty ma w naszej etymologii biegunowo różne konotacje, co daje możliwość skrajnie różnych ocen i opinii w tej samej sprawie. Zadaniem badań etymologicznych jest odtworzenie wyrazu, wykrycie pierwotnego znaczenia, wyjaśnienie jego rozwoju semantycznego i objaśnienie struktury morfologicznej. Rozbieżne zdania w tej kwestii upoważniają mnie do rezygnacji z formułowania kwiecistych peanów. Dlatego zamiast panegiryków czy epitafiów tych słów kilkoro niech będzie moją opinią w sprawie postawy Generała.

Na początek dla porządku. O zasługach nie będzie, ale to co wykonał IPN w sprawie pochówku generała, prezydenta, premiera powinno być przyczyną natychmiastowej likwidacji tej szkodliwej społecznie instytucji, która nieustannie kompromituje siebie i Polaków, w dodatku robi to za nasze budżetowe pieniądze. Na jakiej podstawie to stado pokręconych politykantów ośmiela się wyrażać stanowisko w tej sprawie? Kim jest ta efemeryda? INKWIZYCJĄ?!

Wyobraźmy sobie że podobne dokonania jak generał miałby pan prezydent Kaczyński. Wtedy IPN postulowałby jak sądzę zbudowanie drugiego Wawelu, bo sąsiedztwo grobów królewskich uwłaczałaby “godności” jegomości. Mam prawo do takiego stanowiska, bo o zmarłych albo dobrze albo wcale, więc ja korzystam z prawa do słownej retorsji w kwestii zasadniczej. Otóż pomijam wszystkie aspekty kwestii patriotycznej prócz tej, że rzecz dotyczy polskiego szlachcica. Zgodnie z wykładnią IPN generał Jaruzelski nie ma prawa do pochówku na cmentarzu wojskowym z ceremoniałem państwowym.

Gen. W. Jaruzelski miał wiedzę o nieskutecznych działaniach patriotów z Czech, Węgier i Niemiec. Zaordynował więc własną wersję rozstania się z ZSRR. Jak się okazało, obrana polityka była nie tylko skuteczną, ale i bezkrwawą, co jak sądzę najbardziej rozsierdziło “opozycjonistów”, bo co to za zwycięstwo nad mocarstwem, które nie było okupione choćby zniszczeniem miasta czy hekatombą ludności cywilnej. Brak ofiar upoważnia rodzimych bez mózgów choć z tytułami szacownych uczelni do twierdzenia, że wielki czerwony oddał władzę bo chciał i nic do tego Jaruzelskiemu.

Dziś każdy może głosić swobodnie brednie jakie mu tylko przyjdą do głowy. Musi wszak pamiętać, że to zasługa Jaruzelskiego właśnie, bo gdyby Polska miała jakiegoś Nicolae Ceaușescu czy Todora Żiwkowa, który w połowie lat sześćdziesiątych złożył Nikicie Chruszczowowi propozycję włączenia Bułgarii w skład ZSRR, lub Gustava Husaka nie akceptującego przemian praskiej wiosny, popierającego interwencję wojsk Układu Warszawskiego w sierpniu 1968 r., skutkiem czego został przywódcą Komunistycznej Partii Czechosłowacji, a w 1975 r. prezydentem kraju, wtedy tzw. opozycjoniści byliby szczęśliwi, ale chyba wcześniej martwi.

Tylko że szlachcic nigdy się nie zniży się do zdrady własnego narodu, i nikt jej Jaruzelskiemu nie przypisze, wszak wystarczyło mieć nie Jaruzelskiego a Husaka i już radziecka grupa armii północ stacjonująca wzdłuż zachodniej granicy Polski od Świnoujścia do Zgorzelca - pół miliona mołojców - nim by się ktoś obejrzał, zajęłaby Warszawę nie od wschodniej a od zachodniej granicy. I trzask prask cała opozycja razem z IPN-em wąchała by kwiatki od spodu. Wtedy można by męczennikom stawiać pomniki, martyrologia lepsza od tej z Powstania Warszawskiego, tylko nie wiadomo czy byłoby komu obchodzić te święta.

Tę wersję wydarzeń IPN-owcy odrzucają jak zadżumioną szmatę i wykazują nagle dobrą wolę tych, z którymi od wieków Polska wojowała. O wojowaniu też trzeba mieć pojęcie. IPN go nie ma. Jak się okazało, jedynie generał Jaruzelski wśród przywódców krajów demokracji ludowej miał tę umiejętność, której Mu IPN dziś odmawia, ergo odmawia należnych zasług. Generał był postacią “wielobarwną”, ale nie zdrajcą czy też mordercą. Kierownicze funkcje w państwie niedemokratycznym to wyjątkowo trudne zadanie. Jeśli cię gówno otacza, musisz się nim ubabrać i nie ma innej rady.

Polityka to zajęcie brudne i na pewno nie uprawiają jej ministranci (choć Jaruzelski kiedyś nim był). Polityka i czyste ręce to herezja, ale ręce można umyć a dziwką trzeba się urodzić i z całą pewnością nie był nią szlachcic, prezydent i premier naszego państwa, jak na razie ostatni mąż stanu generał Wojciech Jaruzelski.

Cześć Jego Pamięci

Adam Gusiew Zbigniew

Nasze miasto – Warszawa

6 maja w siedzibie Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka odbyła się debata samorządowa z udziałem Piotra Guziała, kandydata na prezydenta Warszawy w listopadowych wyborach samorządowych. Spotkanie przy wypełnionej sali prowadził prof. Paweł Bożyk, Przewodniczący ROG przy współudziale Edmunda Kęsickiego, Krajowego Sekretarza Wykonawczego ROG. Na wstępie prof. Paweł Bożyk przedstawił gościa oraz nakreślił jego sylwetkę jako postać od dawna związaną z lewicą.

Piotr Guział w swym credo przedstawił się jako człowiek, działacz polityczny i samorządowy. Działalności samorządowej na rzecz Warszawy postanowił poświęcić się bez reszty. Chcę Warszawę zwrócić Warszawiakom – deklarował w swym wystąpieniu. Przedstawił plan modernizacyjny na tle wizji rozwoju naszego miasta. Zwrócił uwagę na wielkie, a niedostateccnie wykorzystane możliwości w tej kwestii i przerosty administracyjne w Ratuszu powodujące zatory decyzyjne. Zapewnił, że będzie dążył nie tylko do pozyskiwania środków dla rozwoju tkanki urbanistycznej, ale i działał na rzecz racjonalizacji wydatków.

Dyskusja była rzeczowa i merytoryczna. Każdy z zabierających głos starał się przedstawić problemy nurtujące jego środowisko. Z tych głosów można było stworzyć mapę potrzeb inwestycyjnych, ale i społecznych Warszawy i jej mieszkańców. Gość spotkania starał się odpowiedzieć na każde pytanie, a także przedstawiać swoje stanowisko w każdej poruszanej kwestii. Może dlatego zebranie zaplanowane na dwie godziny przeciągnęło się do ponad trzech godzin. Po spotkaniu wielu uczestników wyrażało swoje zadowolenie z wysokiego poziomu debaty oraz przygotowania merytorycznego kandydata na urząd prezydenta miasta stołecznego Warszawy.

Gdyby nie PRL?

Urodziłem się jeszcze w II RP we wsi Kaczyna w Beskidzie Małym, pod górą Garncarz, na której szczycie stał i dalej stoi żelazny krzyż, który miał przynosić szczęście i błogosławieństwo dla mieszkańców tych okolic. Ta moja wieś miała około 60 chałup, które w 90% składały się z części mieszkalnej i gospodarczej. Część gospodarcza stanowiła jedno pomieszczenie podzielone na oborę, chlew, kurnik i stajnię, jeśli był w gospodarstwie koń. Część gospodarcza od mieszkalnej oddzielona była sienią, zaś mieszkalna składała się z kuchni i sypialni. W kuchni koncentrowało się życie całej rodziny, a także życie towarzyskie sąsiadów. W tym pomieszczeniu znajdowały się piec kuchenny, piec chlebowy, stół i ławy, na których przygotowywało się i jadło posiłki, a także służyły do innych czynności gospodarczych a nawet towarzyskich. W takiej chałupie mieszkała rodzina wielodzietna, wielopokoleniowa (dziadkowie, ojcowie, dzieci). Na zewnątrz było podwórko, na którym było miejsce na gromadzenie obornika i miejsce ustronne dla załatwiania potrzeb fizjologicznych.

W wiosce były dwa obiekty publiczne: budynek szkolny i kaplica, w której raz w miesiącu odprawiał mszę ksiądz przywieziony, furmanką chłopską zaprzęgiem dwóch koni, z parafii oddalonej o 8 km. W pozostałe niedziele miesiąca wszyscy mieszkańcy, pod groźbą grzechu, uczestniczyć musieli we mszy w kościele parafialnym w Choczni.

W budynku szkoły mieściła się jedna sala lekcyjna i dwu pokojowe przeznaczone dla nauczyciela. Szkoła ta zapewniała wykształcenie powszechne czteroklasowe w czasie siedmioletniego obowiązku szkolnego. Proces nauczania trwał 7 lat i miał następujący przebieg: klasy były łączone pierwsza z drugą, trzecia z czwartą. Do pierwszej klasy chodziło się jeden rok. Jeśli uzyskało się promocję to do drugiej klasy i też chodziło się jeden rok, ale pod warunkiem, że uzyskało się promocję do klasy trzeciej. Do klasy trzeciej chodziło się przez dwa lata. Jeżeli po dwóch latach uzyskało się promocję do klasy czwartej, wtedy przez trzy lata chodziło się do niej i kończyło wykształcenie powszechne. Nie oznacza to, że młodzież kończąca 14 lat zdobywała to czteroklasowe wykształcenie.

Głównym źródłem wiedzy dla mieszkańców naszej wioski była czteroklasowa szkoła, ambona, ale najwięcej wiedzy o świecie przywozili młodzi mężczyźni, którzy odbyli obowiązkową służbę wojskową oraz osoby, które powracały z tzw. saksów, czyli prac sezonowych w Niemczech, Francji lub innych rejonach Polski.

Znacząca poprawa w zakresie szkoły powszechnej nastąpiła na przełomie lat 1946/47, za sprawą rodziny nauczycielskiej państwa Weroniki i Stanisława Rachwałów. Przyjechali do Kaczyny w ramach przesiedlenia z Kresów Wschodnich II RP. Byli wspaniałymi, kochającymi swoją pracę z dziećmi i ich rodzicami. Jeden z dwóch pokoi mieszkania nauczycielskiego przeznaczyli na klasę szkolną. Stworzyli minimalne warunki do funkcjonowania szkoły siedmioklasowej. Oprócz nadmiernych obowiązków szkolnych, rodzina ta dodatkowo prowadziła kursy wieczorowe dla analfabetów, a także organizowali pewne formy pracy kulturalnej wśród ludności. Jednym z ważnych efektów tej pracy było to, że wieś Kaczyna, już w roku 1949 mogła się poszczyć tym, że zlikwidowała pierwsza w Polsce w swoim społeczeństwie analfabetyzm. Uroczystości z tej okazji pokazano w Polskiej Kronice Filmowej.

Dzięki takim nauczycielom, jak państwo Rachwałowie, a także Dzięki kuratorium oświaty w Wadowicach, które skierowało dodatkowego nauczyciela do szkoły w naszej wsi, udało mi się zdobyć wykształcenie podstawowe (7 klas szkoły).

Z kolei dzięki obowiązującej w tym czasie zasadzie “nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” zostałem przyjęty do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Olsztynie.

W szkole tej, oprócz rzemiosła wojskowego, mieliśmy zajęcia ogólnokształcące z zakresu gimnazjum, ale też kształtowany był wielki patriotyzm. Może o tym świadczyć fakt, że w czasie tzw. wypadków węgierskich kilkuset podchorążych naszej Szkoły oddało krew, w szpitalu wojskowym w Olsztynie, dla braci węgierskich.

W latach 1956/57, wyniku zmian strukturalnych w Wojsku Polskim, Oficerska Szkoła Artylerii została rozwiązana, ja w stopniu ogniomistrza zostałem na własną prośbę zwolniony do cywila. Jednak już w lipcu 1957 roku, ciągnęło wilka do lasu, zgłosiłem się na ochotnika do nowopowstającej formacji w WP - dywizji powietrzno - desantowej w Krakowie. Stałem się tu komandosem, szkolonym między innymi przez oficerów z brygady gen. Sosabowskiego. wspaniałych dywizji wśród wspaniałych dowódców przeżyłem najpiękniejsze przygody żołnierskie, ale również ci wspaniali dowódcy umożliwili mi ukończyć liceum ogólnokształcące dla pracujących i uzyskać świadectwo maturalne.

Po uzyskaniu upragnionego świadectwa maturalnego, otwarta została dla mnie droga na studia wyższe. W tym samym roku zdałem egzamin i zostałem przyjęty na studia zaoczne do Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Krakowie. W następnym roku pojawiła się możliwość studiowania w systemie stacjonarnym w Wojskowej Akademii Technicznej. W tej wspaniałej uczelni uzyskałem stopień oficerski WP, a po pięciu latach ukończyłem studia i zostałem magistrem inżynierem. Pracę dyplomową obroniłem z wyróżnieniem. W pracy tej wszystkie obliczenia inżynierskie wykonałem na EMC, czyli na elektronicznej maszynie cyfrowej, bo tak wtedy, w połowie lat sześćdziesiątych, nazywano komputery. Były to urządzenia, dla obecnie żyjących niewyobrażalne. Jedno z pierwszych zainstalowanych Polsce było w WAT o nazwie URAŁ. Jego parametry techniczne to: gabaryty – kilka metrów sześciennych, pamięć operacyjna to lampy elektroniczne, a jej pojemność - 4096 słów 36 - bitowych, urządzenie wejścia to czytnik taśmy papierowej, wyjścia to urządzenie dziurkujące taśmę papierowa dalekopisową, która była nośnikiem do drukowania tekstu na dalekopisie.

Z dzisiejszego punktu widzenia były to urządzenia prymitywne. Ówczesna kadra naukowa była jednak pewna, że ten rodzaj techniki stanowić będzie podstawę rewolucji naukowo – technicznej. Między innym dlatego w WAT już 1967 powołano instytut uczelniany o nazwie Instytut Automatyzacji Systemów Zarządzania (IASZ), którego głównym celem było przygotowanie kadr, metodologii projektowania i wdrażania systemów przetwarzania danych. W tymże Instytucie, a później Wojskowym Instytucie Informatyki spędziłem życie zawodowe i naukowe, gdzie między innymi obroniłem dysertację doktorską i kierowałem wieloma zespołami naukowo – badawczymi.

Oprócz życia zawodowego miałem i mam udane życie rodzinne. Tuż po studiach poznałem moją późniejszą żonę, która też wywodząc się z wielodzietnej, biednej rodziny Podkarpacia, skończyła wydział lekarski na krakowskiej Akademii Medycznej. Stworzyliśmy rodzinę 2+3, dwie córki i syn, wszyscy są absolwentami warszawskich uczelni (UW, AM, SGH).

To wszystko, w głównej mierze, zawdzięczam odpowiedniej polityce społecznej, realizowanej przez Polską Rzeczpospolitą Ludową.

Dr inż. Odylon Gawęda

“...POMOŻECIE?” – “POMOŻEMY!” Edward Gierek

Pod takim hasłem, w dniu 17 marca 2014 roku odbyła się w Gdańsku konferencja w ramach podsumowania obchodów 100 rocznicy urodzin Edwarda Gierka, byłego I Sekretarza KC PZPR. Konferencję zorganizowali: Sojusz Lewicy Demokratycznej, Klub Współczesnej Myśli Politycznej, Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, Społeczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka. Obrady prowadził prof. Wojciech Lamentowicz, Prezes Klubu Współczesnej Myśli Politycznej przy współudziale Zbigniewa Sowy, Pełnomocnika Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka oraz Przewodniczącego Zespołu Organizacyjnego.

Na wstępie odczytany został list od prof. Adama Gierka, posła do Parlamentu Europejskiego, w którym zostało zawarte podziękowanie dla organizatorów i uczestników konferencji.

Referat “Dekada Edwarda Gierka” wygłosił prof. Paweł Bożyk, Przewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. “Stosunki polsko-amerykańskie w latach siedemdziesiątych” omówił prof. Longin Pastusiak, Honorowy Prezes Klubu Współczesnej Myśli Politycznej. Wątki “Dekady rozwoju” przedstawił Henryk Wojciechowski, Wiceprezydent Miasta Starogard Gdański. Problemy “Polityki społecznej lat siedemdziesiątych” nakreśliła Jolanta Banach, Radna Miasta Gdańsk.

Podsumowanie Roku Społecznego Edwarda Gierka wygłosił Zbigniew Sowa. Przyjęto specjalną uchwałą dwa apele:

“Apel o rzetelną prawdę historyczną” przedstawił Andrzej Ziemski, Prezes Stowarzyszenia Ruch Społeczny “Praca – Pokój – Sprawiedliwość”.

“Apel o aktualizację i wdrożenie do realizacji Programu Wisła” odczytał Eugeniusz Wypijewski, Wiceprzewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka.

W dyskusji zabierali głos uczestnicy pamiętnego spotkania z Edwardem Gierkiem, były także pytania do autorów referatów.

W części końcowej konferencji kandydatów do Parlamentu Europejskiego przedstawił Jerzy Śnieg, Przewodniczący Pomorskiego SLD, a informację o działaniach Sztabu Wyborczego – Franciszek Potulski.

Konferencja gdańska była końcowym akcentem obchodów 100 rocznicy urodzin Wielkiego Polaka i Przywódcy Polski – Edwarda Gierka. Obchody te w ciągu ostatniego roku odbyły się w wielu miastach Polski zawsze wzbudzając duże zainteresowanie i gromadząc rzesze uczestników. Świadczy to o tym, że osoba Edwarda Gierka i dokonania jego dekady są żywe w pamięci społeczeństwa polskiego.

 

Oprac. Mieczysław Kozłowski

 

 

Przedstawiamy wystąpienie Zbigniewa Sowy, współorganizatora Konferencji “Edward Gierek – dylematy przeszłości, wyzwania przyszłości”.

 

Witam Państwa –

 

szczególnie witam świadków lat 70-tych minionego wieku, aktywnych uczestników życia społeczno- gospodarczego, nauki i kultury, witam kol. i kol., z którymi w latach DEKADY EDWARDA GIERKA, miałem zaszczyt działać i współpracować.

Zapewne, wielu z Państwa miało dylemat: Po co ta konferencja?, co to nam da?

W moich bezpośrednich rozmowach z wieloma osobami, w tym ludźmi lewicy, spotykałem się właśnie z tego i podobnego rodzaju pytaniami: po co Ci to potrzebne? Kogo dzisiaj interesuje Dekada Gierka?

Tego rodzaju pytania, moim zdaniem, można z całą odpowiedzialnością porównać do pytaniaPO CO JEST POTRZEBNA LEWICA ?

Na tak postawione pytania, może być tylko jedna odpowiedź – przeciwstawić się prawicy w imię prawdy. Pozwólcie Państwo, że posłużę się słowami piosenki Czesław Niemena.

Dziwny ten świat, dziwne jest to, że od tylu lat, człowiekiem gardzi człowiek, … czasem aż wstyd przyznać się.
że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem.

Dlatego my, Ludzie lewicy nie możemy pozwolić na zakłamywanie historii dla doraźnych interesów rządzących. Nie możemy pozwolić, by upowszechnianie kłamstwa nt. PRL-u i Dekady Edwarda Gierka, zadomowiło się na trwale w umysłach młodzieży. Jesteśmy to winni naszym ojcom i braciom, którzy przelewali krew, wylewali hektolitry potu na placach budów całej Polski. Także tu, w naszym województwie. Winni jesteśmy naszym rodakom, którzy w DEKADZIE GIERKA faktycznie zbudowali DRUGĄ POLSKĘ a nie populistyczną DRUGĄ JAPONIĘ czy ZIELONĄ WYSPĘ – DRUGĄ IRLANDIĘ.

NIE ZAPOMINAJMY, że Prawica obrzuca nas i cały okres PRL-u najgorszymi inwektywami, przy jednoczesnym czerpaniu pełnymi garściami z dorobku PRL-u. A przecież po przejęciu władzy, nie zaczynała od zera. Nie zanegowała nowej społecznej struktury, wykorzystała zastaną infrastrukturę, którą prywatyzowała. Nie oddała stanowisk i tytułów naukowych.

Na szczęście, nie zniszczyła w całości dorobku PRL. Wyprzedała jednak tysiące przedsiębiorstw często za bezcen ( uzyskany przychód ze sprzedały majątku zbudowanego w latach 70-tych wyniósł 36,573 mld. zł. przy tzw. długu “GIERKA” 23 mld. zł., tj. niespełna 10% PKB. W tym czasie stworzono jednak ok. 3 mln. miejsc pracy, co przy obecnym zadłużeniu sięgającym niemal 60% PKB, ponad 2 mln. bezrobotnych i ok. 3 mln. emigracji zarobkowej, jest osiągnięciem niebywałym. W Dekadzie Gierka wybudowano setki nowych i zmodernizowano tysiące zakładów pracy stanowiących własność Państwa Polskiego. Trzeba oddać prawdę, że i dzisiaj się buduje, zwłaszcza drogi i nowe nieduże zakłady, z tą różnicą, że nie stanowią one własności naszego Państwa i naszych rodaków. Majątek, który jeszcze pozostał, rządzący traktują jak prywatne folwarki, lokując w nich swoich kolesi i swoje rodziny. NIE ZAPOMINAJMY TEGO i PRZESZŁOŚCI:

Bowiem jak mawiał współzałożyciel PPS marszałek Józef Piłsudski, na którego tak ochoczo i często powołuje się współczesna prawica:

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości. Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium.

Dług na dzień 15 marca 2014 roku, godz. 10:40

 

Dług publiczny Polski wynosi...1 043 471 633 800

Odsetki od długu państwa wynoszą rocznie- 52 062 793 857

Odsetki od długu państwa na Polaka wynoszą rocznie - 1 371

Państwowy dług w przeliczeniu na obywatela wynosi 27 496

Prywatne zadłużenie Polaków wynosi... 863 301 916 660

Prywatne i państwowe zadłużenie wynosi - 1 905 523 844 928

Z tytułu podatków w 2013 r. Rząd zebrał.. 297 155 785 446

Pracujący Polak oddał Rządowi w podatkach.. 18 898 zL

Ile Polacy mają oszczędności? Średnie oszczędności Polaków: 37 tys. zł

dr Przemysław Barbrich: Jeśli wziąć pod uwagę "Kowalskich" to mamy w bankach 500 miliardów złotych. Biorąc pod uwagę "Kowalskich" i firmy jest już 700 miliardów złotych. dr Przemysław Barbrich – doktor nauk ekonomicznych, dyrektor Zespołu PR Związku Banków Polskich• źródło: ZBP W przeliczeniu na jednego Polaka to całkiem spora suma. 20 mln Polaków nie ma żadnych oszczędności. Połowa z tych 500 miliardów oszczędności prywatnych jest na rachunkach bieżących ROR, a połowa na lokatach. Jedynie 3 mld złotych z tej puli są odłożone na lokatach dłuższych niż 2 lata. To polska specyfika i duży problem, bowiem aktywa przeciętnego Polaka to dzisiaj zaledwie 15 proc. średniej dla Unii Europejskiej - wynika z danych zebranych przez bank BGŻ Optima.

W ciągu dziesięciu lat oszczędności Polaków zwiększyły się ponad dwukrotnie. Do średniej unijnej dobijemy jednak dopiero za 27 lat.

Reformy to szansa, ale i ryzyko

Rzadko bywa, że zgadzam się z władzami LEWICY co do kierunków polityki gospodarczej. Tymczasem ja, zdeklarowany zwolennik radykalnych, choć mieszczących się w sztywnych ramach prawnych zmian, kontestujący bezbarwny program Lewicy jestem ogromnie zaskoczony. Wyznam szczerze, że nie spodziewałem się wyartykułowania tak odważnego postulatu, który zapewne zostanie jednym ze sztandarowych haseł wyborczych lewicy. Zmiana ustroju administracyjnego jest ze wszech miar pożądana i oczekiwana. Wszystkie kwestie merytoryczne związane z postulowanymi zmianami dokładnie wyjaśnił na konwencji SLD przewodniczący Leszek Miller. Duże wrażenie w mediach wywołała też sprawa kadencyjności gremiów pochodzących z wyboru. Obie te kwestie mogą się okazać dalekowzrocznym i brzemiennym w skutki przedsięwzięciem, czy wręcz hitem politycznym. Wszak pod jednym warunkiem, że nie są one, co było by okrutną drwiną z lewicowego elektoratu, luksusowymi bon motami w konstrukcji których pan Miller osiągnął niekwestionowane mistrzostwo.

Pozostając w klimacie poważnego traktowania przedmiotu, pozwolę sobie zwrócić uwagę na jedną fundamentalną kwestie, bez rozstrzygnięcia której pomysł na zmianę ustroju spali na panewce i zostanie kolejną (podobnie jak program trzech milionów mieszkań prof. P. Bozyka) ośmieszoną i zmarnowaną szansą na realne i gruntowne zmiany, tym razem w obszarze problemów społeczno gospodarczych. Kwestia ta wiąże się też z jeszcze jednym postulatem zgłoszonym przez L. Millera na konwencji. Ten postulat to płaca minimalna oraz kwestia przywrócenia wieku emerytalnego oraz wprowadzenia emerytur państwowych. Propozycje te są niewątpliwie oczekiwane przez społeczeństwo i możliwe do wykonania oraz realne z punktu widzenia prawa pod warunkiem jednak osiągnięcia większości sejmowej. Jedynie kwestia kadencyjności posłów i senatorów wymaga zmian zapisów w konstytucji.

Powróćmy więc do kwestii zmiany systemu administracyjnego. Należy pamiętać, że słuszny postulat zmian w tej materii implikuje cały szereg innych posunięć w systemie gospodarki terenowej sensu stricto. Mówiąc wprost, jak pan przewodniczący wyobraża sobie działania państwa w sferze gospodarczej zawładniętej ideologią, która zabrania państwu ingerencji czy uczestnictwa w życiu gospodarczym kraju, wszak wyznawcy doktryny prymitywnego neoliberalizmu rozerwą pana na strzępy, albowiem poprawa bytu społeczeństwa gwarantuje armii urzędników samorządowych zajęcie się tym, do czego są zawodowo przygotowani, czyli przeważnie do niczego. Dlatego nie należy się spodziewać że pokornie przyjmą wyrok śmierci dla słodkiego nieróbstwa, trwania w błogiej niekompetencji oraz braku odpowiedzialności za wszelkie podejmowane decyzje i bajecznych apanaży.

Z drugiej strony wszyscy dziś nawet najzagorzalsi przeciwnicy minionej epoki zgodnie przyznają, że podstawą Złotej Dekady Gierka była reforma samorządowa. Niektórzy złośliwie dodają, że to już było. To prawda i dobrze żeby się powtórzyło, wszak repetitio est mater studiorum a dobre wzorce zawsze są stosowane i wielokrotnie powielane właśnie dlatego, że są sprawdzone i dobre. Sprawdzone bo pozytywnie zostały przyjęte przez społeczeństwo, dobre bo przyniosły społeczeństwu dostatnie i spokojne czasy. W teorii filozofii gospodarczej prof. Waltera Euckena oznacza to “właściwie dobrany i adekwatny do możliwości percepcji społecznej zestaw instrumentów inżynierii ekonomicznej gwarantujący odniesienie sukcesu gospodarczego.” Drugi aspekt tej sprawy to kwestia płacy minimalnej. Z punktu widzenia filozofii neoliberalnej rzecz niemożliwa do przeprowadzenia z powodu braku praktycznej możliwości wpływu państwa na politykę finansową prowadzoną przez prywatne podmioty gospodarcze. Tym bardziej, że takie uregulowanie w zasadzie nie ma skutecznej mocy prawnej i jest sprzeczna z zasadami swobodnego gospodarowania. Na określenie wysokości płacy minimalnej mogą sobie pozwolić jedynie wszystkie kraje socjalemokracji skandynawskiej, ale już Niemcy takiego luksusu nie mają, stąd w tej kwestii jest sprzeciw pani Kanclerz Merkel, albowiem ani struktura administracji, ani niemieckie zasady społecznej gospodarki rynkowej nie dają praktycznych możliwości realizacji tego postulatu.

Jak widać nic nie jest tak proste jak wygląda . Ale to nie znaczy, że rzecz jest skazana na porażkę. Nie! Albowiem zasady SGR przyjęte przez Polskę wywodzące się z niemieckiego ordo liberalizmu są zdecydowanie bardziej przystające do wartości i doświadczeń wywodzących się z obszaru państw europejskich i dają o wiele szerszy zakres uprawnień państwa niż kowbojski neoliberalizm amerykański. Co jest ważne w dywagacjach na temat korekt systemu. Ważne jest też spostrzeżenie, że w polskiej gospodarce mamy do czynienia z sytuacją zawodności rynku. To jest powodem dla którego muszą nastąpić takie działania naprawcze, które znajdą właściwy balans pomiędzy władzą państwa a władzą wolnego rynku. Taka konieczność wynika z ujawnienia się w Polsce wadliwości działania mechanizmów wolnego rynku, który systematycznie powoduje postępującą pauperyzację społeczeństwa. To stan nadzwyczajny i dlatego wymaga zastosowania nadzwyczajnych środków których nie znajdziemy w zapisach doktryny.

Czy pan L. Miller jest gotowy na podjęcie tej wiekopomnej akcji? Ktoś - wcześniej czy później będzie musiał ją wykonać, ale czy na pewno jest to pan L. Miller. Reformy zawsze niosą ze sobą ryzyko niepowodzeń. Nie jestem pewien, bo pamięć zawodzi, ale to chyba pan Miller optował za podatkiem 3 x15, określał siebie jako zafascynowanego neoliberalizmem, jeżeli tak to jest szansa naprawić te błędy i odrzucić wszelkie sentymenty doktrynalne i wręcz przeciwstawić się gospodarczemu doktrynerstwu. Bez wykonania w/w. działań nie warto robić zamieszania z reformowaniem systemu administracyjnego, albowiem osią i powodem wszystkich działań jest gospodarka. My poprzemy wszelkie działania partii w tej materii i oferujemy całe zestawy naprawcze makro i mikro ekonomiczne, które są dorobkiem naszego Instytutu. Bez udziału państwa w gospodarce wolny rynek nie poradzi sobie ze stanem fazy kryzysu a super ważne dla kraju reformy zaproponowane przez SLD zostaną tylko atrakcyjnie brzmiącymi bon motami. A co najważniejsze -nadchodzące wybory należy wygrać, aby spisane do realizacji reformy nie zostały rozmyte w trakcie “układania” się z koalicjantem.

Zbigniew Adam Gusiew

LEWICA? TAK! PO STOKROĆ TAK!

Wystąpienie Zbigniewa Sowy na Konwencji Wojewódzkiej SLD w Gdańsku – 30 listopada 2013 r.

 

 

Wobec wielce zróżnicowanych wyników sondaży opinii publicznej, zasadne jest następujące pytanie:

Czy warto liczyć na lewicę, tu na Pomorzu?

Moim zdaniem tak i po stokroć tak, bowiem jak mówił prof. Paweł Bożyk na Kongresie Polskiej Lewicy w maju br. “Prawica jest bezsilna wobec wyzwań przyszłości” i dodam od siebie, że nawet przy dzisiejszym wsparciu finansowym Unii Europejskiej.

Z dyskusji, która toczyła się na forum Kongresu Lewicy a i naszym ostatnim zjeździe wojewódzkim, wypływało wiele tzw. pobożnych życzeń. Bardzo chcielibyśmy i ja także, aby tak było. Tylko dlaczego tak nie jest?

Jeśli rzetelnie nie odpowiemy sobie na to pytanie, to nadal nie będzie inaczej. W odpowiedzi może nam jednak pomóc doświadczenie transformacyjne ostatnich 25 lat, które w znacznej większości są dla Polek i Polaków, niestety, są bardzo gorzkie.

W dalszym ciągu występuje drastyczne zróżnicowanie dochodów, wysokie bezrobocie – ponad 2,75 miliona osób, chora służba zdrowia – wielomiesięczne oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty czy zabieg, odmowa przyjęcia do szpitala, spóźniony przyjazd karetki pogotowia. Związane są z tym masowe wykluczenia społeczne, choćby pracowników byłych PGR i ich rodzin czy przemysłu lekkiego. Emigracja zarobkowa - ca 3 miliony najbardziej przedsiębiorczych Polek i Polaków - totalna krytyka PRL, dekady lat 70. zwanej dekadą Gierka. Przecież w tamtym czasie faktycznie zbudowano drugą Polskę a nie, jak nam obiecywali, co niektórzy, drugą Japonię czy zieloną wyspę – drugą Irlandię.

Faktem jest, że klimat polityczny niszczy fatalna polityka zakłamania historycznego. Partie, które wyrosły na tle buntu solidarnościowego zajmują obłudne stanowisko wobec przeszłości Polski, przekreślając całe 45-lecie i dorobek PRL-u, przy jednoczesnym czerpaniu z niego pożytków. Dlaczego tak się stało? Dlaczego my ludzie lewicy nie możemy, a może nie chcemy i boimy się temu przeciwstawić? Pozwalamy się nazwać komuną?, chociaż nazwa "komuna" ma tyle wspólnego z nami i okresem PRL-u, ile my mamy wspólnego z księżycem czy zeszłorocznym śniegiem. Dlaczego cały okres PRL-u określa się jako państwo niesuwerenne i zbrodnicze?

Podobnie można zadać pytanie o stosunek lewicy do neoliberalizmu.

Niestety, dopiero potrzebny był światowy kryzys finansowy, olbrzymie bezrobocie, emigracja kilku milionów Polaków, biedy i beznadziei – byśmy przejrzeli na oczy. Czy nie można było tego uniknąć? Myślę, że jeszcze nie dopadła nas amnezja, że nie zapomnieliśmy o swoich korzeniach. Dlaczego więc mamy zabiegać o akceptację ze strony prawicy? Czy tylko po to, by uzyskać pozycję w prawicowym establishmencie?

Nie zapominajmy, że Prawica obrzuca nas, obrzucała i obrzuca cały okres PRL-u najgorszymi inwektywami przy jednoczesnym - jak już wyżej wspomniałem - czerpaniu pełnymi garściami z dorobku tego PRL-u. A przecież po zdobyciu władzy prawica nie zaczynała od zera. Nie zanegowała nowej społecznej struktury, wykorzystała zastaną infrastrukturę komunikacyjną i energetyczną. Nie oddała stanowisk i tytułów naukowych.

Dlatego, moim zdaniem, adekwatne są słowa Marszałka Józefa Piłsudskiego, na którego tak często i ochoczo powołuje się Prawica, cytuję: “Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości.”

Trzeba głośno i wyraźnie artykułować, że postępowanie prawicy wchodzi w konflikt z realiami, zawartością archiwów, pamięcią społeczną, a przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem. Przeczą temu choćby fakty z naszego województwa: m.in.: Port Północny, Rafineria Gdańsk obecnie Grupa LOTOS, Lotnisko Rębiechowo, Teatr Muzyczny w Gdyni, Celuloza w Kwidzyniu czy Obwodnica Trójmiasta i most na Wiśle w Kiezmarku. Całe szczęście, że prawica jeszcze nie do końca zniszczyła dorobek PRL. Wyprzedała jednak tysiące przedsiębiorstw często za bezcen, a te które jeszcze pozostały traktuje jak prywatne folwarki, lokując w nich swoich kolesi i swoje rodziny .

Zarazem jednak, jak mówił prof. Bożyk, prawica jest bezsilna wobec wyzwań przyszłości, drepcze w miejscu, zajmuje się sobą i nie potrafi nakreślić wizji strategicznego rozwoju Polski. Przeciwko temu była, jest i będzie przeważająca część Rodaków, Polska Lewica z SLD na czele. Myślę, że w tym miejscu można zadedykować rządzącym, znany cytat Marszałka: “Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić.”

 

W sprawach programowych SLD brakuje mi, niestety, jednoznacznego stanowiska w sprawie gospodarki wodnej – Programu “Wisła”. Jak latem wyglądała Wisła nie tylko w Warszawie, jakie stany wody mieliśmy w zbiornikach retencyjnych, wielu z nas widziało. A jaki jest stan zapory-tamy we Włocławku? Napawa tylko grozą. Jest to, moim zdaniem, potężna bomba ekologiczna z opóźnionym zapłonem. W m-cu wrześniu ub. roku złożyłem w tej sprawie wnioski uzupełniające do Gospodarczego Programu SLD, mówiłem o tym również na Radzie Wojewódzkiej z udziałem euro-posła Wojtka Olejniczaka – i co? Nic. A Dziennik Bałtycki, nie sprzyjający przecież lewicy, już od ponad 6 m-cy, systematycznie zamieszcza ciekawe artykuły o pilnej potrzebie uregulowania Wisły. Podobną akcję przeprowadził kilka lat temu w sprawie A-1 pod tytułem: Po pierwsze A-1”.

Dlaczego Dziennik? Dlaczego to nie my – SLD? Ilu naszych rodaków zna stan zasobów wody w Polsce i jakie będą potrzeby wody dla pozyskiwaniu gazu łupkowego. Wg ekspertów, zapotrzebowanie wody dla potrzeb pozyskania gazu łupkowego w Polsce, będzie wynosiło około 10% naszych rocznych zasobów. Łączne, roczne zasoby szacuje się na około 190 km3 (są to wody pochodzące z opadów, wody stojące i płynące oraz wody podziemne). Co to oznacza dla naszej egzystencji przy takim bilansie, nie trudno przewidzieć.

 

Z nieskrywaną satysfakcją mogę i chcę powiedzieć, że jestem wdzięczny Panu Posłowi Leszkowi Millerowi - Przewodniczącemu SLD, za wywołanie ożywionej dyskusji nad OFE i zapowiadanych zmianach, o potrzebie których mówiłem również 1,5 roku temu. Emerytura pracownicza nie jest dobrodziejstwem świadczonym ze strony Państwa, bo pracownik, w społecznym systemie, przekazuje środki - w formie składki (podatku) od swojego wynagrodzenia - Państwu, a Państwo te środki wykorzystuje na swoje bieżące potrzeby.

 

Dziękuję za pokrzepiający artykuł pt. “Dzień po”, zamieszczony w Super Expresie w dniu 30 listopada br., a który częściowo zacytuję: “Widzieliśmy nowe, wyrosłe już w czasie 25 lat pokolenie. Wolne, niepoddawane “komunistycznej indoktrynacji”. Wychowane w duchu poszanowania “wartości”, ze słusznymi podręcznikami, pod opieką katechetów i księży. Co z tego wyszło? Zgroza.....” - Tak, widzieliśmy to 11 listopada.

Kolejny cytat: “Główną linią obrony powinna być edukacja, nie taka jak dziś, zapiekła w nienawiści do Polski Ludowej, ale uczciwa, pokazująca Polskę taką jaką była i jest naprawdę. Zapłaciliśmy już kiedyś cenę wypaczonej “polityki historycznej”.

Dziękuję również za inicjatywę “wyjazdowych lekcji historii” i wyrażam głębokie przekonanie, że nie zabraknie w nich tematów dot. lat 70. minionego wieku. Jest to bardzo cenne, że po okresie unikania dyskusji na temat PRL, Sojusz już w m-cu styczniu br. zapoczątkował obchody rocznicy urodzin Edwarda Gierka, przypominając dokonania Polski lat 70. Dzisiaj, używając języka z ringu bokserskiego, obowiązkiem naszym jest wyjście z narożnika i przejść do kontrataku. Jesteśmy to winni milionom Polek i Polaków za przelewaną krew, za trudy, znoje i upokorzenia, za wylane hektolitry potu dla Ojczyzny, której na imię Polska, bowiem, zacytuję ponownie Marszałka Piłsudskiego: “Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmującym dane terytorium.”

 

Nie ukrywam, że mam wielką satysfakcję z faktu współpracy z Ruchem Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, na czele którego stoi prof. Paweł Bożyk - były szef Zespołu Doradców Ekonomicznych I Sekretarza Edwarda Gierka, konstruktor polskiej gospodarczej myśli ekonomicznej lat 70. wieku XX. Współpracy z Ogólnopolskim Społecznym Stowarzyszeniem im. Edwarda Gierka pod przewodnictwem Prezesa Zarządu Głównego Macieja Gadaczka, które to od chwili powstania blisko 10 lat temu, za cel programowy i statutowy, przyjęły i konsekwentnie realizują obronę wartości i przeciwstawianie się zakłamywaniu historii PRL, propagowanie skoku cywilizacyjnego i technologicznego, podwojenia majątku narodowego Polski w latach 70. minionego wieku, a potocznie zwanych dekadą Gierka.

Dlatego też, jako Przewodniczący Zespołu Organizacyjnego, Członek Kierownictwa Ogólnopolskiego Komitetu Organizacyjnego, mam zaszczyt poinformować, że w dniu 10 lutego przyszłego roku, Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, Ogólnopolskie Społeczne Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka wspólnie z naszymi Członkami i Radą Powiatową SLD Nowego Dworu Gdańskiego, a myślę że pod Patronatem, o co gorąco prosimy Przewodniczącego SLD, Posła Leszka Millera, Posła do Parlamentu Europejskiego prof. Adama Gierka oraz prof. Pawła Bożyk – Przewodniczącego ROG, byłego szefa Zespołu Doradców Ekonomicznych Edwarda Gierka, organizujemy Ogólnopolską Konferencję nt. dokonań i skoku .cywilizacyjnego województwa gdańskiego i Polski w latach 70. minionego wieku. Chcemy też dokonać podsumowania Obchodów Społecznego Roku Gierka. Polska była, jest i będzie tylko jedna. To nasza Polska! i odwołując się do słów piosenki z 1976 roku zespołu SKALDOWIE - szanujmy wspomnienia

 

Już dzisiaj, serdecznie zapraszam na Konferencję.

 

Wykorzystano materiały i publikacje zamieszczone w internecie, w Kwartalniku NOWE PERSPEKTYWY oraz artykuły prasowe: Dziennik Bałtycki i Super Express.

 

PROGRAM WISŁA

 

Wniosek uzupełniający do Nowej strategii dla Polski - Rozwój zamiast stagnacji

 

Jednym z największych zamierzeń dekady lat siedemdziesiątych ekipy Edwarda Gierka był Program “WISŁA” – czyli projekt zagospodarowania dorzecza Wisły. Wykonano wiele prac przygotowawczych, ale do realizacji tej koncepcji nie doszło z powodu, który jest znany dla przeciętnego rodaka, interesującego się choćby w niewielkim zakresie polityką i życiem wewnętrznym partii politycznych. Dr Marian Kargul – dr nauk ekonomiczno-rolniczych, były nauczyciel akademicki, członek Zespołu Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową – w kwartalniku “Nowe Perspektywy” nr 1(4) z kwietnia 2012 r., przedstawił zarys programu “WISŁA”, plany jego realizacji oraz formuje wniosek powrotu do założeń nakreślonych w tych planach ze względu na ich aktualność (wg znawców tematu – 70-80% zadania rzeczowe jak najbardziej niezbędne).

Aktualność programu “WISŁA” potwierdzają, moim zdaniem, niepodważalne fakty:

Powodzie i ogrom strat, ogólnie mówiąc Ochrona środowiska.

Brak gospodarki wodnej – bardzo niski stan wód w rzekach i zbiornikach retencyjnych – np. Solina poziom lustra wody niższy o ok. 4 do 5 metrów, bezproduktywna strata mas wody, zarówno dla celów gospodarczych, jak i społecznych.

Możliwy przyrost ekologicznej produkcji roślinnej i zwierzęcej.

Projektowane 3 centra gospodarcze – trzy nowe okręgi przemysłowe, będą wymagały ogromnych ilości wody i energii elektrycznej, której niestety zabraknie.

Możliwe zwiększenie produkcji czystej energii elektrycznej (hydroelektrownie), ożywienie i rozwój transportu wodnego.

Realizacja programu WISŁA, zaktywizuje lokalne społeczności w obszarze zlewni rzeki Wisła.

Realne szanse na pozyskanie środków finansowych z Unii Europejskiej. Program “WISŁA” nie stanowi zagrożenia dla gospodarek państw Unii, wręcz odwrotnie, daje szanse rozwoju i wzrostu zatrudnienia – może być “kołem zamachowym dla ożywienia gospodarki.

Możliwa jest intensyfikacja urbanistyki, rozwoju usług, komunikacji i mieszkalnictwa, oraz udostępnienie społeczeństwu nowych terenów dla rekreacji, wypoczynku i sportu.

 

Wniosek wpisuje się w Nową strategię dla Polski - Inwestycje publiczne:

 

Program WISŁA i Trzy nowe okręgi przemysłowe.

Czy warto liczyć na lewicę

Naprawdę dobrze życzę swojej lewicowej formacji politycznej, dla dość prostej przyczyny. Mianowicie, jako człowiek o przekonaniach socjaldemokratycznych specjalnie nie mam innego wyboru. Również dlatego, że wychowano mnie w duchu szacunku, lojalności a nade wszystko uczciwości w stosunku do towarzyszy wyznających te same wartości.

Do napisania dzisiejszego tekstu skłoniła mnie debata, jaka odbyła się w siedzibie Ruchu Odrodzenia Gospodarczego. Dyskusja dotyczyła ważnych zagadnień z dziedziny ekonomii. Początkowo spokojna, dość nieoczekiwanie zamieniła się w emocjonalną niemal ognistą, daleko odbiegającą od przyjętego tematu. Sprawiało to wrażenie spadania kropli, która przelała czarę goryczy w tematach, dotyczących bieżącej polityki gospodarczej a raczej jej braku.

Towarzysze zabierający głos w dyskusji wskazywali nie tyle na ewidentne braki i niedociągnięcia rządu w tej mierze, co zdumiewający brak stosownych reakcji ze strony głównej politycznej siły lewicowej, tj. SLD szykującej się - jeżeli nie do przejęcia, to uczestnictwa we władzy. I choć z treści wystąpień trudno byłoby dla tej partii ułożyć wieniec laurowy, to moim zdaniem należałoby potraktować te głosy jako ważne merytorycznie i w zgodzie z morałem przypowieści o “wróbelku koniu i kocie”, które niesie proste przesłanie, że “(…) nie każdy jest wrogiem, kto na ciebie nas..a i nie każdy przyjacielem co cię z gówna wyciągnie.”

Wcześniej pretensje do obozu lewicy na jej Kongresie zgłosił w imieniu Ruchu Odrodzenia Gospodarczego prof. Paweł Bożyk. Jako adwersarz Prof. Bożyka wystąpił też profesor, tyle że historyk. Szkoda że w SLD w sprawach dotyczących gospodarki (podobnie jak w PO) wypowiadają się historycy. Moim zdaniem profesor miał nie tylko moralne prawo wystąpić z krytyką partii, nade wszystko wiedza profesora, dawała powód do krytycznego wystąpienia. Dlaczego? Otóż pan prof. dr hab. Paweł Bożyk jest jedynym w Polsce przedstawicielem ekonomistów – akademickich teoretyków, który był konstruktorem polskiej gospodarczej myśli ekonomicznej a Jego praca wykonana w tym zakresie, jest na miarę niekwestionowanych dokonań Eugeniusza Kwiatkowskiego. ( było to za czasów rzdów Edwarda Gierka)

Prof. Bożyk jest niejako kontynuatorem dzieła Kwiatkowskiego, ale jeden i drugi miał pecha. Kwiatkowskiego zniszczyła tzw. “komuna”, Bożyka tzw. “kapitalizm”. To są fakty. Ale faktem jest też, że ich dokonania przetrwały karykaturę socjalizmu w wykonaniu radzieckim i ( mam nadzieję przetrwa) karykaturę kapitalizmu w wykonaniu styropianowców. Nie będę przypominał ich wiekopomnych dokonań, one nas otaczają, i po wsze czasy zapewnią duetowi Kwiatkowski - Bożyk poczesne miejsce w szacownym panteonie wielkich postaci naszego Narodu. Tymczasem SLD dla jakichś przyczyn nie potrafi nie tylko zdyskontować, ale i wykorzystać wiedzy i umiejętności profesora.

Niestety, widać poprawność polityczna nie pozwala “starej” lewicy przejść do ofensywnych działań dla realizacji podstawowych celów każdej partii, a mianowicie przejęcia władzy. Stary “lis” Leszek Miller jest jak sfinks - nieprzenikniony. No ale powstają wątpliwości: czy L. Miller to mąż stanu, czy kunktator? Jeżeli mąż stanu to musi działać pro publico bono, ergo, zważyć przydatność dla partii prof. Bożyka i prof. Hausnera, czy prof. Belki. Pierwszy profesor - Hausner - odpowiada za wprowadzenie “przekrętnych” OFE . Drugi profsor - Belka - wsławił się projektem pakietu propozycji podatkowych i ogłosił je jako kandydat na wicepremiera dwa dni przed wyborami.

Podatki to trudna dziedzina ekonomii a forma jej zaprezentowania przez pana Belkę spowodowała, że lewica straciła ten poziom poparcia wyborczego, który gwarantował jej samodzielne sprawowanie władzy. Poza tym, ci panowie, jak to akademicy, tematy gospodarcze znają raczej z podręczników i książek, które sami napisali. Zakłady produkcyjne czy fabryki znają przeważnie z telewizji lub fotografii. Z powodu ich działań w budżecie nigdy nie znalazła się ani jedna złotówka przez nich wyprodukowana. To nie znaczy że kpię sobie z ich dorobku naukowego. Nic podobnego, nigdy bym nie śmiał, ale ich wiedza jest obarczona błędem teorii, która nie może in extenso być stosowana i zadziałać w gospodarce. To właśnie jest powód, dla którego wszelka profesura mierząca się z zagadnieniami gospodarczymi staje bezradna wobec problemów sensu stricte gospodarczych i to jest normą.

Rodzi się więc pytanie, czy rezygnacja z samodzielnych rządów była działaniem świadomym, czy wypadkiem przy pracy. Jeżeli to tylko wypadek przy pracy, to “jadąc po zasługach i dokonaniach” wydawać by się mogło, że nie ma o czym mówić. Tymczasem to pan Hausner jest ekonomiczną “twarzą” lewicy. Z lekka lewicujący Belka przyjął służbę u nowych panów, a wierny i zasłużony Bożyk siedzi sobie na uczelni ze studentami i swoją wiedzą wydaje się być partii niepotrzebny?!.

W tej sytuacji sfinksowatość L. Millera robi się dwuznaczna, albowiem stary lis dobrze wie, że to ostatnia jego kadencja, bo młode wilki dłużej nie zniosą czekania na słodki owoc władzy, i choć, co być może, rośnie on obecnie dla nich zbyt wysoko, to uważam, że nic nie powstrzyma młodych przed przejęciem władzy w SLD. Wobec tej perspektywy L. Miller ma dwa wyjścia. Albo dolce vita we wspólnym współrządzeniu z PO, następnie kompletna klapa, koniec polskiej lewicy i koniec z karierą polityczną - w niesławie, albo jak Konrad Adenauer ze swoim Armakiem Millerem.

Podobno (jak mówił klasyk) prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna tylko jak kończy. Skoro tak, to pozostaje jedynie zaufać fachowcom typu Bożyk i oddać mu w zarząd sprawy dotyczące polityki gospodarczej i wszelkich zagadnień dotyczących gospodarki kraju, nazywanych potocznie programem gospodarczym. Nota bene program gospodarczy opracowany przez SLD - za pierwszego Kwaśniewskiego, tzw. “niebieska książeczka” był nie tylko pomyłką, ale kompletną kompromitacją gremiów odpowiadających za gospodarkę. Natomiast reformy ekonomiczne bolesne są dla społeczeństwa jedynie wtedy, kiedy tak jak w PO ważnymi dziedzinami gospodarki zawiadują ludzie bez koniecznej wiedzy, kompetencji i doświadczeń w tym zakresie.

Niestety w SLD Miller też nie ma dostatecznie przygotowanej kadry do zawiadywania i gospodarką, i jej rozwojem. Że potrzebni są specjaliści w tej dziedzinie tego nie trzeba dowodzić. PO właśnie dowiodła słuszności tej tezy “obstawiając” resorty gospodarcze, kostiumologami, kulturoznawcami, historykami w najlepszym razie politologami, doprowadzając do katastrofy gospodarczej. Bo w gospodarce jak na złość, nie potrzeba złotoustych mówców, speców od filipik czy błyskotliwych bomotów. W gospodarce niezbędna jest niestety twarda znajomość matematyki, ekonometrii, mikroekonomii, statystyki. Bez płynnego poruszania się w tych dziedzinach żadnej polityki gospodarczej w Polsce nie będzie!

Na drodze do rozwoju gospodarczego jest jeszcze jedna przeszkoda, również zauważona w dyskusji i niezmiernie ważna. Mianowicie, stosowany w Polsce system społeczno-gospodarczy, biegunowo różny od obowiązującego. To jest ewidentne przestępstwo polegające na jawnym gwałcie Art. 20 naszej konstytucji, w którym to artykule stwierdza się że w Polsce obowiązuje system Społecznej Gospodarki Rynkowej a nie amerykańska wersja kowbojskiego neoliberalizmu. Więc kolejne pytanie. Dlaczego lewica nie drąży tego tematu? Czyżby bała się odpowiedzialności za gospodarkę? Może z powyżej przytoczonych powodów. Rozumiem styropianowców. Oni mogą mieć powód, by państwo “trzymać” z daleka od gospodarki. Bo jak mniemam wcześniej zaciągnięte zobowiązania finansowe na “likwidację komuny” należy spłacać (opis w książce Petera Schweizera pod tytułem “VICTORY” czyli tajna historia świata lat osiemdziesiątych CIA i "Solidarność” (sic).

Przy stosowaniu zasad neoliberalizmu gospodarczego zachód bezkarnie może dowolnie drenować wszelkie polskie zasoby, wszak neoliberalizm stylu amerykańskiego przypisał państwu w gospodarce rolę nocnego stróża. W polskiej wersji ten stróż jest głuchy, ślepy i kulawy. Do takich przypuszczeń upoważniają mnie niesłychanie skandaliczne, bezczelne, napastliwe i obraźliwe wystąpienia wobec polskich władz pana Forbesa i ostatnio pana Tyrmanda bez reakcji z (polskiej) strony. Działo się tak po unormowaniu zasad działania OFE. Widać po braku reakcji, że rząd się przestraszył. Rząd nie może się bać podejmowania (w tym wypadku) słusznych decyzji. Strach, brak zdecydowania jest objawem niekompetencji właśnie i na nic tu zasłanianie się zasadami demokracji. Demos chce pracy i chleba i to jest psi obowiązek rządu.

Na tolerowanie takiego stanu rzeczy lewica żadną miarą nie może się zgodzić. Ale to wszystko to sprawa wtórna, lewica musi wiedzieć, że przede wszystkim gospodarka… a jeżeli tę argumentację przyjmiemy, to bez wiedzy i umiejętności Prof. Pawła Bożyka ani rusz, i lewica znowu przegra kolejne wybory, marginalizując się podobnie jak PiS. To nie jest żadne prorokowanie, czy wieszczenie. To logiczny ciąg możliwych wydarzeń zebrany przez ekonomistę co prawda niskiego statusu naukowego, ale za to z 40-letnią praktyką w tworzeniu miejsc pracy w różnych przedsięwzięciach gospodarczych na własny koszt, własne ryzyko i na własnej skórze doświadczającego skutków nazwijmy delikatnie niekompetencji - w kwestiach gospodarczych, władz wszelkiego szczebla, której to niekompetencji autor ma serdecznie dość.

 

 

Sekretarz Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową

Adam Zbigniew Gusiew

Hannibal ante portas

Cieniutki budżet państwa zmusił naszych parlamentarzystów nienawykłych do zbytniego wysiłku do podjęcia trudu szukania dodatkowych pieniędzy. Tym razem padło na rolników. Jak wynika z konkluzji przeprowadzonej w tej sprawie debaty niesprawiedliwe jest, żeby rolnicy a szczególnie ci z dobrze prosperujących gospodarstw nie płacili podatków, bo co prawda podatek gruntowy (płacą wszyscy rolnicy), ale jest on podatkiem gminnym i budżetowi nic do niego. Przy okazji debatowano nad kosztami funkcjonowania KRUS-u, w którym składki rolnicze nie pokrywają nawet jego funkcjonowania. Oczywiście nie dopracowano się żadnego rozwiązania. Dlaczego? Dlatego że w porządku gospodarki neoliberalnej nie ma miejsca na sensowne rozwiązania, bo jak wszyscy dobrze pamiętamy w założeniach konsensusu waszyngtońskiego, którego pokłosiem jest gospodarczy neoliberalizm, eliminuje się państwo z wszelkich zabiegów dotyczących interwencji w gospodarkę.

Ta sejmowa debata jest po OFE kolejną jaskółką, która będzie zwiastunem końca neoliberalizmu w Polsce. Można chyba w odniesieniu do doktryny neoliberalnej zaryzykować rzymskie hasło “ Hannibal ante portas” . Po raz kolejny bowiem okazuje się, że państwo musi bezradnie patrzeć jak pada lokomotywa gospodarcza z powodu niewłaściwej eksploatacji urządzenia. Okazuje się, że Polska to nie Ameryka, której ogromny potencjał może zwolnić państwo z obowiązku interwencji w procesy gospodarcze. Tysiące ogromnych prywatnych farm; każda wielkości polskiego województwa, jest takim bytem, który samą swoją potęgą broni się przed różnymi zawirowaniami występującymi na światowych rynkach. Nasza pseudo neoliberalna gospodarka (wszystkich sektorów) przy amerykańskiej to przysłowiowa żaba podstawiająca nogę kiedy kują konia.

To oczywiście jest jedną z przyczyn klęski jej stosowania, i permanentnych kłopotów naszej gospodarki. Jeszcze żadna partia nie zająknęła się w tej sprawie choć do rządzenia chętnych wielu. Klęską będą rządy każdego ugrupowania, które ośmieli się rządzić krajem w sytuacji obowiązywania doktryny, która Polsce nie może przynieść i nie przyniesie gospodarczego sukcesu. To już sprawdzone i pewne jak to, że jutro będzie dzień. Ale do rzeczy. Oczywiście podatki ważna rzecz jak również składki za opiekę medyczną. Tymczasem KRUS (Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego) jest protezą, która w pewnym sensie redukuje skutki naszej polityki gospodarczej, ale jak widać w konfrontacji z rynkiem ona też zawodzi. Państwo nie może pozwolić sobie na finansowanie bytu, który nie tylko winien przynosić zyski, ale w całym cywilizowanym świecie musi być i zawsze jest lokomotywą gospodarki (nie dotyczy Polski - na razie).

Podatków z działalności rolniczej nie ma – bo 90% rolników niczego na rynek nie produkuje, bo nie wytrzyma konkurencji nie tylko z potęgą farmerów z USA, ale z dotowaną produkcją z U.E. Unia, żeby zlikwidować skutki nieszczęścia wolnego rynku (w Polsce) dała rolnikom dopłaty do ha. + dopłatę do produkcji - średnio ok. 800 zł. rocznie od 1 ha. Co w przeliczeniu na średniej wielkości 7 hektarowe gospodarstwo daje 5600 zł rocznie w rozbiciu na miesiące to dochód w kwocie 460 zł. Sprytni czynni rolnicy w ogromnej większości dzierżawią połacie gruntów opuszczonych przez bądź nie uprawianych przez starszych rolników, zwykle sąsiadów, na zasadach umów cywilno-prawnych co upoważnia ich do pobierania unijnych dotacji. Stanowi to źródło nieewidencjonowanych dochodów wielu gospodarstw poprawiających sobie finanse i jakoś się kręci.

Ta demoralizująca forma unijnej “rekompensaty” spowodowała sytuację w której chłopom nie opłaca się żadna produkcja a gospodyni po jajka zamiast do kurnika idzie do sklepu, mleko, śmietana, sery, mięso drobiowe czy wieprzowe wszystko na wsi kupuje się w sklepie. Polska wieś przestała być producentem żywności, stała się jej konsumentem. W podwarszawskiej miejscowość, w której obecnie zamieszkuję, tzw. gminie rolniczej, gdzie cały kram to dwie krzyżujące się jezdnie i Urząd Gminy - jest siedem sklepów z art. spożywczymi, i 1 słownie jeden z art. rolno technicznymi. Wszystko trwa w marazmie gospodarki ekstensywnej bez perspektyw a i specjalnych chęci do pracy brak, no bo po co. Urodzi się - dobrze, nie urodzi to i tak zapłacą. Natomiast próba podjęcia jakiejkolwiek zyskownej działalności gospodarczej na wsi zderza się z murem niekompetencji zatrudnionych jak to się mówi na wsi “po rodzinie”.

Zero wiedzy, jeszcze mniej kompetencji, panika urzędników przy pytaniu o unijne granty, jazda w każdej sprawie do starostwa to skutek rewolucji administracyjnej śp. pana dr. Kuleszy. Powołując powiaty, faktycznie ubezwłasnowolnił gminy, które są nominalnym właścicielem zasobów gminnych. Możesz korzystać ze swojej własności pod warunkiem, że uzyskasz na to zgodę powiatu. Tak z grubsza wygląda gospodarka wiejska skupiająca ok 3 miliony gospodarstw i w każdym funkcjonują najmniej dwie osoby. Innymi słowy mamy 6 milionów bezrobotnych, wyposażonych w dobra przedsiębiorstw produkcyjnych, gotowych do podjęcia produkcji a nie produkujących niczego! Mało że niczego nie produkują - ergo nie płacą podatków, to w dodatku państwo ma obowiązek dopłacać do ubezpieczeń utrzymując KRUS. Taką gospodarka to fenomen na skalę światową.

Ktoś w rządzie zauważył te anomalie, ale jedynym propozycją zmiany profilu polskiej wsi był wniosek o likwidację KRUS-u. bo opodatkować nie ma czego. W taki sposób po raz kolejny okazało się, że coś tu nie tak. No, ale ta konstatacja nie zmieni rzeczywistości. Więc co należy zrobić? mówiąc najprościej, skończyć z bezczynnością rządu. Zrobić to co zrobić należało już w 1989 roku. Co to takiego To co jest potrzebne w ekonomii nazwa się INTERWENCJONIZMEM PAŃSTWOWYM. Wdrożenie tej procedury powoduje ogromnie pozytywne implikacje gospodarcze.

Doskonałym przykładem właściwej polityki gospodarczej stosowanej wobec wsi była polityka Edwarda Gierka. Do dziś chłopi nazywają Go Edwardem Wielkim. Jego polityka spowodowała niesłychany rozwój wsi w każdym aspekcie. Oczywiście minął czas i świat poszedł naprzód to prawda, ale prawdą jest to, że trzeba nareszcie ruszyć z miejsca. WIĘC OD CZEGOŚ TREZEBA ZACZĄĆ. To jest zagadnienie fundamentalne do rozstrzygnięcia jako temat dla gremiów politycznych Kongresu Lewicy. Bez politycznego wsparcia nie ruszymy z miejsca.

Adam Zbigniew Gusiew

Ścieżka dojścia

W sobotę 19 października w Sejmie odbyło się pierwsze spotkanie uczestników Kongresu Polskiej lewicy. Tematem dysputy była ocena Kongresu oraz refleksje pokongresowe. Obrady prowadził Józef Oleksy, jeden z głównych animatorów tamtego wydarzenia. Zaznaczył, że spotkanie odbywa się na zaproszenie organizatorów Kongresu.

Chcemy wymienić poglądy na temat dalszych działań i w ramach rozpoczętego na Kongresie procesu - oświadczył wiceprzewodniczący SLD. - Kongres nie objął wszystkich organizacji identyfikujących się z lewicą społeczną. Stało się tak z różnych powodów. Jednakże rozmawiamy z tymi organizacjami, nie mamy żadnych uprzedzeń, liczy się szerszy interes.

Kongres należy ocenić pozytywnie z racji liczby uczestników, różnorodnych paneli, zainteresowania, jakie wywołał w szerokich kręgach lewicy. Odnosimy się z szacunkiem do uczestników Kongresu i chcemy, aby ta współpraca była kontynuowana. Rozważamy ścieżkę dojścia do następnego Kongresu. Rozważamy także powołanie stowarzyszenia, które utrzyma i będzie promować ideę kongresu porozumiewawczego.

Jeżeli w Polsce nie powstanie silny blok lewicowy, to nie będzie wspólnej myśli o państwie, demokracji i losie współczesnego człowieka. Dyskusja programowa jest nam potrzebna także do prowadzenia bieżącej działalności. Trzeba rozstrzygać dylematy, które powinny być dobrze rozpoznane. Brak takiej debaty jest wykorzystywany przez tych, którzy do takiej dysputy są lepiej przygotowani.

Tomasz Kalita w imieniu organizatorów Kongresu przedstawił zasady powołania zespołu badawczo-eksperckiego, pracującego nad problematyką kolejnego Kongresu. - Chcemy, aby była to praca wspólnotowa, prowadząca do pobudzenia aspiracji lewicowych w społeczeństwie - zadeklarował T. Kalita. - W czerwcu przyszłego roku w 25 rocznicę wyborów do Sejmu i Senatu inicjujących przemiany ustrojowe w Polsce odbędą się debaty, które z pewnością będzie chciała zawłaszczyć prawica. Powinna się więc odbyć debata naświetlająca lewicowy punkt widzenia tamtego czasu.

Prof. Paweł Bożyk zwrócił uwagę na potrzebę pogłębienia nurtów lewicowej polityki historycznej całkowicie podporządkowanej prawicy i jej interesom. Czy nie należy rozpocząć dyskusji nad kondycją współczesnej lewicy od analizy wartości, jakie wniosła w życie obecne. Prawica uczyniła to w stosunku do II Rzeczpospolitej i skutecznie zamąciła jej obraz. My mamy okres lat 70., gdzie możemy poszczycić się wieloma osiągnięciami, szczególnie na tle indolencji obecnych ekip rządzących Polską.

Prof. Longin Pastusiak ripostował, że polityka historyczna to wymysł prawicy; nie ma takiej polityki, jest tylko polityka i historia - argumentował były wicemarszałek Senatu RP.

To pierwsze spotkanie od czerwcowego Kongresu Polskiej Lewicy dało asumpt do rozważań nad tematyką programową, czyli swoistą "ścieżką dojścia" do kolejnego zjazdu lewicy polskiej. Warto aby na tym zjeździe były obecne wszystkie jej nurty - społeczny, socjaldemokratyczny a nawet socjalliberalny. Tylko z konfrontacji idei i poglądów może wytworzyć się nowa jakość polskiej polityki.

M.K.

Nie byłem na referendum

Dziś zmuszony jestem narazić się moim przyjaciołom, postanowiłem, że na referendum nie idę. Jako tu urodzony warszawiak z dziada pradziada mam szczególny sentyment do swojego miasta. Owo ten sentyment nie jest łzawą nutką tęsknoty za starą Warszawą. No bo kiedy Ona była stara? – Nigdy! Natomiast zawsze piękna, co dzień inna, wszak la donna mobile! Żałuję, że nie mam choć krzty wrażliwości Artura Oppmana czy talentu Stefana Wiecheckiego, ale mam wrażenie, że poprzez umiłowanie mojego miasta łączy mnie z Nimi szczególna więź. To, jak sądzę, jest powodem, że uważnie obserwuję życie mojego miasta i szczególnie cieszą mnie zmiany, dzięki którym staje się coraz piękniejszą, coraz bardziej nowoczesną, radosną i przyjazną.

Warszawa jest dla mnie tak ważna jak była dla NICH. I właśnie dlatego na referendum nie poszedłem. Stary dziwak… może, ale mojemu miastu zawsze dobrze życzyłem. Uważam, że to co zrobił pan Guział, było po prostu niegodziwe. Ja wiem, że w polityce obce jest pojęcie przyzwoitości, ale jak się okazało nie taki ze mnie dinozaur i nolens wolens stanąłem w jednym szeregu z Warszawą, która zademonstrowała swój sprzeciw przeciwko partykularnym interesom polityków i pisowców, którzy zszargają każdą świętość, by dopaść wreszcie władzy. Kiedyś Stasiek Grzesiuk, warszawski bard śpiewał tak – “(…) jeden był specjalnie na Warszawę straszny pies. Już mówił nawet Warszawa kaput. Lecz pomylił się łachudra, rozczarował fest i próżny był majchrowy jego trud. Mówić nawet nie potrafię jak, my dzisiaj mu śpiewamy tak. Chciałeś byś cwany, w ząbek czesany, to teraz gnijesz draniu w błocie pochowany, my warszawiacy jesteśmy tacy, kto nam na odcisk to już wisz pan zimny trup.”

To przesłanie Grzesiuka będzie dla pana Guziała groźnym memento, bo choć wykazał się kinder sztubą wobec pani prezydent, to jednak podniósł rękę na kobietę, tego Warszawa mu nigdy nie zapomni. Nie zapomni tym bardziej, że tak naprawdę nie było żadnych merytorycznych powodów do odwołania pani prezydent. Mało tego twierdzę, że w systemie samorządowym, od czasów prezydenta Stefana Starzyńskiego nic lepszego niż pani prezydent memu miastu się nie przytrafiło. Nie mówię o czasach PRL. Choć to za tamtych czasów odbudowano stolicę ze szczególnym natężeniem prac w okresie planu trzy a później sześcioletniego. Odbudowaliśmy miasto ze zniszczeń. Miasto, z którego jak twierdzili specjaliści amerykańscy potrzeba 50 lat na wywiezienie gruzu. Później Edward Gierek i choć nie warszawiak to walnie się przysłużył do rozwoju stolicy.

Potem … długo długo nic, trwanie w marazmie, aż wreszcie ruszyło – samorządowo! Trasa Siekierkowska. Projekt europejski. Z całej trasy zbudowano jedynie most a i to w atmosferze skandalu z mocnym udziałem prokuratury. Zakończenie prac i oddanie całego węzła trasy siekierkowskiej wykonała ekipa pani prezydent H. G. Waltz. Inwestycję tę dokończyła bez udziału prokuratury. Żabie łajno zostawili też macherzy - już nie wiem jakiej ekipy. Budowali tunel przy Dworcu Zachodnim - tunel dla TIR-ów, żeby rozładować korek na rondzie Zesłańców Syberyjskich. I znów prokurator, bo okazało się, że w tunelu tiry się nie mieszczą. Wieki trwały prace przy rozbudowie trasy do Pruszkowa, aż w zeszłym roku ukończyła ją ekipa pani Prezydent H. G. Waltz. Zupełne horrendum to tzw. most Syreny, nb. zbudowany w stanie wojennym jeszcze przez W. Jaruzelskiego, został zmodernizowany, a że ktoś nie zdążył zarobić, to zbudowali (jak się śmieli warszawiacy) most wzdłuż Wisły. Tłumaczyli, że to dla dobra mieszkańców i że tam powstaną bulwary. Bulwary owszem powstały tylko wiele lat później i kilka kilometrów dalej na Wiśle przy Trasie Łazienkowskiej i zgadnijcie kto je zbudował??? Tak Jest H. G. Waltz.

Budowa mostu północnego, dokończenie trasy AK. Dokończenie budowy pierwszej linii mera, budowa drugiej linii metra, fakt, kłopoty, fakt, że opóźnienia. Ale to przez te kłopoty w Warszawie do końca XX wieku nie było metra, bo kurzawka tu i tam, i byliśmy jedyną metropolią europejską bez kolei podziemnej. No to jest pierwsza lista powodów, dla których pani prezydent H. G. Waltz powinna zostać odwołana. Zaiste jak można tak rządzić miastem, bez afer i udziału prokuratora, to wstyd. Mocno w akcji przedreferendalnej stawiana była sprawa komunikacji, głównie cen biletów. I owszem bilet zdrożały znacznie ale… Cały tabor autobusowy wymieniony, cały tabor tramwajowy – wymieniony, wszystko nowe, sprawne, wygodne, klimatyzowane, ładne i szybkie. Każde dziecko wie że nie za darmo. Na to “poszła” kupa kasy. Pieniądze z Unii, tak, ale gdzie środki własne? Budżet krótki a Janosikowe trzeba płacić. Kowal zawinił a cygana wieszają. Skąd wziąć pieniądze? No właśnie.

Dalej - naprawa i wymiana torowisk, naprawa mostów, Łazienkowskiego, Poniatowskiego, trasy AK . Naprawa i remont jezdni. Puławska nie remontowana od czasów E. Gierka. Al. Niepodległości jeszcze wcześniej. To wszystko albo jest zrobione, albo właśnie się robi. Miasto ma prawie 2 miliony ludzi, większość jeździ własnymi autami, cudów nie ma, korki muszą być. Kompletny zaskok nastąpił po powrocie z jakiegoś weekendu, kiedy to w ciągu dwóch nocy położono nowy asfalt na wszystkich uliczkach mojego Rakowca. Centrum Nauki Kopernik. Pomysł L. Kaczyński – wykonanie H. G. Waltz. I tak dalej, i tak dalej. Osobiście nie lubię pani prezydent za to, że “flirtowała” z czarnymi, uczestnicząc w konwencie św. Katarzyny. Ale szanuje Ją za to, że w moim pojęciu dobrze dba o moje miasto, miasto moich dzieci, moich dziadów i pradziadów.

Ja nie słyszałem żeby pani prezydent chciała burzyć Pałac Kultury bo to bolszewicki pomiot. PKiN to obiekt historyczny i zabytkowy i na pewno dobrze się wpisał w pamięć starych warszawiaków. Bo to był prawdziwy Pałac Kultury Nauki i Sztuki im. Józefa Stalina - to właśnie imię najbardziej bolało kilku decydentów, a czyjego imienia miał być 10 lat po wojnie dar Związku Radzieckiego dla Warszawy - im. świętego Józefa robotnika? Starzy Warszawiacy dobrze wiedzą jaką rolę odegrał ten gmach w powojennej Warszawie. To było prawdziwe centrum Kultury, Nauki i Sztuki a w nim trzy teatry, trzy kina, Muzeum Techniki. Ogromna sala kongresowa, do dziś nie ma w Warszawie większej sali widowiskowej. Ogromne przestrzenie wykorzystywane do eksponowania przeróżnych wystaw i wernisaży, które kiedyś odbywały się permanentnie. No i wreszcie Pałac Młodzieży. Całe pokolenie powojennej młodzieży chętnej mogło uczestniczyć w zajęciach w niezliczonej ilości pracowni tematycznych prowadzonych przez wybitnych specjalistów. Osobiście uczestniczyłem w pracowni filmu i osobno w pracowni fotografii. Koszt 14 zł kwartalnie. Moja córka (kolejne pokolenie) uczestniczyła w harcerskim zespole “Gawęda” pod kierownictwem hm. Andrzeja Kieruzalskiego. Przez jego zespół przewinęło się 16000 dzieci i młodzieży. Dziś z powodów oczywiście komercyjnych zespól w PKiN nie istnieje. Mój syn (pilot) przygodę z lotnictwem zaczął od uczestnictwa w modelarni lotniczej. Mój drugi syn (dziś muzyk i ekonomista) był uczestnikiem sekcji instrumentów klawiszowych, sekcję prowadził wnuk płk Radkowskiego, sławnego niegdyś twórcy Centralnego Zespołu Artystycznego WP. Dziś zmienionego w przykościelny chórek.

A jednak był taki kandydat, który obiecywał warszawiakom, że on - jak go wybiorą prezydentem -to będzie burzył wszystko co przypomina radzieckie zniewolenie. Warszawa widać wolała radzieckie zniewolenie niż chore wizje pana kandydata, który przepadł w wyborach. Podnoszono też kwestię reprywatyzacji majątku komunalnego upaństwowionego Dekretem Bieruta. Ja wiem, że zasoby będące we władaniu poszczególnych gmin są systematycznie acz powoli oddawane dawnym właścicielom. Ale to mało bo jeszcze zostają drażliwe kwestie ziemi pod istniejącymi obiektami, m.in. PkiN. Pod jego budowę wyburzono całą przedwojenną dzielnice. Posłużę się kolokwializmem. Pani prezydent jest za krótka. Bo tu może być mowa jedynie o zadośćuczynieniu ekwiwalentnym. A więc ustawa – a więc sejm. Tymczasem w tej kwest oskarża się panią prezydent o opieszałości, jasne! Powinna jeszcze odpowiadać za zanik zorzy polarnej.

Muzeum sztuki współczesnej to kolejna zagwozdka referendalna. Twórcy projektu niszczenia PKiN już obudowali go rozmaitymi szpetnościami pozbawionymi jakiegokolwiek stylu i projekt muzeum sztuki współczesnej miał być kolejnym obiektem przesłaniającym szpetność “pekinu”. Moim zdaniem sztuka wymaga odpowiedniej oprawy, dlatego instytucja ta winna znajdować się jak do tej pory w komnatach zamku ujazdowskiego. Dlatego pani prezydent winna w następnej kadencji (bo z pewnością wygra nadchodzące wybory) w otoczeniu sędziwego “patyka” zaprojektować piękny i bardzo zielony park.

Historii jak rodziny się nie wybiera, a trzeba ją szanować bez względu na to jaką była. Kto tego nie wie, niech się szybko szkoli, bo wybory już za rok i ja wtedy będę głosował na panią H. G. Waltz razem z 80% armią warszawiaków zadowolonych z rządów pani prezydent, którzy jak ja nie uczestniczyli w minionym referendum. Bo Jak pisał mój ulubiony pisarz biskup I. Krasicki “ Gdy wół był ministrem i rządził rozsądnie; szły rzeczy prawda wolno, ale szły porządnie. Jednostajność na koniec monarchę znudziła. Dano małpie miejsce wołu – bo ta pana bawiła. Dwór był kontent, kontenci poddani z początku; Ustała wkrótce radość; nie było porządku. Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi. Kiedy coraz większe nastawały trwogi, Zrzucono z miejsca małpę; żeby złemu radził. Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził. Nie osiedział się zdrajca, ani ten, co bawił. Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił”

Adam Zbigniew Gusiew

SPORTOWA POLSKA LAT 70.

W sobotę 5 października Zabrze będzie żyło emocjami sportowymi sprzed lat. Tego dnia odbędzie się konferencja popularno-naukowa omawiające osiągnięcia sportowe Polski lat 70.

To było wtedy, kiedy największe triumfy święciła piłkarska reprezentacja Polski pod wodzą Kazimierza Górskiego, reprezentacja siatkarzy kierowana prze Huberta Wagnera, medale na olimpiadzie licznie zdobywali polscy lekkoatleci, kolarze - Ryszard Szurkowski i Stanisław Szozda, skoczek narciarski - Wojciech Fortuna. Triumfy święciły kluby piłkarskie ze Śląska: Górnik Zabrze, Ruch Chorzów, Zagłębie Sosnowiec, Szombierki Bytom, GKS Katowice, liczne grono pięściarzy i zapaśników. Listę tych wspaniałych osiągnięć można ciągnąć długo.

Niestety, niektórzy z triumfatorów tamtych lat już odeszli na inne areny. Ich pamięć uczczona zostanie złożeniem kwiatów na grobach zasłużonych sportowców i działaczy. Przewidziane są wystąpienia okolicznościowe, medialna prezentacja wydarzeń sportowych lat 70., koncert orkiestry dętej, rozmowy wspomnieniowe z udziałem przedstawicieli środowisk sportowych.

Przewidziano także imprezy towarzyszące: turniej piłkarski o puchar Przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego Jana Chojnackiego, bieg przełajowy o puchar Prof. Adama Gierka, Posła do Parlamentu Europejskiego.

Patronat Honorowy nad tymi obchodami objęli: prof. Adam Gierek, Poseł do Parlamentu Europejskiego oraz Małgorzata Mańka-Szulik, Prezydent Miasta Zabrza.

Wśród współorganizatorów znaleźli się: Społeczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka, Górnik Zabrze S.S.A, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Federacja Młodych Socjalistów, Ludowe Zespoły Sportowe. Patronat medialny objęła Telewizja Zabrze.

Sportowa Polska lat 70.

“Sportowa Polska lat 70.”, to tytuł konferencji popularno – naukowej, która odbyła się w gmachu Teatru Nowego w Zabrzu. Patronami honorowymi spotkania byli: prof. Adam Gierek poseł do Parlamentu Europejskiego (SLD) i Małgorzata Mańka-Szulik prezydent Zabrza. Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Konferencji był Jan Chojnacki.

List Leszka Millera, przewodniczącego SLD, do uczestników Konferencji, odczytał Zbyszek Zaborowski poseł na Sejm RP.

Referat wprowadzający “Dekada sportowych osiągnięć” przedstawił znany dziennikarz sportowy Czesław Ludwiczek. O wydarzeniach sportowych lat 70. mówił red. Henryk Marzec, autor książki “Ze Śląska na olimpijskie areny”. Tomasz Czerwiecki, prezes Śląskiego WZ LZS omówił dokonania sportu wiejskiego w latach 70. Sport masowy wspomnianego czasu to temat wystąpienia Franciszka Ciemnego, działacza sportowego.

Z wielkim zainteresowaniem przyjęte zostało wystąpienie Stanisław Oślizły, legendy piłki nożnej. Z rąk prof. Adama Gierka otrzymał on odbitkę archiwalnego zdjęcia przedstawiającego wręczanie mu pucharu przez Edwarda Gierka.

O swoich poczynaniach, jako działacza sportowego, mówił Franciszek Wszołek, były wiceminister górnictwa.

W konferencji uczestniczyli między innymi posłowie: Marek Balt, przewodniczący Rady Wojewódzkiej SLD oraz Jacek Brzezinka (PO).

Konferencję zakończył koncert Zespołu Kameralnego Państwowej Szkoły Muzycznej w Zabrzu.

Zdjęcia – Jerzy Kalus

Jak donosi Forbes “Polska strzela sobie w stopę”

Doprawdy wielce wzruszony jestem troską z jaką pan Forbes pochyla się nad niedouczonymi i nieświadomymi swego losu Europejczykami, Polakami, Cypryjczykami, Węgrami. Moje wzruszenie mija jednak w chwili kiedy ów “dżentelmen” zaczyna nam wymyślać i ubliżać, wypisując brednie które niniejszym przytoczę.

“- Polska strzeliła sobie w stopę, tak jak niegdyś Argentyna, przejmując połowę oszczędności emerytalnych swoich obywateli – pisze o zapowiedzianej przez rząd reformie OFE redaktor naczelny amerykańskiej edycji miesięcznika "Forbes". (Biedaczysko zapomina w swojej łaskawości z czyjej ręki Argentyna przyjęła bankructwo.) Dalej ów erudyta pisze tak.

“(…)- Obligacje rządowe znajdujące się w portfelach prywatnych funduszy inwestycyjnych zostaną przymusowo przetransferowane z powrotem do rządowej kasy. Ponieważ obligacje nie są już dłużej w posiadaniu inwestorów, rząd deklaruje, że dług narodowy został zredukowany o wartość nominalną tych papierów – opisuje manewr polskiego rządu swoim amerykańskim czytelnikom i dodaje: - Sprytny trick, dobrze zakorzeniony w sowieckim stylu myślenia. Duchy Stalina i Lenina muszą uśmiechać się pełną gębą. To największa nacjonalizacja w Polsce od 1946 roku (kiedy marionetkowy reżim komunistyczny wspierany przez Sowietów przejął większość polskiej gospodarki), słusznie tłumaczy jeden z zarządzających funduszami. Ta kradzież gwałci konstytucyjne prawo własności obowiązujące w Polsce. Ale kto w obecnych czasach przejmowałby się konstytucją? – pyta redaktor naczelny "Forbes’a".

Dlaczego więc rząd w Warszawie zrobił coś tak w oczywisty sposób niemoralnego i szkodliwego? – pyta Forbes. I dalej, “(…) - Odpowiedź jest prosta: polityka. Obecna władza jest niepopularna, a gospodarka zwalnia. Zmamieni fałszywym keynesistowskim dogmatem, że wydatki rządowe pobudzają wzrost i kierowani długoletnim instynktem, by za pieniądze i świadczenia kupować głosy wyborców, polscy politykierzy zamykają się w krótkoterminowej perspektywie. Polska konstytucja zakazuje, by dług publiczny przekroczył 55% PKB. Przejmując i umarzając obligacje, politykierzy uwalniają się od tego obciążenia. Deficyt znika i pieniądze znów można swobodnie wydawać. Rząd uznał, że ta kradzież będzie łatwiejsza niż próba podniesienia limitu zadłużenia – pisze redaktor naczelny "Forbes’a". - Polska w swojej głupocie nie jest odosobniona. Węgry znacjonalizowały swoje fundusze emerytalne trzy lata temu – przypomina.

Bardzo przepraszam za formę ale, ktoś tu robi dym! Ktoś przekracza elementarne normy przyzwoitości, tym sposobem zwalnia mnie od stosowania wobec niego języka ludzi cywilizowanych więc, jeżeli zdaniem tego pana teorie J.M Keynes'a mają cechy dogmatu to znaczy, że traktuje Polaków jak bandę ciemnoty. Panie - były kandydacie na prezydenta - pamiętaj że J.M.Keynes - matematyk i ekonomista choć nie Amerykanin to wraz z amerykańskim prezydentem Franklinem Rooseveltem zlikwidowali światowy kryzys ekonomiczny. Ja wiem, że jesteście mądrzejsi niż wzyscy inni i pewnie dlatego wasz Nixon spowodował kryzys, którego skutki ciągną się od lat za całym światem jak smród za wojskiem.

To wy wprowadziliście na podstawie kosnensusu waszyngtońskiego zabójcze dla krajów takich jak Polska bandyckie zasady neoliberalizmu. Więc handel jest taki. My Europa wam koniec kryzysu i likwidacja jego skutków a wy nam kolejny kryzys!!! Tylko panie mądry, J.M. Keynesów zbyt wielu na składzie nie mamy więc z szacunkiem do wielkich choć nie amerykańskich. I jeszcze jedna uwaga do oburzonego pana mądrali, J.M. Keynes to mąż stanu (choć nie polityk), który swój system wartości zaimportował wam pro pubilco bono. Wy w swojej szczodrobliwości daliście worki "złota" paru cwaniaczkom a pozostałym możliwość ich napełniania. Więc jeżeli jakaś Polska upomniała się o krzywdy swoich obywatel,. podobnie jak nasi węgierscy bracia, to nie jest to przejaw ruskiej bolszewii, ale element polityki względnego egalitaryzmu. Może wyglądać to na znacjonalizowanie kapitału, ale pytam - jeżeli kapitał został pozyskany w drodze nieuczciwych machinacji to oszukanym nie wolno się upomnieć o jego zwrot?! To dopiero jest czysta bolszewia.

Adam Zbigniew Gusiew

Hołd dla Edwarda Gierka

W 12 rocznicę śmierci Edwarda Gierka, tego który odcisnął w dziejach Polski niezatarte piętno, odbyły się uroczystości upamiętniające tego wybitnego Polaka i patrioty. Jak mówiono na cmentarzu w Sosnowcu przy ul. Zuzanny - zastał Polskę rolniczą a zostawił przemysłową. Wielu dokonuje porównania z postacią króla Kazimierza Wielkiego i jego dokonaniami, co to zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. Dorobek tamtej piastowskiej i jagiellońskiej Polski przetrwał wieki, a zniszczył go najazd szwedzki. Dorobek Polski dekady Edwarda Gierka przetrwał niedługo - zniszczyły go i niszczą nadal ręce polskie i obcego kapitału. Z ponad 550 zakładów przemysłowych wybudowanych w tamtym czasie wyprzedano lub obrócono w perzynę większość. - Ile jeszcze pozostało? - pytała młoda dziewczyna na wystawie dorobku gierkowskiego. I co można na to pytanie odpowiedzieć?

 

Uroczystości przebiegły w dwóch fazach: na cmentarzu w Sosnowcu i na terenie Muzeum Miejskiego "Sztygarka" w Dąbrowie Górniczej. Pięknie położona na wzgórzu nekropolia ledwo pomieściła blisko tysiąc uczestników przybyłych z całej Polski. Było to bardziej nieoczekiwane, że z nieba lał się żar upału ponad 30 stopni Celsjusza. Mowę wstępną wygłosił Maciej Gadaczek Prezes Społecznego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka. W swoim przemówieniu wyraził nadzieję sprawiedliwej oceny dorobku tamtych lat. Prof. Paweł Bożyk przypomniał najważniejsze wydarzenia, dzięki którym Polacy mogą być dumni z siebie i z tego, co udało się dokonać w tak krótkim czasie. Prof. Adam Gierek, syn byłego przywódcy Polski, podkreślił znaczenie dekady gierkowskiej, bez której Polska w Unii Europejskiej byłaby jedynie ubogim krewnym. Wyrazy szacunku i uznania dla postaci Edwarda Gierka wyraził Leszek Miller Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej w liście odczytanym nad mogiłą tego, który chciał, "aby Polska rosła w silę, a ludziom się żyło dostatniej".

 

Wypada wyrazić podziękowanie zarówno organizatorom tych tak udanych uroczystości, jak i uczestnikom, którzy przybyli tak licznie, dając wyraz pamięci dla Edwarda Gierka - Wielkiego Człowieka i Polaka.

Mieczysław Kozłowski

 

 

Ważna rocznica

 

Spotykaliśmy się już po raz dwunasty, tu na zagłębiowskiej ziemi, przy grobie Edwarda Gierka z okazji rocznicy jego śmierci, w roku, w którym przypada stulecie jego urodzin.

 

Rok 2013, środowiska lewicowe ogłosiły rokiem Edwarda Gierka, a obchody zainaugurowaliśmy w styczniu w jego rodzinnym mieście.

 

Daliśmy w ten sposób ważny impuls i przesłanie do pobudzenia w kraju aktywności środowisk, w ramach publicznej dyskusji zarówno o czasie minionym, jak i o przyszłości, w oparciu o historyczne doświadczenia, w tym o doświadczenia dekady lat 70.

 

Zorganizowane dotychczas konferencje i spotkania o dekadzie lat 70-tych, między innymi w Warszawie, Sosnowcu, Ustroniu, Poznaniu, Piotrkowie Trybunalskim, Rzeszowie, Gołubiu-Dobrzyniu wzbudzają bardzo duże zainteresowanie i emocje, wskazują też na potrzebę organizacji tego rodzaju spotkań nawiązujących do historii i jej znaczenia w czasie obecnym oraz potrzebę dyskusji o przyszłości lewicy.


Dlatego też rok 2013 staje się rokiem wyjątkowym, symbolicznym, skłaniającym do refleksji.

To również dobry moment, by przypomnieć dokonania Edwarda Gierka i pokolenia lat 70-tych, to też okazja, aby zapytać, co z tych dokonań i wysiłku poprzedniego pokolenia zostało, jak szanujemy ten dorobek i jakie wnioski z przeszłości wykorzystujemy współcześnie

 

Patrząc na Polskę lat 70-tych i Polskę współczesną, widać plusy i minusy tych czasów.

Na pierwszy plan “dekady Gierka” wysuwa się powszechny rozwój, awans społeczny i dobrobyt. Powszechny, a nie dla wybranych – jak obecnie.

 

W czasach, gdy państwem kierował Edward Gierek, społeczeństwo, w tym ludzie młodzi, miało bezpieczeństwo socjalne, stabilność i perspektywy.

Dziś młodzi, mimo pracowitości, umiejętności i zaangażowani, bardzo często są “zablokowani”. Nie mogą realizować swoich zamierzeń, nie mogą spokojnie pracować, zapewnić sobie i rodzinie godziwego utrzymania, o ambitniejszych wyzwaniach nie wspominając.


W często krytykowanej Polsce Gierka młodzi pozostali w kraju, mając zabezpieczenie pracy i warunki socjalno-bytowe zarówno dla siebie, jak i dla swoich rodzin. Mogli rozwijać się zawodowo i korzystać z różnych form rozwoju kulturalnego i sportowego. Dzisiaj, na rzekomo szczęśliwej “zielonej wyspie”, takich warunków nie mają.

 

Jaką zatem mają przyszłość w tym kraju? Jaką są dla niego przyszłością? Czy trudno zrozumieć, dlaczego wybierają emigrację? Na te pytania nie musimy odpowiadać.

 

Okres jego rządów nie był czasem sielanki, nie obyło się bez problemów czy błędnych decyzji. Mając to wszystko na uwadze, bilans wychodzi jednak dodatni.

Czy docenianie epoki Gierka wynika tylko z tęsknoty tych, którzy wtedy byli młodzi, osiągali coś w życiu, rozwijali siebie i Polskę ?

Nie, to rzeczowa ocena tamtych czasów. Zestawienie ich z tym, co nastało później, z tym, co dzieje się obecnie.

Oczywiście, nie można przenieść tamtych rozwiązań na czasy współczesne. Można jednak wyciągnąć z nich to co najlepsze, to co ponadczasowe i możliwe do zastosowania obecnie.

Można skorzystać z tamtych doświadczeń, z mądrości ludzi, ludzkiego zapału i pozytywnej energii, z pracy i wysiłku pokolenia – pokolenia lat 70-tych.


Można uniknąć podobnych pomyłek, nietrafionych decyzji. Można, ale trzeba tylko obiektywnie spojrzeć na “dekadę Edwarda Gierka”, na dorobek tamtego pokolenia-pokolenia lat 70-tych. Można - trzeba tylko chcieć.

 

Maciej Gadaczek

Duch Bandery

Dzisiaj mija 70 lat, gdy na ziemiach Wołynia, a później i innych ziemiach polskich wydarzyła się potworna zbrodnia. W ciągu dwóch lat zamordowano ponad 100 tys. Polaków. Nie uczynili tego naziści ani kosmici, ale nasi bracia Słowianie zza wschodniej granicy - Ukraińcy.

 

W czasie wojny ludzie giną to prawda, ale to co się wydarzyło na polskim Wołyniu było czymś przerażającym. To był holocaust zaplanowany i z zimną krwią wykonany na Polakach. Mordowano w nieludzki sposób: zabijano siekierami, przecinano piłami, odrąbywano ręce i nogi, rozpruwano brzuchy kobietom w ciąży i wpuszczano w nie szczury, matki i ojców mordowano na oczach dzieci, a dzieci na oczach rodziców, starców często zabijano łopatami, bo szkoda było kuli.

 

To była zbrodnia większa i bardziej okrutna niż katyńska. Ukraińcy mordowali Polaków za to, że byli Polakami, tak jak Niemcy mordowali Żydów za to, że byli Żydami. To właśnie 11 lipca banderowcy zaatakowali blisko 100 polskich miejscowości, najczęściej kościoły, bo właśnie była niedziela i odbywały się msze, na których kapłan zwracał się do wiernych z przesłaniem od Boga - jego ewangelią miłości.

 

Ci, którzy wdarli się do tych kościołów i mordowali, nie oszczędzili nawet kapłanów przy ołtarzach. Kościół milczał i milczy o nich. Za cenę swej misji na Ukrainie wyrzekł się ich tak, jakby nigdy nie byli jego sługami. Tak samo postąpiło państwo polskie. I te w PRL-u, bo Ukraina była radziecka i nie wolno było przywoływać złych duchów szkodzących wielkiej i małej polityce. I tak samo było od ćwierćwiecza w "wolnej" III Rzeczpospolitej.

 

Bo racją stanu stały się znów, jak wtedy, dobre stosunki z Ukrainą. Bo miała i ma być koniem trojańskim Polski na Wschodzie wobec Rosji. Z niezwykłą szczerością wyznała to marszałek Ewa Kopacz w Sejmie mówiąc, że musimy odpuścić Ukrainie, bo "trzeba ją wyrwać ze szponów Rosji".

 

W podobnym duchu wypowiadał się prezydent Komorowski, obarczając dodatkowo winą za te zbrodnie Polaków, gdy mówił: "Prosimy o przebaczenie i przebaczamy". To podwieszanie się pod apel biskupów polskich do niemieckich w 1965 roku wypadło wyjątkowo zgrzytliwie.

 

Można jeszcze zapytać, a dlaczego mamy być tacy gorliwi w promocji interesów Ukrainy, czyżby nie chodziło o wypełnianie zaleceń Departamentu USA, który "ustawił" sobie Polskę jako barana trykającego we wrota Rosji. Całe nasze tzw partnestwo wschodnie oparte jest o tę ideę.

 

Z tego powodu mamy same kłopoty jako Polacy na Białorusi, na Litwie, a także na samej Ukrainie, gdzie tryzub podnosi głowę i grozi, że znów przyjdzie sezon na rzezanie Lachów. Niech tylko Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej, to można być pewnym, że duch Bandery znów się odrodzi i wystawi Polsce rachunek za wszystko, czego się nie udało osiągnąć rzeziami na wschodnich ziemiach Polski.

 

Mieczysław Kozłowski

Prawica jest bezsilna wobec wyzwań przyszłości

Wystąpienie prof. Pawła Bożyka na Kongresie Polskiej Lewicy

 

Dzisiejszy Kongres jest próbą postawienia na jednej stronie sceny politycznej wszystkich ruchów i organizacji społecznych i lewicowych. Jestem przekonany, że to będzie zjawisko trwałe, a nie jednorazowa efemeryda. Warto więc postawić pytanie, czy nasz ruch ma szansę, by zmienić rzeczywistość gospodarczą i społeczną.

 

Z dyskusji, która się na tym forum odbywa wypływa bardzo dużo tzw. pobożnych życzeń. Bardzo chcielibyśmy i ja także, aby tak było, dlaczego więc ciągle tak nie jest? Jeśli nie odpowiemy sobie na to pytanie, to nadal nie będzie inaczej. W odpowiedzi pomogą nam doświadczenie transformacyjne ostatnich 25 lat, które w znacznej większości są dla nas gorzkie. Lewica przez długie lata była u sterów władzy i miała dostatecznie wiele środków, by zrobić tak jak należało zrobić. Tymczasem po 25 latach ciąży nad nami zjawisko drastycznego zróżnicowania dochodów i związanego z tym masowego wykluczenia społecznego.

 

Klimat polityczny z kolei niszczy fatalna polityka zakłamania historycznego. Partie, które wyrosły na tle buntu solidarnościowego zajmują obłudne stanowisko wobec przeszłości Polski, przekreślając całe 45-lecie i dorobek PRL-u. Dlaczego tak się stało? Dlaczego lewica nie mogła się temu przeciwstawić, odcinając ponury okres stalinowski od kolejnych dekad, które były okresem wytężonej pracy milionów Polaków. Dlaczego lewica pozwoliła się nazwać komuną? Nazwa "komuna" ma tyle wspólnego z okresem PRL-u, ile my mamy wspólnego z księżycem. Dlaczego cały okres PRL-u określa się jako państwo niesuwerenne i zbrodnicze?

 

Podobnie można zadać pytanie o stosunek lewicy do neoliberalizmu. Lewica bezkrytycznie poddała się entuzjazmowi wolnego rynku i wolnego handlu. Dyskusję na ten temat uważano za zbędną i szkodliwą dla nowego ustroju. Co na to wpłynęło? Odpowiedź jest prosta - brak długofalowej wizji systemowej i oczekiwanie, że neoliberalizm będzie skutecznym rozwiązaniem na zawsze. Potrzeba było światowego kryzysu finansowego, olbrzymiego bezrobocia, emigracji kilku milionów Polaków, biedy i beznadziei - by lewica przejrzała na oczy. Czy nie można było tego uniknąć?

 

Część lewicy popadła w amnezję, zapominając o swoich korzeniach i zabiegając o akceptację ze strony prawicy tylko po to, by uzyskać pozycję w prawicowym estabilishmencie. Wyrosłem w PRL-u i dzięki temu zostałem tym, kim jestem. Wojna pozbawiła mnie rodziców i wychowywałem się na koszt państwa. I dzisiaj nie życzę sobie, aby cały okres PRL-u był nazywany okresem zbrodniczym, bo byłbym zbrodniarzem, a takim nie jestem.

 

Prawica obrzucając cały okres PRL-u najgorszymi inwektywami jednocześnie pełną garścią czerpie z dorobku tego PRL-u. Przecież po zdobyciu władzy prawica nie zaczynała od zera. Nie zakwestionowała powojennych traktatów, przekształceń terytorialnych i granic, umów międzynarodowych, a także większości uregulowań wewnętrznych. Nie zanegowała nowej społecznej struktury, wykorzystała zastaną infrastrukturę komunikacyjną i energetyczną, wyprzedała tysiące przedsiębiorstw często za bezcen.

 

Przeciwko temu była i jest przeważająca część Polaków. Postępowanie prawicy wchodzi bowiem w konflikt z realiami, zawartością archiwów, pamięcią społeczną, a przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem. Zarazem prawica jest bezsilna wobec wyzwań przyszłości, drepcze w miejscu i nie potrafi nakreślić wizji strategicznego rozwoju Polski.

 

Chciałbym też kilka słów powiedzieć o latach siedemdziesiątych XX wieku, bo ten okres jest mi szczególnie bliski. Nie będę cytował, co zbudowano: fabryk, mieszkań, przedszkoli, bo jest to powszechnie znane. Oceniłbym tylko sprawiedliwie postęp cywilizacyjny tamtego okresu - zwłaszcza marsz Polski ku Europie, bo wtedy Polska otworzyła się ku Zachodowi. Wyrazem tego były wizyty trzech prezydentów Stanów Zjednoczonych i kilkudziesięciu czołowych polityków z całego świata.

 

Trzeba też odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd wzięły się owe demonstracje rytualne wobec Związku Radzieckiego. Ten temat prawica szczególnie często wykorzystuje w polemice z lewicą. Nie szczędzono orderów dla Breżniewa, a przyjaźń ze Związkiem Radzieckim wpisano nawet do konstytucji. Co było jednak lepszym rozwiązaniem, bo nie można było jednocześnie czynić aż tylu umizgów do Zachodu i dokonać w kwestii postępu cywilizacyjnego tego wszystkiego, co dokonano.

 

Chciałbym też zapytać byłych współpracowników Gierka, dlaczego zainicjowali proces negacji tego wszystkiego, co zbudowano i wypracowano w latach siedemdziesiątych? Na to pytanie nie ma rzeczowej odpowiedzi. Wydaje mi się, że z czystej głupoty. Nie przewidywali, że wraz z upadkiem PRL-u, uruchomią lawinę polityczną, która zmiecie także ich dorobek życiowy. I od tego nie ma już odwołania. Można dzisiaj jedynie sprawiedliwie osądzić przeszłość i przyznać się do popełnionych błędów.

 

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że jestem wdzięczny Sojuszowi Lewicy Demokratycznej za zaangażowanie się w powiedzenie prawdy o PRL-u, zwłaszcza o latach siedemdziesiątych. To było bardzo cenne po okresie unikania dyskusji na ten temat.

Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka

Szanowni Państwo,

Ustrojowa transformacja spełniła wiele oczekiwań społecznych. Polska jest demokratyczna i wolna, nasza suwerenność zależy wyłącznie od nas, przynależność, przynależność do struktur międzynarodowych daje nam poczucie bezpieczeństwa, a członkostwo w Unii Europejskiej możliwości cywilizacyjnego rozwoju.

Jednakże pod fasadą demokracji skrywają się wielkie i nierozwiązane problemy społeczne. Narasta rozwarstwienie materialne, olbrzymie są obszary biedy i wykluczenia, pogłębiają się dysproporcje rozwojowe. Ubóstwo uderza w dzieci. Brak pracy dotykający wszystkie grupy wiekowe, ale najbardziej dewastujący młode pokolenie, stał się polskim problemem numer 1. Młodzi, wykształceni i bezrobotni ludzie przegrywają swoje życiowe szanse. Emigracja zarobkowa osłabia energię społeczeństwa i pozbawia je wielu życiowych sił.

Narasta problem demograficzny. Niewydolne państwo nie gwarantuje wie konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich; nie ma równego dostępu do opieki zdrowotnej ani do coraz droższej edukacji i nauki. Zagrożony jest – i tak niski – poziom życia emerytów i rencistów. Mamy do czynienia z objawami kulturowej zapaści i degradacji. Narasta nacjonalizm i radykalizm, które nigdy nie były szansą na rozwój i postęp. Blakną szanse na wzrost i rozwój o własnych siłach.

Wewnętrzne problemy społeczne Polski nie odpowiadają ideałom lewicy i naszym wyobrażeniom, jak powinno wyglądać europejskie państwo i społeczeństwo w XXI wieku. Są też objawem klęski polityki partyjnej uprawianej przez wszystkie podmioty na scenie politycznej, zdominowanej przez partie prawicowe.

Przed Polską wyzwania, jakich do tej pory nie było. Wymagają naszej mobilizacji i wspólnoty. Zdaniem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, aby je skutecznie rozwiązywać, potrzebny jest szeroki Front partnerskiego współdziałania lewicy. Żadna z naszych partii w pojedynkę biegu polskich spraw nie zmieni. Na pytanie, kiedy taki front budować odpowiadamy – teraz, już. Kto w nim powinien być? My wszyscy, każda z partii, grup, środowisk lewicy, które podobnie postrzegają polskie sprawy, doceniają potrzebę wspólnotowego działania, potrafią porzucić jałowe spory i odłożyć na bok dawne urazy.

Dlatego środowiskom lewicy polskiej proponujemy partnerskie spotkanie w czerwcu 2013 roku. Proponowany Kongres Lewicy Polskiej nie będzie wydarzeniem partyjnym, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu politycznym, intelektualno-programowym, prezentującym bogactwo ideowe i twórcą różnorodność polskiej lewicy. Proponujemy spotkanie bez warunków wstępnych, którego głównym celem byłoby wprzęgnięcie wszystkich sił polskiej lewicy w służbę społeczną i skuteczne rozwiązywanie obecnych problemów Polaków. Pora zacząć budować rzeczywistą lewicową alternatywę dla Polski! Razem identyfikować wyzwania przyszłości.

Łączymy serdeczne pozdrowienia

i wyrazy szacunku,

Krzysztof Gawkowski Józef Oleksy

 

Zaproszenie do udziału w Kongresie Polskiej Lewicy zostało przez nas przyjęte. Ma się on odbyć 16 czerwca w salach konferencyjnych Stadionu Narodowego. To wyraz identyfikacji lewicy z symbolem nowoczesności, jakim jest ten Stadion i jego roli. Braliśmy udział od ponad pół roku w pracach zespołu, którzy przygotowywał ścieżkę programową Kongresu. Nasza delegacja składała się z trzech osób: prof. Pawła Bożyka, Edmunda Kęsickiego i Mieczysława Kozłowskiego. Staraliśmy się na różnych etapach prac przygotowawczych wnosić własny oryginalny wkład “gierkowski” oraz wprowadzać poprawki do proponowanych materiałów kongresowych. Pewnym mankamentem jest mała ilość zaproszeń – zaledwie po pięć na daną organizację. To czyni Kongres wydarzeniem elitarnym, a nie masowym, bo takie było zainteresowanie ze strony wielu środowisk lewicowych i okołolewicowych. Kongres Polskiej Lewicy ma obradować pod hasłami: problemy socjalno-bytowe, światowy kryzys gospodarczy, prawa i wolności obywatelskie, stan polskiej kultury, lewicowy projekt przyszłości, innowacyjność i nowoczesność, prawa kobiet. Liczymy, że wydarzenie to stanie się zarzewiem ważnej debaty na lewicy oraz jej roli w życiu społecznym i politycznym Polski.

M. K.

Po co nam to było?

Racjonalne zachowania ludzi myślących mają lub winny mieć tę cechę że wyciąga się wnioski z określonych sytuacji, które niosą określone skutki. Racjonalizm powoduje, że analizujemy związki przyczynowo-skutkowe, a wnioski mają racjonalistom służyć do zmian zachowań postaw i działań. Zmiany będące skutkiem racjonalnych przemyśleń powinny mieć na celu naprawę lub eliminację takich nieracjonalnych zachowań, które utrudniały życie stwarzały problemy, rodziły konflikty, powodowały rozliczne kłopoty.

Racjonalne zachowania powodują eliminację nieoczekiwanych, niechcianych sytuacji. A więc niech żyje racjonalizm, przyczyna naszego życiowego sukcesu i komfortu. Prywatnie na co dzień działania większości z ludzi cechuje właśnie postępowanie racjonalne, które ma cechę pozytywnego konformizmu, no bo komu potrzebne są problemy. To zachowania pozytywne, oczekiwane i logiczne. I wszystko wygląda tak jak należy do chwili, w której racjonalnie na co dzień zachowujących się ludzie zostają obdarzeni obowiązkiem wobec swego kraju i narodu.

Tu umiera racjonalizm, zdrowy rozsądek, umiera odpowiedzialność. Jest to o tyle zdumiewające że trudno jest zdefiniować przyczyny nieracjonalnych zachowań wobec przyjętego na siebie obowiązku. Przecież powinno być poza dyskusją, że jeżeli odpowiadamy za siebie, to niejako z przyrodzenia powinniśmy umieć dbać o innych, tak samo jak o siebie. Czy słuszne jest oczekiwanie odpowiedzialności za siebie? Oczywiście jest! A za rodzinę? Oczywiście jest! A za kraj? Czy słuszne jest oczekiwanie odpowiedzialności za kraj.

W Polsce pojęcie kraju jest już pojęciem bardziej abstrakcyjnym niż rodzina. Polakom bliżej jest do innego definiowania wartości, niż np. Niemcom. To oni w preambule do konstytucji mają zapisaną odpowiedzialność za siebie, rodzinę i kraj. To bardzo ważna, jasna zasada. Wyraźnie określa oczekiwane zachowanie i pełni inne funkcje niż formalny zapis. Okazuje się, że niesie ona ze sobą bardzo praktyczne skutki, ponieważ na tej zasadzie oparty jest filozofia chociażby niemieckiej Społecznej Gospodarki Rynkowej.

U nas akcenty wartości rozkładają się zgoła inaczej. Zdecydowanie bardziej abstrakcyjnie, ale jakże wzniośle. Bóg, Honor, Ojczyzna. Ten zestaw wartości nie wskazuje prostym ludziom zasad postępowania, albowiem bardzo często Bóg jest z daleka od ojczyzny, która jest również jak On święta ale, racja stanu wymaga działań i postaw z goła niehonorowych.

I gdzie tu jest miejsce na honor? Tak więc nasze wartości są niebotyczne i niepraktyczne i zwykle wychodzą nam bokiem. Ponieważ nolens wolens jestem członkiem tego narodu bokiem wychodzi to także i mnie i mojej rodzinie. Jak ? Proszę! W 150 rocznicę powstania styczniowego wypowiadają się kolejno: kościół, prezydent, rozmaite środowiska patriotyczne. Pan prezydent wygłasza strzeliste przemówienia złożone niekiedy z komunałów, truizmów czy ogólników. A “prawdziwi Polacy” robią cyrk, zabawiając się w inscenizacje poszczególnych powstańczych epizodów.

Jako potomek powstańca mam prawo do oceny postępowania i zachowań poszczególnych gremiów politycznych. Ich działania w tej materii są po prostu śmieszne i tylko okrągła rocznica usprawiedliwia te nieracjonalne zachowania. Odpowiedzialność za ojczyznę to odpowiedzialność za mnie i za moich przodków. A to oni właśnie wystąpili zbrojnie przeciwko tyranii carskiej. I choć moja ocena tego faktu jest moją prywatną sprawą, nie odcinam kuponów od ich martyrologii. To powstanie traktuję jako ich rozumienie odpowiedzialności za siebie, rodzinę i za kraj.

A przecież nikt nigdy nie uporządkował zaszłości wynikających z konsekwencji podjętej wobec wroga akcji zbrojnej. Władze carskie po prostu wyrzuciły moją rodzinę z odwiecznej własności i cały jej majątek (Michalskich) caryca podarowała w swej szczodrobliwości swojemu kuzynowi – carowi bułgarskiemu, którego rodzina do dziś siedzi na majątku mojej rodziny, a pan prezydent zadowolony z siebie opowiada różne rzeczy o honorze, patriotyzmie itd. Okazuje się, że powstaniec zrobił swoje i powstaniec może odejść. Pochwali go pan prezydent, kościół pobłogosławi, a on będzie chodził jak wolny najmita we własnym państwie bo na jego majątku w dalszym ciągu siedzi zasymilowany Bułgar.

Ergo zawołanie BOG HONOR OJCZYZNA funkcjonuje w mentalności Polaków do uprawiania martyrologii. W oglądzie nieco cynicznego, ale i bardziej pragmatycznego potomka powstańczej rodziny brak w działaniach przodków racjonalizmu, który zawierałby przesłanie odpowiedzialności za siebie, rodzinę i ojczyznę, przynajmniej w perspektywie III RP, która jest kontynuatorką II, czyli tej, której zabrakło czasu, aby zadość uczynić bohaterskim i oddanym synom swojego narodu. I po co nam to było?

Zbigniew Adam Gusiew

Tusk gorszy od Gierka

I sekretarz za kredyty budował, a premier?

 

To było ostatnie 297 mln dolarów. W końcu października spłaciliśmy wreszcie po 40 latach kredyty zaciągnięte jeszcze przez Edwarda Gierka. W sumie do oddania było ponad 26, 4 mld dolarów. I choć kwota ta stanowi zaledwie ułamek długu, jaki Polska zaciągnęła za rządów Donalda Tuska, to zdaniem ekonomistów ówczesny I sekretarz PZPR pieniądze z pożyczek wydawał o wiele lepiej niż obecny premier.

Za rządów Tuska dług publiczny zwiększył się o blisko 300 mld zł. i zdaniem ekonomistów te pieniądze niekoniecznie wydawane są właściwie. – Za czasów Gierka inwestowano głównie w majątek produkcyjny. Stawiano na wzmocnienie gospodarki i budownictwo mieszkaniowe. I wiele z wówczas wybudowanych zakładów stanowi podstawę funkcjonowania całych gałęzi gospodarki, takich jak chociażby energetyka – wyjaśnia ekonomista prof. Krzysztof Rybiński.

Statystyki mówią same za siebie. W trakcie 10 lat rządów Gierka powstało 550 zakładów przemysłowych, 110 fabryk, a Polska zakupiła 450 licencji na produkcję samochodów i maszyn. Wybudowano też ok. 2,6 mln. mieszkań, w których zamieszkało prawie 10 mln ludzi!

Z kolei , zdaniem prof.. Rybińskiego, obecnie zdecydowana większość pieniędzy przeznaczana jest na infrastrukturę. Częściowo niestety taką, bez której można by się obejść. Przykładów nie trzeba szukać daleko. W oczy kole Stadion Narodowy, z którym po zakończeniu EURO 2012 nie wiadomo co zrobić. Cieszą z bólem powstające autostrady, ale kilometry ścieżek rowerowych i chodników biegnących wzdłuż pustych dróg wielu drażnią. To samo dotyczy pustych orlików. – Mniej na ścieżki rowerowe i aquaparki, więcej na wzmocnienie gospodarki – poucza ekonomista.

To zbudował Tusk

  • Autostrady i drogi ekspresowe, choć nie wszystkie dokończone,
  • Stadion Narodowy i stadiony na EURO 2012,
  • Orliki, sieć stadionów piłkarskich w prawie każdej gminie.

To zbudował Gierek

  • Dworzec Centralny w Warszawie,
  • Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Tychach,
  • Huta Katowice,
  • Trasa Katowicka, czyli “gierkówka”,
  • Trasa Łazienkowska w Warszawie,
  • Kombinat Paliwowo-Energetyczny “Bełchatów”,
  • Rafineria Północna Gdańsk
  • Kopalnie Borynia, Śląsk i Trzydziestolecia PRL,
  • Elektrownie w Dolnej, Kozienicach, Rybniku,
  • Huta Miedzi w Głogowie,
  • Kopalnia Miedzi w Rudnej,
  • Zakłady Azotowe Włocławek,
  • Zamek Królewski w Warszawie.

JK

Źródło – Dziennik Super Ekspres

Dylematy energetyczne Polski

Odzwyczailiśmy się od wyłączeń prądu. W ostatnich kilkudziesięciu latach energii mieliśmy pod dostatkiem, potrzeby przemysłu znacznie się skurczyły, budownictwo mieszkaniowe rozwijało się powoli, węgla nie brakowało.

 

Przybyło latarń i reklam, witryny sklepowe rozjaśniły się dziesiątkami żarówek, miasta zbliżyły się do Europy. Polacy karmieni od lat ideologią sukcesu w stylu “zielonej wyspy” nawet nie przeczuwają kłopotów energetycznych, jakie wkrótce mogą ich spotkać. Nie będą to przy tym kłopoty wynikające z zakręcenia kurków z ropą i gazem przez Rosjan lecz znacznie poważniejsze.

 

Polska energetyka pracowała dotychczas bez większych zagrożeń; elektrownie i elektrociepłownie wybudowane prawie w całości w latach siedemdziesiątych były wciąż relatywnie młode, kopalń mieliśmy raczej za dużo niż za mało, myślano więc o tym, jak ograniczyć wydobycie węgla niż zwiększyć produkcję energii elektrycznej.

 

Złe, a w najlepszym przypadku nijakie, stosunki z Rosją, zachęcały do szukania alternatywnych rozwiązań jeżeli chodzi o dostawy gazu i ropy naftowej dla przemysłu, transportu, energetyki. Szczególnie aktywny był w tej dziedzinie rząd Jarosława Kaczyńskiego, który najpierw chciał wybudować gazociąg z Norwegii (nie bacząc, że gaz z tego źródła byłby prawie 50% droższy niż gaz rosyjski), potem postanowił wybudować gazoport koło Szczecina, kontraktując dostawy gazu skroplonego z Kataru. Projekt budowy gazociągu norweskiego spalił na panewce; zabrakło funduszy inwestycyjnych i chętnych do uczestniczenia w projekcie. Gazoport szczeciński zbliża się do finału i za dwa lata wpłyną pierwsze statki ze skroplonym gazem, najpierw z dostawami rzędu 1,5 mld m3 rocznie, potem nawet 5 mld m3 rocznie. To z pewnością częściowo uniezależni nas od gazu rosyjskiego, choć gaz katarski będzie droższy niż rosyjski.

 

Jednocześnie Polska storpedowała budowę przez swoje terytorium drugiej nitki gazociągu jamalskiego, stawiając niekiedy absurdalne ograniczenia i wymagania. Efektem jest omijający Polskę gazociąg zbudowany na dnie Bałtyku przez Rosję i Niemcy, z odnogami do kilku krajów zachodnich.

 

 

 

 

W 2005 roku ówczesny premier polskiego rządu Jerzy Buzek w przypływie entuzjazmu do Unii Europejskiej podpisał bez wahania pakiet energetyczno-klimatyczny, nie zastanawiając się, jakie będą tego konsekwencje dla Polski.

Pakiet, przygotowany pod naciskiem unijnych ekologów, na pierwszy plan wysunął radykalne zmniejszenie emisji zanieczyszczeń (zwłaszcza dwutlenku węgla – CO2) do atmosfery, uznanych za główną przyczynę ocieplania się klimatu na kuli ziemskiej. Zgodnie z tym pakietem do roku 2030 emisja CO2 powinna zmniejszyć się o 20% (wg aktualnych ustaleń nawet o 25%). Poprawić się powinna jednocześnie o 20% efektywność energetyczna i zmniejszyć zużycie energii. Za to do 20% zwiększyć się powinien udział energii odnawialnej, a do 10% - udział biopaliw w oleju napędowym.

 

Przez pierwsze siedem lat od chwili podpisania, pakiet energetyczno-klimatyczny był jednym z tych dokumentów unijnych, które bezpośrednio nie oddziaływały na obciążenie budżetu krajów-członków Unii Europejskiej. Polska mogła więc nadal emitować CO2 bezkarnie. Od roku 2013-tego trzeba będzie jednak zacząć płacić.

 

Przyznany Polsce przez Unię Europejską limit emisji dwutlenku węgla ustalono w wysokości 208,5 mln ton rocznie. W roku 2013 bezpłatna emisja skurczy się o 30% (a więc do 146,0 mln ton). Za 62,5 mln ton trzeba będzie zapłacić po 23-35 euro za tonę, czyli od 1,4-2,2 mld euro. W roku 2014 część bezpłatna emisji skurczy się o 40%, w roku 2020 do zera. Wtedy trzeba będzie płacić rocznie od 4,8-7,3 mld euro, chyba, że w międzyczasie w Polsce nastąpi ograniczenie emisji zanieczyszczeń do atmosfery, co spowoduje obniżkę obciążeń z tytułu limitów nałożonych przez Unię Europejską.

 

Dopiero więc teraz, gdy groźba płacenia olbrzymich kar za zanieczyszczenie środowiska naturalnego stała się realna, polski rząd wpadł w panikę. Jego przedstawiciel nie parafował w Brukseli porozumienia wykonawczego w sprawie pakietu energetyczno-klimatycznego, co wzbudziło u pozostałych zdziwienie, bądź wręcz konsternację; premier polskiego rządu podpisał przecież przed laty porozumienie unijne w tej sprawie – argumentowano.

 

Wtedy jednak, zapewne, ani Jerzy Buzek, ani nikt w jego rządzie pakietem tym się nie przejmował, dotyczył on bowiem odległych czasów.

 

 

 

 

 

Podstawowym surowcem energetycznym w Polsce jest węgiel. Umożliwia on wytworzenie aż 93% energii elektrycznej. W oparciu o gaz produkuje się jedynie 3,4% energii elektrycznej, zaś inne źródła energii (a więc olej napędowy oraz odnawialne źródła energii, czyli energia wiatrowa, wodna, geotermalna, słoneczna, a także uzyskiwana z biomasy) wytwarzają 3,6% energii elektrycznej.

 

Jednocześnie węgiel służy do produkcji 80% ciepła, dostarczając energię do ogrzewania mieszkań i zaspokajania innych potrzeb bytowych. Około 8% ciepła dostarczają w Polsce odnawialne źródła energii. Resztę potrzeb (około 12%) zaspokaja gaz ziemny i pozostałe (poza wymienionymi) źródła energii (np. drewno).

 

Polska jest największym producentem węgla w Unii Europejskiej. Złotym okresem w rozwoju polskiego górnictwa węglowego były lata 70-te. Wybudowano wtedy szereg nowych kopalń, wyposażono je w nowoczesne (jak na tamte czasy) urządzenia techniczne, zwiększono też intensywność wydobycia. W 1979 roku wydobycie węgla kamiennego osiągnęło 201 mln ton. W latach 80-tych spadło ono do około 180 mln ton, w dziesięcioleciu 2001-2010 – do około 80 mln ton i nadal spada.

W latach 70-tych Polska była drugim po Stanach Zjednoczonych eksporterem węgla. Obecnie zajmuje 11 miejsce w świecie po Stanach Zjednoczonych, Chinach, Australii, Rosji, Indonezji, Kolumbii, RPA, Wietnamie i Kazachstanie. Jeszcze w 1990 roku Polska eksportowała rocznie 30 mln ton węgla, obecnie – 6 mln ton. Za to import węgla zwiększa się nieprzerwanie; w 2010 roku wyniósł 12 mln ton, obecnie wynosi około 14 mln ton.

 

Wszystkie te zmiany w produkcji i handlu zagranicznym węglem w Polsce pozostają w kolizji z tendencjami światowymi, gdzie w ostatniej dekadzie wydobycie węgla kamiennego wzrosło o 70%, zaś węgla brunatnego o 10%. Jednocześnie udział węgla w produkcji energii elektrycznej zwiększył się w tym czasie w świecie ze 40% do 41%, udział gazu pozostał bez zmian, wzrósł udział energii odnawialnej i atomowej, zmalał natomiast udział paliw ciekłych i energii wodnej.

 

 

 

 

 

Dlaczego Polska zrezygnowała z pozycji węglowego potentata w Europie i świecie? Przecież węglowy model polityki energetycznej ma swoje racjonalne uzasadnienie; nie ukształtował się on w Polsce za czasów E. Gierka lecz dużo wcześniej w rezultacie wieloletnich uwarunkowań geopolitycznych i naturalnych, na które złożyły się ograniczone możliwości pozyskania surowców energetycznych z zewnątrz i własne, jedne z najbogatszych w Europie i świecie, zasoby węgla kamiennego i brunatnego. Pod względem bezpieczeństwa energetycznego (procentowy udział importu w całości zużycia surowców energetycznych) węgiel zapewniał Polsce trzecią pozycję w Europie. Niestety, w ostatniej dekadzie zależność energetyczna Polski od importu nośników energii zwiększyła się z 11,2% do 30,4%.

 

Tak duży udział węgla w produkcji energii elektrycznej i ciepła wpłynął rzecz jasna na naszą przodującą pozycję w zanieczyszczeniu środowiska naturalnego w Europie. Wynika to jednak nie tyle z “węglowego” charakteru energetyki co z jej aktualnego zacofania technologicznego. Prawie wszystkie elektrownie węglowe liczą 40 lub więcej lat. W części z nich założono nowe filtry odpylające, co znacznie zmniejszyło zanieczyszczenie okolicznych terenów. Dotyczy to w szczególności elektrowni pracujących w oparciu o węgiel brunatny. Rozwiązania technologiczne dotyczące produkcji energii elektrycznej pozostały jednak te same.

 

W międzyczasie nastąpił w energetyce węglowej bardzo szybki postęp technologiczny. Turbogeneratory stały się bardziej wydajne i mniej szkodliwe dla środowiska naturalnego. Urządzenia odpylające ograniczyły wydatnie emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Niestety, w ostatnim dwudziestoleciu Polska wybudowała tylko jedną nowoczesną elektrownię węglową o mocy 4 tys. megawatów, a potrzeba ich wielokrotnie więcej. Dużą część starych elektrowni trzeba będzie wkrótce wyłączyć, bądź wyłączą się one same w wyniku awarii, i co wtedy?

 

Energia elektryczna wytwarzana w elektrowniach gazowych jest 2-3 krotnie droższa niż w węglowych. Podobne różnice dotyczą elektrowni atomowych i wiatrowych, które są relatywnie najdroższe; przy czym pierwsza elektrownia atomowa uruchomiona może być w Polsce nie wcześniej niż za pięć lat, a energia wiatrowa wytwarza nikły procent całej energii potrzebnej Polsce; wiatr niestety wieje u nas od czasu do czasu i to tylko w niektórych rejonach kraju. Nie staniemy się też szybko, w myśl raportu Instytutu Geologii, eldorado gazowym; łupków mamy mniej, a gazu w nim zawartego wykryto niewiele.

Wszystko wskazuje na to, że nasza polityka energetyczna to efekt bezwładności, zwłaszcza w zakresie zmian w strukturze zużycia podstawowych nośników energii. Węgla wydobywamy mniej, bo jest nieopłacalny, a nieopłacalny jest dlatego, że kopalnie są niedoinwestowane i wyeksploatowane. Pracują w nich wciąż maszyny kupione w odległej przeszłości. Nie ma zaś chętnych do wyłożenia kapitału. Spółki węglowe starają się uzyskiwać, jak największe3 zyski bieżące, przy minimalnych własnych nakładach inwestycyjnych.

 

 

 

 

 

Pierwszy scenariusz, nazwijmy go autonomicznym, opiera przyszłość polskiej energetyki na węglu. Nie powinna mieć ona jednak wiele wspólnego z tym, z czym mamy do czynienia obecnie, a więc z kopalniami i elektrowniami pracującymi pod groźbą zamknięcia. Wg szacunków tylko 12 kopalń węgla kamiennego dotrwać może do 2030 roku, ale ich łączne wydobycie nie przekroczy rocznie 50 mln ton węgla. Węgiel ten wystarczyłby w 2010 roku na zaspokojenie potrzeb elektrowni zawodowych. W 2030 roku będzie go jednak zdecydowanie za mało, nawet, gdybyśmy w tym czasie w miejsce produkujących obecnie energie elektryczną starych turbogeneratorów zamontowali nowe, oszczędne, produkujące więcej energii i mniej zanieczyszczające środowisko.

 

Postępowanie zgodne z tym scenariuszem oznaczałoby więc konieczność wybudowania do 2030 roku co najmniej sześciu nowoczesnych elektrowni węglowych (co 3 lata jedną). Musiałyby one reprezentować nowoczesny poziom technologiczny w zakresie efektywności produkcji energii i ochrony środowiska naturalnego. Tego wymaga od nas unijny pakiet energetyczno-klimatyczny. Kary płacone za emisję CO2 byłyby oczywiście znacznie mniejsze niż oszacowano je obecnie w warunkach “brudnych” technologii energetycznych, choć, co trzeba przyznać, polska energetyka znacznie zmniejszyła w ostatnich latach zanieczyszczenie środowiska.

 

Scenariusz węglowy zakłada jednocześnie odwrócenie tendencji w wydobyciu węgla; zamiast spadku – jego wzrost. W rezultacie musiałaby nastąpić modernizacja kopalń istniejących i budowa co najmniej sześciu kopalń nowych. W latach 2010-2030 przewiduje się bowiem wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną rzędu 70-80 TWh (ze 141 TWh w roku 2010 do 217 TWh w roku 2030). Wymagałoby to dodatkowych 30 mln ton węgla kamiennego rocznie. Uwzględnienie potrzeb ciepłownictwa i przemysłu zwiększyłoby zapotrzebowanie na węgiel, a w konsekwencji oznaczałoby potrzebę wzrostu jego wydobycia bądź zwiększenia importu.

 

W sumie realizacja tego scenariusza rozwoju polskiej energetyki w wariancie spełniającym warunki ochrony środowiska naturalnego kosztowałby do 2030 roku 4-5 mld euro rocznie (łącznie około 100 mld euro). Jeżeli do tego dodalibyśmy potrzeby rozwoju i modernizacji ciepłownictwa i transportu, to wartość inwestycji do 2030 roku uległaby podwojeniu.

 

Drugi scenariusz, nazwijmy go unijnym, oparty na zróżnicowanych źródłach energii, zakłada zbliżenie struktury zużycia pierwotnych surowców energetycznych w Polsce do struktury przeciętnej w Unii Europejskiej, gdzie tylko 41% energii elektrycznej wytwarza się w oparciu o węgiel, 26% - w elektrowniach atomowych, 22% - w oparciu o gaz i 11% - w oparciu o odnawialne źródła. W perspektywie do 2030 roku Unia Europejska zamierza zwiększyć udział produkcji energii elektrycznej w oparciu o gaz do 28%, w oparciu o odnawialne źródła energii do 18%. Jednocześnie, jeżeli zgodnie z zapowiedziami Niemców i Francuzów, znaczącej obniżce ulegnie udział energii elektrycznej wytwarzanej w elektrowniach atomowych, to tendencje spadkowe w udziale węgla zostaną w Unii zahamowane.

 

Wydaje się, iż scenariusz ten jest dla Polski nierealny i co więcej przyniósłby więcej strat niż korzyści. Jego realizacja oznaczałaby bowiem zastąpienie taniego węgla drogim gazem i kilkakrotne podrożenie energii elektrycznej. Oczywiście kary płacone za zanieczyszczenie środowiska naturalnego przez elektrownie gazowe byłyby niższe niż przez elektrownie węglowe.

Gdzie Polska mogłaby przy tym zaspokoić popyt na tak znaczne ilości gazu? W 2010 roku w Polsce spalono około 65-70 mln ton węgla kamiennego i 55-58 mln ton węgla brunatnego. Jest to ilość równoważne około 60 mld m3 gazu ziemnego. Zaspokojenie przyszłych potrzeb energetycznych Polski do roku 2030 to wzrost popytu na gaz rzędu 20 mld m3 rocznie. W roku 2010 Polska zużyła 14,1 mld m3 gazu, w tym 47% pochodziło z importu z Rosji.

 

 

 

 

  1. Pakiet klimatyczny
  2. Polska – energetycznym skansenem?
  3. Zmiany zamierzone czy wymuszone?
  4. Dwa scenariusze
  5. Marzenia a rzeczywistość

 

Pakiet energetyczno-klimatyczny Unii Europejskiej uznać należy za próbę przełożenia marzeń ekologów na rzeczywistość. Niestety przełożenie to obnażyło bez reszty mizerię polskiej rzeczywistości. Polska nie ma jakichkolwiek możliwości, by pakiet ten zrealizować w wyznaczonym horyzoncie czasowym. Bez astronomicznych nakładów inwestycyjnych w najbliższych kilku latach trudno więc będzie zastąpić rozsypujące się elektrownie węglowe – nowymi, zabezpieczając dostawy surowców energetycznych. W innym, przypadku Polska będzie musiała ograniczyć zużycie energii (np. poprzez wyłączenia w godzinach szczytu), bądź stać się poważnym importerem prądu. Jeżeli do tego dodamy stare, czterdziestoletnie, całkowicie wyeksploatowane linie przesyłowe powaga czekających nas kłopotów staje się zdecydowanie większa.

 

Roczna emisja CO2 przez kraje Unii Europejskiej szacowana jest na około 14% emisji światowej, udział Chin wynosi 22%, a Stanów Zjednoczonych 20%. Do poważnych producentów CO2 należy też Rosja (6%), Indie (5%), Japonia (4%). Udział Polski szacowany jest na 1,1%, a więc na poziomie zbliżonym do Francji.

 

Polska traktowana jest w Unii jako jeden z największych producentów CO2 (obok Nieniec i Francji), a w przeliczeniu na 1 mieszkańca – największym, właśnie ze względu na dominację węgla w produkcji energii elektrycznej.

Na tym tle pojawia się kilka wątpliwości.

 

Pierwsza, dlaczego tylko kraje Unii Europejskiej maja ponosić ciężar przeciwdziałania zanieczyszczeniu środowiska naturalnego, skoro najwięksi emitenci CO2: Chiny i Stany Zjednoczone nie podpisały protokołu z Kioto o ochronie środowiska naturalnego, wydalając bezkarnie wielokrotnie więcej zanieczyszczeń niż kraje Unii Europejskiej razem wzięte.

 

Ruga wątpliwość, dlaczego Unia Europejska przyjęła jako pewnik stanowisko swoich ekologów, iż to emisja CO2 jest główną przyczyną ocieplania się klimatu na Ziemi. Nie mniej liczna grupa naukowców niż stojąca po stronie ekologów uważa, że nie ma przekonujących dowodów, iż to emisja dwutlenku węgla powoduje zmiany klimatu. Ich zdaniem u podstaw obecnych perturbacji klimatycznych znajdują się naturalne cykle będące w większym stopniu funkcją czynników niezależnych od człowieka (np. wybuchów na słońcu). Wystarczy wziąć pod uwagę wyniki badań nad historią kuli ziemskiej.

 

Trzecia wątpliwość sprowadza się do pytania, dlaczego w istniejących uwarunkowaniach Polska miałaby ponieść w Unii Europejskiej największy, w przeliczeniu na 1 mieszkańca, ciężar wdrożenia pakietu energetyczno-klimatycznego. Czy tylko dlatego, że jej podstawowym bogactwem naturalnym jest węgiel, którego inne kraje nie mają, bądź mają w ograniczonych ilościach.

Obciążenie Polski ciężarem płacenia kar za wykorzystywanie węgla dla potrzeb energetyki i ciepłownictwa wyeliminowałoby ją w rywalizacji ekonomicznej w Unii Europejskiej i odbiło negatywnie na poziomie życia ludności.

O Edwardzie Gierku w Tomaszowie Mazowieckim

W dniu 4 października na zaproszenie Klubu Inteligencji Polskiej odbyło się w Tomaszowie Mazowieckim spotkanie prof. Pawła Bożyka, przewodniczącego Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka z działaczami KIP oraz mieszkańcami miasta.

 

Tematem prelekcji wygłoszonej przez gościa z Warszawy była działalność Edwarda Gierka i jego ekipy w latach 70. ubiegłego wieku. Prelegent odniósł się także do bieżącej sytuacji gospodarczej kraju po transformacji ustrojowej z 1989 r. W jego wystąpieniu pojawiły się także akcenty osobiste w stosunku do osoby byłego I sekretarza z czasów, gdy Paweł Bożyk sprawował funkcję jego doradcy. Wątki te zostały zawarte również w książce wspomnieniowej Pawła Bożyka “Hanka, Miłość i Polityka”, którą przedstawił zebranym.

 

Po prelekcji miała miejsce interesująca dyskusja, gdzie głosy akceptujące wizerunek Edwarda Gierka, nakreślony przez prelegenta, mieszały się z głosami polemicznymi. Po spotkaniu odbył się kiermasz książki P. Bożyka oraz toczyły się rozmowy osobiste uczestników zebrania z gościem zebrania. W spotkaniu w Tomaszowie Mazowieckim wzięli także udział inni działacze ROG-u: Wacław Tomasiak oraz Mieczysław Kozłowski.

Oprac: M. K.

Przyrzekamy pamiętać!

W sobotę 28 lipca na cmentarzu w Sosnowcu przy ul. Zuzanny odbyły się uroczystości upamiętniające 11 rocznicę śmierci Edwarda Gierka. I chociaż to nie była rocznica “okrągła”, a upał był niemiłosierny przybyły, jak pisała prasa, tłumy mieszkańców oraz uczestników z całego kraju, aby oddać hołd wielkiemu patriocie i przywódcy Polski, jakim był Edward Gierek. W przemówieniach nad mogiłą inicjatora przebudowy Polski z siermiężnej w nowoczesną przewijały się wątki podnoszące zasługi Edwarda Gierka wobec ojczyzny i narodu.

 

Uroczystości otworzył Ireneusz Łęczek, rzecznik prasowy eurodeputowanego prof. Adama Gierka. W swym wystąpieniu podkreślił znaczenie obchodów rocznicowych ku czci tego, któremu Polska zawdzięcza tak wiele. Maciej Gadaczek, przewodniczący Społecznego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka nakreślił jego sylwetkę i dokonania, dzięki którym hasło, aby Polska rosła w siłę, a Polakom żyło się dostatniej nabrało istotnego znaczenia. To wtedy kraj wszedł na ścieżkę przyspieszonego rozwoju, który mógł nas wynieść do grona państw przodujących w Europie, gdyby nie brutalnie przerwana dekada gierkowska.

Prof. Paweł Bożyk, przewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka mówił o wielkich inicjatywach tamtego okresu i wybudowaniu wielu zakładów produkcyjnych, z których prywatyzacji żyją obecne ekipy sprawujące władzę po 1989 roku. Wyraził także przekonanie, że te dokonania i szacunek dla Edwarda Gierka pozostaną na zawsze w naszej pamięci. Głos zabierali także przedstawiciele władz miasta Sosnowiec oraz współpracownicy byłego I sekretarza PZPR.

 

Na zakończenie głos zabrał prof. Adam Gierek, syn Edwarda Gierka i poseł do Parlamentu Europejskiego. W swym emocjonalnym przemówieniu odniósł się do czasów, gdy Edwarda Gierka nikczemnie pozbawiono władzy i przerwano marsz Polski ku nowoczesności. Najwięcej zła i nieprawości Edward Gierek doznał ze strony ludzi z kręgu tzw. lewicy, którzy odebrali mu cześć i honor, a także sprawili, że pozbawiono go wszelkich odznaczeń państwowych. Tego nie uczyniła prawica, ale ci, którzy wcześniej tchórzliwie chowali się za plecami Edwarda Gierka – postawił kropkę na i prof. Adam Gierek.

Ireneusz Łęczek w imieniu organizatorów podziękował zebranym za tak liczne przybycie i zaprosił na poczęstunek do pobliskiej restauracji. Tam w atmosferze sobotniego pikniku wielu gości zabierało głos i wspominało Tego, który dla nich był i pozostał wzorem patrioty i Polaka.

 

W uroczystościach rocznicowych obok kolegów z Zagłębia i Śląska udział wzięła grupa reprezentująca Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka z różnych rejonów kraju: Prof. Paweł Bożyk, Edmund Kęsicki, Mieczysław Kozłowski z Warszawy, Marian Szymański z Radomia, Zbigniew Sowa ze Sztutowa (Pomorze Gdańskie), Maciej Kijowski z Rzeszowa, Jan Dudek z Żyrardowa.

 

Po wystąpieniach rocznicowych złożono wieńce i wiązanki kwiatów oraz zapalono znicze. Pamięć Edwarda Gierka uczczono także minutą ciszy.

 

Nietypowa rocznica spotkała się z dość znacznym odzewem mediów, które zamieściły relacje oraz serwisy zdjęciowe z tych obchodów. Można wejść na portalu Onet w wyszukiwarkę Google i wypisać hasło: jedenasta rocznica śmierci Edwarda Gierka. Wtedy pokaże się komplet materiałów prasowych z uroczystości rocznicowych. Nasza obszerna relacja ukaże się na stronie www.rog.com.pl oraz w kwartalniku “Nowe Perspektywy” w terminie późniejszym.

Oprac. Mieczysław Kozłowski

Awantura o Instytut Pamięci Narodowej

Przyjemnie jest mieć wrażenie że jednak Polska do końca nie zwariowała. Przyjemnie jest mieć wrażenie ze samemu się nie zwariowało i parę ważnych osób w kraju myśli podobnie. Może mniej przyjemnie, że rzeczy nie nazywa się po imieniu, ale idzie o sprawę a nie o ich nazywanie. Co to za rzecz, o której dziś wszyscy wymownie milczą? To awantura z IPN-em, który ma szanse znaleźć się tam, gdzie jego miejsce, czyli na bruku. Stało się tak po sprzedaży budynku którego właściciel postanowił się pozbyć “prominentnego” lokatora.

Ach ten kapitalizm! za komuny coś podobnego nigdy nie mogło by się wydarzyć. Ale widać resztki szacunku do “szacownej” instytucji wygasły nawet w rządzących. Tak więc IPN - fora z państwowego dwora! Ktoś mądry powiedział, że przecież PiS może przygarnąć ich do swojej siedziby. Dlaczego nie może? PiS powinien przygarnąć swój twór do swojej piersi albowiem jego dokonania są bliźniacze dokonaniom komisji Maciarewicza. Efekty jego “pracy” nieustannie budzą taki sam niesmak, zażenowanie, wstyd.

Nie ma więc żadnych przeszkód, by instytucje te połączyły swoje “twórcze” siły. Gmaszysko PiS-u ogromne, pis po “redukcjach” maleńki, spokojnie się pomieszczą jeszcze pewnie zostanie na odnajęcie piętra. Przypomnijmy, straszydło to ewoluowało (jeśli można tak się wyrazić) z niekwestionowanej potrzeby ścigania zbrodni, dokonanych na narodzie polskim przez Niemców, których później zamieniono na hitlerowców.

W 1991 poszerzono zakres badań Komisji, zmieniając jej nazwę na Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ta z kolei została postawiona w stan likwidacji Ustawą z 1998, a jej dokumentację przejęła nowo powołana instytucja Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W kolejnych przekształceniach zachodzących na przestrzeni półwiecza widać zachodzące zmiany: od badania zbrodni niemieckich, potem hitlerowskich, poprzez dodanie członu "pamięci narodowej", zastąpienie wyrazu "hitlerowskich" wyrazami "przeciw narodowi polskiemu", wreszcie zastąpienie wyrazu "badania" wyrazem "ścigania".

To jedyny w świecie instytut, który ściga tych którzy współpracowali z legalnymi organami państwa. Państwa uznanego przez wszystkie inne państwa i organizacje demokratycznego świata. Ci wszyscy są przestępcami oczywiście tylko w chorych umysłach specjalistów od manipulacji faktami historycznymi z IPN-u. Z przesłania “ścigaczy” wynika, że jedynie pracownicy IPN-u i niektórzy z PiS-u to uczciwi prawdziwi Polacy i katolicy. W dalszym ciągu modyfikacji tej instytucji zmiany należałoby dokonać w samej nazwie. A mianowicie instytut nienawiści narodowej.

“Naukowcy” w tym “instytucie” wyspecjalizowali się w obrzucaniu gównem wszystkich, którzy staną im na drodze. A stanąć można np. wypowiadając się nie po myśli “naukowców” lub ich politycznych popleczników. Ot i cud!!! Nagle odnajdują kwity na tego na kogo akurat potrzeba, nieważne kto, naukowiec, aktor, sędzia ksiądz a ostatnio nawet ostatni dowódca powstańców z A.K. Pan generał Ścibor Rylski. Pozbawienie możliwości działania tej “firmy” to może niezbyt odważne działanie, ale pal sześć metodę, byle się stało.

Kilka lat temu pisałem, że wszystkie dokumenty z okresu od 1945 roku powinny być utajnione, podobnie jak w Wielkiej Brytanii na 75 a jak potrzeba to i na 100 lat. Dawanie chłopcom w krótkich spodenkach dostępu do niesłychanie drażliwych materiałów prowadzi do dezintegracji całego społeczeństwa. Chłopcy ustawili się w pozycji sędziów ludzi żyjących w bodaj najtrudniejszym okresie historii Europy. Ty dobry - ty do gazu. Mamy całe zastępy doktorów historii, którzy bez wahania skazują ludzi na śmierć cywilną.

Tak więc ocena morale tych ludzi wypada fatalnie. Jeszcze gorzej wypada ocena dorobku “naukowego” Instytutu. Cała seria dokonań, poczynając od obrażania prezydenta Lecha Wałęsy. Brak jest w słowniku cywilizowanych ludzi dostatecznie obraźliwych przymiotników dla określenia dorobku tych naukowców. “Naukowcy” ci chętnie sięgają do publicznej kasy na ten rok to 223,2 mln zł. Na co te pieniądze? A no trzeba było np. udowodnić narodowi, że gen Sikorski został zamordowany. Ekshumacja, transport z niesłychaną pompą, sekcja w instytucie medycyny sądowej. I… niezamordowany.

Kolega “opozycjonistów” z Krakowa, kandydat prawicy na ołtarze student Pyjas, miał być zamordowany przez SB. Ekshumacja, ponowna sekcja i… SB niewinne, Wyniki imponujące. Ale prawdę o L. Wałęsie, W. Sikorskim, czy Pyjasie wszyscy Polacy dawno dobrze znali. Więc po jakie licho wydajemy z budżetu ciężkie miliony? Inną dziedziną, w której wykazuje się IPN, to historia tuż powojenna. Największym dokonaniem Instytutu to uznanie ludzi mordujących reprezentantów władzy nadanej przez koalicjantów antyhitlerowskich za “żołnierzy wyklętych”. Jako humanista jestem gotów wybaczyć młodym chłopcom brak rozumu i rozsądku, gdy podpuszczeni przez skłócony rząd londyński, strzelali do przedstawicieli legalnych władz. Ale bezwzględnie odmawiam im prawa do kombatanctwa.

Tak więc dorobek pionu śledczego, naukowego i historycznego IPN, choć kosztuje krocie, faktycznie niczego nie wnosi, nikogo nie interesuje, ergo jest niepotrzebny. Nikogo też nie interesuje szczucie ludzi, przyczepianie im łatek lustracyjnych’ koloryzowanie lub wręcz fałszowanie historii. Dlatego postuluję zawieszenie działania IPN –u na okres 100 lat od wydarzeń, których badań wymaga prawda historyczna, nie mająca jednak nic wspólnego z prawdą IPN-u.

Jeżeli nawet okaże się że to “horrendalna” pomyłka rządu i nikt IPN-u nie chce skrzywdzić wyrzucając go na bruk, to mam nadzieję, że czas tej “instytucji” jest policzony. Mam nadzieję, że przyszłe rządy lewicy skutecznie i raz na zawsze pozbędą się tej uwierającej zadry, mieszającej i mącącej narodową kadź. Oczywiście mówiąc o lewicy nie myślę o trwożliwej, zachowawczej i proklerykalnej SLD. Myślę tu o odrodzonej, zintegrowanej nowej lewicy.

Adam Zbignie Gusiew

Pożegnanie Profesora

Zmarł Profesor dr hab.Tadeusz Kowalik – postać wybitna w polskiej nauce i na polskiej scenie politycznej. Autor wielu książek i publikacji z zakresu ekonomii polskiej i międzynarodowej. Należał do grona doradców “Solidarności” podczas strajków sierpnia 1980 r. Jego myśl społeczno-polityczna jest obecna w kanonie 21 postulatów strajkowych, które stały się podstawą podpisanego porozumienia gdańskiego z 31 sierpnia 1980 r.

 

Profesor całym sercem był oddany lewicy i nigdy nie zatracił swej busoli ideowej. Nie wszystkim to się podobało i Profesor szybko popadł w konflikt ze środowiskiem dawnej opozycji. Po objęciu rządów przez ekipy posierpniowe był coraz bardziej przez nie izolowany i spychany na margines życia społeczno-politycznego kraju, a także przemilczany przez burżuazyjne i prawicowe media.

 

Także lewica parlamentarna nie jest bez winy. Postawa ideowa Profesora była solą w oku ekip z kręgu lewicy sprawujących władzę dwukrotnie w okresie posierpniowym. To spowodowało m.in., że Profesor zbliżył się do kręgów lewicy pozaparlamentarnej, której służył swą wiedzą i dorobkiem naukowym.

 

Nie zapisywał się do żadnej partii, ale nie odmawiał, gdy proszono go o wygłoszenie swego stanowiska w najważniejszych kwestiach dotyczących polityki społecznej i ekonomicznej oraz przemian dokonujących się w naszym kraju. Także Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka ma dług wdzięczności wobec Jego osoby.

 

Był obecny na naszych kongresach i konferencjach, wygłaszał znakomite, perfekcyjnie przygotowane referaty, zabierał często głos w dyskusji. Zgodził się także wejść w skład Rady Konsultacyjnej Kongresu Porozumienia Lewicy, gdzie zasiadał obok. Prof. Zdzisława Sadowskiego, Prof. Hanny Kuzińskiej, Prof. Adama Gierka, Prof. Pawła Bożyka, Prof. Mieczysława Dudka i innych znakomitości świata nauki.

 

Jego mądre i jakże merytoryczne poglądy, często bezkompromisowe w kwestiach zasadniczych, spotykały się z żywym odzewem wśród członków i sympatyków naszej formacji lewicowej. Jego ostatnią książkę o transformacji posierpniowej i jej wynaturzeniach recenzował prof. Paweł Bożyk. Ta recenzja jest obecna na stronie internetowej www.rog.com.pl oraz w kwartalniku “Nowe Perspektywy” nr 1 z kwietnia 2011 r.

 

Panie Profesorze, będziemy zawsze o Panu pamiętać!

Odszedł Profesor Tadeusz Kowalik

Śmierć profesora to ogromna strata nie tylko dla środowisk politycznych i ekonomicznych, to ogromna strata dla tych Polaków którzy mieli nadzieję na zmianę swojego losu, ludzi których obowiązujący system społeczno-gospodarczy sprowadził na margines istnienia społecznego i biologicznego. Nieprzejednany, wrażliwy na ludzką krzywdę socjalista, całe życie wyznawał zasadę społecznego egalitaryzmu, walczył o jego realizację we wszystkich swoich publikacjach i wystąpieniach.

 

Osobiście wyrażam wielkie uznanie dla profesora za ogromną odwagę i brak poprawności politycznej w prezentacji własnych negatywnych ocen dotyczących “dorobku naukowego” dr hab. L Balcerowicza, ówczesnego guru polskiej myśli ekonomicznej. Krytyka L. Balcerowicza była krzykiem niezgody na zdradę interesów społeczeństwa, jaka dokonała się przy Okrągłym Stale.

 

Wszak jako doradca pierwszej Solidarności prof. T. Kowalik dokładnie wiedział, czego oczekują robotnicy, a co wbrew wcześniejszym ustaleniom komisji NSZZ Solidarność zostało oszukańczo przemycone do realizacji. Cały skandal z okrągłym stołem profesor opisał w swojej książce p.t. “ www. reforma. pl”. Dziwna cisza zapanowała po publikacji tej książki. Podobnie jak wtedy kiedy prof. K. Poznański w swojej publikacji “ Wielki przekręt – klęska polskich reform” ukazywał patologie polskiej transformacji.

 

Z wielkim zainteresowaniem śledzę jak dzielnie państwo rozprawia się z przekrętem w spółce Amber-Gold. Tam oszukano kilkaset osób. Zapewne będzie proces, będą sądzeni, będą ukarani, skazani, możliwe że będą i odszkodowania. Ale wcześniej wiele instytucji musi nad tym tematem popracować. Tymczasem książka prof. Kowalika jest gotowym aktem oskarżenia, z nazwiskami i dokonaniami, ergo odpowiedzialnością poszczególnych uczestników Okrągłego Stołu, a oszukanych jest ok. 30 milionów Polaków. I nic.

 

Tymczasem odszedł od nas ten który był wierny swoim przekonaniom wbrew własnemu prywatnemu interesowi. Wielu ze świecznika odetchnie z ulgą, bo z Kowalikiem musieli się liczyć - uwierał jak drzazga a kupić się nie dał. Odszedł wzór cnót naukowca, który swojej wiedzy i dorobku naukowego nie zamienił jak wielu na czapkę z piór, co jest w zwyczaju obecnie dyspozycyjnej profesury pozbawionej moralnego kręgosłupa.

 

Niestety, podobnych Kowalikowi już jest niewielu. Czy starczy im determinacji dla kontynuacji dzieła Pana Profesora? Mam nadzieję że tak, tymczasem, żegnamy jednego z nas, naszego przyjaciela, człowieka który umiłował swoich współobywateli tak, że swoje dokonania naukowe bez reszty im poświęcił.

 

Żegnamy i obiecujemy, że będziemy kontynuatorami Twojej myśli.

 

Adam Zbigniew Gusiew

Wszystko upada i wszystko musi powstać po nowemu i inaczej

Zgoda na integrację środowisk lewicowych może być podyktowana wyłącznie wizją atrakcyjności wspólnego nowego forum dla zainteresowanych stron.

 

Wśród warunków wstępnych nowego porozumienia powinno być wykazanie dotychczasowych błędów, jasne wyrażenie pretensji i sprecyzowanie wszystkich przyczyn upadku lewicy w Polce.

Musi być dokonana rzetelna krytyczna samoocena bez dominującej w rachubach kalkulacji na spadek notowań politycznej konkurencji, który może przysłonić popełnione grzechy przez lewicę.

Nadmierne chełpienie się prywatyzacją sprzyjało wyzwalaniu postaw prywaty.

W efekcie, a należy to podkreślić ze szczególnym zażenowaniem, struktury i formy działania organizacji partyjnych były też “sprywatyzowane. Sprzyjało to bardziej konkurencji aniżeli współpracy, bardziej grze o posady, kariery i własne profity aniżeli staraniom o wspólne idee.

 

Dotychczasowe konstytucyjne usytuowanie partii stawia je w roli wyborczego zaplecza służącego do wykreowania przywódcy. W efekcie formy pracy intelektualnej w partiach stały się martwe. Stworzyło to okazję do dowolności a wręcz samowoli liderujących polityków i nie liczenia się z głosem, uwagami nawet własnego zaplecza partyjnego.

Walka o status urzędnika państwowego lub posła dająca lepszą konstytucyjnie pozycję

i materialne profity stawała się zasadniczym kryterium politycznego wysiłku. Problemy społeczne okazywały się problemami dalszego rzędu.

 

Dla lewicy problem rzetelności wobec społeczeństwa powinien być nadrzędnym, gdyż warunkuje ona realne społeczne przywództwo. Nie będzie to możliwe w warunkach wewnątrzpartyjnej rywalizacji o przywództwo gdyż indukuje ona postawy wśród członków partii na podobieństwo finansowych gier na giełdzie w myśl odwiecznej służalczej, cichej pokory -“czyj chleb jem, temu pieśń śpiewam”. Nie ma gorszej rzeczy jak utrata pewności, zaufania, brak stabilizacji. Jeżeli do warunków niepewności finansowej i niestabilności egzystencji wielu rodzin dodamy brak zaufania do partii to powstaje chaos z konsekwencjami psychicznej i moralnej destrukcji. Partykularne grupowe działania w partii powinny zdecydowanie przejść do niechlubnej historii.

Permanentna rzetelna ocena i kontrola działań i postaw gremiów kierowniczych w partii

z jednoczesną możliwością natychmiastowej ingerencji i skutecznych korekt nawet w układy personalne i nawet najwyższego szczebla to warunek wyjściowy – podstawowy do upodmiotowienia partii i wyzwolenia twórczego zaangażowania każdego z jej członków.

 

Jest przecież wiele osób, dla których kariery i posady zawsze będą najważniejsze.

Jest także o wiele więcej osób, dla których ważniejsze będą wartości ideowe, twórcze społeczne przemiany dla wspólnego dobra. Praca tych drugich nie może być ignorowana.

 

Potrzeba więc zmian form organizacyjnych wewnątrz partii i nowego usytuowania partii w społeczeństwie i konstytucji. Partie nie są niczyją własnością. Członkowie partii stają się ubezwłasnowolnieni nie tylko przez egoistyczne zakusy liderów, ale też przez słabe konstytucyjne umocowanie.

*

Spójrzmy na rzucające się w oczy podobieństwa.

- Bankom władającym de facto całym systemem finansowym zabrakło pieniędzy i nadal brakuje do zachowania ciągłości i płynności obrotów.

- Partiom scentralizowanym w swych systemach organizacyjnych brakuje społecznego poparcia i trwałego zaufania.

 

W jednym i drugim przypadku mamy podobne przyczyny problemów. Nadmiar partykularyzmu i egoistycznego interesu nad wspólnym społecznym dobrem.

Kierunek na ponadpaństwowe i ponadnarodowe struktury ze wspólnym paktem fiskalnym, wspólną walutą i wspólnym bankiem nie może być z drogowskazem wyłącznie dla organizmów sprywatyzowanych, ale przede wszystkim musi być kierunkiem dla form uspołecznionych.

 

Ryzyko stotalitaryzowania życia we Wspólnocie Europejskiej w wyniku wyłącznie politycznie ponadpaństwowych i finansowo rygorystycznych kursów powinno wzbudzać w środowiskach lewicy zaniepokojenie a nie klakierską wiarę, że bankierskie sposoby na kryzys finansowy jednocześnie złagodzą i rozwiążą problemy społeczne.

Jeżeli politycy lewicy będą bierni wobec dotychczasowego jednostronnego dyktatu sfer finansistów bez wyzwolenia nowego twórczego zaangażowania elit prospołecznych, to może to powielać międzykadencyjne balansowanie od prawa do lewa i na odwrót z narastającą frustracją i zniechęceniem wyborców. Lewica będzie wtedy jedynie lewostronną podporą “pańskiego bankierskiego stołu”.

 

Ciągłe trwanie przy starym modelu organizacyjnego funkcjonowania partii zniechęciło i wypaliło ducha czynnego działania.

Lewica utożsamiana z postępem , pozytywną emocją i pozytywną myślą powinna sprzyjać wdrożeniu heurystycznego modelu współpracy środowisk lewicowych ku odważnemu poszukiwaniu i prezentowaniu nowego wizjonerskiego spojrzenia.

Obecna sytuacja finansowa w Unii Europejskiej skłania polityków do poszukiwania innowacyjnych rozwiązań politycznych w całej Europie. Dlatego integracja europejskiego nurtu lewicowego wydaje się logiczną kolejnością następujących po sobie faktów.

To powinno dać zdrowy impuls do zainaugurowania europejskiego ponadnarodowego forum innowacyjnej lewicowej myśli.

Z tego powodu świadomi tej perspektywy lewicowi politycy w Polsce tym bardziej szybko i skutecznie powinni podjąć integrację we własnych szeregach.

Marian Szymański

SCENARIUSZE DLA LEWICY

W dniu 5 czerwca odbyło się wspólne spotkanie Prezydium Kongresu Porozumienia Lewicy oraz działaczy Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. Tematem obrad była inicjatywa odbycia kongresu porozumiewawczego polskiej lewicy wysunięta 9 maja br. podczas spotkania w Sejmie przedstawicieli organizacji lewicowych z udziałem Leszka Millera jako przewodniczącego SLD. Inicjatywę tę omówił i przedstawił do konsultacji prof. Paweł Bożyk, przewodniczący Prezydium Kongresu Porozumienia Lewicy. W trakcie debaty Bogdan Socha przedstawiciel Ruchu Ludzi Pracy omówił projekt ponownej reaktywacji tej organizacji, jej cele i zamierzenia.

 

Prof. Paweł Bożyk

 

Na spotkaniu w Sejmie Leszek Miller zaproponował zwołanie kongresu całej polskiej lewicy. Wprawdzie termin nie został wyznaczony, ale ma się on odbyć jeszcze w tym roku. To najlepsza okazja, według słów Leszka Millera, aby skonsolidować lewicę. W Europie w różnych krajach do głosu dochodzi lewica, w Polsce symptomem oczekiwania na zmiany, według Millera, był niezwykle liczny pochód pierwszomajowy. Wzięło w nim udział ok. 25 tys. osób, co dawno nie miało miejsca. A jeszcze rok temu 1 maja świętowała zaledwie garstka lewicowców.

Podczas spotkania sejmowego stanęła sprawa nazwa kongresu porozumiewawczego. My jesteśmy gotowi użyczyć tej nazwy, gdyż formuła naszego KPL jest zarejestrowana w sądzie i mamy wszystkie niezbędne dokumenty. Warto też wspomnieć, że w swoim czasie nasz KPL był bardzo dynamiczny i dobrze zapisał się idei porozumienia. W każdym razie nazwa tego zgromadzenia nie była dyskutowana i jest kwestia otwartą.

Ja podkreśliłem, że sprawa tego kongresu jest bardzo istotna, gdyż w tej materii dzieją się w świecie ważne rzeczy. Dziwne nawet, że to kapitalizm krytykuje neoliberalizm i to z różnych stron, a w Polsce ten dogmat trzyma się mocno, gdyż wspierany jest przez naszą konserwatywną prawicę. U nas głównym mentorem jest Balcerowicz, który ciągle chce likwidować państwo i własność państwową, której praktycznie już nie ma. Jest jeszcze do sprywatyzowania polska energetyka, której nikt jednak nie chce wykupić ze względu na gigantyczne koszty, które trzeba ponieść na rzecz jej modernizacji.

Prof. Paweł Bożyk zaprosił obecnych do dyskusji, która miała odpowiedzieć na pytanie, jaki jest nasz stosunek do tej inicjatywy i jaki w niej powinien być nasz udział.

 

Zdzisława Traczyk

 

Jeśli mamy się włączyć w tę inicjatywę to musimy wiedzieć, co mamy robić, jeśli idzie o konkrety. Trzeba więc wystąpić z programem. Musimy pokazać w nim, czym się różnimy od lewicy parlamentarnej, jaka jest SLD. Przecież wiadomo, że ścierają się tam różne punkty widzenia, co ma wpływ na przebieg głosowań sejmowych. Musimy pokazać, czego chcemy i co zamierzamy zrobić, gdy będziemy mieli wpływ na bieg spraw w Sejmie. Musimy też zaznaczyć nasze odrębności, a szczególnie te najistotniejsze.

 

Józef Łachut

 

W swej wypowiedzi podczas obchodów 1 Maja Leszek Miller zaznaczył, że mamy obecnie społeczeństwo rynkowe, a my będziemy budowali społeczeństwo bezrynkowe. I tak naprawdę nie wiem co to znaczy, czym się to społeczeństwo będzie wyróżniało. Poza tym obecne kierownictwo SLD akcentuje, że oni są centrolewicą, a to oznacza, że nie w ich działaniach spójności ideowej.

Inna sprawa to głośna niedawna afera z więzieniami CIA w Polsce. Leszek Miller stanowczo twierdził, że ich nie było, natomiast były prezydent Aleksander Kwaśniewski przyznał, że były takie więzienia, ale on nie wiedział, że są w nich stosowane tortury. W ten sposób autorytet Leszka Millera bardzo ucierpiał.

Owszem, powinniśmy dążyć do pewnego rodzaju integracji, ale nie organizacyjnej tylko programowej, żeby wspólnie dać odpór dzisiejszej prawicowej agresji. Celują w niej różnego rodzaju media: i prywatne i publiczne. My mamy nasz Kongres Porozumienia Lewicy i mimo pewnego jego osłabienia nadal może on odegrać w tej inicjatywie istotną rolę. Powinna powstać na bazie KPL komisja, która będzie monitorowała i brała aktywny udział w tej inicjatywie. Nie możemy dać się zdominować przez SLD, tak jak to już niejednokrotnie bywało.

 

Bogdan Socha

 

26 maja br. na spotkaniu założycielskim w Warszawie ponownie uruchomiliśmy Ruch Ludzi Pracy, który działał od 1997 r., ma już swoją historię i znaczące osiągnięcia. W 2002 r. z ramienia RLP w Sejmie zasiadało 18 posłów i dwóch senatorów. Mieliśmy też swoich prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. W ostatnich latach jego działalność praktycznie zanikła, jednakże na podstawie akcesów nadsyłanych z różnych stron zajęliśmy się ponownie tą inicjatywą. Było to spotkanie ludzi zainteresowanych ponowną obecnością RLP na lewej stronie sceny politycznej i samorządowej. Przybyli na nie przedstawiciele wszystkich województw i sala była cała zapełniona.

Nie wszyscy dotarli ze względu na ogromne utrudnienia komunikacyjne w Warszawie, ale nadesłali zapewnienia o swojej akceptacji tego projektu. Na tym spotkaniu przedstawiono zarys programu, statut oraz dokumenty niezbędne do ponownej rejestracji w sądzie.

W obecnej fazie ma to być stowarzyszenie, które ma wystartować w wyborach samorządowych. Uczestnicy to osoby działające w różnych partiach politycznych, związkach zawodowych, ruchach społecznych, a także organizacjach pozarządowych. Inicjatywa reaktywacji RLP spotkała się z szeroką akceptacją szczególnie w terenie, gdzie działalność organizacji o charakterze społeczno-politycznym, poza PSL, jest nikła. Grupa założycielska RLP liczy już teraz kilkaset osób.

Z naszego rozeznania wynika, że lewica skonsolidowana ma w Polsce obecnie większe szanse na trwałe zaistnienie niż jeszcze niedawno, gdyż warunki życia diametralnie się pogorszyły a pomysły rządzącej prawicy np. w kwestii emerytalnej, są nie do zaakceptowania. Aby idea integracji lewicy się powiodła, należy powrócić do ludzi, którzy po stronie lewicy zawsze się opowiadali, a z różnych powodów w środowiskach lokalnych od niej odeszli. Te odejścia miały miejsce szczególnie w okresie triumfalizmu SLD, gdy miało ono największe jak dotąd poparcie. Ci ludzie muszą mieć inny instrument niż wtedy, aby dać się nakłonić znów do działania.

Nasz pomysł to nie jest próba rywalizacji na lewicy i pokazanie, że jest jakaś inna, lepsza lewica. My chcemy tych ludzi z okresu, gdy lewica miała 45 proc. poparcia przywrócić do działalności społecznej i politycznej. Planujemy na jesieni odbycie dużego zgromadzenia, które potwierdzi tę inicjatywę i nada jej ramy programowe i organizacyjne. Chcemy położyć nacisk na aktywność ludzi w terenie, więc RPL oparta będzie głównie o struktury powiatowe i gminne. Nie chcemy tzw. centralizmu demokratycznego i systemu wodzowskiego obowiązującego prawie we wszystkich partiach politycznych.

Potwierdzamy nasze zainteresowanie udziałem w kongresie porozumiewawczym lewicy, bo wszelkie projekty integrujące ludzi lewicy w Polsce są nam bliskie. Chcemy pójść do wyborów samorządowych z kandydatami na wspólnych listach lewicy, a jeśli się to nie uda – to samodzielnie. Ci, którzy zaakceptowali już nasz projekt, odpowiadają – czekamy na taką inicjatywę!

 

Wacław Tomasiak

 

Uważam, że rozmawiać należy, jednakże trzeba być pomnych doświadczeń w kontaktach z SLD. Powinno się więc w pierwszej kolejności zasady, na jakich ten kongres ma się odbyć. Chodzi tu o ustalenie parytetów, z czym nasze doświadczenia nie wypadają najlepiej. Powinniśmy także wystąpić pod własną nazwą jako ROG lub w ostateczności Kongres Porozumienia Lewicy. Należy dopracować własny program i zadbać o jego klarowność, tak aby był “strawny” dla pozostałych ugrupowań, chodzi także o to, aby miał on charakter programu operacyjnego.

 

Janusz Bandurski

 

Operujemy pojęciami: ludzie lewicy, lewicowcy, centrolewica. Jeśli mamy wziąć udział w tym kongresie to spróbujmy w naszej deklaracji określić, co my pod tym pojęciem rozumiemy. Dobrym materiałem może być tutaj Deklaracja Kongresu Porozumienia Lewicy, czyli czym powinna być lewica i jakie powinny przyświecać jej cele. Mamy też inna sytuację – środowisko, w którym się obracam, jest przeciwne wszelkiego rodzaju strukturalnym organizacjom, natomiast chętnie włącza się w realizację określonych zadań. I tu pojawia się problem lewicowości, czyli o jaką chodzi formułę, wytyczenie celów i sposobów ich realizacji.

Jeśli chodzi o sam kongres to nie można mówić o kongresie zjednoczeniowym, bo wiemy jakie są zakusy i czym to się może skończyć. Tu chodzi o chęć dominacji. Natomiast nam chodzi o ideę federacji, współpracę programową i zapewnienia autonomii w naszych działaniach. I wtedy w takiej inicjatywie możemy uczestniczyć.

 

Władysław Bujwid

 

Mamy w Polsce wiele organizacji, które uważają się za lewicowe, maja różne programy i różny pogląd na to co to jest lewicowość. Chcemy, aby te organizacje znalazły obszary wspólnego działania tak aby te działania mogły być skuteczne. Widać przecież co te organizacje osiągnęły jako podmioty samodzielne. Obszary takiej współpracy mogą wyniknąć z podobnych lub wspólnych elementów programu.

Dlatego tak ważne staje się wyszukanie wspólnych kierunków i celów dla organizacji, które uważają się za lewicowe. Warto też skupić się na formule tego kongresu, który ma być przecież jednorazowym spotkaniem organizacji lewicowych. Celem tego spotkania powinno być ustalenie tych elementów programowych, które wspólne i możliwe do zaakceptowania dla większości organizacji lewicowych.

Czyli nie zjednoczenie, ale zrzeszenie organizacji lewicowych o wspólnych kierunkach i celach działania. Droga do realizacji tych zadań wynika z dostępu do władzy: zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym. Przy istniejących klubach parlamentarnych i samorządowych można stworzyć jako organy doradcze rady organizacji lewicowych określonego szczebla.

 

Odylon Gawęda

 

Tu padały głosy mówiące o zjednoczeniu lewicy. O zjednoczeniu tej formacji nie może być mowy, bo wtedy potrzebny jest wspólny program, a wypracowanie takowego jest nierealne. Kongres powinien być platformą współpracy w zakresie osiągania określonego celu. Programy mają wszystkie istniejące partie i organizacje lewicowe, chodzi tylko o wyłonienie z nich elementów zbieżnych z nakreślonym celem. Ustalenie priorytetów programowych będzie służyło powstaniu jednolitej partii politycznej, co od razu może się skończyć jeszcze głębszym rozbiciem całej formacji lewicowej. Powinniśmy się na tym kongresie skupić wokół głównego celu. Takim celem może być walka z wszelką nierównością, jaka istnieje w Polsce i w całym świecie kapitalistycznym. To właśnie nierówność rodzi w tym systemie różne patologie, z którymi mamy do czynienia.

*

Na zakończenie debaty prof. Paweł Bożyk zaapelował, abyśmy nie oceniali całej lewicy przez pryzmat własnych poglądów, bo stanowimy tylko fragment tej lewicy i nie możemy rodzić wrażenia, że chcemy jej narzucić swój punkt widzenia. Zaproponował, aby powołać zespół, który opracuje szkic platformy programowej przyszłego kongresu porozumiewawczego jako wkład naszego ugrupowania w ideę integracji formacji lewicowej. Prace tego zespołu zostaną przedstawione do akceptacji na specjalnym posiedzeniu naszego gremium w lipcu.

Oprac. Mieczysław Kozłowski

EDWARD GIEREK WRACA DO ŁASK

Po latach obcesowego traktowania E. Gierka i jego dekady, pojawiają się głosy, że nie wszystko wtedy było złe i warto na czasy gierkowskie spojrzeć także z innej perspektywy. Innej, to nie znaczy pozytywnej, bo na taką środowiska dawnej opozycji demokratycznej i mówiące ich głosem media nie są jeszcze gotowe i pewnie długo nie będą. Podobnie jak zakłopotana parlamentarna lewica, która wybrała metodę uników zamiast obrony wartości i dorobku oczernianej Polski Ludowej. W tygodniku Przegląd” z 3 czerwca br. pojawiła się analiza Krzysztofa Pilawskiego, której konkluzją jest słaba jeszcze, ale coraz wyraźniejsza zmiana wizerunku Edwarda Gierka zarówno w polskim społeczeństwie, jak i w wydaniu części polityków. Przytaczamy fragmenty tej publikacji.

 

19 maja w Gdańsku Donald Tusk powiedział “Moje pokolenie dokładnie pamięta lata 70. To nie były dobre czasy, ale to nie były też czasy, które warto przekreślić. Gospodarskie wizyty i inwestycje za Gierka to jest raczej coś, co dobrze wspominamy, a nie źle. Więc jeśli ktoś chce mi bardzo dokuczyć i porównuje do wizyt Gierka, jestem w stanie jakoś to zaakceptować”.

 

Porównanie Tuska do Gierka pojawiło się dwa lata temu jako reakcja na rosnące zadłużenie kraju. Kilkanaście dni przed śmiercią w katastrofie smoleńskiej Krzysztof Putra z Prawa i Sprawiedliwości oświadczył: “170 mld długu publicznego wypracowanego przez PO to coś niebywałego. Edward Gierek to przy Tusku pikuś. Wszystko będą musieli spłacić następcy, lądowanie będzie twarde”.

(...) W mediach pojawiły się tytuły “Tusk jak Gierek”. (...) Publicysta “Newseeka” chwalił Gierka: “Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że tzw. gospodarskie wizyty na budowach czy w zakładach pracy to była w czasach PRL oczywistość. Otóż nie. To był pomysł Gierka, który lubił kontakt z ludźmi (pracował 13 lat jako górnik) i umiał z nimi rozmawiać. Sprawiał wrażenie, że uważnie ich słucha, choć nie zawsze była to prawda. (...) Ważne, że skutecznie wykreował wizerunek sympatycznego swojaka, przywódcy bliskiego ludziom, którego nie musimy się wstydzić przed światem”.

 

(...) Wypowiedź Tuska o dobrych wspomnieniach związanych z inwestycjami i gospodarskimi wizytami Gierka sprowokowały sympatyzujący z PIS portal wPolityce.pl do postawienia pytania: “Czy aby PR-owy zespół premiera nie podjął świadomej decyzji o nawiązaniu – także bardzo konkretnym, poprzez aranżowanie podobnych sytuacji – do wciąż żywego mitu gospodarskich wizyt I sekretarza partii komunistycznej z lat 70.?”.

 

Pytanie nie jest bezzasadne, bo podobnie – czego wPolityce.pl już nie przypomina – zachował się Jarosław Kaczyński. W czasie kampanii prezydenckiej w 2010 r. powiedział w Sosnowcu, że ucieszyłoby go poparcie Adama Gierka. Aby zyskać w oczach eurodeputowanego i osób dobrze wspominających jego ojca, prezes PiS nazwał Edwarda Gierka “komunistycznym, ale jednak patriotą”. Chwalił I sekretarza za to, że chciał “silnej Polski”. Mówił:” Śmiano się często z tego 10. Miejsca na świecie. A ja się nie śmiałem. Wiedziałem, że to nieprawda, ale uważałem, że to zdrowa ambicja. On miał nawet ambicje dalej idące, takie mocarstwowe. Ja akurat to uważałem za dobre. Działał w takich okolicznościach, jakie wtedy były, ale to, że chciał uczynić z Polski kraj ważny – w tamtym kontekście, w tamtych okolicznościach – to była bardzo dobra strona jego działania, jego osobowości, jego poglądów”.

 

(...) Przeciwstawiając się przekreśleniu lat 70 i dokonań Gierka, Tusk nie miał zamiaru docenić zasług przywódcy PRL, lecz chciał zyskać sympatię tych, którzy Polskę Ludową i Edwarda Gierka oceniają dobrze. Choć do wyborów parlamentarnych zostały ponad trzy lata, Tuskowi jako liderowi PO nie mogą być obojętne słabnące poparcie dla partii naciskanej przez PiS oraz gwałtowny spadek zaufania do rządu i premiera.

 

Usunięty na fali protestów społecznych, wyszydzany i piętnowany przez dawną opozycję, a także przedstawicieli własnej formacji politycznej Gierek od wielu lat trzyma się bardzo mocno. Wrócił w 1990 r. za sprawą wywiadu rzeki Janusza Rolickiego “Przerwana dekada”, który sprzedał się w nakładzie 900 tys. egzemplarzy.

W 2001 r. Adam Gierek, osoba wówczas nowa w polityce, zdobył 180 tys. głosów w wyborach do Senatu. To był najlepszy wynik w kraju. Uzyskany przede wszystkim dzięki nazwisku i pokrewieństwu. Wyborcy faktycznie głosowali na ojca. W sondażu CBOS przeprowadzonym miesiąc przed wyborami 50 proc. badanych stwierdziło, że Edward Gierek dobrze zasłużył się dla Polski, a jedynie 7 proc. wyraziło odmienne zdanie.

 

W 2004 r. Edward Gierek zwyciężył w tzw. sondażu trzech (“Gazety wyborczej”, TVN i Radia Zet) na najwybitniejszego przywódcę Polski. 46 proc. badanych uznało, że zrobił on najwięcej dla Polski. I sekretarz KC PZPR pokonał m.in. Lecha Wałęsę, Aleksandra Kwaśniewskiego i Tadeusza Mazowieckiego. To badanie ujawniło także, że zdaniem znacznej części obywateli w PRL było więcej poczucia bezpieczeństwa, przyjaciół oraz... sensu życia. W 2008 r. 22 proc. uczestników sondażu zleconego przez “Gazetę Wyborczą”, że Gierek zasłużył na pomnik. (...)

 

Ocena Gierka jest związana z oceną Polski Ludowej. A ta jest wysoka. W 2009 r. w sondażu CBOS PRL dobrze oceniło 43 proc. respondentów – tyle samo, ile w podobnym badaniu w 2000 r. nawet związani z lewicą eksperci twierdzili przez lata, że wyniki sondaży mają charakter przejściowy, pokoleniowy, nostalgiczny. Że miną wraz z ludźmi, którzy pamiętają PRL. Niekoniecznie.

W lutym tego roku w “Newsweeku” ukazał się tekst “Gierek idolem nastolatek, czyli za co młodzi kochają PRL”. Napisał go Robert Bogdański, prezes Fundacji Nowe Media, która wraz z Muzeum Historii Polski zorganizowała w ubiegłym roku konkurs dla szkół “PRL w Qmamie”.

 

Wymowa nadesłanych prac była dla Bogdańskiego szokiem. W wielu Polska Ludowa ukazała się – jak napisał – odbiciem “tęsknot, marzeń o lepszym świecie, swego rodzaju arkadią, której złe cechy są osłabiane przez brak realnej wiedzy o swej rzeczywistej naturze, a cechy dobre stanowią pośrednią krytykę tego, jak urządzony jest świat, w którym młodzi ludzie żyją tu i teraz”.

 

W świecie PRL przedstawionym w pracach konkursowych ludzie są dla siebie dobrzy, pomagają sobie, spędzają wspólnie czas, nie grozi im bezrobocie ani bezdomność. Jedna z uczennic napisała: “Gdybym dostała wybór, w jakich czasach miałabym się urodzić, z pewnością wybrałabym czasy PRL. Nie przerażają mnie zakazy, cenzura ani kartki żywnościowe.

 

“PRl jako projekcja arkadyjskiego marzenia stojącego w opozycji do złych cech naszej współczesności, podsumował Bogdański. Trudno się nie zgodzić – ocena PRL i Gierka odnosi się nie do przeszłości, lecz do teraźniejszości.

Oprac. Mieczysław Kozłowski

Głos protestu

Przeciw obchodom Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

 

Stanowczo protestujemy przeciw nadużywaniu Sejmu RP w sprawach służących historycznemu kłamstwu, poprzez przyjęcie ustawy o Narodowym Dniu Żołnierzy Wyklętych. Ustawa pełna pogardy dla prawdy i zasług uczestników bohaterów walk wyzwoleńczych, wywodzących się lewicowego ruchu oporu!

Wielce oburzające jest to, że Instytut Pamięci Narodowej powołany przez Sejm RP w celu odkłamania historii zajmuje się zafałszowywaniem najnowszej historii Polski.

 

A za tym niszczy się i ruguje z życia publicznego nazwy ulic, placów i szkół pomników i miejsc upamiętnienia wydarzeń i bohaterów II wojny światowej.

 

Przypominamy Tych, którzy zamiast kierować broń przeciwko okupantowi hitlerowskiemu kierowali ją przeciw Polakom przynależnym do lewicowych organizacji. Oto niektóre zbrodnie z tysięcy popełnionych przez “Żołnierzy Wyklętych” w czasie wojny i po jej zakończeniu:

 

- 26 żołnierzy GL i 4 chłopów w dniu 9 sierpnia 1943 r. w lasach pod Borowem, bezbronnych przywiązanych do drzew, okrutnie mordowali NSZ-owcy z oddziału “Zęba”.

 

- Mord na oddziale AL. “Białego” Tadeusza Grochala i oddziału partyzantów radzieckich w lasach pod Rząbcem. W lesie k. Rząbca pow. Włoszczowa w walce z Brygadą Świętokrzyską NSZ “Bohuna” zginęło w walce 16 partyzantów AL, 89 partyzantów polskich i radzieckich wziętych do niewoli zostało bestialsko zamordowanych. Zabijano ich rozebranych, bezbronnych, leżących na ziemi.

 

- Najbardziej nieludzki mord w dniu 17 stycznia w Pardołowie na 11 żołnierzach-partyzantach AL.

 

- 12 lutego 1944 r. zamordowano 14 żołnierzy AL w Wólce Brzechwojskiej,

 

- 17 marca 1944 r. w Łysych Wodach koło Ćmielowa oddział NSZ po okrutnych torturach zamordował 70 osób cywilnych, ciała pomordowanych wrzucono do głębokiej studni.

 

- Po wyzwoleniu, w nocy z 23/24 sierpnia 1946 r. bojówka NSZ pod dowództwem “Wołyniaka” dokonała bestialskiego mordu na liczącej 10 osób rodzinie młynarza Króla ze wsi Ruda koło Janowa. Najmłodszy Leszek miał 5 miesięcy, najstarszy członek rodziny Władysław miał 82 lata.

 

W kwietniu 1989 r. Anna Pawłowska sporządziła wykaz 52 bezbronnych członków Związku Walki Młodych w wieku od 18 lat zamordowanych przez “żołnierzy wyklętych” z NSZ.

 

To właśnie gorliwi katolicy występowali z ryngrafami z Matką Boską na piersiach, z ich rąk poniosło śmierć tysiące żołnierzy lewicowego ruchu oporu, oraz ludność cywilna członkowie ich rodzin i sympatycy.

 

A oto doszło do tego, że zespół programów katolickich TV Łódź transmituje w dniu 17.03.2012 r. o godz. 19:00, uroczystą Mszę ku uczczeniu pamięci “Żołnierzy Wyklętych” z udziałem chóru, kompanii honorowej i artystów, konsekrowaną przez biskupa. Podobne uroczystości odbywają się w różnych częściach kraju.

 

Jakże to jest, że Sejm RP ustala na dzień 1 marca “Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych”, Prezydent RP wręcza przyznane pośmiertnie odznaczenia państwowe NSZ-owcom. Jest to sytuacja urągająca pamięci pomordowanych ofiar; Oddziały NSZ, których nie “skalała” walka z hitlerowskim okupantem, a niektóre jak osławiona Brygada Świętokrzyska jawnie współdziałała i odeszła na zachód wraz z wycofującymi się wojskami hitlerowskimi.

W tym czasie w dniu 27 lipca 1944 roku w szpony “Żołnierzy Wyklętych” z NSZ-u wpadł wielki działacz ruchu oporu Aleksander Szymański “Ali” i jego żołnierz z ochrony Czesław Drąg. Ich zmasakrowane ciała z połamanymi rękami i nogami znaleziono w lesie Klementowizna. Zginął wielki bohater w dniu w którym ziszczały się marzenia o odzyskaniu niepodległości i wielkie zmiany społeczne o które walczył przez całe swoje życie.

 

 

 

Były dowódca Okręgu Lubelskiego AL

płk mgr Tadeusz Szymański

MÓJ BRAT ŚPIEWAŁ BASEM

Mija dziesiąta rocznica śmierci Edwarda Gierka, Helena Gajewska, jego siostra, urodzona w 1915 roku w Porąbce, przy kawie i cieście sięga do zakamarków pamięci i komentuje współczesność – okruchy jej wspomnień zanotował Ireneusz Łęczek

Tata, tata!

Jak mój ojciec wracał z pracy, biegłam do drzwi i wołałam: “Tata, tata!”. Bardzo za nim tęskniłam, gdy zginął w kopalni Kazimierz. Podbiegłam do drzwi mieszkania z płaczem i krzyczałam: “Nie ma taty!”.

Wzdłuż krosien

Kiedy miałam 13 lat poszłam do pracy we francuskiej fabryce włókienniczej. Wstawałam za piętnaście trzecia nad ranem i dwie godziny pociągiem jechałam do zakładów. Bardzo mnie bolały nogi od roboty. Trzeba było biegać wzdłuż krosien i wiązać zerwane nitki. Może moje kalectwo wyniknęło z tej pracy w dzieciństwie? (Pani Helena porusza się na wózku inwalidzkim).

Mąż góral

Wyszłam za mąż we Francji, gdy miałam 17 lat. Mój mąż Piotr był góralem z Żegociny koło Limanowej. Bardzo się przyjaźnił z moim bratem. Za zorganizowanie strajku trafił na pół roku do francuskiego więzienia. Z tego powodu na początku lat 30. deportowano nas do Polski. W kraju pracował w maszynie wyciągowej kopalni na Porąbce.

Śpiewał basem

Jak ktoś szedł przez Porąbkę i gwizdał różne melodie, to ludzie mówili: “O, Adam Gierek idzie”, bo mój ojciec miał na imię Adam. Mój brat Edward też był bardzo muzykalny, ładnie śpiewał basem, grał na akordeonie w zespole polonijnym, potem w wojsku.

Szwargotanie

Byliśmy z bratem bardzo blisko. Gdy chcieliśmy ukryć przed rodzicami nasze małe tajemnice, rozmawialiśmy przy nich po francusku. Bardzo to denerwowało mojego ojczyma, który pytał: “Co tam szwargoczecie?”.

Pieniądze oddawał mamie

Gdy Edward skończył 13 lat, poszedł do pracy we francuskiej kopalni. Wszystko, co zarobił, oddawał mamie. Sobie nic nie zostawiał. Czasem szłam z nim na zabawę. Nigdy nie pił alkoholu. Wstydziłby się mamy, bo nasza mama była bardzo ostra.

Wszystko brał na serio

Edward był bardzo poważny. Wszystko brał na serio. Dużo czasu spędzał w polskiej bibliotece i wciąż czytał. Chodził z nami do Stowarzyszenia Polaków, gdzie przygotowywaliśmy przedstawienia teatralne. Był zamknięty w sobie. Musiał milczeć, bo był komunistą. Ojczym mówił: “Matka, uważaj, bo on gdzieś chodzi wieczorami”.

Fitka i zalewajka

Jakie potrawy szczególnie lubił mój brat? A co on tam mógł lubić, ciągle do jedzenia była albo fitka, albo zalewajka (fitka – tradycyjna dla Zagłębia Dąbrowskiego zupa ziemniaczana).

Z wielką radością

Po wojnie mama pisała listy do Edwarda, żeby wrócił do Polski, bo tu już Niemców nie ma. Przywitała go z wielka radością, był jej ukochanym jedynym synem. Zawsze go tak witała, kiedy tylko do nas przyjeżdżał, także gdy był I sekretarzem.

Po śmierci męża było mi bardzo ciężko finansowo. Edward powiedział “Nie mogę ci pomóc, bo sam mało zarabiam”, no i załatwił mi pracę chałupniczą.

Nie dożył

Był okres, w którym chcieli zrobić z Edwarda potwora. Przeżyłam to bardzo. Ja także jako jego siostra doświadczyłam lekceważenia. Od pewnego czasu opinie o moim bracie są bliższe prawdy. Szkoda, że tego nie dożył.

Denerwuję się, ale...

Zawsze interesowałam się polityką. Teraz też. Całymi dniami oglądam program TVN24. Jako człowiek lewicy bardzo się denerwuję tym, co widzę, ale oddalić się od telewizora nie potrafię...

________________________

Dziękuję Maciejowi Gadaczkowi, prezesowi Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka, oraz prof.

Zygmuntowi Tlatlikowi (zięciowi pani Heleny Gajewskiej) za zorganizowanie Spotkania z siostrą Edwarda Gierka

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice – Bielsko-Biała, 29 lipca 2011

Dzień Pamięci Edwarda Gierka

23 lipca, na kilka dni przed datą pożegnania Edwarda Gierka, odbyły się w Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej obchody 10 rocznicy śmierci wielkiego Polaka i patrioty. Uroczystości rocznicowe zostały zainaugurowane na malowniczo położonym sosnowieckim cmentarzu przy ul. Zuzanny, gdzie przybyło kilkaset osób chcących uhonorować tę wybitną postać. W uroczystościach wzięły udział delegacje i wiele osób prywatnych z całego kraju. Przybyło także wielu mieszkańców Sosnowca i miast związanych z osobą Edwarda Gierka. Przybyłych powitał przedstawiciel organizatorów red. Ireneusz Łęczek.

Przy mogile Edwarda Gierka przemówienia wygłosili przedstawiciele różnych środowisk społecznych i politycznych, a także reprezentujące rodzinę Zmarłego. Prof. Adam Gierek, syn Edwarda Gierka, podziękował zebranym za tak liczne przybycie, mówił o obowiązku zachowania i przekazania pamięci o czynach i dokonaniach twórcy “przerwanej dekady” wobec nowych pokoleń, wstępujących w życie.

Ten apel podjął prof. Paweł Bożyk, były doradca Edwarda Gierka oraz przewodniczący Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. Zwracając się do zebranych przy grobie kreatora dekady lat 1970 – 1980 powiedział m.in.: “Oddajemy dziś cześć wielkiemu człowiekowi, wielkiemu Polakowi, który całe swe życie poświęcił walce o lepsze jutro milionów rodaków, o lepszą przyszłość dla Polski.

Edward Gierek zostawił inną Polskę niż ją zastał. Polskę z milionami nowych miejsc pracy, z milionami nowych mieszkań, z 570 wybudowanymi od podstaw bądź zmodernizowanymi fabrykami.

To w latach 70 Polska była oczkiem w głowie Europy i świata. To tu przyjeżdżały bez przerwy głowy państwa z wielu krajów, w tym w ciągu 5 lat aż trzech kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Edward Gierek potrafił z nimi rozmawiać, bo był prawdziwym mężem stanu. Spotykał się z szacunkiem polityków i duchownych, uczonych i finansistów.

Polacy to pamiętają i pamiętać będą zawsze, bo drugiego takiego okresu, jak lata 70. nie będzie. Nie będzie też drugiego polityka na miarę Edwarda Gierka. Jeszcze dziś, według badań, ponad 55 proc. Polaków uważa, że Edward Gierek był świetnym gospodarzem i dobrym politykiem.

Niestety, ostatnie lata Edward Gierek spędził w osamotnieniu i biedzie. Przyczynili się do tego jego byli koledzy, którzy odżegnali go od czci wiary. Wbrew faktom, fałszywa opinia o jego dokonaniach pokutuje w niektórych kręgach społeczeństwa, w tym także na lewicy.

Ruch Odrodzenia Gospodarczego, który tu reprezentuję, jako jeden z głównych celów swej działalności uznał przywrócenie Edwardowi Gierkowi należnego mu szacunku. Zrobiliśmy już bardzo dużo dla tej sprawy i na pewno doprowadzimy ją do końca!”

Sylwetkę Edwarda Gierka, wielkiego syna polskiej ziemi, w ciepłych barwach nakreślił były senator Jerzy Pieniążek. Przypomniał, że niedługo przed śmiercią gościł wraz z mieszkańcami Waszkowskich w Jego skromnym domu w Ustroniu Śląskim, gdzie poinformowali Go o zamiarze wybudowania w ich miejscowości sali gimnastycznej Jego imienia. Danego Mu wtedy słowa dotrzymali.

W imieniu Społecznego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka, głos zabrał także prezes Zarządu Głównego Maciej Gadaczek. W swoim wystąpieniu podkreślił rolę Stowarzyszenia w przywracaniu dobrego imienia swemu Patronowi. W jego opinii Edward Gierek cieszy się nadal w sporej części społeczeństwa polskiego autorytetem i niesłabnącą sympatią.

Warto na tę okoliczność przytoczyć fragment listu nadesłanego do redakcji “Gazety Ustrońskiej” przez dr Macieja Kijowskiego, członka Rady Naukowej Instytutu Edwarda Gierka: “Jego dekada, bez wątpienia najbardziej udana w dziejach powojennej Polski, znaczona jest szeregiem dokonań, z których korzystamy i z których korzystać będą kolejne pokolenia. Nigdy przedtem i nigdy potem nie modernizowano Polski tak wszechstronnie, tak efektownie i śmiało, dowodem czego nowoczesne inwestycje komunikacyjne, niespotykany rozwój służby zdrowia, wielkie zakłady przemysłowe, dostępny i niedrogi Fiat 126p, lot Polaka w kosmos, rozwój budownictwa mieszkaniowego, czy nadrobienie opóźnień narosłych przez ćwierćwiecze wokół odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie”.

Władcy współczesnej, burżuazyjno-klerykalnej Polski przechwalają się swoimi rzekomymi zasługami w unowocześnianiu kraju, gdyby jednak zestawić je z autentycznymi osiągnięciami Gierka, wynik obróci się na niekorzyść Jego dzisiejszych następców.”

Przybyli na tę uroczystość uczestnicy obchodów 10 rocznicy śmierci Edwarda Gierka złożyli kwiaty i odśpiewali hymn państwowy. Zespół ludowy reprezentujący ziemię sieradzką odśpiewał specjalnie na tę okazję przygotowanego poloneza. Podniosły nastrój tej chwili udzielił się wszystkim zebranym na cmentarzu. A spoza chmur, jakby na tę okoliczność wyjrzało słońce, jakże niełaskawe tegorocznego lata.

Druga część obchodów miała miejsce w Muzeum Miejskim “Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej. Niewielka salka kinowa Muzeum nie mogła pomieścić wszystkich chętnych i mimo dostawiania krzeseł sporo uczestników pozostało na zewnątrz. Rolę gospodarza przejął na siebie dyrektor Muzeum “Sztygarka” Arkadiusz Rybak. Przedstawił działalność swojej placówki i zachęcił do wzbogacania jej zbiorów. Prof. Adam Gierek i dr Ewa Gajdzik-Stępniak w imieniu jury wręczyli laureatom “Zagłębiowskiego Konkursu Literackiego o Edwardzie Gierku” nagrody książkowe i dyplomy.

Kolejnym punktem uroczystości rocznicowych było otwarcie wystawy muzealnej “Edward Gierek – człowiek i jego dzieło”. Po przecięciu wstęgi przez prof. Adama Gierka i zapoznaniu się z wystawą odbyło się okolicznościowe spotkanie uczestników obchodów X rocznicy śmierci Edwarda Gierka. To spotkanie było okazją do odnowienia wielu przyjacielskich kontaktów i nawiązania nowych znajomości.

Miłą niespodzianką było zaproszenie dyrektora Arkadiusza Rybaka do zwiedzenia znajdującej się w pobliżu kopalni ćwiczebnej, po której oprowadzał z wielką znajomością rzeczy i ze swadą dr Andrzej Wójcik. Można się było przekonać osobiście, jak ważnymi elementami wyposażenia górniczego jest w ciasnych chodnikach kask i lampka.

Te obchody dostarczyły wielu wzruszających chwil ich uczestnikom, za co szczególne podziękowania należą się organizatorom: Społecznemu Ogólnopolskiemu Stowarzyszeniu im. Edwarda Gierka, Muzeum Miejskiemu “Sztygarka”, Ruchowi Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, Instytutowi Edwarda Gierka. Już wkrótce 100 rocznica urodzin Edwarda Gierka, której obchody także zapowiadają się okazale. Zapraszamy za półtora roku!

 

Mieczysław Kozłowski

 

Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka

Dlaczego Polacy kochają Edwarda Gierka?

Kiedyś podarował nam coca-colę, później straszono nim dzieci. Uosabiał jaśniejszą stronę PRL, dziś czerpie z niego prawica. Edward Gierek wiecznie żywy!

 

Nieustannie obecny w naszej świadomości, języku i myśleniu, choć od jego śmierci właśnie mija dziesięć lat. Chyba jak nikt inny z panteonu władców PRL uosabia blaski i cienie tamtej epoki. Rządził tylko dziesięć lat, ale zdążył wzbudzić euforię, a potem zaliczyć spektakularny upadek. Edwardem Gierkiem można zarówno głaskać podniebienia, jak i walić nim po głowach przeciwników.

 

“Kiełbasa jak za Gierka" to przebój na rynku wędlin. I nic nie szkodzi, że nawet w latach 70. PRL nie zdołała się uporać z problemem deficytu mięsa. Liczy się symbol, nawiązujący do ciepłych wspomnień.

 

Ale można też Gierka użyć do zgoła odmiennych celów. Gierek zadłużył Polskę? Tusk też zadłuża. Inny dziś ustrój, inna epoka, ale konserwatywny publicysta Łukasz Warzecha snuje analogie: dług rośnie tak samo jak w latach 70. Przyjaźń Tuska z Putinem jak Gierka z Breżniewem. Nawet walka z opozycją taka sama. Gierkowa propaganda zohydzała KOR, a Tuskowa – obrońców krzyża. A wszystko to na łamach “Faktu", którego czytelnicy… Trudno o pewność, ale pewnie wspominają Gierka z rozrzewnieniem.

 

Nad współczesną Polską krąży duch towarzysza Edwarda, budząc skrajne emocje.

 

Odszedł po cichu, w lipcu 2001 r. W życiu publicznym wolnej Polski od dawna nie uczestniczył. Prośby o wystąpienia i wywiady odrzucał. Znajomym powtarzał, że lata 70. doczekają się sprawiedliwej oceny.

 

Ostatnie 20 lat życia spędził w Ustroniu, z trudem wiążąc koniec z końcem.

 

Czy miał powody do rozgoryczenia? Upokorzenia lat 80. w nim tkwiły. Odsunięty od władzy po sierpniowym strajku, przewidziany przez ekipę Jaruzelskiego do roli kozła ofiarnego. Gazety pisały, jak Gierek i jego ludzie uwłaszczyli się na majątku narodowym. Szeptana propaganda opiewała luksusy, w jakich się pławił z małżonką (Stanisława Gierek ponoć raz w tygodniu odwiedzała w Paryżu fryzjera). Wyrzucony z partii, pozbawiony odznaczeń i emerytury, w stanie wojennym nawet internowany. Przez resztę dekady przykryty zasłoną milczenia.

 

Przypomniał się Polakom tuż po upadku komuny. “Przerwana dekada", wywiad rzeka z Gierkiem przeprowadzony przez Janusza Rolickiego w 1990 r., stał się hitem. Milion sprzedanych egzemplarzy! Druga część książki rozeszła się w 300 tysiącach. Okazało się, że Polacy go pamiętają i są ciekawi, co ma do powiedzenia. Zapewne poczuł satysfakcję, ale sukces książki wiele nie zmienił w życiu Gierków. Umowa z wydawcą była tak skonstruowana, że krociowe zyski ominęły bohatera książki. Starczyło na malucha. I tak pierwszy sekretarz, który dwie dekady wcześniej zmotoryzował Polskę za pomocą małego fiata, na emeryturze sam na tym skorzystał.

 

Wokół szalały transformacja i bezrobocie. Im bardziej polityczny mainstream zachwalał reformy Balcerowicza, tym mocniej rósł sentyment za gierkowską przeszłością.

 

Po jego śmierci CBOS pytał ludzi, jak oceniają pierwszego sekretarza. Aż 50 proc. odparło, że pozytywnie, 6 proc. – negatywnie. A gdy przed trzema laty pytano o najwybitniejszych Polaków XX wieku, Gierek znalazł się na ósmym miejscu – za Janem Pawłem II, Wyszyńskim, Piłsudskim, Wałęsą, Kuroniem, Władysławem Sikorskim i Mazowieckim.

 

Książę śląski jedzie do Warszawy

 

Został wybrany na pierwszego sekretarza PZPR w dramatycznych okolicznościach. W grudniu 1970 r. ekipa Gomułki, ratując się przed kryzysem, ogłosiła podwyżkę cen żywności. Robotnicy na Wybrzeżu odpowiedzieli protestem. Władza wyprowadziła na ulice wojsko. Era Gomułki dobiegła końca, rozpoczęła się era Gierka.

 

Był ulepiony z innej gliny. Nie działał w KPP, nie kończył szkół w Moskwie, nie walczył w komunistycznej partyzantce. Przed wojną emigrant w Belgii i Francji. Znał Zachód i nie miał na niego alergii. Mimo to po wojnie wrócił do Polski i rozpoczął karierę w aparacie komunistycznym. W latach 50. stanął na czele komitetu wojewódzkiego PZPR w Katowicach i wspólnie z wojewodą Jerzym Ziętkiem sprawił, że Ślązakom wkrótce zazdrościła cała Polska. Podczas gdy Gomułka hamował jak mógł konsumpcyjne apetyty obywateli, na Śląsku pęczniały spektakularne inwestycje. Rozbudowa centrum Katowic, hala widowiskowa Spodek, Park Kultury i Wypoczynku, nowe fabryki, uniwersytet. Mówiono o nim “śląski książę".

 

U progu lat 70. ideologia komunistyczna była martwa. Władza musiała szukać legitymacji gdzie indziej. Mówiąc językiem dzisiejszych polityków, postawili na “przyjazne państwo". Nadal autorytarne, ale sympatyczniejsze. Bez więźniów politycznych, układające się z Kościołem, otwarte na świat. Gierek nawiązuje przyjazne stosunki z Wyszyńskim i chętnie podejmuje zachodnich przywódców. Trzej kolejni prezydenci USA odwiedzają Warszawę – tego dotąd nie było!

 

Najważniejsza stanie się jednak konsumpcja.

 

Gierek tłumaczył Rolickiemu: “Byłoby z mojej strony niemoralne proponować milionom ludzi raz jeszcze tylko pracę i szczytne hasło budowy lepszej przyszłości dla dzieci. Społeczeństwo miało dość haseł, ludzie zwyczajnie chcieli lepiej żyć. I to życzenie musiało być spełnione".

 

Okoliczności Gierkowi sprzyjały. W latach 70. napięcie zimnowojenne opadło, a Zachód otwierał się na współpracę gospodarczą z krajami za żelazną kurtyną. Na światowych rynkach trwała prosperity napędzana ropą niewiele droższą od wody i dostępem do pieniądza. Oprocentowanie zachodnich kredytów było niższe niż w Polsce inflacja. Grzechem byłoby po te pieniądze nie sięgnąć.

 

Konsumujmy!

 

Paweł Kostikow, który w Komitecie Centralnym KPZR zajmował się Polską, notował u schyłku tamtej dekady: “W polskim sukcesie początku lat 70. był, jak skaza genetyczna, zalążek klęski. Polacy żyją “nie po karmanu" [ponad stan]. Rzucało się w oczy, że na Zachód przyjeżdżali polscy ministrowie, a nawet urzędnicy nie najwyższej rangi i kupowali, kupowali, kupowali”.

 

“Budujemy drugą Polskę" – mawiał Gierek. I w parę lat Polska zmieniła się nie do poznania. Pensje urosły o ponad 40 proc. Fabryki się modernizowały. Napływały nowoczesne technologie.

 

Zbudowano ponad 600 zakładów, w tym inwestycje tak spektakularne jak Huta Katowice, Rafineria Gdańska, Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Tychach. Na 11 wybudowanych wtedy elektrowniach do dziś opiera się polska energetyka. Stolicę połączyła ze Śląskiem dwupasmówka. Warszawa dostała Trasę Łazienkowską i Wisłostradę. A cały naród odbudował Zamek Królewski.

 

Miliony młodych ludzi ze wsi przenosiły się do miast. Czekały na nich mieszkania w blokach z wielkiej płyty – oddano ich w tamtej dekadzie ponad 2,5 miliona.

 

Do sklepów trafiły dobra Polakom nieznane, m.in. coca-cola i cytrusy. Na ulice wyjechały małe fiaty. Otworzyły się granice: najłatwiej było wyjechać do NRD, ale paszport umożliwiający wizytę na Zachodzie też stał się realny. W telewizji – w kolorze! – pojawiła się rozrywka nieźle wpasowana w masowe gusta. W tej oazie socjalistycznej szczęśliwości wszystko wyładniało. Nawet piłkarze Górskiego zaczęli wygrywać.

 

Im więcej Polacy spożywali, tym mniej uwierały ich brak wolności, poddaństwo wobec Wielkiego Brata, nachalna propaganda sukcesu i drętwy język gazet. Tylko nieliczni inteligenci zachowywali dystans.

 

Notował Stefan Kisielewski w 1973 r.: “Przyszła nowa Polska, zdemokratyzowana społecznie, ale rządzona mafijnie, bez życia politycznego, bez napięć i wstrząsów, bez ideologii i świadomości. (…) Więc ja nie mam racji bytu, tu opozycjonistów nikt nie potrzebuje. Polska Ludowa jednolita, bezkonfliktowa – można by ją ożywić zachętami ekonomicznymi, ale ideami – nie".

 

Ale to wszystko do czasu.

 

Aleśmy spożycie mieli!

 

W drugiej połowie gierkowskiej dekady Paweł Bożyk miał trzydzieści kilka lat i już tytuł profesora ekonomii. Był doradcą ekonomicznym Gierka na etacie w KC PZPR. Jego zadaniem było pisanie raportów o zagrożeniach gospodarczych na użytek pierwszego sekretarza. Opisał swe doświadczenia w wydanej właśnie książce “Hanka, miłość, polityka".

 

Już w 1974 r. ostrzegał, że hossa lada chwila się skończy. W świecie kapitalistycznym wybuchł kryzys paliwowy, ceny ropy urosły niebotycznie, Zachód zaczął ograniczać import. Polskę bezpośrednie skutki załamania na razie omijają – mamy przecież zagwarantowane dostawy ropy z ZSRR po cenach już wcześniej zakontraktowanych. Ale Bożyk raportuje: nasza stabilność nie jest dana raz na zawsze. Technologie, które kupiliśmy na Zachodzie, wkrótce staną się przestarzałe, bo projektowano je w czasach taniej energii. Świat już wkracza w epokę energooszczędnych innowacji, a my zostajemy w tyle. A przecież, zaciągając wielomiliardowe kredyty, zakładaliśmy, że będziemy je spłacać w eksporcie. Jeśli nie dostosujemy inwestycji do nowych czasów, nie będziemy konkurencyjni.

 

Ale raport trafia w próżnię. Biurokratyczna machina łapczywie zasysa wszystko, co tylko się da. Rozgrzebane inwestycje się opóźniają, a mimo to ciągle rozpoczyna się nowe. Kupowane za dewizy urządzenia często stoją, bo w szale zakupów nie zawracano sobie głowy takimi drobiazgami jak części zamienne.

 

Polacy zarabiają coraz więcej, choć wydajność pracy rośnie powoli. A do tego władza nauczona doświadczeniem Grudnia ’70 utrzymuje zamrożone ceny. Równowaga na rynku zostaje drastycznie zachwiana. Katastrofa nadciąga wielkimi krokami.

 

– Kredyty wyjdą nam bokiem – ostrzega Bożyk pierwszego sekretarza.

 

– Jak to bokiem? – oburza się Gierek. – Jak wybudujemy fabrykę, będziemy ją mieli, nikt nam jej nie zabierze.

 

W Bożyku burzy się krew na takie myślenie, ale nie protestuje.

 

W czerwcu 1976 r. podwyżka cen żywności jest już nieunikniona. I to spora, bo skumulowana z wielu lat. Odpowiedź jest łatwa do przewidzenia – bunt robotników, tym razem w Radomiu i Ursusie. Represje, milicyjne ścieżki zdrowia, wyroki sądowe (później Gierek zarządzi amnestię). Powstaje zorganizowana opozycja, a z nią – drugi obieg wydawniczy. Intelektualna pustka zapełnia się niezależną myślą. Powstaje grunt pod masowy bunt społeczny.

 

Ale Gierek woli nie dostrzegać tego, że Polska się zmienia. Niby wie, że przyszłość nie rysuje się w różowych barwach, ale ostrzeżenia doradcy puszcza mimo uszu. Jak trzeba, to zrobi się gospodarską wizytę w zakładach Cegielskiego, gdzie przygotowani przez miejscowy aktyw robotnicy wyrażą pełne poparcie dla polityki towarzysza Gierka.

 

Ale wszystko prowadzi do kolejnego przesilenia. Największego w PRL. Po strajku w stoczni i podpisaniu porozumień gdańskich Gierek zostaje zmuszony do odejścia.

 

“Tak zakończyła się moja kariera polityczna, a w Polsce – najlepsza dekada w całej naszej historii" – powie w “Przerwanej dekadzie”. W “Replice” dopowiada: “Niewiele będziemy mieli z wolności, gdy będziemy goli i bosi”.

 

Najwyraźniej nie zrozumiał tego, co stało się w Polsce w sierpniu 1980 r. Za przyczynę swego upadku podawał Rolickiemu spisek, którego dopuścili się jego towarzysze z Biura Politycznego Józef Kania i Wojciech Jaruzelski. Masowe strajki były jego zdaniem wymierzoną w niego prowokacją dokonaną przez agentów bezpieki.

 

Kto dziś potrzebuje Gierka?

 

Paradoksalnie – najmniej SLD. Tam zawsze silniejszy był kult Wojciecha Jaruzelskiego. I trudno się dziwić, skoro historyczni liderzy tej formacji – Kwaśniewski, Miller i Oleksy – to wychowankowie ekipy generała, która doprowadziła do okrągłego stołu.

 

Ale zwykli ludzie pamiętają swoje – zwłaszcza ci ze wsi i niewielkich miasteczek, biedniejsi i słabiej wykształceni, których transformacja dotknęła najbardziej. Dla nich wspomnienie dobrobytu lat 70. nawet dziś pozostaje żywe. To oni stanowili zawsze bazę fenomenu gierkowskiej nostalgii. Przez lata polityczny establishment ignorował te sentymenty. Aż dostrzegli to bracia Kaczyńscy, obiecujący sprawiedliwą,“solidarną" Polskę. Już w kampanii w 2005 r. nie wzgardzili poparciem Adama Gierka, syna dawnego pierwszego sekretarza. W ubiegłym roku, w kampanii prezydenckiej, Jarosław Kaczyński raz jeszcze sięgnął po te emocje. – Był komunistycznym, ale jednak patriotą – oświadczył w Sosnowcu, rodzinnym mieście Gierka.

 

A jak czytać artykuł Jana Filipa Staniłki, młodego (rocznik ’79) eksperta Instytutu Sobieskiego (to nieoficjalny think tank PiS), członka redakcji ultrakatolickich “Arcanów" i organizatora niedawnego kongresu “Polska – Wielki Projekt”, na którym spotkały się PiS-owskie elity?

 

“Gierek był może ostatnim przed Lechem Kaczyńskim przywódcą, który miał ambicję uczynienia na serio znaczącego kraju w Europie" – pisał przed kilkoma miesiącami Staniłko. Wychwalając pod niebiosa gierkowską modernizację, a nawet ówczesną “jedność narodową i szacunku do narodowych imponderabiliów”. Bo Gierek odbudował Zamek Królewski.

 

Nieustannie obecny w naszej świadomości, języku i myśleniu, choć od jego śmierci właśnie mija dziesięć lat. Chyba jak nikt inny z panteonu władców PRL uosabia blaski i cienie tamtej epoki. Rządził tylko dziesięć lat, ale zdążył wzbudzić euforię, a potem zaliczyć spektakularny upadek. Edwardem Gierkiem można zarówno głaskać podniebienia, jak i walić nim po głowach przeciwników.

 

“Kiełbasa jak za Gierka" to przebój na rynku wędlin. I nic nie szkodzi, że nawet w latach 70. PRL nie zdołała się uporać z problemem deficytu mięsa. Liczy się symbol, nawiązujący do ciepłych wspomnień.

 

Ale można też Gierka użyć do zgoła odmiennych celów. Gierek zadłużył Polskę? Tusk też zadłuża. Inny dziś ustrój, inna epoka, ale konserwatywny publicysta Łukasz Warzecha snuje analogie: dług rośnie tak samo jak w latach 70. Przyjaźń Tuska z Putinem jak Gierka z Breżniewem. Nawet walka z opozycją taka sama. Gierkowa propaganda zohydzała KOR, a Tuskowa – obrońców krzyża. A wszystko to na łamach “Faktu", którego czytelnicy… Trudno o pewność, ale pewnie wspominają Gierka z rozrzewnieniem.

Nad współczesną Polską krąży duch towarzysza Edwarda, budząc skrajne emocje.

Autor: Rafał Kalukin

żródło: Tygodnik "WPROST" Numer: 30/2011 (1485)

FIGURY SZACHOWE

Niezwłocznie po ostatnich wyborach zaczęły mnie i zapewne innych nachodzić myśli na temat przyczyn coraz słabszego wyniku SLD i jego pozycji na scenie politycznej. Problem jest jednak głębszy.

Rozbijackie działania wewnątrz SLD i innych środowisk lewicowych, dyskredytujące idee lewicowe, nie trwają od ostatniej kampanii wyborczej, ale mają miejsce od dłuższego czasu. Wymagają one bardzo spokojnego i rzeczowego odniesienia.

Nie warto więc popadać w gorączkę złudnych działań, ale nie można też stać tak zupełnie z boku.

Możemy być świadkami kroków w kierunku restauracji LiD-bis i definitywnego marginalizowania wszelkich resentymentów do wartości lewicowych ze strony innych ruchów prospołecznych. Być może dogadają się z Tuskiem co do współdziałania z koalicją rządową. Wszakże przez całą kampanię pracowali raczej na sukces Tuska a nie własny!

Być może w SLD odzyskają ster jego celebryci. Będą nagłaśniać swoje stare płyty, przy których już się nie tańczy, ani ich nie słucha. Będziemy mieli stały festiwal lewicowego teatru dla “koneserów”, a nie dla społeczeństwa. Bo jak już będą z powrotem coraz częściej w mediach to im wystarczająco poprawi się samopoczucie.

Nie zmieni to absolutnie aktualności problemu budowy nowej formacji lewicowej, bowiem szyld SLD zbladł bezpowrotnie. Jeżeli będą to robić medialni gwiazdorzy lewicy to przede wszystkim będą się umizgiwać do niechętnych im dziennikarzy myśląc, że kontaktują się ze społeczeństwem.

Na razie więc pozostaje nam zachować się z rozwagą i dystansem. Żyjemy w czasach, gdzie liczy się sukces. Chyba więc warto otworzyć się na reguły prowadzące do sukcesu.

Po wyborze Leszka Millera na szefa klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej zadałem sobie pytanie – czy możliwe jest spotkanie Millera z Kwaśniewskim, Cimoszewiczem, Oleksym, Borowskim? Czy takie ewentualne spotkanie “okrągłostołowe” miałoby sens i jakąś nową wartość?

Pamiętam, jak po wyborach do nowych struktur administracyjnych (samorządowych) w 2002 roku zaprezentowano trzy różne opinie na temat przyczyn słabego wyniku SLD.

Pierwsza opinia, Millera, głosiła, że nie ma lokalnych liderów. (A skąd mieliby być skoro przez lata za własne zdanie dostawało się po łapach.)

Drugą opinię wygłosił Oleksy, że źle została przeprowadzona kampania wyborcza. (Przecież wszyscy wówczas zachłystnięci byli zwycięstwem do sejmu, po co więc jakaś kampania!)

Trzecią opinię zaprezentował Kalisz, że nie dopuszcza się młodych działaczy do kierowniczych gremiów partii. (Wtedy od razu zrozumiałem, że Kalisz będzie rozpracowywał stary układ, by wyrugować Millera.)

Choć należało przyznać Kaliszowi rację w kwestii argumentu słabego wyniku ówczesnych wyborów, to nie trudno było dostrzec początek stopniowego upadku SLD.

Właśnie wtedy poszedłem do sekretarza miejskiego SLD (w Radomiu) z uwagą, że dostrzegam początek upadku SLD, gdyż do tej pory nie było tak, żeby działacze jednej partii wypowiadali publicznie własne opinie z intencją przeciwko drugim. Rozmowa ta niewiele dała.

Miller po wyborze na szefa klubu okazuje gesty pojednawcze. Robi to mądrze i idąc z Kaliszem na spotkanie do Kwaśniewskiego dokonał szachowego posunięcia.

Teraz niech Kwaśniewski osobiście poczyni kolejne kroki zmierzające do odtworzenia przynajmniej w zarysie wizerunku współpracy, a nie wewnętrznej, opłakanej w skutkach, wzajemnej walki o złudny prestiż.

Może to stanowić dopiero zaczyn do dalszych działań, które posłużyć mogą nie tylko uzdrowieniu lewicy, ale dalszym pozytywnym przeobrażeniom polskiej demokratycznej sceny politycznej.

Jeżeli wokół lewicy będą wytrawni działacze i intelektualiści chętni do współdziałania we wskazywaniu problemów i sposobów ich rozwiązania to sukces jest pewny. Jeżeli będą kolejne wojenki to zyskają ci “trzeci”.

Na jednym ze spotkań Tuska w Radomiu z działaczami Platformy Obywatelskiej pod koniec 2005 roku, usłyszałem od niego (siedziałem na sali jako obcy), że tak właściwie to on nie wie, dlaczego PO ma dziewiętnastoprocentowe poparcie i że “musimy być świadomi niepewności tego poparcia”. Po tamtej wypowiedzi Tuska zrozumiałem, że on sam nie rozumie procesów społecznych, jakie zachodzą w Polsce.

Podejrzewam, że moi byli koledzy partyjni też nie są świadomi przemian świadomościowych i emocjonalnych, jakie dotykają obecnie Polaków.

Wymiera stare pokolenie. W szkołach mamy religię i brak jakiegokolwiek edukowania środowisk społecznych w duchu lewicowym. Nawet hasło “Najważniejszy jest człowiek” zostało przejęte przez PSL, chociaż niewiele wcześniej było hasłem SLD w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego!

Co kadencję prawie półtora miliona młodych Polaków przychodzi po raz pierwszy do urn wyborczych. Co im lewica ma do zaproponowania?

Na razie stare wewnętrzne utarczki najlepiej znane red. Olejnik (sentencja, która nasunęła się po jej rozmowie z Kaliszem – wypomniała wyrolowanie Oleksego przez Kwaśniewskiego.)

Co nam pozostało? Jednakże sporo do zrobienia.

Gdyby tak Kalisz swoje skłonności do teoretyzowania chciał przekuć w ustawowe propozycje zmian możliwości bezczelnego naigrywania się z wyborców z jednoczesną kradzieżą mandatu – chodzi o ostatni transfer z SLD do Ruchu Palikota i to jeszcze prze ślubowaniem poselskim!

Gdyby tak jeszcze przypomnieli sobie o lewicy pozaparlamentarnej!

Na dzisiaj tyle.

Marian Szymański

Rozważania o ludzkiej istocie, sensie jej życia , wolności, sprawiedliwości i zniewoleniu

Zwiększająca się ilość nagłych katastrof nawiedzających naszą planetę Ziemię, wywołujących smutek, żal i cierpienia, jak i następujące pod wpływem walk o wolność, demokrację i sprawiedliwość przemiany w wielu regionach świata nie poprawiające jednakże warunków życia człowieka, skłaniają do częstych refleksji nad tym czym w rzeczywistości jest istota ludzka, wolność, sprawiedliwość, o które walczy i na czym polega sens jej życia. Dla ukazania jednego z obrazów tego zagadnienia, przytoczone zostaną w poniższym tekście, różnorodne poglądy w tym o charakterze religijnym, filozoficznym dla wielu ludzi być może kontrowersyjne.

 

O ludzkiej istocie i sensie jej życia

Od dawien dawna, od zarania dziejów, człowiek jako istota twórcza, co wyróżnia go od innych gatunków żyjących na ziemi, nad którymi dzięki temu w wielu aspektach góruje, dąży do poznania prawdziwego sensu swojego życia. Często nad tym rozmyśla, a zwłaszcza w sytuacjach trudnych, gdy cierpi, zagrożona jest jego dalsza egzystencja. Jaki sens ma jego życie i jakie stoi przed nim wyzwanie – zadanie do wykonania. Oto jakie często zadaje sobie pytanie. Czy sensem życia jest zdobywanie majątku materialnego i to ponad potrzeby, pozycji zawodowej, społecznej, politycznej, rodzenie dzieci itd. zastanawia się nieraz.

Dla ludzi uznających wszelkie istnienie, ale tylko w czasoprzestrzeni, postawione powyżej i inne podobne pytania stają się szczególnym problemem. Według ich koncepcji wszystko nagle w danym przedziale czasu się kończy. Inni natomiast, idąc nieco dalej uważają , że jeżeli czas istnieje to musi istnieć jego przeciwieństwo czyli wieczność, niemożliwa co prawda do zdefiniowania, określana potocznie jako coś trwałego, niezmiennego i której akceptacja ma właśnie ułatwiać zrozumienie, poznanie sensu i celu ludzkiego życia.

Do poszukiwania tej wieczności mającej nadawać sens ludzkiemu życiu, pobudzać ma człowieka coś wewnętrznego, nadzieja na to, że można znaleźć w sobie ,,To” coś niezmiennego, którego czas nie może zniszczyć i które czasowi nie podlega. Jeżeli człowiek pyta, według koncepcji wielu religii, o tzw. prawdziwy sens swojego życia i pragnie go poznać, zgłębić, to właśnie ma świadczyć, że znajduje się w nim coś co nie podlega ani czasowi, ani śmierci. Ta zasada wieczności mająca znajdować się w człowieku nie pochodzi zatem z przemijającego w czasie świata i nie można jej w pełni pojąć i zrozumieć, a każde porównanie przy pomocy pojęć z tego świata nie jest właściwe i odpowiednie.

Różnymi pojęciami, słowami określana jest ta zasada wieczności w człowieku, np. element boski, klejnot w kwiecie lotosu itd. Wszystkie tego rodzaju pojęcia i określenia mają być jedynie symbolami, ogólnymi opisami z niedoskonałego ziemskiego świata, w którym niemożliwe jest znalezienie pojęć dla określenia wartości nieprzemijających, wiecznych. Właśnie poszukiwanie tej wieczności, z którą ma wiązać się sens życia, zrodziło w dziejach ludzkości między innymi wiele różnych idei, poglądów filozoficznych i systemów religijnych próbujących wskazywać drogę prowadzącą do niej.

Ludzie akceptujący tego rodzaju poglądy oczekują nie tylko na spełnienie się swojego sensu życia, ale w ogóle całego istnienia, zdając sobie sprawę że po śmierci ich stan oraz byt się zmienia, gdyż nie posiadają już dotychczasowej formy życia i nie dysponują przez to możliwościami funkcjonowania w dotychczasowym świecie, tzw. materialnym.

W swoim życiu każdy człowiek usiłuje zdobyć nie tylko niezbędną dla swojej egzystencji odpowiednią pozycję, wartości materialne, duchowe, ale i zapewnić sobie chociażby chwilę szczęścia oraz zadowolenia. Lecz często w trakcie zdobywania i odkrywania różnych wartości w tym określanych mianem piękna, dochodzi stopniowo do wniosku, że blask tego piękna jest przemijający, że wszystko co zbudował, najczęściej wielkim wysiłkiem i poświęceniem, stopniowo zaczyna na swojej wartości tracić i kiedyś zostanie odrzucone, opuszczone. Wgłębiając się w te sprawy jest coraz bardziej przekonany, że nie można w ten sposób osiągnąć zadawalającego rezultatu, co wciąga go do dalszych refleksji i poszukiwań.

Znajdując się wśród pięknej przyrody czy też przeżywając modlitwę w świątyni sądzi, że jest blisko wieczności, że może nawet ujrzeć, odczuć Boga. Ale po przyjrzeniu się bliżej zauważonemu, odczuwanemu pięknu, człowiek będąc często okrutnym w swym postępowaniu dochodzi do wniosku, że i ono jest również przemijające, a wartość przemijająca nie może doprowadzić go do wieczności, czyli do Boga. Wiecznej zasady próbuje również poszukiwać w relacjach, współżyciu z innymi ludźmi. Jednakże i dzisiejsze jak i dawniejsze zasady regulujące styl, tryb życia, zachowania się człowieka oraz ludzkości nie mogą również zostać uznane za wieczne i boskie.

Gdyby wszakże istniała w człowieku ożywiona, aktywna, wieczna, czyli jak się określa boska zasada to mord, zabójstwo czy inne przestępstwo tej zasadzie byłyby obce. W rzeczywistości tak nie jest, gdyż człowiek tej zasady wiecznej na ogół nie odczuwa i kieruje nim zasada ale życia ziemskiego, przemijającego. Poszukując dalej tej wiecznej zasady człowiek często ucieka od ludzi w zacisze natury lub wstępuje do ściśle ascetycznych grup i zakonów.

Cudowna prawidłowość natury makrokosmosu, jego olbrzymia przestrzeń ułatwiać ma również rzekomo uchwycenie boskości w tym przypadku utożsamianej z wszechpotężną siłą utrzymującą ten wszechświat z miliardami gwiazd i systemów dróg mlecznych. Ale i tutaj człowiek odkrywa, że także gwiazdy zapalają się i gasną, całe systemy gwiezdne, drogi mleczne powstają i przemijają, że ten promieniujący z oddali całkowitym spokojem i ciszą obraz kosmiczny wcale nie jest takim spokojnym tworem, lecz podlega procesowi powstawania i przemijania tylko w odpowiednio dłuższym okresie czasu.

Człowiek poszukujący kieruje swoje zainteresowania na badania przyrodnicze, w których podstawową przesłanką jest powszechna prawidłowość natury, tzn. przekonanie, że podobne prawa obowiązują wszędzie we wszechświecie, a zatem muszą być niezmienne. Wówczas zaczyna wierzyć, że ma w rękach coś decydującego, że dotarł tam, gdzie można spotkać wartości absolutne, czyli boskie. I tutaj okazuje się, że wcale tak nie jest. Astrofizycy między innymi już stwierdzili , że np. słońce dawniej było bardziej gorące niż dzisiaj, że fizyczne strony wszechświata zależą od różnych systemów gwiezdnych i odpowiednio do tego się zmieniają . To zmusza człowieka do wyrażenia poglądu, że także w tej nieskończonej dali nie istnieją wartości trwałe, lecz tylko zmienne - powstawanie i przemijanie bez żadnych wartości wiecznych.

Nie znajdując zasad trwałych i wiecznych w świecie zewnętrznym zaczyna człowiek kierować swoje spojrzenie do własnego wnętrza i prowadzi poszukiwania w samym sobie. Bada, analizuje świat swoich uczuć i usiłuje dotrzeć świadomością do wzniosłych pojęć, wyobrażeń i tam znaleźć dla swojej psychiki, duszy to czego daremnie dotychczas na zewnątrz szukał. Często przepełniony różnymi poglądami religijnymi sądzi, że już właśnie dotarł do celu. Wierzy, że uwolniona po śmierci jego dusza znajdzie wreszcie w tamtym świecie wartości wieczne, to jest Boga, bądź też powędruje na wieki do piekła.

Jednak i na ten temat poglądy są różne i mocno podzielone. Wiele systemów o charakterze filozoficznym, a nawet i religijnym uważa, że wraz ze śmiercią dusza człowieka wędruje na ,,tamten” świat, ale i ,,tam” również przemija jak cały ,,tamten” świat. Z upływem czasu z tej duszy ,,tam” nie pozostaje bowiem nic, ale to absolutnie nic, na skutek całkowitego rozkładu na podstawowe elementy. Dusza ma rozpaść się i ,,wyparować” jak rozlany płyn z rozbitej butelki, o czym przed wiekami wspominał już Epikur. Według tej koncepcji, dusza nie posiada w sobie wartości wiecznych i człowiekowi wtedy trudniej jest pojąć, na czym ma polegać prawdziwy sens jego życia. Nasuwają się tutaj człowiekowi ponownie pytania, czy w ogóle istnieją wartości absolutne, niezmienne, czy istnieje Bóg, którego świadomość ludzka nie potrafi zrozumieć, określić oraz zdefiniować.

Wyjaśnienie tego co nadaje sens życiu człowieka, nie jest wcale łatwe, proste i możliwe, lecz szczególnie trudne, o czym świadczy chociażby wielka różnorodność nie tylko religii, ale i szkół filozoficznych, antropozoicznych, teozoficznych przypisujących sobie zarazem rolę jedynego pośrednika między człowiekiem a Bogiem. Niektórzy uważają, że dotarcie do tzw. wartości absolutnych, niezmiennych, czyli do wieczności nie odbywa się za pośrednictwem tej natury, w której żyjemy, ani wiedzy, jaką dysponujemy.

Większość wielkich systemów religijnych mówi tutaj o istnieniu całkowicie innej, nieznanej bliżej siły nie pochodzącej właśnie z ziemskiego, zmysłowego i materialnego świata. Tą jakoby inną, odmienną, twórczą moc i siłę według religii posiada w sobie w formie ukrytego elementu wiecznego, boskiego każdy człowiek – na ogół nie świadomy jednak tego. Dopiero po rozbudzeniu jej w człowieku ta rzekomo utajona moc i siła, rozkwita na przykład jak kwiat lotosu, umożliwiając mu uświadomienie drogi powrotnej do wartości wiecznych do boskiego domu Ojca, jak często to się nazywa. Dlatego według wielu religii sens życia człowieka na ziemi wiąże się właśnie z tym wewnętrznym przebudzeniem i powrotem do pierwotnej sfery człowieka, do tzw. królestwa światła.

W chrześcijaństwie mówi się o ponownym wejściu do ,,Królestwa, które nie jest z tego świata”. Inne religie między innymi hinduistyczne uważają , że ten wieczny pierwiastek występuje nie tylko w człowieku ale i całym istniejącym życiu oraz stworzeniach, które również tak jak człowiek oczekują powrotu do nieznanej im wieczności. W wielu starych mitologiach, legendach oraz religiach mówi się w tej sprawie o nadużyciu przez część ludzkości, której właśnie współczesny człowiek jest potomkiem, wolnej woli co wyprowadziło go poza obręb wiecznego, boskiego ładu. Nastąpiła wówczas przemiana człowieka z istoty boskiej i harmonijnej na żyjącego wśród przeciwieństw, miotającego się między jedną, a drugą skrajnością, pragnącego dobra ale czyniącego zło.

To zagadnienie w Piśmie Świętym określone jest przez sformułowanie jako: ,,wypędzenie z raju”. Adamowa ludzkość, do której należeć ma współczesny człowiek tworzący, powołujący do życia nowy, ale już skażony świat, ma upadać stopień po stopniu coraz niżej. I tak jak człowiek dzisiejszy pragnąc zapewnić sobie lepszą egzystencję, tworzy sztuczny świat (protezy) wokół siebie, w działaniu zewnętrznym niszcząc naturę, wycinając lasy, zatruwając środowisko, wody i powietrze, stwarzając śmiertelne zagrożenie dla całego życia poprzez manipulacje atomem - tak też zanieczyszcza swój pierwotny świat duchowo-mentalno-psychiczny wszelkimi cywilizacyjnymi nieszczęściami. W ten sposób staje się coraz bardziej, całkowitym niewolnikiem swoich własnych pragnień, pożądań, dążeń i celów.

Tak ukształtowany dzisiejszy świat z wiecznym, ale uśpionym według wielu filozofii i religii elementem w człowieka istocie, to świat, w którym każdy początek prowadzi nieodwołalnie do jakiegoś końca, a każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. I ludzkość w ten sposób utrzymywana jest w ciągłym ruchu przychodzenia i odchodzenia z tego świata, z tej ziemskiej pełnej sprzeczności natury. Ten marsz ludzkości i człowieka od narodzin do śmierci jest zarazem pasmem cierpienia i im gorsze oraz bardziej zanieczyszczone są warunki w ziemskim polu życia, tym bezwzględniej indywidualny człowiek usiłuje realizować swoje egoistyczne dążenia, zamiary, by zapewnić sobie udział w domniemanych dobrach materialnych i tzw. szczęściu.

Za głównego towarzysza współczesnego, adamowego człowieka na jego drodze od kołyski do grobu uważany jest najczęściej ludzki strach. Ten strach wynika głównie z obaw przed zdystansowaniem go przez innych w tej często obłędnej walce życiowej, przed widmem ubóstwa i nędzy, przed chorobą i śmiercią. Ale największym przeciwnikiem człowieka ma być właśnie sam człowiek, który obawia się najbardziej własnej samotności - nieskończonej pustki, której przecież nie zna i nie rozumie. Z powodu strachu towarzyszącemu człowiekowi więcej ludzi ma tracić życie niż na skutek ,,niesprawiedliwie” zadanych przez los ciosów. Dla zdławienia w sobie tylko chwilowo ciągłego strachu i niepokoju, a nie z niegodziwości, wiele osób wpada w alkoholizm, narkomanię i inne nałogi, rzuca się w wir różnych pseudozabaw.

Na ogół człowiek nie wie co jest potrzebne dla jego wewnętrznego spokoju i jakie są braki w jego osobowości. Większość religii przyczyny tego stanu człowieka pochodzącego od Boga dopatruje się w zerwaniu łączności z pierwotnym polem życia. W odległej przeszłości w nieco innym wymiarze czasowo-przestrzennym świata człowiek miał być ściśle związany przez znajdującą się w nim ,,nieskończoną wieczność”, jak określił to Schopenhauer, z wartościami wiecznymi, swoim źródłem Absolutem, czego na ogół nie jest świadomy. Obecnie po zerwaniu tej więzi jego istota rozdarta na dwie części nie może już w spokoju egzystować w tym świecie opuszczonym przez Boga, w swej pierwotnej ,, Ojczyźnie Światła”. W jednym z tekstów o charakterze religijnym tak zwanym psalmie czytamy m.in. : Ludzkie serce jest niespokojne, aż spocznie ono w Tobie o Boże.

Za Królestwo Boga w potocznym rozumowaniu tego słowa, czego jednak nie akceptują wszystkie religie, uważa się tzw. ,,tamten świat”, określany także światem zmarłych. ,,Tamten świat”, w którym mają przebywać zmarli, często również uznaje się za drugą niewidzialną połowę tego świata materialnego. Zwłaszcza religie uznające reinkarnację, uznawaną również przez chrześcijaństwo do V wieku, twierdzą że w tej niewidocznej nieuchwytnej przez zmysły człowieka drugiej części tego świata, zbudowanej z nieco innej materii, mikrokosmos przebywa przejściowo pozbywając się resztki ludzkiego ciała z tzw. delikatnej i subtelnej materii, przygotowując się do przyjęcia nowej ,,osobowości” materialnej, co dokonuje się przez ponowne narodziny. Nie jest to zatem jeszcze powrót do świata wiecznego, lecz dialektycznego, ziemskiego. W tych koncepcjach uznaje się ten i ,,tamten” niewidoczny świat za dwie części jednego zamkniętego w sobie świata.

Człowiek żyjący w tym świecie i gromadzący doświadczenia życiowe, często pełne cierpień, ma nadzieję na poznanie swojego rzeczywistego stanu bytu. Według buddyzmu na przykład człowiek nie żyje właśnie w pełnej rzeczywistości, lecz tylko w ładzie z konieczności i może na podstawie swoich doświadczeń życiowych osiągnąć odpowiedni stan oświecenia, świadomości, podjąć decyzję powrotu do pierwotnego, całkowicie innego stanu świadomości, wiecznego pola życia, uwolnić od koła narodzin i śmierci. W podjęciu tego typu decyzji wspomagać mają człowieka religie uważające często, że powstały tylko w tym celu z inspiracji sił boskich.

W dziejach ludzkości pojawiło się wielu nauczycieli jak Zaratrusta, Budda, Chrystus, Mahomet itd. wskazujących jakie wymogi musi człowiek spełnić, aby wstąpić na drogę powrotną. Z każdej koncepcji tych duchowych przewodników zrodziło się wiele religii bardzo często zwalczających się nawzajem. Ci wielcy myśliciele nauczali, że świat pierwotny, czyli boski jest absolutnie czymś innym niż ten i tak zwany ,,tamten” mylnie często utożsamiany z niebem. ,,Tamten” czyli umarłych, w którym oczyszczają się mikrokosmosy należy jakoby tylko do niepoznawalnej zmysłowo części świata materialnego, zbudowanej z innej, subtelnej energii również podporządkowanej prawu ciągłych przemian, w której człowiek nie odnajduje wiecznego spokoju.

W tym drugim świecie, po śmierci fizycznej człowieka według koncepcji reinkarnacji, rozpada się jego resztka ciała z subtelnej materii i w systemie o kształcie kulistym określanym najczęściej mianem mikrokosmosu, zachowane zostają jedynie ogniska doświadczeń, przebywających w nim każdorazowo osobowości. Te ogniska doświadczeń wytworzone przez poprzednio żyjące osobowości w danym mikrokosmosie mają determinować przyszły los żyjącego aktualnie, narodzonego człowieka. I kiedy w ,,tamtym” drugim świecie proces oczyszczania w systemie mikrokosmicznym zostanie zakończony, prawa kosmiczne mają doprowadzić do połączenia się mikrokosmosu w swoim czasie z następną śmiertelną, rodzącą się osobowością, zewnętrzną powłoką człowieka.

To połączenie ma nastąpić za pośrednictwem pary rodziców, która ma najlepiej odpowiadać nagromadzonym w mikrokosmosie siłom losu. Nowo narodzony człowiek, jego osobowość (persona) ma dźwigać los tych wszystkich, którzy przed nim zamieszkiwali ten mikrokosmos. Zaczynające się nowe życie ziemskie jest więc według tych teorii w dużej mierze uzależnione od przeszłości. Koło życia rozpoczyna nowy obrót. I droga od kołyski do grobu ma zaczynać się od nowa.

Wielcy przewodnicy życia duchowego, zwłaszcza ze Wschodu, twórcy wielu religii uważali, że od tego rzekomego koła narodzin i śmierci będącego w nieustannym ruchu, człowiek może się uwolnić realizując prawdziwy sens tych wcześniejszych wcieleń, oczyszczając, wygaszając w mikrokosmosie ogniska doświadczeń, co głównie decyduje o powrocie do pierwotnej, boskiej Ojczyzny. Wiąże się to z procesem wymiany osobowości poprzez jej fundamentalną przemianę. I jedynie ta przemiana uwalniająca człowieka z kajdan przykuwających go do ziemskiej nierzeczywistości, doprowadzi go do rzeczywistej, absolutnej, a nie pozornej wolności.

Do przeprowadzenia tego procesu zasadniczej rewolucji, wewnętrznej przemiany nie wystarczają tylko modlitwy, pobożne życzenia, obywatelskie, humanitarne uszlachetnianie ludzkiej osobowości. Toteż Buddę, Chrystusa nawołujących do zasadniczej, fundamentalnej przemiany, przeistoczenia się wewnętrznego człowieka jako drogi do absolutnej wolności, do wieczności uważa się za prawdziwych rewolucjonistów świata ludzkiego, a nie Marksa, Lenina i innych podobnych im, promujących tak zwaną pozorną, chwilową wolność zewnętrzną. Również tzw. praktyki okultystyczne podczas których człowiek stosując specyficzne ćwiczenia próbuje w ten sposób osiągnąć rozczepienie osobowości i rzekomo jeszcze za życia wgląd w ,,tamten” świat, czyli świat umarłych nie prowadzą do wolności absolutnej, świata doskonałego.

Pierwsza wymieniona droga próbuje doprowadzić do swojego celu poprzez humanitarne uszlachetnianie ludzkiej osobowości i przemiany zewnętrzne. Natomiast druga przy absolutnym zachowaniu dotychczasowej ,,świadomości ja” marzy o osiągnięciu przez człowieka za pośrednictwem specyficznych ćwiczeń , szczęśliwość zasadniczego celu. Tych dróg i metod na ogół nie akceptują religie. Ani przez jogę, ani przez inne ćwiczenia, ani przez wszelkiego rodzaju kulturę osobowości czy też humanizm nie przybliża się człowiek - twierdzi wielu wyznawców znanych religii - do pierwotnej, wiecznej, boskiej sfery.

W religii chrześcijańskiej przytacza się tutaj następujące sformułowanie : Królestwo Boga nie jest z tego świata, a ciało i krew nigdy nie będą mogły odziedziczyć Królestwa Boga, czyli nawet gdyby zostały wysoce uszlachetnione czy też wytrenowane, metody te i drogi nie prowadzą zatem do osiągnięcia zasadniczego, ostatecznego celu. Tylko całkowita przemiana, wymiana osobowości, zewnętrznej maski człowieka za pośrednictwem rzekomej resztki uśpionej w nim boskości ma prowadzić do uwolnienia, dzięki któremu można powrócić do pierwotnego, czystego, wiecznego stanu. Już przed wiekami, narodzinami chrześcijaństwa, podobną drogę wskazywały m.in. greckie misteria. W Delfach nad wejściem do greckiej świątyni misteriów napisano: Człowieku poznaj samego siebie. To właśnie poznanie samego siebie ma prowadzić do nawiązania łączności z tym co w nim boskie. Nie jest to jednak proste i łatwe jako że człowiek niewiele o sobie wie.

Wiedza medyczna udziela jedynie pewnych informacji i wyjaśnień, ale dotyczących tylko organów i ich funkcjonowania w ludzkim organizmie z ciała, kości i krwi. Ta wiedza jednakże nie daje żadnej odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące ludzkiej egzystencji – czym w swej istocie jest faktycznie człowiek nie będący jakoby wyłącznie materialnym zbiorem bilionów komórek. Na ogół uważa się, że z pojęciem człowieka ma wiązać się coś więcej. Różne filozofie i kierunki ezoteryczne traktują na przykład często człowieka jako mały kosmos na podobieństwo kuli ziemskiej, wokół której znajdują się różne rozgraniczone sfery będące jej częścią, jak np. troposfera, stratosfera, jonosfera zamknięte pasem radiacyjnym odkrytym przez Alfreda von Allena.

Według tych teorii również człowiek - mały kosmos (mikrokosmos) - składa się z różnego rodzaju ciał i energii, które razem przybierają coś na kształt kuli. Widoczna część potocznie nazywana człowiekiem, zbudowana zgodnie z dobrze przemyślanym planem, to ciało, kości i krew obdarzone życiem, istniejące w swym ożywionym stanie tak długo, aż nastąpi ich śmierć. Oprócz tego widzialnego ciała zwanego człowiekiem twierdzi się i to już od tysięcy lat, że istnieje również ciało mało dostrzegalne, zróżnicowane, rozwarstwione jak ziemska atmosfera o różnych funkcjach, którego to na przykład jedna część zwana potocznie eteryczną ożywia ciało z widocznej materii, przenikając go całkowicie i nieco wychodząc poza jego obręb, co ma być zauważalne dla ludzkich zmysłów.

Jeszcze inne ciała niewidzialne mają tutaj istnieć, a nazywane astralnymi, mentalnymi znajdującymi się jakoby w początkowym stadium swojego rozwoju zamknięte wraz z widzialnym ciałem w polu aurycznym – kulistym systemie. W tym właśnie polu zwanym aurycznym, czyli ludzkim nieboskłonie mają być zarejestrowane w postaci esencji, o czym było już wspomniane, magnetycznych punktowych zapisów, wszystkie doświadczenia, myśli i czyny wcześniejszych stanów życia w danym mikrokosmosie. Pole to porównuje się z gwiaździstym nocnym niebem i określa też aurycznym firmamentem, w którym znajdują się jakoby zakodowane różne sytuacje losowe człowieka i w które próbują wnikać różni wróżbici.

Z tego typu poglądów wynika zarazem, że człowiek jest w jakimś stopniu kowalem własnego losu, co oznacza, że odpowiada sam za swój los, a w przypadku uznawania reinkarnacji również za los swojego następcy w mikrokosmosie i dźwiga ciężar losu swoich poprzedników. I pismo święte też o tym wspomina: Człowiek będzie zbierał to co zasieje. Jest to prawo przyczyny oraz skutku w hinduistycznych religiach a nazywane jest prawem karmy. Prawo to ma kształtować system przyciągania i odpychania o podstawowym dla człowieka znaczeniu.

Przyciąganie to i odpychanie związane jest z polem elektromagnetycznym człowieka, prądami indukcyjnymi oddziaływującymi na siebie, powstającymi na skutek przepływu prądów elektrycznych. Właśnie pasma nerwów w ludzkim organizmie można porównać z przewodami elektrycznymi do których mózg przekazuje zlecenia przy pomocy słabych impulsów elektrycznych. Wokół zatem każdego człowieka wytwarza się pole elektromagnetyczne o właściwościach przyciągających i odpychających, co tłumaczy jego uczucia sympatii i antypatii.

Funkcjonowanie społeczeństw posiadających według tego poglądu, mechanizmu, też własne pole elektromagnetyczne, opiera się na wzajemnym dawaniu i braniu. Człowiek za pośrednictwem własnego pola elektromagnetycznego, wytwarzającego siły życiowe, (biopole) jak i je przyjmującego, nadaje treść i kierunek swojemu życiu. To co odpowiada jego systemowi elektromagnetycznemu przyciąga, a to co znajduje się z nim w dysharmonii odpycha. Istnieje przekonanie, że ludzie na ogół nieświadomi są tych swoich ukrytych uzależnień, wewnętrznych zniewoleń i często są zmuszani do działań, których właściwie wcale sobie nie życzą. Na wzrastające coraz większe uzależnienie, zniewolenie ma wpływać zwłaszcza rosnące zanieczyszczenie właśnie tej wielowarstwowej aury - atmosfery człowieka i całej ludzkości.

Tak jak atmosfera planety Ziemi oraz wody, morza, rzek i jezior zanieczyszczane są szczególnie w ostatnich dziesięcioleciach chemicznymi, przemysłowymi gazami, substancjami, ściekami, co prowadzi do nadwyrężenia fundamentów natury, bezpowrotnej zagłady wielu gatunków zwierząt, do załamywania się ekosystemów, tak i cały człowiek i jego osobista atmosfera są zatrute, nasycone, zaczadzone, nie tylko substancjami chemicznymi, ale silnie skoncentrowanymi różnymi ludzkimi myślami, pożądaniami, emocjami, ideami.

Na powstawanie tej zanieczyszczonej atmosfery, w której wszyscy żyją, wpływ wywierają: człowiek, ludzkość i dynamicznie rozwijające się tzw. media. Ta właśnie ulegająca zużyciu w wyniku procesów myślowych, uczuciowych energia myślowa oraz jej mentalne twory, kształtują głównie, jak się przypuszcza, ludzką oraz planetarną atmosferę . Zużytą energię psychiczno-mentalną odpływającą do ludzkiej atmosfery wytwarzają również i takie uczucia jak miłości, radości, cierpienia, strachu, zadowolenia oraz religijne. Na skutek tych procesów, w sferycznej przestrzeni ludzkości, znajdują się nie tylko wszystkie myśli i uczucia, ale i ich o wiele większe zauważalne w życiu skutki. I ma to dotyczyć nie tylko egzystencji pojedynczego, indywidualnego człowieka posiadającego własny system promieniowania elektromagnetycznego, ale również całych grup ludzkich, społeczeństw i narodów.

Jednakowo wszakże ukierunkowana w swej sferze tzw. psycho-eteryczna działalność określonej grupy w części promieniuje do poszczególnych osób, ludzi, kształtując ich, a zarazem jednocześnie siebie jako całą grupę, wspólnotę. Tak więc indywidualny człowiek, a także każda grupa społeczna posiadają siłę przyciągania i odpychania, otoczone są całym kompleksem sił wywierającym na nich wpływ. Człowiek nie widząc, nie słysząc i nie spostrzegając tych sił jest przekonany, mimo że jego życiowe odruchy, działania są reakcją na nie, że w ogóle one nie istnieją, a on funkcjonuje całkowicie samodzielnie, niezależnie. To oddziaływanie na człowieka porównuje się do fal radiowych, telewizyjnych czy telefonicznych, których się nie dostrzega, lecz odbiera ich widzialne i słyszalne skutki oraz obrazy. Skutki działań tych niewidzialnych fal i sił otaczających, przenikających człowieka zawsze się ujawniają w różnych formach i postaciach.

Do całkowitego uzależnienia człowieka planuje się również wykorzystać w obecnych czasach pod hasłami stworzenia nowego, lepszego świata, raju na tej ziemi, inżynierię genetyczną, która już dokonała wielu ciekawych i niekiedy pożytecznych odkryć. Poszukuje się obecnie wszystkich genów odpowiedzialnych za zdolności do myślenia i emocje. Ale prowadzone manipulacje funkcjami mózgu nie doprowadzą jednakże do rozwinięcia inteligencji, a raczej do pozbawienia człowieka resztek jego własnej wolnej woli, uczynienia go robotem sterowanym przez centralny komputer ,,władców” tego świata. Inżynieria genetyczna nie uleczy również człowieka z wszelkich chorób i niedoskonałości, nie uwolni go od cierpienia mającego zazwyczaj wyższy cel i sens duchowy, chyba że pragnąc go całkowicie zniewolić uczyni go bezuczuciowym oraz bezrozumnym robotem.

W o l n o ś ć

To że człowiek żyje jak gdyby zamknięty w więzieniu, nie w pełni świadomy tego co się faktycznie dzieje, dostrzegali już w dawnych czasach, mniej zniewalających wewnętrznie człowieka, wielcy mędrcy i myśliciele. W dzisiejszych czasach jakoś mniej zwraca się uwagę na to jego wewnętrzne, strukturalne zniewolenie. Głośno natomiast nawołuje się do działań na rzecz wolności mającej charakter chwilowy i pozorny. To nawoływanie pobudzające masy społeczne jest skutkiem nadmiernej koncentracji emocjonalnej w ludzkiej psychomentalnej atmosferze, odpowiednio programowanej w dzisiejszych czasach cywilizacji obrazkowej (telewizja, internet, film, reklama itd.), i to bez zgody oraz wiedzy przeciętnego człowieka, ale za jego ciężko zapracowane pieniądze.

Wobec tej manipulacji prowadzącej głównie do rozbudzania celowo, dla zysku, bez względu na rzeczywiste potrzeby, materialistycznego konsumpcjonizmu, zmysłowości, przemocy, agresji, seksualizmu, a przebiegającej zazwyczaj poza świadomością, poniżej progu percepcji, człowiek jest całkowicie bezbronny i przeistacza się w żarłocznego konsumenta masowej, szkodliwej dla zdrowia tandety, największego drapieżnika oraz szkodnika chodzącego obecnie po matce Ziemi. Tak zaprogramowane, pełne pożądań i uczuć myślenie, prowadzi do upodlenia, odchodzenia od wszelkich norm etycznych i zarazem odpowiednio ukierunkowuje wolę człowieka.

Powstałe w ten sposób błędne koło myślenia, uczuć i woli całkowicie zniewala istotę dzisiejszego człowieka, co jest właśnie głównym celem ,,programistów”, dążących do rządzenia ludzkością całego świata. Nauka, wyniki badań naukowych, osiągnięcia techniki, systemy wychowawcze, sztucznie spreparowane wyobrażenia sterujące zachowaniami, jak i również naukowcy, dziennikarze, autorytety moralne, ludzie kultury itd. wykorzystywani są tutaj do budowy doskonałych społeczeństw obywatelskich, świata jednorodnego, jednowymiarowego, jednobiegunowego, ,,raju na ziemi” oraz niszczenia między innymi poprzez atomizację - naturalności, różnorodności, czyli m.in. struktur opartych na wspólnej przeszłości, świadomości i kulturze, a także więzach krwi.

Rozpad naturalnych struktur społeczno-kulturowych, etnicznych i narodowych opartych na wielorakich więzach mających swoje korzenie w odległej przeszłości i przekształcenie ich w jedną pryzmę piachu, którą wiatr formuje w dowolny sobie sposób, ma ułatwić zaplanowane ostateczne zniewolenie każdego człowieka oraz panowanie nad całą ludzkością

Prawdziwy natomiast impuls do całkowitego uwolnienia, wolności ale nie pozornej lecz rzeczywistej, według systemów religijnych, pochodzi z samej głębi człowieka z tego co określa się uśpioną cząstką boskości, a nie właśnie z tej atmosfery wytworzonej przez ludzkość, zatruwanej mentalnie szczególnie w dzisiejszych czasach. Zgodnie z tym podejściem oraz biblijnym sformułowaniem ,,Królestwo moje nie jest z tego świata”, jak i dotychczasowymi doświadczeniami, próby uwolnienia człowieka poprzez urzeczywistnianie różnych idei, utopii ukierunkowanych na ,,naprawę” tego świata, ,,programowe” jego ,,uszlachetnianie” nie mają najmniejszych szans na realizację.

Nie mniej wykorzystując idee wolności pozornej, chwilowej poddaje się miliardy bezbronnych ludzi zniewalającej manipulacji.

Już od samego dzieciństwa człowiek znajduje się pod wpływem różnorakich najczęściej negatywnych impulsów oraz oddziaływań zewnętrznych i nieświadomy tego z upływem czasu wprowadza się jakby w stan autohipnozy, a jego usypiający rozum interpretuje istniejący świat w sposób najczęściej fałszywy. Prowadzi to w konsekwencji do ciągłego uganiania się za narzuconymi, wmówionymi, nie swoimi celami, uznawanymi za swoje własne, do coraz szczelniejszego odgradzania od otaczającego świata naturalnego. Silne programowanie umysłów ludzkich w jednym i tym samym z góry ustalonym kierunku odbywa się nie tylko za pośrednictwem mediów rozbudzających ponad miarę materializm konsumpcyjny, kreujący sztuczne ludzkie potrzeby, niemożliwe do zaspokojenia, ale również elektronicznej informatyzacji nastawionej na uzyskiwanie jak największej ilości informacji i ich udostępnienia w jak najkrótszym czasie.

Zafałszowana w dużej części informacja oraz tzw. wiedza, której nadmierną ilością człowiek jest zalewany, co utrudnia, uniemożliwia świadome jej przyswajanie stały się niezbędnym pożywieniem, bez którego intelekt wielu osób, torujący w normalnych warunkach codzienną drogę, nie może już żyć. Następujące coraz silniejsze zablokowanie świadomości rozwojem w niewłaściwym kierunku, czego na ogół człowiek nie jest w pełni świadomy. Jedynie rozwijanie intelektu ludzkiego w rozsądnych granicach, a nie wyłącznie jego aspektu intelektualnego właśnie za pośrednictwem nowoczesnych technik elektronicznych, prowadzi do w miarę jeszcze prawidłowego rozwoju świadomości i zdolności myślenia.

Sam wszakże intelekt, ograniczona w sobie zdolność ludzkiej istoty, mimo intensywnych ćwiczeń związanych z nowoczesną techniką, nie jest w stanie przekroczyć swoich strukturalnych ograniczeń oraz rozwiązać, o czym marzy wielu naukowców i intelektualistów, podstawowych ludzkich problemów, uwolnić człowieka do życia w trwałej, prawdziwej, wolności i sprawiedliwości. Na naturalne ograniczenia intelektu niezdolnego do poznania zwłaszcza prawdziwej, wyższej rzeczywistości zwracano uwagę już w odległej przeszłości i często próbując wyjść ze stanu niewiedzy odwoływano się do wiary. Tertulian na przykład pisał: Credo quia absurdum - Wierzę, ponieważ przełamuje to ograniczenia umysłu.

Niezdolny z powodu swoich strukturalnych ograniczeń, do rozpoznania prawdziwej rzeczywistości - na co zwracali uwagę greccy sceptycy, a także Platon w opowieści o uwięzionym w jaskini - tworzy człowiek na podstawie złudnych projekcji zmysłów, analizy systematycznej jakiegoś obiektu czy też zjawisk, którymi jest naszpikowany, osobistych doświadczeń, obraz, model, własnej rzekomo prawdziwej rzeczywistości. Historia tych właśnie ludzkich myślowych obrazów, modeli określających tożsamość ludzi, kreujących ich życie, jest wręcz organicznie związana z całymi dziejami ludzkości. Ten model myślowy, ciągle modyfikowany, względny i ograniczony uniemożliwia uchwycenie tego co nienamacalne, a jedynie pozwala na poznanie, lecz tylko częściowe nie do końca, jakiegoś wąskiego wycinka rzeczywistości. I przyjmowanie za pewnik, uznawanie za prawdę często wyłącznie fałszywych mniemań innych ludzi, wynika z tego, że zgadzają się z własnym, osobistym modelem człowieka.

Myślowe modele człowieka zniekształcające nieuchwytną rzeczywistość są jednocześnie psychoemocjonalnymi polami energii. Ciągle odżywiane energią psychiczną, stają się po jakimś czasie całkowicie niezależnymi od ich twórcy tworami, fantomami, żyjącymi własnym, niezależnym życiem, zmuszającymi do myślenia właśnie przez ich pryzmat, według ich woli, uniemożliwiając tym samym wyjście ludzkiego myślenia poza wyznaczone, utarte szlaki, koleiny i działalność w pełni tego słowa wolną oraz twórczą. Modele myślowe również często wprowadzane celowo w dzisiejszej epoce informatyczno-elektronicznej do ludzkiej podświadomości, dodatkowo zaciemniają obraz rzeczywistości, zanieczyszczają warstwę ludzkiej atmosfery, coraz silniej wewnętrznie zniewalając ludzką istotę.

I człowiek, ich więzień, więzień wytworzonej przez siebie atmosfery, tęskniący jakoby za prawdziwą wolnością podejmuje walkę o pozorną, chwilową wolność, czyli o swobodę realizacji najczęściej swoich egoistycznych, partykularnych interesów, a nawet o tolerowanie wszelkiego zła. Do tej walki o pozorną, chwilową, fikcyjną , fałszywą wolność często zagrzewane, podburzane są w obecnych czasach nie tylko jednostki, ale również różne grupy społeczne i całe narody. W ten sposób za pośrednictwem walki o realizację haseł wolnościowych próbuje się, nie uwzględniając prawdziwej, głębszej istoty człowieka, strukturalnych jego ograniczeń, naturalnych związków z innymi, ,,modernizować” w z góry zaplanowanym kierunku całe społeczeństwa, cywilizacje, narody.

Ukrywa się przed zwykłym człowiekiem, że ta wolność, o której się ciągle dzisiaj tyle mówi i o którą do walki w skali międzynarodowej i na ulicach wzywa, faktycznie dla niego nie ma większego znaczenia, gdyż jak się okazuje później, ma jedynie charakter emocjonalno-chwilowy. Eksploatowane w propagandzie dążącej do ,,modernizacji”, reformowania społeczeństw i świata pojęcia wolności, sprawiedliwości, demokracji służą jedynie do manipulowania człowiekiem w wyrafinowany sposób. Te wręcz magiczne słowa, wytrychy jak: wolność, równość, demokracja, sprawiedliwość - w dyspozycji modernizatorów, kreatorów nowych sytuacji społecznych i politycznych wykorzystywane, dla doraźnych interesów zwłaszcza od XVIII wieku - otwierające człowieka, społeczeństwa na zewnętrzne sterowanie - widnieją na sztandarach, w nazwach partii (np. Partia Wolności, Partia Sprawiedliwości, Partia Demokratyczna itd.) i w treściach programów politycznych kierowanych do człowieka i społeczeństw.

Jest swoistym tutaj paradoksem że głoszący hasła wolności i demokracji bardzo często posługują się siłą oraz przemocą i to w skali międzynarodowej. W ten sposób próbuje się osłabić przeciwnika politycznego lub konkurenta gospodarczego, zmieniać niewygodne rządy i całe systemy. W tych właśnie procesach rozszerzania za pomocą haseł wolności, sprawiedliwości, demokracji swoich wpływów i interesów, modernizacji, budowy najczęściej tzw. nowych, ,,wolnych”, ,,obywatelskich” społeczeństw, wychowywania ,,nowego”, wolnego, a faktycznie coraz bardziej zniewolonego człowieka, bazuje się właśnie na ludzkich słabościach i tęsknotach oraz nędzy, biedzie i niesprawiedliwości.

Rozgrzewa się tutaj zazwyczaj celowo różnymi obiecankami w ludzkiej psychice, wewnętrzne, wolnościowe pragnienia. Tak kreowane sztucznie w większości procesy wolnościowe, jak wykazuje historia, służą wyłącznie interesom partykularnym -wąskim grupom społecznym. Realizacja na przykład tych haseł w ostatnich dziesięcioleciach w Europie Środkowo-Wschodniej, wzmacnianych dodatkowo hasłem międzyludzkiej solidarności, doprowadziła głównie do przejęcia władzy przez nowe grupy interesów, walczące tylko o swoje partykularne interesy, co w rezultacie zaowocowało w ,,wolnych” krajach wzbogaceniem głównie tych co doszli do władzy i ich otoczenia, wzrostem ich wpływów, utratą znacznej części majątku publicznego, narodowego należącego do społeczeństwa i przejęciem go przez grupy interesów zwłaszcza korporacje międzynarodowe, wzbogaceniem się w niesamowitym tempie tylko przez nielicznych, zadłużeniem państwa, czyli społeczeństwa olbrzymim długiem publicznym, dalszą pauperyzacją części społeczeństwa i to właśnie wspierającego hasła wolnościowe, wzrostem bezrobocia oraz wyrzuceniem za granicę milionów własnych obywateli do często poniżającej tam pracy.

Marzenie o wolności i sprawiedliwości, którym tak usilnie wcześniej karmiono, nie spełniło się dla większości społeczeństwa. Tych wzniosłych haseł, którymi dla własnych celów grupy interesów pozyskiwały masy, poruszały je i zniewalały - w ogóle nie realizowano, co po przeprowadzonych już reformach i zmianach zrodziło jedynie wiele przykrych i bolesnych rozczarowań. Również Kościół odchodząc od fundamentalnych zasad swojej religii, uznających jedynie wolność rzeczywistą, absolutną i wieczną za wolność prawdziwą, popierając walkę o wolność pozorną, wzbogacając się przy tym sam materialnie, wiele na tym w odczuciach ludzkich i opinii społecznej stracił oraz nadal gwałtownie w tych ,,nowych” wolnych, solidarnościowych i sprawiedliwych czasach traci.

Pod płaszczykiem toczących się w wielu krajach i na arenie międzynarodowej brutalnych walk o pozorną wolność, sprawiedliwość i demokrację, często przy pomocy najemników wojskowych, kryje się jak zwykle walka o bogactwa naturalne, światowe zasoby energetyczne, o wpływy ekonomiczne oraz polityczne. Od lat 90. do tych walk o bogactwa i wpływy w ramach koalicji polityczno-wojskowych, wbrew woli większości społeczeństwa wciągają nasz kraj ,,wolny” i ,,sprawiedliwy”, rządzące nim prawicowe, liberalne oraz lewicowe grupy interesów, nazywane potocznie partiami, mafiami polityczno-gospodarczymi zalegalizowanymi przez tzw. demokratyczną konstytucję. Najczęściej do tej walki o rzekomą wolność, sprawiedliwość i demokrację prowadzonej zazwyczaj w interesie wąskich i uprzywilejowanych grup społecznych wciągane są wszelkimi sposobami ludzie pragnący zmiany swojej sytuacji życiowej, a także naiwni, i łatwowierni, społeczeństwa i narody niedojrzałe.

Ich walka o wolność, której wewnętrznie pragną, za którą przelewają krew, jest w swojej istocie walką o fikcyjną, a nie rzeczywistą wolność, do której w ten sposób nigdy się nie zbliżą i niczego ze swych marzeń nie osiągną. Ta utęskniona wolność jak horyzont ciągle się odsuwa, a gdy próbują ją uchwycić, zawsze staje się dla nich odległą przyszłością. Nie istnieje w rzeczywistości, a więc dzisiaj tu i teraz. W obecnych czasach tzw. wolność jest jakby fatamorganą, mirażem, instrumentem do mamienia ludzi, manipulowania społeczeństwami i światem.

 

S p r a w i e d l i w o ś ć

Obok pojęcia wolności do manipulacji człowiekiem szczególnie wykorzystuje się marzenia, tęsknoty za tym co ,,wydaje się mu słuszne i sprawiedliwe”. Szermując hasłami o ludzkiej sprawiedliwości, łatwiej jest również porwać ludzi do walki o nią, przeciągnąć na własną stronę, wykorzystać dla różnych często niecnych, partyjnych i grupowo-mafijnych interesów. Wyobrażenia o sprawiedliwości najczęściej są związane z warunkami w jakich znajduje się człowiek. I dlatego człowiek , którego jakaś sprawa bezpośrednio dotyka, inaczej myśli i postępuje niż ten, dla którego ta sprawa jest odległa. Walka o sprawiedliwość, wynikająca z bezpośrednich potrzeb człowieka, to walka o jakość życia, często o przetrwanie. Dobra materialne są wszakże w przerażająco nierówny sposób dzielone i większość ludzi zawsze myśli, marzy o zmianie istniejącej sytuacji.

Ludzie walczą o poprawę swojej sytuacji życiowej jak i rezygnują z tej walki. Ale głównie walczą ci, którzy znajdują się w korzystnej, uprzywilejowanej sytuacji, gdyż pragną osiągnąć jeszcze więcej niż dotychczas mają. Za pośrednictwem siły, przepisów konstytucji odpowiednio skonstruowanych, instytucji prawnych i politycznych, ,,swoich praw”, interesów oraz przywilejów bronią zwłaszcza ci, którzy ,,urządzili się” w sposób nieuczciwy i nadal wszelkimi sposobami powiększają swój stan posiadania.

Całe dzieje ludzkości są ciągłą walką o tzw. sprawiedliwość, z którą łączą się zazwyczaj cierpienia. Wielu ludzi walcząc o sprawiedliwość straciło życie, gdyż walka o nią to bardzo często mordy, zabójstwa, kolejne niesprawiedliwości. Wiek XX, w którym urzeczywistniano jedną z najbardziej popularnych utopi idealnego ładu, sprawiedliwości społecznej jest tego wymownym przykładem. Stosowanie bezwzględnych metod, powodujących olbrzymie cierpienia i daremne ofiary usprawiedliwiano wówczas koniecznością wprowadzenia sprawiedliwości społecznej.

Walczący o sprawiedliwość najczęściej posługiwali prawem odwetu /lex talionis/ występującym już w kodeksie Hammurabiego oraz starotestamentowych zasadach: oko za oko, ząb za ząb. Podczas rewolucji bolszewickiej w 1917 r. wołano rabuj zrabowane, a podczas rewolty studenckiej w Paryżu w 1968 r. niszczcie to, co was niszczy.

W obecnych czasach głównie wzrost poczucia niesprawiedliwości w wielu aspektach życia (ekonomiczny, socjalny, polityczny, etniczny, religijny) doprowadził do rozprzestrzeniania się terroryzmu jako formy przemocy na niespotykaną jak dotąd skalę, mającego na celu załamanie, zmianę dotychczasowego porządku prawno- politycznego. W przeszłości podejmowano również próby doprowadzenia do sprawiedliwości społecznej, ale zazwyczaj powodem była wyłącznie sytuacja socjalno-społeczna, czego przykładem jest chociażby powstanie Spartakusa w Cesarstwie Rzymskim. W czasach nowożytnych nowy ton walce o sprawiedliwość nadaje przywódca chłopskiej rewolucji w Niemczech Thomas Müntzer, prekursor ideałów rewolucji francuskiej.

Obiecywana ludziom od rewolucji francuskiej po dziś dzień wolność, równość, braterstwo, sprawiedliwość pociągnęły za sobą w praktyce wiele bezsensownych ofiar i zrodziły wiele bolesnych rozczarowań. Realizacja przez teologię wyzwolenia za pośrednictwem metod rewolucyjnych sprawiedliwości społecznej doprowadziła jedynie do fali krwawej przemocy w Ameryce Łacińskiej. Urzeczywistnianie marksistowskiego ideału sprawiedliwości społecznej w ziemskiej rzeczywistości doprowadziło do pozbawienia życia milionów niewinnych ludzi, a zarazem do narodzenia zbrodniczego faszyzmu, hitleryzmu jako przeciwwagi, reakcji na szerzący się komunizm. Impulsem do stworzenia utopi komunistycznej, idealnego, sprawiedliwego świata, nierealnej próby przełamywania dychotomii między ziemskim, a idealnym, nadprzyrodzonym były dla Marksa nie tylko zagadnienia nędzy i trudnego położenia człowieka, ale tkwiące w jego osobowości, czego nie był w pełni świadomy, poczucie religijne boskości.

Pragnienie Marksa wyjątkowo trafnie w swoim wierszu określił poeta Henryk Heine pisząc: Przyjaciele, nową wam skomponuję, lepszą i piękniejszą pieśń!. Już tutaj na ziemi zbudujemy Królestwo Niebios”. Marks nie rozumiejąc w pełni praw natury rządzących strukturą świata naturalnego, uniemożliwiającą urzeczywistnienie w nim uwolnionego od wszelkich sprzeczności człowieka i społeczeństw, atakuje filozofię Hegla jako odciętą od rzeczywistości ludzkiej, nie rozwiązującą jej problemów i uważa , że stawiając ,,Hegla na nogi” doprowadzi do zasypania przepaści między swoim światem idealnym i rzeczywistością ziemską, co zniesie alienację człowieka, uwolni go od wszelkich ludzkich problemów, ukształtuje ,,prawdziwego człowieka”, ,,prawdziwe”, doskonałe tzw. komunistyczne społeczeństwo.

Czy rzeczywiście może istnieć ,, prawdziwy człowiek”, ,,prawdziwe społeczeństwo” i do jakiego stanu ma powrócić, na to nie ma odpowiedzi. Podstawowe pojęcia utopii Marksa jak ,,pełen powrót człowieka do samego siebie”, ,,prawdziwy człowiek”, ,,prawdziwy stan”, ,,prawdziwe społeczeństwo”, ,, cel ostateczny” mają swoje źródła właśnie w jego religijności. Jego świadomość religijna wyraźnie dostrzegalna w okresie młodości, kiedy boskość i Bóg nie są dla niego bez znaczenia, zainspiruje go właśnie do tworzenia przyszłej utopijnej wizji świata. W okresie młodzieńczym w swej pracy maturalnej dotyczącej wyboru zawodu tak oto pisał: każdy człowiek posiada przed oczyma cel, który przynajmniej jemu wydaje się być ważny. I który rzeczywiście taki jest, jeżeli dogłębne przekonanie, wewnętrzny głos serca potwierdzają go, gdyż boskość nigdy nie pozostawia ziemskiego człowieka bez przewodnictwa: przemawia cicho, lecz pewnie” .

Podkreślając tutaj rolę serca i głosu Boga w postępowaniu człowieka, czyli odczuwając w sobie boskość zaczyna się zarazem buntować pisząc w wierszu ,,Modlitwa rozpaczy”: Choćby Bóg zabrał mi wszystko, pogrążając mnie w przekleństwie losu i jarzma, choćby mi odebrał wszystkie swoje światy to jednak coś mi pozostanie: zemsta. Czy tą zemstą było wbrew skłóconemu, cierpiącemu ziemskiemu światu itd., stworzonemu jakoby przez Boga, dążenie do budowy królestwa idealnego na ziemi i w ten sposób przełamanie boskiego monopolu? Na to samemu należy sobie odpowiedzieć.

Obiecywane idealne królestwo na ziemi, podczas gdy ,,królestwo Moje” ma nie pochodzić ,,z tego świata”, w sytuacji powszechnej nędzy, cierpienia, upokorzenia, braku sprawiedliwości i wolności przysporzy Marksowi wielu zwolenników próbujących realizować być może już na swój własny sposób jego nierealny, utopijny plan.

W dzisiejszych czasach wzrostu świadomości człowieka co do przysługujących mu praw, sprawiedliwość społeczna, polityczna, międzynarodowa itd. wydają się bardziej odległe niż jeszcze do niedawna. A wynika to również z tego , że w skali globalnej i w poszczególnych krajach nastąpiło gwałtowne przyspieszenie, najczęściej poprzez różne manipulacje, nieuczciwości i przestępstwa, koncentracji bogactwa w rękach nielicznych oraz ubożenie w stosunku do nich całych społeczeństw, narodów i ludzkości. W kolebce wolności, demokracji i sprawiedliwości, czołowym obecnie państwie świata 2% obywateli dysponuje ok. 54% bogactwa narodowego, a do zaledwie 10% należy 89% zasobów finansowych. Prawie 50 milionów obywateli tego kraju wspomaga pomoc socjalna by utrzymać ich przy życiu.

Koncentracja bogactwa w skali globalnej w rękach garstki ludzi doprowadziła do tego, że ta mikroskopijna grupka wspierana przez inne różne tzw. ,,elity” uzurpuje sobie nawet prawo do rządzenia światem w wymiarze politycznym, ekonomicznym, społecznym oraz duchowo-religijnym . Za pośrednictwem różnych instytucji, organizacji jawnych i tajnych, w tym także o charakterze religijnym dąży do całkowitego zniewolenia, podporządkowania sobie współczesnego człowieka obiecując mu świetlaną przyszłość.

Współczesne demokracje gwarantujące obywatelom jedynie formalnie równość wobec prawa, chroniąc ich rzekomo przed bezpośrednimi nadużyciami, w których spory rozstrzygane są przez sądy również wcale nie przybliżają sprawiedliwości. Natomiast owe skrajnie egoistyczne dążenia oraz różne sprzeczne interesy próbuje się utrzymać w ryzach na drodze pokojowej, a także przy pomocy prawa preferując zazwyczaj najbogatszych i znajdujących się przy władzy. W ten sposób przy pomocy iluzorycznej demokracji powstaje jedynie pozorna, względna sprawiedliwość, nie mogąca uzyskać powszechnej akceptacji wszystkich obywateli.

Zresztą uznanie jakiejś sytuacji za sprawiedliwą przez wszystkich obywateli było zawsze z wielu względów niemożliwe. Już w dawnej przeszłości Platon i św. Augustyn twierdzili, że ludzie nie są w stanie w ogóle zrozumieć, czym jest sprawiedliwość, a co jest niesprawiedliwe. Często ,,sprawiedliwym” w życiu czyni się to, co ,,niesprawiedliwe”, gdyż w zróżnicowanej rzeczywistości społecznej do różnych sytuacji i warunków stosowane są abstrakcyjne normy prawne. Ustalone zaś powszechne kryteria sprawiedliwości i niesprawiedliwości sprawiają, że naturalna nierówność wynikająca z różnorodnych cech i predyspozycji wrodzonych odbierana jest często przez ludzi jako niesprawiedliwość. I tego faktycznego stanu świadomości żaden porządek prawny w jakikolwiek zasadniczy sposób zmienić nie jest w stanie. Łagodzi jedynie pojawiającą się bezwzględność, zadowala nie wszystkich, a tylko nielicznych.

Abstrakcyjne normy prawne stosowane w złożonym i zróżnicowanym życiu społecznym czynią w efekcie, co jest widoczne na co dzień, państwo ślepym i głuchym, na różne ludzkie i grupowe potrzeby. Symbolem właśnie tej ślepoty państwa i prawa jest przepaska na oczach starożytnej greckiej bogini Nemezis, której wizerunek przedstawiający postać niewiasty z wagą i mieczem w dłoniach spotkać można na budynkach wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli natomiast przyjmując, że Nemezis jest symbolem boskiej sprawiedliwości, o ile o sprawiedliwości boskiej w rozumieniu ludzkim można tutaj mówić, to wszystko za pomocą tej wagi, ma rzekomo być, chociaż nie wiadomo gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach, wyrównane. Ale i z tą rzekomo boską sprawiedliwością nic tutaj nie mają wspólnego, o czym wcześniej było mówione, normy ludzkiego prawa będące wynikiem zaniku miłości bliźniego, upadku człowieka i odejściem jego od porządku bożego. Zresztą według wielu religii mimo, że Bóg jest sędzią ludzkich serc i myśli, boska sprawiedliwość nie zna kar i nagród, a jej działanie ma jedynie na celu doprowadzenie człowieka do Królestwa Sprawiedliwości, czyli jedności z Bogiem.

I ukryta właśnie gdzieś głęboko w człowieku, uśpiona tęsknota za tą boską sprawiedliwością - Królestwem Sprawiedliwości - ma być ciągle wykorzystywana do zniewolenia i manipulowania. Ludzie ciągle dają się zwodzić, są oszukiwani, zniewalani prawem, fałszywą sprawiedliwością, wolnością, solidarnością i jakoś nie mogą się z tego stanu przebudzić. Wolność, równość, sprawiedliwość, o których od wieków się tyle mówi i ciągle walczy, jak i iluzoryczny humanitaryzm, listek figowy na ludzkim egoizmie oraz fałszywa zazwyczaj solidarność, do bardziej sprawiedliwego świata człowieka wcale nie doprowadziły. Ale to wszystko o czym wcześniej było już mówione wynika z istoty człowieka, który nie jest wolnym ptakiem, jak się niektórym wydaje, lecz wręcz przeciwnie, osobo-marionetką wprawianą w ruch przez widzialną i niewidzialną rękę, aktorem i widzem toczących się wydarzeń na ziemskiej scenie.

Według wielu systemów religijnych osoba(persona) maska, marionetka zasłania tylko nicość upadłego człowieka, o czym wspominał również św. Paweł w liście do Rzymian: u Boga nie ma względu na osobę. Natomiast Benedykt XVI w warszawskiej katedrze zwrócił też na to uwagę, mówiąc że osoba-persona, czyli zewnętrzna powłoka zakrywa autentyczność prawdziwego człowieka.

Człowiek uwięziony w wytworzonej przez siebie personie (osobie), zwłaszcza w dzisiejszych czasach postępuje w życiu podobnie jak błazen, a poprzez to swoje błazeństwo nie może osiągnąć rzeczywistej wolności i sprawiedliwości. Jego daremne wysiłki na drodze do uwolnienia opisuje już stary mit o Prometeuszu symbolizującym upadłego człowieka, który wykorzystując wewnętrzny boski ogień, niezgodnie z wolą Boga, nadużywając boskich sił stwórczych, nie może osiągnąć prawdziwego, absolutnego wyzwolenia, na które wciąż z utęsknieniem czeka. Wytwarzając skażoną cywilizację, kulturę i sztukę człowiek tym samym przykuł się do twardych skał wytworzonego przez siebie świata, własnych przemijających w czasie wytworów i obrazów, oddzielił się od Stwórcy.

Ukazując Prometeusza przykutego do skał, mit próbuje wyjaśnić, dlaczego upadły ziemski człowiek dąży tylko do pozornej, względnej, zewnętrznej wolności polegającej na przejściowych stanach psychicznych, a nie do wolności prawdziwej, wewnętrznej i trwałej. Ta odrastająca ciągle wątroba uznawana jest w wielu mitach i koncepcjach za siedzibę ludzkiego ,,ja”, ludzkich egoistycznych pożądań tak jak serce za siedzibę ludzkiej duszy. I to właśnie ciągłe odrastanie jak wątroba Prometeusza, egoistycznego ,,ja” człowieka, ma przykuwać go łańcuchami swoich pożądań do twardych skał wytworzonej przez siebie złudnej nierzeczywistości i zagubionego w ciągłej pogoni za pozorną wolnością, prowadzić od jednego do drugiego zniewolenia, nie pozwalając wznieść się do stanu wyższego, do nadnatury.

Ta pozorna wolność, imitacja prawdziwej wolności - za którą ugania się ludzkie ,,ja” – wykorzystywana jest do inspirowania przewrotów, rewolucji i przemian. Niezależnie od ludzkich marzeń i wyobrażeń ,,ja” człowieka filtrujące do ludzkiej świadomości tylko to co ma być rzekomo korzystne, ważne i istotne, nigdy go do wyższej, rzeczywistej wolności nie doprowadzi. I toczona walka o pozorną wolność, o uwolnienie, ,,pełnię swobód i praw”, w tym za pośrednictwem tzw. kultury i humanizmu, w ostateczności jak ukazuje historia, jedynie prowadzi do przelewu ludzkiej krwi. Ta walka, jaką ,,ja” człowieka prowadzi o wolność, nie zmienia w jakikolwiek sposób strukturalnie człowieka, nadal pozostaje on w swej istocie zawsze taki sam, a rozwój stechnicyzowanej cywilizacji utwierdza go jeszcze bardziej w istniejącym stanie. Natomiast do tej rzekomo prawdziwej wolności, za którą ma tęsknić głębsza istota człowieka, a nie zewnętrzne egoistyczne ,,ja”, dążące jedynie do uwolnienia się od tego wszystkiego, co aktualnie stoi mu na przeszkodzie, nie dochodzi się jakoby według niektórych poglądów religijno- filozoficznych drogą przewrotów, przemian, modernizacji i rewolucji, a także w czasie i przestrzeni.

Wolność idealna, rzeczywista, pełna, ostateczna i jedyna znajduje się według tych poglądów w innym, wyższym duchowym wymiarze. Drogę do niej religie próbują wskazywać w swoich najważniejszych teoriach. W chrześcijańskich na przykład misteriach droga ta polegać ma na odrzuceniu dyktatu ziemskiego, przemijającego, egoistycznego ,,ja”, odgradzającego od rzeczywistej wolności, ukrzyżowaniu go na krzyżu codziennej, dobrowolnej, bezinteresownej służby na rzecz wyższych wartości, przebudzeniu głębszej, duchowej, prawdziwej istoty człowieka, stopniowym rozwiązaniu dotychczasowej jego imitacji, tj. istoty pozornej, zewnętrznej, osoby-maski, która rozwinęła się po upadku w miejsce prawdziwego, boskiego człowieka, uniemożliwiając mu tym samym dalsze swoje objawienie. Ta przemiana, wewnętrzna rewolucja, ponowne narodziny, ale już nie z krwi, kości i ciała, ale tylko z wody, czyli ducha to niezbędny warunek do wkroczenia w nowy świat, niezdeterminowany przez zmysły, emocję, naturę, jak i wszelki ład społeczny.

Człowiek tylko wówczas może odzyskać absolutną, prawdziwą wolność i sprawiedliwość, gdy ponownie połączy się, zjednoczy z porządkiem, w którym już żył będąc nośnikiem obrazu Logosu, współdziałając w procesach twórczych. Niezmierzona, doskonała, wieczna wolność jest tutaj, czego zresztą nikt dotąd nie zweryfikował, rozpoznaniem w sobie siebie jako słowa Boga. Ale tego rozpoznania, czyli powrotu z czasoprzestrzeni, w której odnosząca wszystko do siebie postać ludzka jak mityczny Narcyz, zakochany w sobie, w swoim obrazie i stworzeniu, spożywa owoce z ,,drzewa poznania dobra i zła”, do tzw. nieprzemijalnej formy objawienia, znoszącej wszelkie zniewolenia, o własnych siłach sam człowiek dokonać nie może .

I tylko Bóg o którym mówią religie przywłaszczając zarazem go sobie, przychodzi człowiekowi z pomocą oczyszczając jego otwarte serce, rozpalając w wiecznej duszy człowieka moc boskiego ducha, uśpionego w nim na skutek pierworodnego i innych grzechów. Dotknięty duchem prawdziwej już wyższej wolności zaczyna człowiek rozumieć co wolność boska oznacza i wyzbywając się swojej maski-persony w pełnym poświęceniu na rzecz innych rozpoznaje sens swej ziemskiej wędrówki, przygotowującej go do pełnej wolności i sprawiedliwości w jedności z Bogiem. Powstać ma wówczas pomost ku wolnemu życiu, wolności i miłości, mieszczących się we wszechobejmującej, doskonałej jedności z Bogiem. W tej właśnie jedności znoszącej wszelkie zniewolenia ma tkwić potężna, niezniszczalna i wieczna siła. Ale są to tylko ludzkie mniemania i marzenia nie potwierdzone w żaden sposób.

I jeżeli również wraz ze śmiercią znika świat i prawdopodobnie wszystko inne, a wieczność okazuje się chwilą, to i na ten temat nic nie jest człowiekowi wiadome. Tak więc człowiek ciągle stoi przed wielką niewiadomą spoglądając na życie, wolność i sprawiedliwość jedynie przez zamgloną świadomość, kratę więzienną ograniczającą jego istnienie.

 

Jacek Smolarek

Tęsknota za "Drugą Polską"

Tęsknota za "Drugą Polską"
Jan Filip Staniłko
20-11-2010 RZECZPOSPOLITA



Wciąż niewiele wiemy o próbie skoku modernizacyjnego dokonywanej pod hasłem: "aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej" Edward Gierek powrócił. Najpierw kandydujący na urząd prezydenta RP Jarosław Kaczyński na wiecu w Zagłębiu Dąbrowskim określił Edwarda Gierka mianem "komunistycznego patrioty". Teraz establishment ekonomistów zupełnie poważnie się spiera, czy obecne zadłużenie Polski już osiągnęło poziom i dynamikę zadłużenia z czasów schyłkowej epoki gierkowskiej. Chyba nigdy po latach 70. nie traktowaliśmy Gierka tak serio. Zamknięty w dziecięcych powiedzonkach w stylu: "chcesz cukierka, to idź do Gierka", albo w dogmacie mówiącym, że epoka Gierka zakończyła się atastrofą, kropka, jest nam po prostu nieznany. Nieznany tak, jak w rzeczywistości nieznana jest nam wciąż historia polityczna i gospodarcza PRL. Poza momentami przesileń zaklętych w nazwach tzw. polskich miesięcy czy też chwilami opozycyjnej chwały lub konfidenckiego upadku dzisiejszego establishmentu politycznego PRL nas nie interesuje. Nie ma wypracowanej metodologii badań tego okresu, a narracje historyków ocierają się albo o moralne potępienie, albo nieukrywaną specjalnie ironię. Tymczasem trudno jest potępić przywódcę, który przyrzekł, że nigdy nie będzie strzelał do własnego narodu, i słowa dotrzymał, który skończył walkę z Kościołem katolickim i cieszył się poparciem prymasa Wyszyńskiego i który wreszcie najprawdopodobniej zgodnie z własnym przekonaniem doprowadził - wbrew partii, którą kierował - do powstania "Solidarności", upatrując w niej partnera w rządzeniu. Miał chyba rację, mówiąc w "Przerwanej dekadzie": "Praktycznie do roku 1976 nie było w Polsce żadnej kontestacji. Nawet nasi zawodowi rewolucjoniści: Kuroń, Modzelewski, Michnik, zaszyli się w zaciszu domowym, uczyli, robili doktoraty, również za granicą, i byli złej myśli co do przyszłości kontestacji w Polce. Natomiast artyści, naukowcy, ludzie kultury przeżywali - z małymi jedynie wyjątkami - okres zauroczenia władzą ludową". Niemal ci sami "ludzie kultury" przeżywali ostatnio w Łazienkach zauroczenie Bronisławem Komorowskim. Ale jest jeszcze głębszy problem. Tyle mówimy dziś o modernizacji. Premier Tusk jest wręcz chodzącą modernizacją, choć, niestety, głównie na ekranie. W polskich dyskusjach o modernizacji tradycyjnie niemal wyłącznie po inteligencku teoretyzujemy. Jeśli już nawet analizujemy doświadczenia, to głównie zagraniczne, prawie nigdy własne. A tymczasem tak jak niewiele wiemy o reformach Eugeniusza Kwiatkowskiego - o jego sukcesach, ale i oczywistych błędach, tak samo niewiele wiemy o drugiej w XX wieku próbie skoku modernizacyjnego w Polsce pod hasłem "by Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnio". Dzisiejsza modernizacja bez ładu i składu wydaje się antytezą ówczesnego centralnego przesterowania, choć grozi podobnym kryzysem. Zupełnie serio zatem twierdzę, że nie zrozumiemy marności naszych dzisiejszych prób modernizacyjnych bez dobrego przemyślenia epoki Gierka.

 


Osoba i czyn


Gierek był komunistą. Sam do końca życia się tak określał. Ale był nietypowym komunistą. Nie miał za sobą przeszkolenia w Związku Sowieckim, nie był zawodowym agentem Kominternu, w rodzaju Bolesława Bieruta, nie był narodowym zdrajcą w rodzaju marszałka (sic!) Mariana Spychalskiego czy mrocznym intelektualistą z zacięciem mordercy w rodzaju Jakuba Bermana. Nie był też ideologicznym prymusem jak gen. Wojciech Jaruzelski. Jego kariera nie opierała się na bolszewickiej bezwzględności, nie cechowały go brutalność i bandyckie obyczaje członków KPP. Raczej dalece posunięty pragmatyzm, który uczynił tak udaną współpracę z - było nie było sanacyjnym urzędnikiem – generałem Jerzym Ziętkiem. Gierek był politykiem - całkiem wybitnym w swoim fachu, nie lubił bezpieczniaków i to z ich strony - Kani, Moczara i Jaruzelskiego - przyszedł jego koniec. Gierek nie pił alkoholu i kochał swoją rodzinę. Nie miał poczucia humoru i był dość zadufany w sobie, ale chciał uchodzić za dobrego gospodarza. W przeciwieństwie do Gomułki - autorytarnego, nieufnego, zakopanego w dokumentach pracoholika z ambicjami bycia "wybitnym teoretykiem", Gierek preferował styl zespołowy, nie przepracowywał się, nie lubił teoretyzować, ale wolał bezpośrednio spotykać się z ludźmi. Jego spotkanie w stoczni w Szczecinie, 24 I 1971 r., kiedy jako nowy pierwszy sekretarz stanął wieczorem przed bramą stoczni z premierem Jaroszewiczem, szefem MSW Szlachcicem i ministrem obrony Jaruzelskim, naprawdę było czymś niezwykłym. Tym, co łączyło go z Gomułką, był (proszę się nie oburzać) patriotyzm. Obsesją Gomułki, który o polskie interesy wielokrotnie twardo grał z Rosjanami, było zagwarantowanie Polsce bezpiecznej granicy zachodniej. Jego największy sukces - traktat PRL - RFN zawarty wbrew Moskwie, która chciała być jedynym gwarantem integralności jednej trzeciej polskiego terytorium, przyszedł krótko przed jego największą porażką - Grudniem 1970. Gdyby nie te dwa wydarzenia, lata 70. wyglądałyby całkowicie inaczej.

 

Władza i kontrola


Odchodzący Gomułka na następcę wskazał Gierka, którego nie lubił i którego wyekspediował z Warszawy na stanowisko sekretarza wojewódzkiego na Śląsku. Tak jak Gomułka potrafił oszukiwać Rosjan, tak Gierek za plecami autokratycznego Gomułki budował z Ziętkiem Śląsk - uniwersytet, Park Kultury i Rozrywki w Chorzowie, Spodek. Umiał znaleźć w ministerstwach branżowych środki na dziesiątki fabryk, na które on na Śląsku miał materiały budowlane. Jego skuteczność intrygowała Gomułkę. Przede wszystkim jednak Gierek nie był na posiedzeniu biura politycznego, które wydało zgodę na strzelanie do stoczniowców. Znajdował się też z boku sporu "chamów" z "żydami", choć w 1968 r. również jego Mieczysław Moczar próbował wciągnąć w swoje intrygi. Ostatecznie marzący o roli pierwszego, odsunięty przez Gierka do NIK, Moczar zemścił się w 1980 r. Wskazanie następcy przez Gomułkę byłoby niewystarczające, gdyby nie dobre relacje Gierka z Breżniewiem. Gdy Breżniewa zabrakło, szybko skończył też Gierek. Rosjanie jednak nigdy nie ufali bezgranicznie. Cały ustrój PRL, w którym formalnie ważny był kto inny niż realnie, z licznymi instytucjami i niekonstytucyjną dwuwładzą rządu i partii (stąd hasło Gierka: "rząd rządzi, partia kieruje"), miał w siebie wpisaną nieefektywność i rozmycie decyzyjne. Władza Gierka jako pierwszego sekretarza była wbrew pozorom raczej niewielka. Stanowiła wypadkową wewnętrznych koalicji w biurze politycznym, a przede wszystkim wpływów Moskwy. Zależna była również od gigantycznej biurokracji przemysłowej, którą kierował premier Jaroszewicz, były planista sektora militarnego, polityczny cień pierwszego sekretarza. Władza Gierka nie sięgała do resortów siłowych. Lojalny wobec niego szef MSW - Wiesław Ociepka - szybko zginął w dziwnym wypadku lotniczym. Ani jego ambitny nominat Franciszek Szlachcic, ani tym bardziej Stanisław Kowalczyk nie mogli stanowić oparcia w trudnym momencie. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja w wojsku, całkowicie podporządkowanym Moskwie i gdzie Gierek nawet nie zaglądał. Po marszałku Rokossowskim armią formalnie rządził Spychalski, ale w rzeczywistości kierowali nią sowieci: szef sztabu gen. Bordziłowski (nominacje oficerskie), szef informacji wojskowej (WSW) gen. Kokoszyn, a potem całkowicie wobec nich lojalny gen. Jaruzelski. Gierek wspominał: "Kontakty (z Moskwą) ministrów: obrony, spraw wewnętrznych, a także spraw zagranicznych odbywały się w znacznym stopniu poza moją kontrolą".

Oprócz kontroli siłowej była kontrola polityczna. Stały, bezpośredni kontakt z członkami biura politycznego miał Piotr Kostikow, kierownik "sektora polskiego" w Wydziale Stosunków z Krajami Socjalistycznymi KPZR. Człowiek, który w negocjacjach polsko-sowieckich zawsze siadał po polskiej stronie. Na miejscu sprawami współkierowała ambasada radziecka, w niej np. radca minister Babarin, za młodu negocjujący pakt Ribbentrop-Mołotow. Przede wszystkim jednak Gierka pilnował Witalij Pawłow, szef rezydentury KGB, opiekun Kani i jego promotor wobec Andropowa. Pawłow został przysłany przez Andropowa do Polski po tym, gdy Moskwa powiedziała się o planowanej wizycie prezydenta Richarda Nixona w Warszawie od Amerykanów.
 

Emancypacja i autonomia


Przyjazd Nixona nie miał może tej rangi co jego spotkanie z Mao w Pekinie, ale jednakowoż była to pierwsza wizyta prezydenta USA w kraju satelickim Moskwy. To ta wizyta umożliwiła późniejsze wizyty prezydentów Forda, Cartera oraz Giscarda d'Estaing, kanclerza Helmuta Schmidta. Ta polityka otwarcia Polski na świat nie cieszyła się szczególnym uznaniem ani w Moskwie, ani tym bardziej w innych krajach satelickich. Gierek nie tylko mentalnie nie bardzo pasował do takich ludzi, jak Husak, Kadar czy Honecker, ale po prostu zaburzał hierarchię bloku sowieckiego. Co więcej, było to właśnie jego celem. Polska rządzona przez Gierka miała ambicję stać się drugim co do rangi państwem po ZSRR, detronizując najbogatsze w bloku i całkowicie w swym bycie zależne od Moskwy NRD. Była to raczej płonna nadzieja, bowiem NRD było przedmiotem troski RFN, która wspomagała ją gospodarczo, by utrzymywać jej polityczną rangę, ale także, by zminimalizować gospodarczą przepaść przy ewentualnym zjednoczeniu. Wydaje się, że strategia autonomizacji i emancypacji PRL wobec Moskwy - realizowana w granicach możliwości - była mimo wszystko jednym z największych dokonań politycznych Gierka. Otwarcie dyplomatyczne na Zachód oraz otwarcie granic dla ruchu obywateli było tylko częścią większej całości. Największym sukcesem prawdopodobnie było praktyczne uniezależnienie od Moskwy cywilnych służb specjalnych. (Gdy Andropow prosił Gierka o ujawnienie mu sieci agentów, Gierek odmówił). Służby te na potęgę kradnąc technologie na Zachodzie (np. formułę proszku IXI), uzasadniały przed Moskwą swoje istnienie skutecznością.

Z drugiej strony trwałym wkładem Gierka w bezpieczeństwo Polski jest rurociąg Gdańsk - Płock, który pozwolił nam w latach 90. Uniknąć szantażu paliwowego Rosji, choć w latach 70. służył zakupom dodatkowych ilości ropy, którą ZSRR racjonował w zbyt małych ilościach w stosunku do szybko rosnących potrzeb.

Gierek był być może ostatnim przed Lechem Kaczyńskim przywódcą, który miał ambicje uczynienia na serio z Polski znaczącego kraju w Europie. Strategia modernizacji gospodarczej opartej na zagranicznym zadłużeniu kraju, podniesienie stopy życiowej, a w konsekwencji wzrost efektywności pracy i spłata zobowiązań poprzez eksport nowoczesnych towarów miały uczynić z Polski - jakkolwiek by to nas dziś śmieszyło - dziesiątą potęgę gospodarczą świata. Strategia ta zresztą co do zamysłu nie odbiegała szczególnie od tego, jak do swojej pozycji dochodziła Korea Płd., kraj po wojnie równie biedny jak Polska, czy Chiny Deng Xiaopinga. W Chinach jednak nie było ideologicznego ograniczenia dla inwestycji z krajów kapitalistycznych, a przemysł niebył podporządkowany specjalizacjom branżowym w ramach RWPG (tabor kolejowy, samoloty, statki) i sektorowi militarnemu w sowieckim stylu (20 proc. PKB).

Innymi słowy, sen o potędze gospodarczej nie mógł się w Polsce ziścić w tamtych warunkach i Gierek tego nie rozumiał. Zewnętrzna kontrola, rozproszenie władzy, inercja aparatu gospodarczo-politycznego sprawiły, że modernizacja gospodarcza nie spełniła założonych na początku lat 70. celów. Prymat sowieckich potrzeb militarnych odpowiadał za dominujący od lat 50. model industrializacji w Polsce (przemysł ciężki). Wytworzyła ona interesy branżowe i regionalne, których rozproszona władza polityczna nie mogła ogarnąć. (Np. Huta Katowice miała obsługiwać zachodnią Ukrainę i temu zawdzięczała swoje rozmiary. Powstała w Polsce wraz z linią szerokotorową ze Sławkowa dlatego, że Gierek wolał mieć ją w Polsce, niż dokładać się do megakombinatu w Kursku).

Aparat planowania w ciągu lat 70. stracił sterowność: pod koniec dekady przedsiębiorstwa musiały realizować 200 wskaźników, 50 proc. inwestycji stało niedokończonych, a mimo to wciąż inicjowano nowe. Niemożliwa do ogarnięcia gorączka inwestycyjna wraz z kryzysem paliwowym (1973) i wzrostem globalnej inflacji uniemożliwiły spłatę rosnących zobowiązań. W 1980 r. odsetki od długu pochłaniały całe zyski z eksportu. Gospodarkę dobiła zima stulecia i wcześniejsza decyzja o eksporcie zapasów węgla oraz strajki "Solidarności".

Jeszcze w 1969 r. dobry pakiet reform Jaszczuka wprowadzał decentralizację zarządzania gospodarką, motywujące bodźce płacowe, inwestycje w sektorach eksportowych oraz podwyżkę cen silnie dotowanej żywności. Tej podwyżki (jak i całego pakietu) nie udało się jednak wprowadzić ani w roku 1970, ani w 1976, ani w 1980 (daty nie są przypadkowe). Plan komisji Szydlaka (1971) częściowo nawiązywał do propozycji ekipy Gomułki, ale interesy nomenklatury sprawiły, że z całego pakietu zmian w życie wprowadzono jedynie postulat budowy wielkich konglomeratów przemysłowych (67 proc. produkcji pod koniec dekady), co było de facto restalinizacją gospodarki. Prymat sowieckich standardów sprawił też, że po dwóch latach znakomitych zbiorów w rolnictwie indywidualnym i zniesieniu dostaw obowiązkowych w 1973 r. ponownie zaczęto dyskryminować je inwestycyjnie, a wspierać PGR i SKR, co skończyło się katastrofą żywnościową pod koniec dekady. Ale coś jednak z tego projektu pozostało i tego nie potrafimy chyba dostrzec.



Modernizacja

Na I Krajowej Konwencji Partyjnej w 1973 r. Edward Gierek stwierdził: "Mamy wszystkie przesłanki ku temu, aby opracować i wcielić w życie w ciągu dwóch dziesięcioleci program zbudowania w naszym kraju rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego. Społeczeństwo to będzie w pełni korzystać z walorów ustroju socjalistycznego i dysponować nowoczesną techniką wytwarzania, będzie czerpać z zasobów ziemi ojczystej i wzbogacać jej piękno. Będzie to społeczeństwo wykształcone i wydajnie pracujące, społeczeństwo żyjące dostatnio i kulturalnie, kontynuujące i pomnażające dorobek przeszłych pokoleń narodu, a zarazem coraz mocniej integrujące swoją pracę z wysiłkami bratnich narodów socjalistycznych".

Była to wizja, która naprawdę pociągnęła za sobą wielu ludzi. Miała charakter afirmatywny, nie była sformułowana w bolszewickim języku ani nie była skierowana przeciwko komukolwiek. Zapewne członkowie zespołu Michała Boniego nie wiedzą, że ich diagnoza "Polska 2030" ma swoją prekursorkę w strategii "Polska 2000" z lat 70. Wizja Gierka apelowała otwarcie do całego narodu, Polaków mieszkających w kraju i na emigracji. Taką manifestacją jedności narodowej oraz szacunku do narodowych imponderabiliów była odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie, sfinansowana częściowo z datków Polonii. To, że nie potrafiliśmy odbudować w ostatnim dwudziestoleciu pałaców Saskiego i Bruhla, jest świadectwem nieudolności współczesnych polskich przywódców.

Podobnie jak dziś w Chinach w latach 70. wytworzyła się aura technokracji i fachowości. Inżynier budujący przemysł w kraju lub pracujący na zagranicznych kontraktach miał znaczącą rolę społeczną. Jerzy Gruza lansował go w swoim "Czterdziestolatku". Również w partii wszyscy chcieli uchodzić za "technokratów". Co prawda, pierwszy doradca ekonomiczny Gierka - Zdzisław Rurarz - wspomina, że osławieni "technokraci" w kierownictwie (poza może prof. Secomskim i Trąmpczyńskim) robili raczej wrażenie komiczne. Ich technokracja polegała na zaśmiecaniu pamięci całą masą szczegółów i danych statystycznych niepopartych szerszym zrozumieniem. Większość partyjnych sekretarzy - w tym Gierek - inżynierami została na mocy uchwały nr 49 nadającej w latach 50. tytuły inżynierskie różnym "praktykom"; doktorat ministra Jagielskiego napisał wynajęty naukowiec, a minister Wrzaszczyk za swoje "technokratyczne" defraudacje skończył w więzieniu.

Ale okres gierkowski był jak dotąd ostatnią złotą epoką polskiej nauki. Na uczelniach był dostatek pieniędzy na etaty, laboratoria i budynki, zrzeszenia miały swoje jednostki badawczo-rozwojowe, a zakłady biura projektowe. Kadra inżynierska w warsztatach politechnicznych i JBR zajmowała się praktycznymi wyzwaniami. Zatrudnieni wówczas ludzie dziś są bodaj ostatnim pokoleniem inżynierów zaznajomionych z badaniami rozwojowymi i potrafiącymi wdrażać technologie w przedsiębiorstwach. Ci, którzy przychodzili później, w kryzysie lat 80. i 90., głównie teoretyzowali. Nastąpiło też niespotykane otwarcie na świat. Wyjazdy stypendialne na uczelnie zagraniczne nie były już dostępne tylko dla członków POP. Przyznawane wówczas i w latach 80. stypendia Fulbrighta pozwoliły Amerykanom stworzyć przyjazną sobie elitę na czas postkomunizmu. Liczne serie wydawnicze, takie jak "Biblioteka Myśli Współczesnej" PIW, były intelektualnym oknem na świat dla całego bloku. Wcześniej Stefan Bratkowski nie mógłby zapewne stworzyć konwersatorium "Doświadczenie i przyszłość".

Okres Gierka to także olbrzymie inwestycje w infrastrukturę na poziomie 10 proc. nakładów inwestycyjnych, które są do tej pory podstawą systemu komunikacji i transportu. Dziwnym trafem obecnie z pieniędzy UE budujemy system autostrad tranzytowych, zaplanowany w latach 70. pod potrzeby Układu Warszawskiego i RWPG, włącznie ze słynną olimpijką. Do czasu jego ukończenia najlepszą drogą w Polsce i tak pozostanie gierkówka, a najlepszą linią kolejową Centralna Magistrala Kolejowa ( miała się kończyć w Porcie Północnym). Dla potrzeb niebywale energochłonnej nowej gospodarki wybudowano także największe polskie elektrownie: węglowe - Bełchatów (4400 MW) Kozienice (2600 MW), Jaworzno III (1200 MW), Dolna Odra (1800 MW),
Rybnik (1800 MW), Połaniec (1 blok), oraz wodne w Żarnowcu (700 MW) i we Włocławku (160 MW), które dostarczają teraz niemal połowę prądu. Są to ostatnie jak dotąd (poza Elektrownią Opole) duże moce wytwórcze wybudowane w Polsce, więc za kilka lat po prostu zaczną się blackouty.


Jak w 1979 r.


Bez wątpienia jednym z największych osiągnięć cywilizacyjnych epoki Gierka są zmiany w strukturze społecznej i przestrzennej. W 1978 r. ludność czynna zawodowo w przemyśle przekroczyła liczbę pracujących w rolnictwie. To za czasów Gierka rolnicy indywidualni mogli przestać chodzić do lekarza z kiełbasą lub kopą jaj, ponieważ zostali objęci ubezpieczeniem medycznym, a także systemem emerytalnym ( pod warunkiem oddania ziemi następcom). Mimo to wieś dość gwałtownie się wyludniała, rozpoczął się bowiem proces szybkiej migracji do miast. Reforma administracyjna przygotowana przez prof. Witolda Kieżuna z jednej strony pozwoliła Gierkowi przeorganizować aparat władzy, zmniejszyć nieco siłę sekretarzy wojewódzkich i przewietrzyć struktury, z drugiej zaś po prostu wyraźnie wspomogła proces urbanizacji Polski. Wiele wskazuje na to, że funkcjonalność tamtego podziału przewyższała wyraźnie przywrócone w latach 90. powiaty, których głównym pożytkiem jest pewna ilość synekur dla lokalnych polityków i posad w administracji. W kraju bez historycznych wielkich miast, w nowych ośrodkach wojewódzkich, na zaplanowanych przestrzennie osiedlach, w tanich mieszkaniach z płyty, ale o standardzie metrażowym zasadniczo lepszym niż dekadę wcześniej, mógł przynajmniej częściowo zamieszkać 3-mln wyż powojenny. W każdym takim ośrodku budowano centra sztuki, kultury i sportu na skalę zawstydzającą dzisiejszą Polskę, w której w rządowych dokumentach z zadowoleniem przyjmuje się hamowanie spadku uczestnictwa w kulturze wysokiej. Życie w miastach dużych - takich jak Warszawa - byłoby dziś niewyobrażalnym koszmarem bez inwestycji z lat 70. w rodzaju Wisłostrady i Trasy Łazienkowskiej. Wychowanie propaństwowe

Kolejnym powodem, dla którego można z pewnym podziwem patrzeć na epokę Gierka, jest dbałość o propaństwowe wychowanie . W latach 70. Władza komunistyczna regularnie odwoływała się do pojęcia narodu, ku przychylności prymasa Wyszyńskiego włączając w to akceptację dla polskiego katolicyzmu. Starano się wkomponować teraźniejszość Polski socjalistycznej w dawną historię, stąd np. obchody 200-lecia powstania KEN.

Rada do spraw Wychowania kierowana przez prof. Jana Szczepańskiego opracowywała strategię wychowania obywatelskiego dla szkół, próbując stworzyć nową formułę nowoczesnego (socjalistycznego) patriotyzmu pracy dla budowy "drugiej Polski". Była ta koncepcja łącząca tożsamość narodową z lojalnością wobec (socjalistycznego) państwa. O ile bowiem Polska Bieruta i Gomułki korzystała ze stworzonego przez historyków bliskich endecji mitu Polski piastowskiej, o tyle za Gierka nacisk kładziono na wychowanie w lojalności wobec instytucji państwa w duchu iście sanacyjnym. Cała strategia mogłaby się pewnie udać, gdyby nie podważył jej irytujący Polaków konstytucyjny hołd dla ZSRR w 1976 r.]

W 1971 roku, u progu "cudu gospodarczego", prof. Jan Szczepański pisał: "Odbudowa powojenna dokonała się w wyniku wysiłku emocjonalnego: silne motywacje i energia nagromadzona w czasie wojny pozwoliły na taką szybką odbudowę. Nawet w latach, gdy rozwój był ekstensywny, Polacy górowali nad innymi dzięki wysiłkowi i wzmożonej intensywności pracy. Jednak pod koniec lat 50. i w latach 60. Energie te się wyczerpały, na rynek pracy weszły nowe roczniki, o szybkości rozwoju zaczęły decydować: organizacja, sprawne działanie, wydajna praca, administracja zdolna do efektywnego rządzenia, kierownictwo z wyobraźnią twórczą, zasobem wiedzy pozwalającym na patrzenie daleko w przyszłość - wówczas to w Polsce coś zaczęło się załamywać i opadać". Ekipie Gierka ewidentnie nie udało się sprostać temu wyzwaniu, choć chyba nikomu nie udało się osiągnąć w PRL więcej. Co więcej, wcale nie jest oczywiste, że sprostała mu III RP, z jej żabią perspektywą rozwojową. Nie umiem się bowiem oprzeć wrażeniu, że diagnoza Szczepańskiego chyba równie dobrze mogłaby podsumować ostatnie dwudziestolecie.


__________________________________
Autor jest członkiem zarządu Instytutu Sobieskiego i redaktorem dwumiesięcznika "Arcana" Rzeczpospolita

Obrachunek z wyborami samorządowymi - mój głos w dyskusji.

Żałuję, że nie mogłem wziąć udział w bezpośredniej dyskusji i przepraszam za to, że umożliwia mi to niejako ustosunkowanie się do samej dyskusji.

Podpisanie przez KPL porozumienia z SLD co do wyborów samorządowych to słuszny wybór i decyzja. Jakkolwiek można było w wyborach samorządowych próbować równocześnie wejść w porozumienie także z PSL-em i wzmocnić w ten sposób antyneoliberalny sposób widzenia przez ludowców polskiej rzeczywistości. Być może wyniki KPL w wyborach samorządowych byłyby wówczas nieco lepsze. Uważam, że te kwestie programowe, które są ważne dla ROG i KPL powinny się znaleźć we wspólnym programie całej lewicy w wyborach parlamentarnych. W wyborach parlamentarnych nie będzie już możliwości antyneoliberalnej współpracy z ludowcami, ewentualnie po wyborach. Antyneoliberalizm ROG i KPL-u powinien już teraz wpłynąć na kierunek ideologiczny zjednoczonej lewicy. Lewica odniesie sukces w wyborach parlamentarnych wtedy, gdy umieści w swym programie ważne sprawy dotyczące większości społeczeństwa. Do nich należy niewątpliwie dostępność (a raczej jej brak obecnie) usług medycznych. Tutaj jednak diabeł tkwi niekiedy w szczegółach, bo wydaje się że nie wszyscy przeciwnicy pomysłów PO na służbę zdrowia zgodni są co do tego jak ta służba powinna wyglądać. Należałoby w gronie ekspertów (najlepiej z wszystkich ugrupowań politycznych) przedyskutować sprawę i wybrać optymalny wariant. Uważam np., że pomysł, aby prywatne usługi medyczne były dla osób posiadających podstawowe ubezpieczenie pokrywane następnie przez firmy ubezpieczeniowe, jest do przyjęcia. Tak jest w socjaldemokratycznej Skandynawii. Ważną sprawą jest oczywiście kwestia usprawnienia ratownictwa medycznego. Problematyka służby zdrowia powinna być dokładnie przedyskutowana zanim wejdzie pod obrady Sejmu, bo wtedy to tylko, albo czas na pyskówki, albo spokojne przyjęcie wcześniejszych ustaleń.

Ważną sprawą są nierówności społeczne i relacje między kapitałem a pracą. Problem jednak w tym, że w Polsce (i w innych krajach europejskich chyba też) nie ma jakiejś jednej klasy, czy warstwy społecznej, na której działalność polityczna lewicy mogłaby znaleźć oparcie. To prawda, że dochody i nierówności społeczne rosną, ale ci którym w Polsce jest najgorzej to ludzie najczęściej słabo wykształceni, którzy nie rozumieją swej sytuacji i dlatego głosują na prawicę. Zresztą czy lewica ma dla nich ofertę? Wątpię, przynajmniej na razie jej niema. Ci wykształceni mają się lepiej i oni najczęściej głosują na PO. Sprawy wyglądać będą inaczej już “jutro”, kiedy na rynek pracy wejdzie 3 milionowa masa nieźle wykształconych bezrobotnych. Trudności ze zdobyciem pracy trwać będą do 5 lat. Nie sądzę, aby wielkim ułatwieniem była możliwość emigracji zarobkowej do Niemiec i Austrii od 1 maja 2011. Tym bardziej, że niektórzy młodzi ludzie mogą wracać do Polski, np. z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Ludzie ci będą mieli bardzo często poglądy polityczne bliskie lewicy. Czy Lewica ma dla nich jakieś propozycje? Jest jeszcze inna kwestia, która utrudnia pozyskiwanie przez Lewicę lektoratu. Jest nią daleko idąca fragmentaryzacja życia społecznego, co powoduje, że niszowe kategorie społeczno-ekonomiczne (a jest ich bez liku) nie mają ze sobą wiele wspólnego i nie maja ze sobą żadnego kontaktu. Cele życiowe tych zatomizowanych grupek są bardzo różne, dlatego podział na bogatych i biednych (tzn. tych w obronie których mogłaby wystąpić lewica) jest bardzo nieostry. Lewica powinna dotrzeć do takich interesów społecznych, celów życiowych i pragnień, które są wspólne dla większej ilości fragmentów tkanki społecznej. Trudności z dotarciem z przekazem politycznym do potencjalnego elektoratu dostrzegają wszystkie partie, o czym świadczyć może znaczny procent osób, które regularnie w wyborach nie biorą udziału. Najlepiej, jak na razie, radzi sobie z tym PO. Innym utrudnieniem dla lewicy jest fakt, że wszystkie partie, te rządzące i te opozycyjne, odwołują się do haseł socjalnych i “kradną” sobie nawzajem programy. PO przypomina w tym wszystkim supermarket, który jest na rynku monopolistą i uniemożliwia normalne funkcjonowanie małych sklepików, a równocześnie w sposób elastyczny prezentuje zróżnicowaną ofertę (w supermarketach znajdują się sklepiki najróżniejszych branż). W ten sposób PO trafia do licznych nisz społecznych na zasadzie “dla każdego coś miłego”. Lewica więc, przy konieczności budowania swej tożsamości, powinna postawić na pewną różnorodność, co zważywszy obecne jej rozbicie, jest możliwe do wykonania. W tym kontekście pomysł zwołania okrągłego stołu jest słuszny. Jeżeli bowiem lewica parlamentarna ma kłopoty ze sformułowaniem antyneoliberalnych haseł w swym programie, to zawsze na lewicy, np. tej pozaparlamentarnej, znajdzie się ugrupowanie, które to potrafi. Obok problematyki medycznej, to co przemawia do większości polskiego społeczeństwa, mimo jego fragmentacji, to sprawy związane z edukacją. Ciekawym przykładem niech będą ostatnie protesty studentów w Wielkiej Brytanii, gdzie drastyczne podniesienie czesnego odczytać należy jako próbę kapitału uczynienia z wykształcenia przywileju dla bogatych oraz opanowania “niekontrolowanego” wzrostu poziomu wykształcenia wśród warstw ubogich.

Hamulcem dalszego rozwoju Polski będzie wkrótce stan infrastruktury, ale powstaje pytanie jak dotrzeć do użytkowników dróg, kolei, transportu lotniczego i wodnego, skoro ich interesy są, przynajmniej na razie, sprzeczne. Na obszar tej problematyki powinny wkroczyć samorządy, bo zły stan infrastruktury transportowej, likwidacja lokalnych połączeń kolejowych, brak mobilności siły roboczej przyczynia się dodatkowo do wzrostu bezrobocia. Tragedia powodzian nie poruszyła wystarczająco społeczeństwa, ale stan infrastruktury energetycznej wkrótce poruszy, jeśli jego rezultatem będzie wzrost cen energii dla wszystkich użytkowników. Wzrostowi gospodarczemu Polski nie towarzyszy bowiem wzrost produkcji energii.

Należałoby uniknąć w Polsce podobnych sytuacji, jaka w Wielkiej Brytanii doprowadziła do protestów studenckich. Polsce potrzebny jest spokój społeczny, co wymaga dojrzałości elit politycznych i zajęcia się przez partie polityczne rzeczywistymi problemami kraju, a nie wałkowaniem spraw trzeciorzędnych i personalnych.

Jeżeli coś mogę poradzić lewicy to jeszcze większą niż dotąd pracę wśród młodzieży, szczególnie tej studenckiej, i nie ubolewanie przesadne na tym, że poziom wykształcenia jest obecnie często niższy w okresie PRL. “Nad młodzieżą” pracują obecnie w Polsce wszystkie bez wyjątku siły polityczne, bo ona zadecyduje wkrótce o kształcie Polski, a może nawet do pewnego stopnia, całej Europy Środkowej.

Serdecznie Pozdrawiam

 

Warszawa, 14 grudnia 2010

Temat Konferencji: Patologie ratownictwa medycznego, patologie służby zdrowia

Teza 1. Polski system ratownictwa medycznego, a także ochrony zdrowia jest chory. Objawy tej choroby są typowe dla rynku sprzedawcy, na którym popyt na usługi medyczne wielokrotnie przekracza ich podaż. Wyrazem tego są kolejki do lekarza, do szpitala, do zabiegów medycznych, zwłaszcza tych droższych i długotrwałych. Rynek medyczny różni się wprawdzie nieco od rynku gospodarczego ale podstawowe prawa regulujące jego funkcjonowanie pozostają takie same.

Leczenie chorób polskiego systemu ochrony zdrowia opiera się niestety na ich błędnej diagnozie.

Teza 2. Błędne jest przede wszystkim przyjęte “ex ante” założenie, że głównym powodem chorób polskiej służby zdrowia jest marnotrawstwo środków będące następstwem publicznego jej charakteru.

Konsekwencją tak postawionej tezy jest zaproponowana terapia: najpierw limitowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia środków dla publicznej służby zdrowia w celu wymuszenia większej efektywności, następnie zaś jej prywatyzacja.

Tymczasem doświadczenia europejskich i pozaeuropejskich systemów ochrony zdrowia wykazują, że nie tylko publiczne lecz także prywatne placówki ochrony zdrowia mogą być zarówno efektywne jak też nieefektywne. Wszystko zależy od jakości rządzenia (governance) na poziomie całego sektora zdrowotnego, a więc konstrukcji systemu, w tym zwłaszcza zasadności jego centralizacji bądź decentralizacji, podziału odpowiedzialności, funkcjonowania systemu informacyjnego oraz innych narzędzi skutecznego sterowania i kontroli, na poziomie samorządów terytorialnych, które pełnią funkcje organów założycielskich placówek opieki zdrowotnej zdrowotnych i wreszcie - na poziomie mikro, a więc przychodni, szpitali i innych placówek ochrony zdrowia .

Teza 3. Pierwotną przyczyną chorób polskiej służby zdrowia jest deficyt środków, jakie ma ona do dyspozycji. U podstaw tego deficytu znajduje się przyjęty w 1999 r. poziom składki, który już w momencie startu był o kilka punktów procentowych niższy od bilansującego system, a uruchomiony w 2001 r. program podwyższania składki o ćwierć punktu procentowego rocznie zakończył się w 2007 r. Ponadto założenie, iż tylko pracownicy opłacają składkę zdrowotną przeznaczoną na służbę zdrowia, utrudniło możliwości dalszego podnoszenia składki.

W krajach europejskich składka zdrowotna wynosi 14 – 15 % zarobków, z czego połowę (a często więcej) płacą pracodawcy bądź państwo z podatków ogólnych, resztę zaś – pracownicy, a jeśli w niektórych krajach składki są niższe to ochrona zdrowia jest dodatkowo dofinansowywana z budżetów państw lub władz lokalnych: ponadto stosowana jest zasada opłat indywidualnych dostosowanych do możliwości pacjentów, nie obciążających ich budżetów ale stanowiących istotny mechanizm ograniczający pokusy nadużycia. Podział składki między pracownika i pracodawcę powoduje, że dochody pracowników są znacznie mniej obciążone finansowaniem służby zdrowia niż w Polsce. W efekcie wyższe dochody pozostające do dyspozycji gospodarstw domowych stają się istotnym czynnikiem podtrzymującym koniunkturę gospodarczą.

W Polsce pracownicy płacą składkę na fundusz zdrowotny w wysokości 9% ich zarobków (emeryci, renciści, rolnicy indywidualni płacą składkę naliczaną w proporcji do ich dochodów), z tego tylko 7,75% jest odliczana od podatków. Oznacza to, iż w Polsce podatki są wyższe niż na to wskazują dwie stawki podatkowe. Zwolnienie pracodawców od płacenia składki na fundusz zdrowia w Polsce uzasadnione zostało przez autorów ustawy o ochronie zdrowia brakiem zgody pracodawców na dodatkowe obciążenia kosztów pracy, a więc dążeniem do obniżki kosztów produkcji i podniesienia konkurencyjności wyrobów. A przecież dla pracodawców nieobojętny jest zdrowy, dobrze leczony pracownik. Zatem przerzucenie części kosztów na pracodawców nie tylko zmusza ich z jednej strony do racjonalizacji pozostałych kosztów, lecz także, z drugiej strony, jest realizacją postulatu, by opłaty za dobra i usługi były ponoszone stosownie do uzyskiwanych korzyści (pracodawcy są przecież także beneficjentami dobrze funkcjonującej ochrony zdrowia, z której korzystają ich pracownicy, zatem jeśli są zwolnieni z współpłacenia za ochronę zdrowia, to uzyskują trudny do zaakceptowania przywilej zwolnienia z płacenia za coś z czego korzystają).

Warto dodać, że niektórzy pracodawcy jednak współfinansują system ochrony zdrowia w ten sposób, że rekompensują swoim pracownikom koszty tak zwanych abonamentów medycznych. Jest to jednak system, który ma istotne mankamenty.

Po pierwsze, wyraźnie uprzywilejowuje silniejsze przedsiębiorstwa.

Po drugie, jest wrażliwy na kondycję finansową przedsiębiorstw, bowiem jako dobrowolne świadczenie pracodawcy na rzecz pracownika może zostać wycofane wtedy, gdy możliwości finansowe pracodawcy okażą się za słabe. To zaś zdestabilizuje sytuację pracownika pod względem dostępności opieki medycznej.

Po trzecie, przydzielony pracownikowi abonament jest przez władze skarbowe traktowany jest jako przychód niepieniężny podlegający opodatkowaniu, a to budzi poważne kontrowersje.

W krajach europejskich składka zdrowotna wynosi 13-15% zarobków, z czego połowę (a często więcej) płacą pracodawcy bądź państwo z podatków ogólnych, resztę zaś pracownicy. W efekcie ci ostatni, są o wiele mniej obciążeni finansowaniem służby zdrowia niż w Polsce, gdzie wydaje się zdecydowanie mniej na opiekę zdrowotną zarówno w stosunku do przeciętnych wydatków w krajach OECD jak i w Unii Europejskiej. Wprawdzie tempo wzrostu tych wydatków jest wysokie (wyższe wydatków prywatnych niż publicznych), ale nawet przy nim proces doganiania krajów zamożniejszych musiałby trwać kilka dekad. Całkowite (publiczne i prywatne) wydatki na opiekę zdrowotną stanowią w Polsce zaledwie 6,4% PKB, gdy wskaźnik przeciętny dla krajów zachodnich wynosi 9%. W Europie najwięcej w relacji do PKB wydają takie kraje jak Francja: 11%, Belgia, Austria i Niemcy i Szwajcaria ponad 10%. Także nasi środkowo i wschodnioeuropejscy sąsiedzi, czyli Czesi, Słowacy i Węgrzy wydają istotnie więcej, szczególnie w części publicznej. Rekordzista, czyli Stany Zjednoczone przeznaczają około 16% PKB na ochronę zdrowia.

Teza 4. Istotnym błędem systemowym ochrony zdrowia w Polsce jest obciążanie samorządów terytorialnych odpowiedzialnością za finansowanie jego programów inwestycyjnych oraz pokrywanie zadłużenia, co przy niskim finansowaniu usług z NFZ musiało doprowadzić do niespójności w funkcjonowaniu systemu z głównym problemem – zadłużaniem się szpitali.

W warunkach deficytu środków przeznaczonych na finansowanie służby zdrowia, dalsza decentralizacja, polegająca na tworzeniu “jednoosobowych spółek samorządu terytorialnego” może doprowadzić do głębokiego zróżnicowania sytuacji w skali kraju i pogorszeniu dostępu do opieki zdrowotnej w wielu miejscowościach i placówkach. Nie zapominajmy, że samorządy terytorialne są obecnie istotnie zadłużone w związku z absorpcją funduszy strukturalnych UE ze względu na potrzebę finansowania tzw. wkładu własnego.

Niektóre samorządy są przy tym w lepszej sytuacji finansowej niż pozostałe, gdyż na ich terenie znajdują się bogatsze firmy, płacące wyższe niż w innych gminach podatki. W rezultacie te gminy, w których wpływy z podatków lokalnych są niższe, zostają z góry skazane na degradację znajdujących się na ich terenie placówek ochrony zdrowia.

Deficyt środków przeznaczonych na ochronę zdrowia prowadzi do ograniczania chorym dostępu do lekarza, szpitala, do aparatury medycznej, zwłaszcza tej najkosztowniejszej. Efektem tego są kolejki, długi czas oczekiwania na pomoc medyczną, a nierzadko także przedwczesne zgony. Znamienny przykład skutków do jakich prowadzi niedofinansowanie znajdujemy w prasie, gdzie wskazuje się, że mimo, iż są nowoczesne terapie, brakuje pieniędzy, przez co chorzy mają utrudniony dostęp do leczenia. Niską składką sabotuje się de facto rozwój medycyny i wykorzystywanie istniejących możliwości leczenia.

Podział szpitali na “zadłużone” i “niezadłużone” służy dezinformacji społeczeństwa. Te zadłużone najczęściej udzielają pomocy medycznej wszystkim, którzy się do nich zgłaszają, realizując tak zwane nadwykonania. Szpitale niezadłużone odmawiają tej pomocy trzymając się limitów w kontraktach z Narodowym Funduszem Zdrowia

Teza 5. Zaproponowana przez Ministra Zdrowia reforma systemu zdrowia abstrahuje od błędnych założeń strategicznych, na których oparty został polski system ochrony zdrowia i grozi pogłębieniem występujących patologii.

W warunkach deficytu środków przeznaczonych na finansowanie publicznej służby zdrowia rozwiązaniem nie może być “wypychanie” pacjentów publicznej ochrony zdrowia do placówek prywatnych, w tym finansowanych w ramach prywatnych ubezpieczeń.

Oburzający jest zwłaszcza zamiar dopuszczenia poza kolejką do placówek publicznych (szpitali, sprzętu, lekarzy) pacjentów ubezpieczonych dodatkowo poza powszechnym publicznym ubezpieczeniem. Wydłuży to kolejki, bądź wręcz uniemożliwi skorzystanie z leczenia, chorych opłacających wyłącznie składki na rzecz publicznej służby zdrowia. Trudno zgodzić się z jedynym z argumentem pomysłodawców tworzenia ubezpieczeń dodatkowych, iż obecnie część sprzętu medycznego (zwłaszcza drogiego) jest niewykorzystana. Istnienie tzw. wolnych “mocy przerobowych” w szpitalach może dotyczyć pojedynczych przypadków. Tymczasem to brak kadr medycznych oraz ograniczone kontrakty z NFZ są źródłem niewykorzystania niektórych urządzeń medycznych.

Kierunek na “reformę”, polegającą na wprowadzaniu ubezpieczenia dodatkowego do wysoce nieuporządkowanego systemu publicznego może być odczytane jako legalizacja dotychczasowej praktyki lekarskich grup interesów, wykorzystujących publiczny sprzęt medyczny do celów prowadzenia działalności prywatnej.

Teza 6. Zreformowanie publicznej służby zdrowia powinno być oparte na znalezieniu prawidłowego strategicznego wyboru.

Na pewno wyborem takim nie może być utrzymanie dotychczasowego poważnego deficytu środków finansowych w stosunku do potrzeb leczniczych i możliwości leczenia, jakimi dysponuje system ochrony zdrowia. Wtedy, bowiem, potencjał jakim dysponuje system – wysoko wykwalifikowane kadry i często bardzo nowoczesny i kosztowny sprzęt będący w posiadaniu sektora publicznego, są niewykorzystane i dochodzi do wielu patologii, jakie zwykle mają miejsce w takiej sytuacji. W tym przypadku konieczna byłaby rezygnacja z decentralizacji służby, w celu zmniejszania tzw. kosztów transakcyjnych i administracyjnych. Przekazanie samorządom terytorialnym odpowiedzialności za funkcjonowanie służby zdrowia w warunkach deficytu środków oraz braku koordynacji pogłębiłoby tylko zróżnicowanie między regionami i placówkami ochrony zdrowia oraz ograniczyłoby dostęp do usług zdrowotnych. Zatem konieczne byłoby zapewnienie monopolu publicznej służbie zdrowia i publicznym ubezpieczeniom zdrowotnym.

Właściwym wyborem jest jak najszybsze zrównoważenie środków przeznaczanych na finansowanie służby zdrowia z potrzebami w tym zakresie. Punktem odniesieni mogą być inne kraje naszego regionu, w tym np. Czechy, Słowacja, Słowenia, Austria. Szkoda, że takich porównań nie dokonano 1998 r., gdy zdecydowano o poziomie składki i jej konstrukcji.

W drugim przypadku możliwa byłaby dalsza decentralizacja służby zdrowia, a także dopuszczenie w szerszym zakresie placówek i ubezpieczeń prywatnych, tworzących większe możliwości wyboru pacjentom o wyższych dochodach i potrzebach zdrowotnych.

Teza 7. Przyjęciu prawidłowego kierunku reformy służby zdrowia towarzyszyć powinna poprawa systemu zarządzania służbą zdrowia w Polsce na wszystkich szczeblach zarządzania.

Mimo że w skali mikro, a więc na poziomie szpitali, przychodni, wyższych uczelni medycznych, domów dziennego lub ciągłego pobytu dla seniorów i ludzi obłożnie chorych dostrzegana jest pewna poprawa funkcjonowania, choć ciągle niedostateczna, to na poziomie ustawodawczym, płatnika oraz organu założycielskiego mamy ciągle do czynienia z brakiem instrumentów efektywnego zarządzania, lub ich zasadniczą niedoskonałością oraz niewłaściwymi decyzjami. Złe regulacje albo ich brak, złe wyceny usług, niedostateczne kompetencje oraz braki w monitorowaniu i kontroli działalności prowadzą do tego, że system w całości nie spełnia podstawowych kryteriów efektywności, która w ochronie zdrowia, zgodnie z zasadami przyjętymi powszechnie w WHO opiera się na czterech kryteriach

  • powszechnym dostępie do zagwarantowanych prawnie usług ochrony zdrowia,
  • wysokiej jakości świadczonych usług, uwzględniających godność, potrzeby i satysfakcję pacjenta,
  • finansowym zbilansowaniu, uwzględniającym zarówno wzrost kosztów i potrzeb, jak również zasoby i możliwości płatnicze wszystkich beneficjentów systemu,
  • efektywnym zarządzaniu na poziomie mikro, uwzględniającym sprawną organizację placówki, właściwe motywacje pracowników oraz zapewniającym długookresową gospodarność w wykorzystaniu i kształtowaniu zasobów.

Teza 8. Wszystko wskazuje na to, że pakiet reformatorski zaproponowany przez obecny rząd nie uwzględnia publicznego interesu ochrony zdrowia, co grozi pogłębieniem trudności w dostępie do opieki zdrowotnej oraz utrwaleniem szeroko pojętej nieefektywności jej funkcjonowania.

Wydłużą się przede wszystkim kolejki oczekujących na pomoc lekarską, nie będących w stanie opłacić dodatkowego ubezpieczenia za “przeskoczenie kolejki”, a szpitale jako swobodnie działające spółki będą restrukturyzować swą działalność, ograniczając lub likwidując oddziały o procedurach wadliwie lub za nisko wycenionych, mimo że z epidemiologicznego punktu widzenia niezbędnych. Poprawi się za to obsługa pacjentów najbogatszych, których będzie stać na dodatkowe ubezpieczenia, gdy zostaną wprowadzone.

Opracował zespół pod kierownictwem prof. dr hab. Pawła Bożyka w składzie: prof. dr hab. Jerzy Żyżyński oraz mec. Zenon Wasilewski, przy konsultacji z: prof. dr hab. Stanisławą Golinowską i dr Alicją Sobczak

Bitwa Warszawska w 1920 roku i jej główny bohater

Od kilkunastu lat media krajowe eksponują polsko-radziecką bitwę warszawską z 1920 r., zniekształcając okoliczności, które do niej doprowadziły, a także niekiedy jej przebieg. To rezultat obecnej tzw. polityki historycznej w służbie różnych grup politycznych, manipulujących świadomością społeczną w swoim własnym politycznym interesie. Obraz większości innych wydarzeń z niedawnej przeszłości, również odbiega od faktycznej rzeczywistości.

Natarcie Armii Czerwonej 90 lat temu na rdzennie polskie ziemie w tym na Warszawę nie wynikało wyłącznie z ówczesnych rzekomych planów i zamiarów Rosji Radzieckiej podporządkowania sobie Polski oraz wprowadzenia komunizmu w Europie. To błędna polityka Józefa Piłsudskiego w sprawach wschodnich, zwłaszcza ukraińskich sprowokowała uderzenie Armii Czerwonej na ziemie polskie, w tym na Warszawę. Pod płaszczykiem tzw. federacji Polski, Ukrainy i Białorusi Piłsudski dążył do powrotu Polski Jagiellońskiej. Kontynuacja błędnej i szkodliwej polityki wschodniej Piłsudskiego - nawiązującej do tradycji jagiellońskiej - powróciła pod koniec prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego w okresie tzw. rewolucji pomarańczowej. Jej celem jest wykorzystanie niektórych państw w tym szczególnie Ukrainy m.in. do odpowiedniego przekształcania wewnętrznego i osłabiania Rosji, rzekomo prowadzącej ekspansję na sąsiadujące z nią kraje byłego bloku socjalistycznego. Ta polityka wspierania - i co ciekawe nie tylko przez prawicowe ugrupowania polityczne, ale także demokratyczno-liberalne - szczególnie szowinistycznego nurtu na Ukrainie nawiązującego do tradycji UPA-OUN - nie służy nie tylko polskim, rosyjskim, ukraińskim ale również i unijnym interesom. W obecnych czasach, w okresie gwałtownych i szybkich przemian, przemodelowania w układzie sił politycznych i gospodarczych na świecie, pożądana jest harmonijna współpraca wszystkich państw oraz narodów europejskich, do których należy nie tylko Polska, ale także Rosja i Ukraina.

Wracając do głównego wątku należy wyraźnie zaakcentować, że ofensywa wojsk radzieckich z tzw. wrót smoleńskich w 1920 roku nie była jednostronną agresją, jak się ją przedstawia, lecz kontrofensywą sprowokowaną atakiem wojsk polskich w kierunku na Kijów oraz zajęciem go w celu wsparcia planów atamana Petlury i to wówczas, kiedy szanse na powstanie samodzielnej Ukrainy były znikome. Dla Ukraińskiej Republiki Ludowej nawet w społeczeństwie ukraińskim poparcie było niewielkie. Zresztą powstanie wówczas samodzielnego państwa ukraińskiego doprowadziłoby niewątpliwie do ostrego konfliktu politycznego i zbrojnego o Małopolskę Wschodnią między Polską a Ukrainą. Szczególnie nieprzyjaźnie i wrogo byli do państwa polskiego ustosunkowani zwłaszcza nacjonaliści ukraińscy z Małopolski Wschodniej. Uzewnętrznienie tej nienawiści i konfliktu o sporne terytoria nastąpiło dopiero po upadku państwa polskiego w 1939 roku. Wówczas to UPA dokonała okrutnej, wielokrotnie większej zbrodni od zbrodni katyńskiej, o wyraźnych znamionach ludobójstwa, na ludności polskiej (ok.160 tys.) na Wołyniu, a usilnie wyciszanej obecnie przez polityków pełniących wysokie funkcje państwowe.

Obchodom rocznicy bitwy warszawskiej przypadającej na dzień 15 sierpnia, czyli Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny nadaje się zarazem charakter święta religijnego i sprowadza do gloryfikacji postaci Józefa Piłsudskiego jako głównego bohatera wojny w 1920 roku, bez obecności którego strona polska rzekomo nie odniosłaby zwycięstwa. To właśnie jego poświęcenie jak się przedstawia i geniusz niespotykany w dziejach Polski miał uratować Polskę od klęski w tej bitwie. Natężenie, z jakim obecnie propaguje się ,,zasługi” marszałka, ma na celu umiejscowienie jego wizerunku wśród najbardziej zasłużonych Polaków. Zresztą nie tylko zwycięstwo w bitwie warszawskiej, ale i również odzyskanie w 1918 r. niepodległości przez Polskę przypisuje się głównie ,,zasługom” Piłsudskiego.

Dzień 11 listopada, czyli data kapitulacji Niemiec w I wojnie światowej jest obchodzony jako dzień niepodległości Polski. A przecież cała działalność Piłsudskiego skierowana była przeciwko państwom zwycięskiej w tej wojnie ententy. W listopadzie 1918 roku przywieziony został pociągiem przez Niemców do Warszawy. Tam władzę przekazała mu Rada Regencyjna powołana wcześniej przez Niemców. Rok wcześniej podobnie ze Szwajcarii do Rosji przewieziono Lenina, czego konsekwencją były nie tylko wielkie zmiany polityczne, wojna domowa, ale jakże szczególnie ważna dla Niemców likwidacja frontu wschodniego (układ brzeski), co miało olbrzymi wpływ na dalszy przebieg wojny, jej zakończenie i przyszłe losy Europy. Nieco później zaowocowało to odrodzeniem się w postaci faszyzmu imperializmu niemieckiego, czyli II wojną światową.

W wyniku przedstawiania zafałszowanego obrazu Piłsudskiego społeczeństwu polskiemu jest on szczególnie uwielbiany, o wiele bardziej niż inne postacie rzeczywiście zasłużone dla Polski. Wyrazem tego jest duża ilość pomników, ulic, uczelni, płyt pamiątkowych upamiętniających jego imię. Obecnie o palmę pierwszeństwa rywalizuje nawet z Janem Pawłem II. Promocja zniekształconego wizerunku Piłsudskiego, sprowadzająca się do kształtowania aktualnej i przyszłej świadomości politycznej społeczeństwa w określonym kierunku, wspierana jest przez część obecnych polityków oraz intelektualistów. Najczęściej są to osoby, których przodkowie pochodzili z Kresów Wschodnich i o ich nastawieniu decydują raczej urazy z przeszłości, różne animozje oraz kompleksy. To sprzyja zaszczepianiu w mentalność dzisiejszego społeczeństwa polskiego romantycznego, szlacheckiego, nierealnego, naiwnego patriotyzmu oraz sposobu myślenia dominującego nie tak dawno w Polsce przedwojennej.

Tymi cechami właśnie charakteryzował się Piłsudski. Jego patriotyzm, według trafnej oceny wybitnego historyka literatury polskiej profesora Stanisława Pigonia, był niepragmatyczny, mocno ograniczony i polegał wyłącznie na nienawiści do Rosji. I dlatego przedstawia się go dzisiaj społeczeństwu jako jeden z niewielu wzorów godnych naśladowania. Nienawiść znamionująca ten patriotyzm to przede wszystkim nienawiść do Rosji carskiej, białej oraz demokratycznej powstałej po rewolucji marcowej. Eksponowanie dzisiaj jego myśli, działań i patriotyzmu to zaszczepianie zarazem w świadomości społeczeństwa rusofobii i to wtedy, kiedy już nie ma ZSRR, czerwonej Rosji, a istnieje Rosja normalna, otwarta i już demokratyczna. Nie służy to jakże ważnemu dla obu państw zbliżeniu polsko - rosyjskiemu. Tak więc nadal mimo tych olbrzymich przemian społeczno-politycznych w samej Rosji, część środowisk politycznych próbuje wykorzystywać właśnie zwycięstwo nad Armią Czerwoną w bitwie warszawskiej głównie do gloryfikacji osoby Józefa Piłsudskiego co w konsekwencji sprowadza się do propagowania rusofobii.

W prowadzonej obecnie propagandzie stosunkowo mało się mówi o rzeczywistych zasługach głównych dowódców w tej bitwie, ponieważ nie byli oni piłsudczykami i rusofobiami. O wielkich zasługach Szefa Sztabu Generalnego gen. Rozwadowskiego, który kierował przygotowaniami i opracowaniem planu obrony Warszawy, szczególnie mało się wspomina. Również o doniosłej roli innych głównych dowódców tej bitwy, takich chociażby jak gen. Haller, gen. Sikorski itd., nieproporcjonalnie mało się mówi. A przecież prawdziwa ,,zasługa” Piłsudskiego, jeżeli tak można to nazwać, polegała jedynie na tym, że swoimi błędnymi decyzjami bitwę warszawską sprowokował. Nie wspomina się o jakże istotnym fakcie, a mianowicie o tym, że podłamany psychicznie, dla uniknięcia odpowiedzialności za ewentualną klęskę w tej bitwie, w momencie kiedy Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, stchórzył i przekazał na ręce Wincentego Witosa rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza. To, że wojska polskie nie odniosły pełnego, całkowitego zwycięstwa w bitwie warszawskiej, o czym się nie mówi, zadecydował jego sposób myślenia w sprawach wojskowych, na który swoje piętno odcisnęła strategia i taktyka nieszczęśliwego, nieudanego, niepotrzebnego powstania styczniowego. Opóźniony, bo rozpoczęty 16 sierpnia manewr oskrzydlający przez zgrupowanie wojsk polskich znad Wieprza, który przeprowadził właśnie Józef Piłsudski, umożliwił wycofanie się znacznej części jednostek Armii Czerwonej przegrywającej już bitwę pod Warszawą.

Podobnie wyglądała sytuacja w bitwie nadniemeńskiej, kiedy to Piłsudski odrzucił koncepcję uderzenia wojsk polskich prawym skrzydłem w celu zepchnięcia Armii Czerwonej do Bałtyku i jej pokonania. Mając głównie na celu zajęcie ziem litewskich, narzucił uderzenie frontalne, co umożliwiło Armii Czerwonej łatwe wycofanie się z tych spornych z Litwą terenów. Niezależnie od zauroczenia powstaniem styczniowym, nie przejawiał żadnych większych zdolności wojskowych, nie miał odpowiedniego przygotowania teoretycznego i doświadczenia praktycznego w sprawach wojenno-wojskowych, a to wpływało na sposób jego myślenia i właśnie skutkowało niesłusznymi decyzjami. Ale mimo tych słabości, rozbudzone jego osobiste ,,ja”, ambicje, pragnienie za wszelką cenę stanowisk i władzy, doprowadziły do tego, że w marcu 1920 roku nakazał nadać sobie stopień marszałka. Także niczym specjalnym nie wyróżnił się w sprawach wojskowo-wojennych w okresie I wojny światowej i tylko ze względów politycznych, a nie umiejętności wojskowych, pełnił m.in. funkcje austriackiego brygadiera. Posiadał natomiast rozwinięty instynkt do spiskowania i nawet w niepodległej Polsce spiskował przeciwko przeciwnikom politycznym, w tym legalnym władzom państwowym. Po zamachu majowym w 1926 roku, usunął z wojska z powodów politycznych wybitnych, doświadczonych wojskowych. Reorganizując naczelne struktury wojskowe przez powołanie Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, zlikwidował Radę Wojenną, ograniczył kompetencje Sztabu Generalnego, zawęził zakres nauczania Wyższej Szkoły Wojennej i wyłączył ją z kompetencji Szefa Sztabu Generalnego. To spowodowało, że nowa zbiurokratyzowana struktura wojskowa była niesprawna, utrudniała modernizację, unowocześnienie środków walki i rozbudowę sił zbrojnych, niekorzystnie wpływała na odpowiednie przygotowanie do zbliżającej się wojny.

Tym czym rzeczywiście różnił się od innych ówczesnych polityków polskich, to sposób i metody postępowania. Już we wczesnym okresie jego działalności bojówkarskiej te metody określano mianem terrorystyczno-bandyckich. W celu zdobycia środków finansowych organizował napady na kasy powiatowe jak i kolejowe oraz zamachy na urzędników carskich. Swoich przeciwników politycznych szkalował i na tej podstawie oskarżano ich w różnych procesach m. in., brzeskim (Witosa, Barlickiego, Dubois, Ciołkosza, Pragiera, Bagińskiego itd.), wtrącano do więzień, maltretowano i próbowano eliminować z życia nie tylko politycznego. Za krytykę Piłsudskiego i jego otoczenia, został ciężko pobity znany pisarz Tadeusz Dołęga – Mostowicz autor powieści Kariera Nikodem Dyzmy, a publicyście Adolfowi Nowaczyńskiemu wybito oko. Jeszcze za życia Józefa Piłsudskiego dla jego przeciwników politycznych zorganizowano na wzór hitlerowski niezwykle ciężki obóz w Berezie Kartuskiej, gdzie nad więźniami znęcano się niezwykle brutalnie. Dla zaspokojenia swoich ambicji politycznych łamał wszelkie reguły życia demokratycznego, obalił legalny rząd, przeprowadzając w maju 1926 roku zamach stanu, w którym zginęło około 400 żołnierzy. W celu rozbijania partii i stronnictw politycznych, zainicjował powstanie Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. System dyktatury wojskowej (rządy tzw. pułkowników) opierał się głównie na byłych działaczach legionowych. Z jego inicjatywy rozpoczęto proces zbliżania Polski do Niemiec faszystowskich, politycznie skierowany przeciwko ZSRR. Ze zbrodni zamachu majowego oraz za rządy dyktatorsko-autorytarne jak do tej pory nie został rozliczony. Mimo stosowania tych brutalnych metod i sposobów działania, postępowanie jego ukazywane jest przeciętnemu obywatelowi jako godne chwały i wręcz bohaterskie. Znaczna część społeczeństwa polskiego w ten sposób indoktrynowana uznaje Piłsudskiego za wręcz genialnego męża stanu i wybitnego wodza, mimo że często działał na szkodę polskich interesów narodowych.

W czasie I wojny światowej służył wiernie państwom centralnym: Austro-Węgrom, a później Niemcom. Jego legioniści reprezentowali nieporównywalnie skromniejsze siły niż Armia Polska we Francji pod dowództwem gen. Józefa Hallera walcząca po właściwej stronie zwycięskich państw ententy. Ale mimo tego udział Piłsudskiego i Legionów w walce po stronie państw centralnych, ostro przez premiera Wielkiej Brytanii Lloyd Georga na konferencji wersalskiej krytykowany, na ogół dzisiejsze media ukazują w krzywym zwierciadle, zniekształcając prawdziwy obraz historii - jako główne działania zbrojne, które przyniosły Polsce niepodległość po 123 latach niewoli. Tę służalczą politykę Józefa Piłsudskiego wobec państw centralnych i w okresie późniejszym proniemiecką wysoko oczywiście cenili przywódcy III Rzeszy. Wyraz temu dali po jego śmierci 13 maja 1935 roku i w dniu jego pogrzebu, kiedy to na państwowych budynkach w Niemczech faszystowskich na znak żałoby flagi opuszczono do połowy. Hitler i wielu innych faszystowskich dygnitarzy uczestniczyło w transmitowanej na żywo przez radio mszy za duszę zmarłego w berlińskiej katedrze katolickiej, przed którą dwie kompanie Wehrmachtu trzymało wartę honorową. Na pogrzebie w Krakowie na Wawelu III Rzeszę reprezentował m.in. Herman Göring z wielkim wieńcem od Adolfa Hitlera. O przebiegu uroczystości pogrzebowych szczegółowo informowała prasa niemiecka, podkreślając silne dążenie Piłsudskiego do porozumienia z Niemcami, niechęć do parlamentaryzmu, Ligi Narodów oraz jego cechy wodzowskie. Po zajęciu Krakowa w 1939 roku Niemcy oddając hołd Piłsudskiemu, złożyli wieniec przy jego grobie i wystawili wartę honorową, a prasa niemiecka podkreślała, że gdyby żył, nie dałby się wciągnąć Francji i Anglii do wojny polsko-niemieckiej.

Dzisiaj pogrobowcy Józefa Piłsudskiego także poszukują głównego ,,przyjacielskiego” dla Polski kraju, ale już nie wśród jej sąsiadów, państw europejskich ale za wielką wodą . Zapraszanie na polskie ziemie obcych wojsk nie służy tak polskim, jak i europejskim interesom, wciąga naszą ojczyznę w politykę osaczania Rosji, wywierania na nią nacisków w interesie polityki Stanów Zjednoczonych.

Nawiązywanie dzisiaj w okresie tzw. globalizacji świata przez wielu polskich polityków do przestarzałej oraz nierealnej koncepcji Piłsudskiego, jest nie tylko naiwne ale i wielce szkodliwe. Tylko polityka prowadząca do zbliżenia, ścisłej współpracy gospodarczej, politycznej, a także w razie konieczności i wojskowej, integrująca w harmonijną całość obszar Euro-Azjatycki od Władywostoku po Lizbonę otwiera przed Polską, Rosją oraz całą Europą i jej cywilizacją pomyślne perspektywy na przyszłość.

W sierpniu tego roku mija 90 rocznica Bitwy Warszawskiej w 1920 roku. Będzie ona głośno fetowana przez media i różne organizacje społeczne i polityczne, gdyż to dobra okazja, aby dać Moskwie prztyczka w nos przez prawicowe i konserwatywne środowiska w Polsce. Warto więc spojrzeć na tę rocznicę także trochę z innej optyki, niezbyt zgodnej z tendencją kreśloną przez nową politykę historyczną w wydaniu Instytutu Pamięci Narodowej. Skoro mamy prawicową politykę historyczną może warto pomyśleć o jej wersji w wydaniu lewicowym?

 

 

Jacek Smolarek

Hołd pamięci Edwarda Gierka

31 lipca w dziewiątą rocznicę śmierci Edwarda Gierka na cmentarzu w Sosnowcu zgromadziło się kilkaset osób, by oddać hołd wielkiemu Polakowi, jakim był i pozostał w naszej pamięci Edward Gierek. Popularność jego osoby i dokonań dekady lat siedemdziesiątych sprawia, że w rocznicę jego śmierci przychodzą tłumnie nie tylko mieszkańcy Sosnowca, ale także ze Śląska, a nawet zjeżdżają delegacje i poszczególne osoby z odległych rejonów kraju.

O Jego zasługach przypomina powołany na wiosnę Instytut im. Edwarda Gierka oraz organizacje takie jak: Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka oraz Społeczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka.

W przyszłym roku ma powstać w Sosnowcu izba pamięci poświęcona E. Gierkowi – zapowiedział w swoim wystąpieniu nad grobem E. Gierka Grzegorz Pisalski. – Należy mu przywrócić należne miejsce w historii. Trzeba odkłamać stereotypy serwowane najczęściej przez pseudohistoryków z Instytutu Pamięci Narodowej. Dorobek jego dekady sprawił, że Polska zajęła należne jej miejsce w dzisiejszym świecie – przekonywał poseł Unii Pracy.

W niedawnej kampanii wyborczej wiele ciepłych słów pod adresem Edwarda Gierka wypowiedział na wiecu w Sosnowcu Jarosław Kaczyński kandydujący na urząd prezydenta RP. – Choć był komunistą, to był komunistą patriotą. Opozycję jakoś tam tolerował, a nie zamykał. Śmiano się z tego 10 miejsca na świecie, a ja się nie śmiałem. Wiedziałem, że to nieprawda, ale uważałem, że to zdrowa ambicja – mówił podczas czerwcowej kampanii prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Do jego oświadczeń przedwyborczych nawiązał w swojej mowie nad grobem Ojca eurodeputowany prof. Adam Gierek: - Wiele środowisk najchętniej wymazałoby nazwisko Gierek z historii, wymazałoby cały okres PRL-u. jednak, jak pokazuje ostatnia kampania, prawa strona mimo takich deklaracji jest świadoma dokonań mojego ojca.

W przyszłym roku przypada 10 rocznica śmierci byłego przywódcy Polski. Można się spodziewać, że będzie ona obchodzona tak samo uroczyście przez tych wszystkich, którzy wiedzą jak było i pamiętają.

Lorem

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, incididunt ut labore aliqua. Wadastera minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco.

PRAWDA O EDWARDZIE GIERKU I JEGO DEKADZIE

W dniu 13 marca 2010 r. w Sosnowcu odbyło się zgromadzenie, na którym powołano Instytut im. Edwarda Gierka oraz fundację. Wydarzeniu temu towarzyszyła konferencja naukowa “Dekada Edwarda Gierka na tle PRL”. Prelegentami byli: były szef doradców I sekretarza KC PZPR prof. Paweł Bożyk, prof. Andrzej Karpiński i eurodeputowany prof. Adam Gierek. W konferencji uczestniczyli m.in. przewodniczący Unii Pracy Waldemar Witkowski oraz sekretarz generalny UP – Grzegorz Pisalski. W końcowej fazie konferencji głos zabrał także poseł Lewicy Bartosz Arłukowicz. Referatów i wystąpień wysłuchało blisko 500 uczestników konferencji. Prof. Paweł Bożyk przedstawił najważniejsze cele dekady lat 70. Prof. Andrzej Karpiński wysunął tezę o drugim uprzemysłowieniu Polski w tamtych latach. Prof. Adam Gierek wygłosił wykład o energetyce i bezpieczeństwie energetycznym Polski w latach 70 oraz perspektywach na przyszłość.

Wśród celów fundacji zapisano m.in. promocję dokonań Edwarda Gierka zwłaszcza wśród młodzieży, w szczególności poprzez warsztaty, wykłady, prelekcje, panele dyskusyjne oraz pogadanki w szkołach; tworzenie, wspieranie oraz pomoc w organizacji i promocji regionalnych i lokalnych Izb Pamięci poświęconym dokonaniom Edwarda Gierka, a także wspieranie finansowe oraz promocję publikacji naukowych dotyczących jego osoby i dekady lat 70.

Inne zamierzenia Instytutu to pomoc finansowa dla młodych naukowców – zwłaszcza tych publikujących prace dotyczące Edwarda Gierka oraz lat 70., a także promocja “idei opiekuńczego państwa dobrobytu”, społecznej gospodarki rynkowej oraz “postępowych idei społecznych i gospodarczych”.

 

Wystąpienie posła Grzegorza Pisalskiego

 

“Edward Gierek był faktyczna przywódcą zniewolonego państwa, wielkim przyjacielem Związku Radzieckiego, komunistycznym dyktatorem, który wprowadził w Polsce stalinizm bez terroru, był człowiekiem, który spowodował cywilizacyjną i ekologiczną zapaść śląskiego regionu, był człowiekiem, który tylko po to kupował zachodnie licencje, by wprowadzić polsko-sowiecką unifikację przemysłową. Jako przywódca państwa prowadził nieodpowiedzialną politykę gospodarczą, która doprowadziła do totalnego zadłużenia państwa i największego w dziejach PRL kryzysu gospodarczego.”

Taką opinię o Edwardzie Gierku na wniosek sosnowieckiego działacza Platformy Obywatelskiej wydali dwaj pseudohistorycy państwowego Instytutu Pamięci Narodowej, instytutu na którego utrzymanie z budżetu państwa, z naszych podatków wydajemy rocznie 200 mln zł.

A co myślą o Edwardzie Gierku zwykli, normalni Polacy? Kilkanaście miesięcy temu świadomość historyczną Polaków postanowił sprawdzić Centralny Ośrodek Badania Opinii Społecznej. Okazało się, że ponad 55 proc. wymieniło Edwarda Gierka w gronie osobistości, które w minionym stuleciu pozytywnie zapisały się dla Polski. Te wysokie oceny Edward Gierek uzyskał nie tylko u osób o poglądach lewicowych, ale również u co ósmej osoby o poglądach prawicowych.

Aby spróbować dociec prawdy: kim był Edward Gierek i jaka była jego epoka, powołujemy własny instytut, Instytut im. Edwarda Gierka, który dzisiejszą konferencją rozpoczyna swoją działalność. Tematem przewodnim konferencji naukowej jest “Dekada Edwarda Gierka na tle PRL”.

 

Wystąpienie prof. Pawła Bożyka

 

Inaugurując działalność Instytutu im. Edwarda Gierka musimy dokonać oceny dekady, która nie tylko dzisiaj, ale od 20 lat, a poprzednio także w latach 80. była w ogniu krytyki. Dlaczego właśnie ta dekada? Były przecież w PRL inne dekady, które swoim dorobkiem nie dorównywały dekadzie lat 70. Dlaczego nie mówi się o latach 50., kiedy Polska rozwijała się tak jak się rozwijała, ani o latach 60., kiedy Polska była zaściankiem Europy i miała gospodarkę siermiężną. Dlaczego nie mówi się o latach 80., kiedy podwojono zadłużenie Polski. W tamtym okresie zadłużenie z 19 mld. dolarów zwiększyło się do ponad 40 mld dolarów. Wszyscy zawzięli się na dekadę lat 70. pewnie dlatego, że czy nam się to podoba, czy nie, była to dekada wybitna.

 

Na początku chcę położyć akcent na cztery kanony, czyli cele tej dekady, których nie tylko nie powinniśmy się wstydzić, ale powinniśmy się nimi chlubić. Te idee, które wtedy wysunięto i realizowane, są nadal aktualne.

 

Pierwszym kanonem było otwarcie Polski na Europę i świat. W latach 60. w czasach pokłosia zimnej wojny Polska była “zasznurowana” w swoich granicach i mało kto ze zwykłych obywateli mógł je przekraczać. Edward Gierek pierwsze co zrobił to otworzył Polskę na świat i było to posunięcie wizjonerskie. Wkrótce potem w Helsinkach zebrała się Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy Europy, która zrywała z pozostałościami zimnej wojny i dawała zielone światło wzajemnym stosunkom gospodarczym, a także w innych relacjach. Czy mamy się tego wstydzić? Gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie tamto gierkowskie otwarcie?

To wtedy miały miejsce najważniejsze w PRL wizyty gości zagranicznych, które często dochodziły do skutku z ich inicjatywy. Tu przyjeżdżał kanclerz Niemiec, prezydent USA, Francji, a także papież i wielu innych. To w czasie swej dekady Edward Gierek był przyjmowany w najważniejszych stolicach Europy i świata.

 

Drugim celem tej polityki było otwarcie gospodarcze Polski na Europę i świat. Polska lat 60., jak to mówią niektórzy, to była Polska pralki Frani, ślepej kuchni, maleńkich mieszkań. To była Polska technologii na ogół rosyjskiej i częściowo poniemieckiej, samochodów marki Syrena, Pobieda i innych. Lata 70. na tym tle były okresem zupełnie nowym. Stało się to dzięki nowej polityce ekonomicznej. Ale ta prawda nie dociera, pytają mnie wielokrotnie o długi Edwarda i Gierka i dlaczego ciągle spłacamy jego kredyty?

Polityka otwarcia na kredyty zagraniczne była wówczas jedyną realną polityką, ponieważ polska akumulacja, czyli dochód wypracowywany na potrzeby rozwoju, był niezwykle niski. Tak samo kształtowała się stopa życiowa ludności. Nie było z czego finansować rozwoju gospodarczego, a było to przecież koniecznością. Podjęte działania w tym zakresie okazały się wizjonerskie, gdyż sytuacja na rynkach europejskich i światowych stała się dla nas sprzyjająca.

Nastąpiły znaczne wzrosty cen surowców i energii, pojawił się kryzys surowcowy, a wraz z nim na rynkach olbrzymie nadwyżki petrodolarów. Oprocentowanie kredytów spadło do 5 proc. a inflacja wynosiła 7 proc, czyli te kredyty była prawie za darmo. W latach 80. kiedy Edward Gierek odchodził, oprocentowanie kredytów wynosiło ok. 15 proc. Pamiętam te czasy, kiedy przed gabinetem E. Gierka stała kolejka bankierów z wielu krajów, którzy namawiali go, żebyśmy te kredyty wzięli. Zostały one nam w wielu przypadkach udzielone z inicjatywy banków zachodnich. Nie powinniśmy się więc tego wstydzić, ale być z tego dumni.

W roku 1979 Polska miała do spłacenia 23 mld dolarów długu. Z tego 3,7 mld dolarów to były kredyty bieżące, handlowe np. na zakup zboża, surowców, które trzeba było od razu spłacić. Długi długookresowe wynosiły 19, 6 mld. dolarów. W 2003 r. dochody ze sprzedaży ok. 550 zakładów wybudowanych w latach 70. wyniosły ok. 40 mld dolarów.

W latach 2004 – 2010 z tego tytułu pewnością przybyło co najmniej kilkanaście mld. dolarów. Zamiast spłacić z tych dochodów długi to myśmy dochodami z prywatyzacji dofinansowywali deficyt budżetowy. To nie Gierek przejadł kredyty to my je teraz ciągle przejadamy. W latach 70 udział akumulacji w dochodzie narodowym zwiększył się a zmniejszył się udział konsumpcji. Oznacza to, że kredytów nie przejadano a inwestowano.

Nie byłoby wielu znaczących inwestycji jak np. Dworca Centralnego, o którym się utyskuje, że w niektórych miejscach szwankuje. A jak by wyglądały nasze mieszkania, gdybyśmy ich od 40 lat nie remontowali? A Trasa Łazienkowska, którą przejechały setki milionów samochodów, a Wisłostrada, a droga do Katowic, a tysiące innych budów? W jaki sposób można by sobie poradzić z gospodarką, gdyby nie było tych kredytów? Dzisiaj już wiadomo, że mity o zadłużeniu gierkowskim są wierutnym kłamstwem powielanym na użytek obecnej propagandy. Te długi nie miały i nie mają nic wspólnego z obecnym zadłużeniem zewnętrznym i wewnętrznym Polski.

 

Trzeci kanon polityki Edwarda Gierka to technologiczna modernizacja Polski. Tutaj też mamy do czynienia z tendencyjnym przeinaczaniem faktów. Gospodarka polska w roku 1971 wymagała pilnej modernizacji. Dystans między poziomem technologicznym gospodarki polskiej a gospodarki zachodnioeuropejskiej dramatycznie się powiększał. Wykorzystując otrzymane kredyty Polska zawarła kontrakty technologiczne z przodującymi państwami świata, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, które specjalnie dla Polski złagodziły system zabraniający eksportu do krajów bloku wschodniego rozwiniętych technologii. W ślad za tym poszły dostawy technologii niemieckiej, francuskiej, włoskiej.

Tak było mniej więcej do 1976 roku. Po kryzysie energetycznym w całej Europie rozpoczął się proces zmiany technologii. Ta technologia z przełomu lat 60 i 70. była technologią energochłonną i nie odpowiadała na zapotrzebowanie gospodarki w dobie kryzysu surowcowego. Ceny ropy naftowej, gazu ziemnego i benzyny wzrosły wielokrotnie. I tak np. dalsze produkowanie samochodów, które zużywały 15 l. beznyzyny na 100 km, traciło sens. Podobnie było ze sprzętem RTV i AGD: lodówkami, pralkami, telewizorami. W tej sytuacji większość krajów europejskich rozpoczęła zmianę technologii i produkcję artykułów opartych o nowe konstrukcje.

Pojawiło się więc pytanie: czy nadal mamy realizować zawarte przed kryzysem kontrakty, czy z części z nich zrezygnować. Nikt tego kryzysu, który pojawił się w latach 1974-75 nie przewidział, gdyż była to decyzja OPEC, czyli organizacji zrzeszającej eksporterów ropy naftowej. Wtedy pojawiła się decyzja o manewrze gospodarczym, który zakładał, że musimy zrezygnować z niektórych produktów technologicznych, aby nie budować fabryk, które będą wytwarzać produkty energochłonne. Było to lepsze rozwiązanie nawet za cenę pewnych zaburzeń w realizacji niektórych kontraktów technologicznych.

Ten aspekt sprawy został później wykorzystany do krytyki polityki gierkowskiej. Nie mniej ta technologia, którą pozostawił Gierek pod koniec lat siedemdziesiątych, była ogromnym postępem w stosunku do lat sześćdziesiątych. Gospodarka polska została wyposażona w nowe rozwiązania i to na wielu odcinkach.

 

Czwartym celem polityki Edwarda Gierka było podniesienie stopy życiowej społeczeństwa. W wyniku siermiężnej polityki Władysława Gomułki poziom stopy życiowej w Polsce odbiegał od poziomu dochodów naszych sąsiadów: Czechosłowacji, Węgier, NRD. Polska w tej dziedzinie wymagała zdecydowanych zmian. Przede wszystkim chodziło o miejsca pracy, bo nadchodził wyż demograficzny, ponad 3 mln młodych ludzi, którzy lada chwila mieli wejść na rynek pracy. Trzeba było zbudować nowe fabryki, aby mieli oni gdzie pracować, a także nowe mieszkania, aby mieli gdzie mieszkać. To zadanie legło u podstaw ówczesnej polityki inwestycyjnej.

Kolejnym zadaniem był rozwój budownictwa mieszkaniowego. Gdyby nie wybudowanie w latach 70. 3 mln mieszkań to jaka byłaby dzisiaj sytuacja mieszkaniowa Polaków? W tamtych latach wprawdzie budowano głównie z wielkiej płyty, ale tę technologię stosowano w całej Europie. Nie można w 2010 roku krytykować tej technologii jako rzekomo nienowoczesnej, w tamtych latach była ona jak najbardziej nowoczesna. Ta płyta przepuszczała energię cieplną i to było jedną z przyczyn jej zarzucenia w latach późniejszych. Wtedy energia była tania – litr benzyny kosztował tyle co litr wody mineralnej. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna.

Na rynku pojawiły się towary, o jakich się nikomu nigdy przedtem nie śniło – i z importu i z produkcji własnej. Sąsiedzi zazdrościli nam tego rozmachu inwestycyjnego i nowinek rynkowych i zapewniali, że u nas jest już prawie Zachód. Polska wtedy była centrum Europy Środkowo-Wschodniej. Rocznie przekraczało granicę 9 mln ludzi i to nie tylko do krajów ościennych. Obraz Polski z tamtych lat nie ma nic wspólnego z wizerunkiem, jaki się dzisiaj maluje.

 

Mam nadzieję, że instytut, który powstanie, będzie mógł w oparciu o statystykę, o źródła i rzetelne badania zadać kłam przeinaczeniom sączącym się z IPN-u, mediów i wypowiedzi polityków prawicowych. Rodzi się pytanie, dlaczego ta właśnie dekada stała się obiektem tak zajadłej krytyki? Pierwsze takie ataki wychodziły już od kierownictwa schyłkowej PZPR wraz z podporządkowanym jej aparatem propagandy. Zwracano nam uwagę na Zachodzie, że takie przeczernianie obrazu własnego kraju może odbić się jak najgorzej na interesach prowadzonych zarówno wtedy, jak i w przyszłości. Do bieżącej polityki nie powinno się mieszać gospodarki ani strategii rozwoju gospodarczego. A tak się właśnie stało.

 

Wystąpienie prof. Andrzeja Karpińskiego

 

Otrzymałem zadanie, aby pokazać, jaką rolę odegrał polski przemysł w rozwoju Polski w latach siedemdziesiątych. Jest to zadanie skomplikowane, gdyż w ostatnim czasie narasta propaganda antypeerelowska, która w pewnym stopniu zakwestionowała fakty, wydarzenia i oceny poprzednio zweryfikowane. Na wstępie będę się starał przypomnieć pewne fakty, o których my z upodobaniem narodowym zapominamy. Są to fakty związane z rzeczywistymi osiągnięciami tamtej epoki. Z kolei wypowiem się o losach tego potencjału przemysłowego, który w latach 1970 – 1980 został zbudowany. Konieczne też będą wnioski, jakie z tego przeglądu faktów wynikają dla przyszłości.

W jednym ze swoich przemówień pod koniec lat 70. Edward Gierek podał pewnego rodzaju formułę oceny tego dziesięciolecia: “Osiągnięcia tego dziesięciolecia pozwalają uznać, że w tym okresie nastąpiło drugie uprzemysłowienie Polski”. Dlatego możemy zadać pytanie, czy dzisiaj, w świetle obecnych badań, ta formuła się ostała i czy nadal jest aktualna?

Z całą odpowiedzialnością naukową mogę stwierdzić, że całość badań naukowych prowadzonych po roku 1970 potwierdza, że ta teza była i jest nadal aktualna. Na jej potwierdzenie można przytoczyć wiele dowodów, ale ograniczę się tylko do niektórych.

Pierwszą sprawą jest wzrost zatrudnienia, który nastąpił w tamtym okresie. Zatrudnienie w gospodarce, a szczególnie zatrudnienie w przemyśle jest podstawowym wskaźnikiem charakteru przemysłowego kraju. W 1970 r. w przemyśle polskim pracowało ok. 3 mln 78 tys. ludzi. Po 10 latach, w roku 1980 pracowało w przemyśle ok. 5 mln 245 tys. osób. W tymże roku zatrudnienie osiągnęło swój szczyt i nigdy już nie przekroczyło tego poziomu. Wręcz przeciwnie, od tego czasu mamy do czynienia z głębokim spadkiem zatrudnienia przemysłowego.

Lata siedemdziesiąte, o czym była już mowa, charakteryzowały się niezwykle intensywnym inwestowaniem. W ciągu dekady lat 70. zbudowano 557 nowych zakładów i kombinatów przemysłowych. Są to obiekty zbudowane na terenach poprzednio nie eksploatowanych przemysłowo. Jest to ok. 40 proc. wszystkich obiektów przemysłowych zbudowanych w okresie PRL. W okresie całego PRL wybudowano 1530 zakładów przemysłowych.

Drugie pytanie dotyczy sprawy, czy intensywny rozwój przemysłu był równoznaczny z postępem wytwórczym. O uprzemysłowieniu i postępie możemy mówić wtedy, kiedy rozwój przemysłu prowadzi do wzmocnienia pozycji przemysłu w gospodarce narodowej i do przekształceń w strukturze gospodarczej kraju. Taki związek jest bardzo ścisły. W 1980 r. z pracy w przemyśle (szacując razem z rodzinami) utrzymywało się ok. 14-16 mln ludzi, czyli ok. 40 proc. Polaków żyło z pracy w przemyśle. W latach 70. liczba Polaków żyjących z pracy w przemyśle po raz pierwszy przekroczyła liczbę Polaków żyjących z pracy w rolnictwie. Po raz pierwszy w naszej historii zaistniała możliwość powstania społeczeństwa przemysłowego.

W ostatnich dziesięciu latach, w okresie nasilenia propagandy antypeerelowskiej lansuje się pogląd, że uprzemysłowienie Polski było mitem. Tak stawiane zagadnienie nie wytrzymuje krytyki w świetle badań naukowych. Po pierwsze, trzeba by udowodnić, że cywilizacja przemysłowa, w której Europa tkwi od blisko 250 lat, jest mitem. Po drugie należałoby wytłumaczyć, dlaczego w grupie państw G-7, jako najbardziej uprzemysłowionych krajów, ten sektor gospodarki nadal jest dominujący. I mimo tego, że świat wszedł w okres cywilizacji informacyjnej i wykształca się nowy etap rozwoju ludzkości, to jednak nadal dobra przemysłowe stanowią główną płaszczyznę konfrontacji na rynkach światowych. Dopóki w tym zakresie nie nastąpią zmiany, uprzemysłowienie Polski było i jest nadal koniecznością.

Jakie są losy potencjału przemysłowego stworzonego w latach 70. i po roku 89? Zatrudnienie w przemyśle w roku bieżącym nie przekroczy 2 mln 900 tys. pracowników. To oznacza, że do poziomu szczytowego zatrudnienia z roku 1980 nastąpiła w Polsce utrata 2 mln 400 tys. miejsc pracy. Taka sytuacja nie ma precedensu w całej Europie. Polska po 1989 r, stała się krajem o najgłębszej deinstrulizacji w powojennej Europie.

Deinstrulizacja następuje także w innych krajach, ale dzieje się to wtedy, kiedy popyt na dobra przemysłowe przesuwa się w sferę usług. W Polsce nie ma takiej sytuacji. W Polsce popyt na dobra przemysłowe jest nadal wysoki. Dlatego nie znajduje uzasadnienia pogląd, że w Polsce deinstrulizacja była konieczna, raczej była ona przedwczesna. Cała współczesna Europa więcej importuje niż eksportuje wyrobów przemysłowych. Jednakże nadwyżki importu nad eksportem są w Polsce wyjątkowo niekorzystne. W Unii Europejskiej nadwyżka importu nad eksportem w zakresie dóbr przemysłowych wynosi ok. 3 proc. wpływów z całego eksportu, a w Polsce ponad 10 proc. Mamy w rezultacie jeden z najwyższych udziałów w penetracji importowej na rynku wewnętrznym.

Według ostatnich badań z 2006 r. towary importowane na naszym rynku wewnętrznym stanowiły 54 proc. całości sprzedaży. Jedną z przyczyn jest to, że nasze własne towary nie wytrzymują konkurencji na rynku wewnętrznym. Dzieje się tak dlatego, ponieważ Polska w UE po 1989 r. w niewielkim stopniu uczestniczyła w rozwoju nowoczesnych elementów struktur przemysłowych.

Trzy wnioski są zasadnicze. W Polsce współczesnej bardziej potrzebna jest modernizacja struktur przemysłowych niż wysokie tempo produkcji przemysłowej. Byłoby dobrze mieć i jedno i drugie, ale jeśli za to wysokie tempo mamy płacić stagnacją lub nawet regresem w budowie nowoczesnych struktur przemysłowych, to korzystniejsza jest ich modernizacja. We współczesnym świecie nie ma innej modernizacji niż wprowadzenie kraju w erę cywilizacji informacyjnej. To powinno być takim samym narodowym zadaniem jak w przeszłości uprzemysłowienie Polski.

Jak byśmy nie krytykowali PRL, bo zawsze są takie dziedziny, które można skrytykować, tak nie można nie dostrzegać, że gospodarka PRL wykazywała wysoką skłonność do inwestowania. Po 1989 r. zarówno skłonność, jak i zdolność do inwestowania osłabła. Jeśli chcemy modernizować kraj, to nie uda się tego zrobić bez przywrócenia skłonności do inwestycji i doskonalenia struktur przemysłowych. Zdajemy sobie sprawę, że ta skłonność do inwestowania w PRL była czasem nadużywana lub wykorzystywana w nie zawsze właściwym kierunku. Ale modernizacja technologiczna przemysłu polskiego była i jest nadal niezbędna.

W obecnych czasach niezbędna jest zdolność do tworzenia nowych miejsc pracy. Ubiegłe dwadzieścia lat jest zaprzeczeniem naszej mobilności w tej dziedzinie. Ten okres to wielka dezaktywizacja Polski. Spadek miejsc pracy sięgnął już 4,5 mln. Jeśli chcemy, aby w rozwoju gospodarczym partycypował cały naród, a nie wybrane grupy i środowiska, to musimy odbudować zdolność tworzenia nowych miejsc pracy i muszą być to miejsca efektywne. Dlatego w moim przekonaniu, jeżeli chcemy lepszej przyszłości dla naszego kraju, musimy uzyskać przełomy w trzech dziedzinach: szybszy postęp modernizacji, większa zdolność podejmowania inwestycji oraz większe możliwości tworzenia miejsc pracy.

 

Wystąpienie prof. Adama Gierka

 

Mówiliśmy już o tym, jak to było, czego nie należy zapominać i czego mogą nas te lata nauczyć. Ja chciałbym się podzielić refleksją dotyczącego tego co może być, czyli najbliższej przyszłości.

Jaka jest aktualna sytuacja gospodarki europejskiej i światowej? Aktualną sytuację gospodarczą determinują trzy istotne kwestie: kryzys finansowy i gospodarczy, kwestia polityki klimatyczno-energetycznej, kryzys w Grecji, a być może wkrótce także w Portugalii, Hiszpanii, Włoszech i Irlandii. Sprawia to zadłużenie tych krajów i brak możliwości jego spłaty. Warto pamiętać, że myśmy w latach siedemdziesiątych ustawiali w Polsce graniczne zadłużenie na 20 proc., a nie na 60 proc. jak to ma miejsce w Unii Europejskiej zgodnie z traktatem w Maastricht. Nasze zadłużenie (zewnętrzne i wewnętrzne) obecnie sięga 170 mld euro plus około 700 mld zł. W przeliczeniu na dolary będzie to w granicach 400-500 mld dolarów aktualnego zadłużenia naszego kraju.

Propaganda kreśli czarny obraz zadłużenia lat 70., ale wtedy kredyty były brane na inwestycje, a teraz bierze się kredyty, aby łatać dziury w budżecie, a także likwidować za nie polską gospodarkę, np. kopalnie były likwidowane właśnie za te kredyty. Ta czarna propaganda jest wykorzystywana po to, aby przykryć nieudolność obecnie rządzących i ich spolegliwość wobec obcego kapitału. Ten czarny obraz nie jest niczym nowym. Propaganda po roku 1981 pomijała koszty stanu wojennego, embarga wprowadzonego przez USA, perturbacje gospodarki w 1981 r., nihilistyczny i niszczący festiwal “Solidarności”, a właśnie te kwestie uniemożliwiły terminową spłatę długów.

A teraz energetyka. Jak wiadomo, wskaźniki zużycia energii brutto przez dany kraj są wykorzystywane do oceny poziomu gospodarczego oraz dynamiki wzrostu. W Niemczech np. zużywa się dwa razy więcej energii na osobę niż w Polsce, w USA cztery razy więcej. Szacując inwestycje energetyczne w Polsce po drugiej wojnie światowej szacujemy, że w latach 50. przybyło ponad 3000 MW, w latach 60. – ponad 6.640 MW, w latach 70. – 11.401 MW, w latach 80. – 6600 MW, w latach 90 – brak przyrostu. Oznacza to, że aktualna produkcja energii powstała dzięki mocom wytworzonym w okresie PRL, z tego 40 proc. dzięki inwestycjom w latach 70. Również budowa naszej największej inwestycji energetycznej w Bełchatowie miała miejsce w drugiej połowie lat 70.

Nasi negocjatorzy w sprawie akcesji do Unii Europejskiej zdawali sprawozdanie w Senacie RP. Ja wtedy zadałem premierowi Leszkowi Millerowi pytanie o atuty, jakie Polska wnosi do UE. On wtedy odpowiedział: młode, dobrze wykształcone społeczeństwo. To też przecież zasługa PRL-u. Oczekiwałem, że wymieni także elementy konkurencyjności naszej gospodarki, ale tak się nie stało.

Nasza energetyka oparta jest w przeważającej mierze na węglu i to zarówno w zakresie wytwarzania prądu, jak i ciepłownictwa. Wprawdzie w latach 70 próbowano dokonać rozwoju energetyki jądrowej, a budowana elektrownia w Żarnowcu została zatrzymana i próby te zarzucono. Nie ulega jednak wątpliwości, że energetyka także w naszym kraju, w perspektywie długoterminowej, stanie się koniecznością. Do tego czasu powinniśmy nadal opierać się na węglu.

O zmianach klimatycznych mówi się dużo i często. Ocieplenie globalne w świetle tego, co mówią nasi naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, właściwie nie istnieje. A w tym zakresie, w jakim występuje, spowodowane jest czynnikami naturalnymi a nie emisją dwutlenku węgla. Nasz rząd niestety podpisał pakiet klimatyczno-energetyczny, który nie wróży nam nic dobrego. Został także wstrzymany rozwój inwestowania w energetykę, bo nie wiadomo, w którym kierunku należy to robić, a przecież wiadomo, że takie inwestycje trwają długo. Jeśli ten stan zawieszenia będzie trwał dłużej, to nie wiadomo jak w najbliższej przyszłości będzie wyglądała nasza gospodarka. Wszystko przecież zależy od energii, która jest głównym czynnikiem rozwoju gospodarczego.

Na szczycie klimatycznym w Kopenhadze propozycje Unii Europejskiej zostały przez większość krajów odrzucone, np. przez Chiny, Indie i Stany Zjednoczone, ponieważ nie uwzględniały interesów krajów rozwijających się, nie uwzględniały konkurencji na świecie, niesprawiedliwie dzieliły prawa do wspólnego dobra, jakim jest nasza ziemia i jej zasoby. Stało się tak również dlatego, bo te propozycje opierały się w dużej mierze na mało wiarygodnej naukowo hipotezie o szkodliwości węgla dla naszego klimatu.

Co w takiej sytuacji powinna robić Polska? W latach 70. powstało wiele ciepłowni osiedlowych, które powinny być zastąpione przez nowoczesne elektrociepłownie, tak aby obok produkcji ciepła zwiększyć produkcję energii elektrycznej. Kraj nasz jest obecnie najbardziej energetycznie bezpiecznym krajem, bo dysponujemy węglem. Ale do czasu. Unia Europejska, a szczególnie niektóre jej kraje nie opierają swej energetyki na węglu, np. Szwecja preferuje energetykę wodną, Francja energetykę atomową, Dania wiatrową itp. Te kraje chcą być konkurencyjne i zmierzają w kierunku ograniczania zużycia węgla w gospodarce. U nas wkrótce stare elektrownie będą zmuszone do likwidacji części instalacji, bo zacznie się bieda energetyczna, za którą jak zwykle zapłaci Gierek i komuna.

Powinniśmy popierać rozwój budownictwa komunalnego, bo podobnie jak w latach 70. w Polsce może ono być lokomotywą rozwoju gospodarczego i kreowania licznych miejsc pracy. Powinniśmy preferować rozwój nauki, tak by jak w latach 70 kierowano na nią co najmniej 2,5 proc. PKB, a nie jak obecnie ok. 0,6 proc. powinniśmy także postulować rozwój infrastruktury w naszym kraju, a w tym wrócić do zapoczątkowanego w latach 70. programu “Wisła”. .Powinniśmy popierać zieloną technologię, podejmować problematykę termoizolacji, rewitalizacji osiedli z tzw. wielkiej płyty, które powstały głównie w latach 70. Ale nie powinniśmy rezygnować z górnictwa węglowego. Powinniśmy walczyć z dalszą deinstrunalizacją naszego kraju zafundowaną nam po transformacji ustrojowej z 1989 r. w ramach balcerowiczowskiej terapii szokowej – łatwiej jest bowiem burzyć, aniżeli budować.

Zdumiewa zadowolenie niektórych prominentnych polityków lewicy, którzy wydają bardzo pozytywną ocenę zmianom jakie miały miejsce w okresie transformacji po 1989 r., a przecież te zmiany doprowadziły do tego, że PKB Polski w odniesieniu do PKB świata, które w 1979 r. wynosiło 2,5 proc., gwałtownie spadło i obecnie wynosi jedynie 0,6 proc. powinniśmy zatem w pierwszej kolejności doprowadzić do odrodzenia gospodarczego naszego kraju poprzez dalekowzroczną politykę, której celem byłoby, podobnie jak w latach 70., służenie naszemu społeczeństwu.

 

Wystąpienie posła Bartosza Arłukowicza

 

Powinniśmy mówić o przyszłości, czyli o tym, w jakim państwie chcemy żyć i jakie państwo chcemy budować. Każdy z nas przechodzi swoją drogę życiową od młodości, poprzez wiek dojrzały i aż po wiek emerytalny. Każdy z nas tak naprawdę boryka się z tymi samymi problemami. Polska jest dla wszystkich: i dla będących w wieku produkcyjnym i dla starszych. W Polsce rzadko kto zwraca się do tej grupy społecznej, a jeszcze rzadziej chce uczestniczyć w rozwiązywaniu jej problemów. Obecne państwo traktuje ją przedmiotowo i sprowadza do problemu rewaloryzacji rent i emerytur. Ale ja jestem lekarzem i często mam z tymi ludźmi kontakt i widzę, jak chorują i jak się starzeją.

Mam wrażenie, że po dwudziestu latach transformacji jesteśmy w takim miejscu, kiedy musimy się zdecydować, w jakim państwie będziemy żyli. Istota problemu zasadza się na kwestii, czy w państwie demokratycznym najważniejszy jest człowiek, czy PKB, czyli wzrost gospodarczy. Uważam, że sensem demokratycznego państwa, jego największą wartością jest człowiek, a inne wartości powinny być dopasowywane do człowieka. Chodzi o to, aby nie człowiek służył państwu, ale państwo służyło człowiekowi. Dzisiaj o zdrowiu człowieka decyduje urzędnik, którego lekarz musi pytać, czy może leczyć. Nie w takiej Polsce chcemy żyć i nie taką Polskę będziemy budowali.

Chcemy państwa takiego, w którym silniejszy broni słabszego, a większość chroni mniejszość i szanuje jej prawa, bez względu na to, o jakiej mniejszości mówimy. Taką mniejszością są np.. ludzie starzy i ludzie chorzy. Pytanie, czy większość szanuje tę mniejszość i jak się do niej odnosi? Kobiety, które rodzą dzieci, też są mniejszością i pytanie, czy mają równe prawa z mężczyznami? Parytety, o które toczy się walka, muszą polegać na równych szansach startu do życia, a nie tylko jako maszynka wyborcza. Musimy budować państwo, w których parytety będą obowiązywać codziennie: w pracy, w domu, na ulicy i w szkole. Czyli człowiek i tolerancja.

Tylko wtedy, kiedy w naszym państwie będziemy szanować przeszłość i tradycję, będziemy mogli włączyć się w nurt postępu. Tylko państwo, w którym szanuje się te wartości, może iść drogą postępu. My żyjemy w państwie owładniętym prawicową tradycją i konserwatyzmem, gdzie mówi się o postępie jako czymś grzesznym. A przecież nasze społeczeństwo w swej większości chce korzystać z postępu cywilizacyjnego. Tymczasem żyjemy pod dyktatem tych, którzy nam mówią co nam wolno a czego nie wolno, co jest dobre a co jest złe. Ja mówię, że dobre jest to wszystko co nie krzywdzi drugiego człowieka. Państwo jest od tego, aby regulowało bezpieczeństwo swojego obywatela, a nie narzucało mu jak ma żyć.

Jest jeszcze coś, co powinniśmy cenić najbardziej, a mianowicie wolność wyboru. Dobre państwo to jest takie państwo, które pozwala wybierać obywatelowi to co jest dla niego dobre. A dzisiaj żyjemy w państwie, w którym to prawo jest często naruszane. W tym państwie ciągle nam mówią jak mamy żyć: jak się rodzić, jak umierać, z kim mamy się kochać i co nam wolno a czego nie wolno. Wolność wyboru i możliwość podejmowania decyzji o zmienianiu rzeczywistości, w jakiej żyjemy, to jest dar, który powinniśmy kultywować i którego powinniśmy bronić. To jest nasze zadanie – zmieniajmy Polskę, bo ta Polska jest nasza!

 

W dyskusji poruszano problemy dotyczące m.in. oskarżeń IPN o sowietyzację polskiej gospodarki przez Edwarda Gierka, czy nasza gospodarka była uzależniona i od kogo. Jak się kształtowały relacje ekonomiczne w czasach, gdy nasz kraj funkcjonował w ramach systemu RWPG. Czy Edward Gierek optował za rozliczeniami w dolarach, czy w rublach transferowych. Czy nie stało się tak, że Edward Gierek zapłacił za propagandę sukcesu. Jak to się stało, że w tamtych latach potrafiliśmy produkować dobrej klasy sprzęt elektroniczny na zachodnich licencjach, a potem już nie. Dlaczego branże, które kwitły za Gierka są likwidowane. Czy w czasie funkcjonowania tamtej ekipy były w Polsce głodne dzieci. Dlaczego w takiej skali, jakiej nie było w latach 70., występują problemy z brakiem żłobków i przedszkoli? Czy w ramach Instytutu im. E. Gierka powstanie internetowe forum dyskusyjne.

 

Problemy zarysowane zarówno w wystąpieniach prelegentów, jak i dyskutantów wymagają wszechstronnego naświetlenia w kolejnych sesjach Instytutu, o czym zapewniają inicjatorzy powołania fundacji. Stosowne prace prawne zostały już podjęte, a dokumenty skierowane do rejestracji.

 

Oprac. Mieczysław Kozłowski

Ruch Odrodzenia Gospidarczego im. Edwarda Gierka

ul. Hoża 62 lok 68, Warszawa

Adres do korespondencji:

82-110, Sztutowo ul. Zalewowa 10G lok. 9

e-mail: zbyszek.sowa@poczta.fm

© 2018 Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Wszelkie prawa zastrzeżone.